Sąsiad o poszukiwanym Jacku Jaworku. „Mówił, że ma wszystkiego dość”

Dziennikarze se.pl dotarli do sąsiada Jacka Jaworka, który powiedział o zachowaniu poszukiwanego w ostatnich dniach przed tragedią. 52-latek podejrzany jest o morderstwo brata, jego żony i ich 17-letniego syna. Do zabójstwa doszło w domu w Borowcach pod Częstochową.

Jacek Jaworek podejrzany jest o to, że w sobotę 10 lipca zamordował swojego brata, szwagierkę oraz 17-letniego syna małżeństwa. Z domu, w którym doszło do tragedii, udało się uciec tylko 13-latkowi, który schował się przed wujkiem, a potem uciekł przez okno. „Fakt” – powołując się na rozmowy kuzyna, u którego schronił się nastolatek, pisze, że 13-latek „widział krew, słyszał charczenie” i cały czas się boi, że morderca po niego wróci. Poszukiwania 52-latka trwają już drugi dzień.

Dziennikarka portalu se.pl dotarła do sąsiada rodziny, który rozmawiał z Jackiem Jaworkiem w wieczór poprzedzający tragiczną zbrodnię. Pan Tomasz spotkał się z 52-latkiem, a podczas rozmowy mężczyźni spożywali alkohol – ale jak podkreśla sąsiad, nie była to libacja. Panowie rozeszli się koło północy. Pan Tomasz podkreśla, że Jacek był spokojny i nie okazywał żadnej złości na swoich bliskich.

Od kilku dni skarżył się jednak panu Tomaszowi na problemy z byłą żoną. – Kilka dni wcześniej mówił, że ma wszystkiego dość, a sytuacja zaczyna go przytłaczać. Miał problemy ze swoją byłą żoną, założyła mu sprawę o alimenty na dzieci (których ma trójkę – red.). Nie miał stałego adresu zamieszkania, więc wszystkie dokumenty trafiały na częstochowski adres do byłej żony. Ona podobno dokumenty wyrzucała. Więc jak nie zgłaszał się na terminy rozpraw, to oni mu zasądzili alimenty. Dwa, trzy miesiące za nie przesiedział w areszcie w Częstochowie – mówi sąsiad poszukiwanego.

Sprawę o alimenty miała założyć ojcu także 18-letnia córka. 52-latek dowiedział się o tym po czasie. Mężczyzna nie miał pieniędzy, ponieważ przez epidemię koronawirusa nie mógł tak często wyjeżdżać do pracy do Niemiec czy Szwajcarii. Nie miał też swojego mieszkania, więc po rozstaniu z żoną przeniósł się do domu należącego do nieżyjących rodziców. W domu tym mieszkali jednak jego brat z żoną i dwójką synów. 52-latek miał tam zostać na dwa tygodnie, jednak mieszkał z nimi już ponad pół roku. Sąsiad przyznaje, że nie chciał dokładać się do rachunków, które opłacał jego brat.

Kilka dni przed morderstwem Jaworek pojechał też do Małopolski, gdzie potężna nawałnica i grad uszkodziły jego auto. Koszt naprawy oszacowano na pięć tysięcy złotych. To właśnie to auto zostawił przed domem, skąd uciekł po zabiciu swoich bliskich.

– Nie wiedziałem, że miał pistolet. Ale ja tu przyjeżdżam odpocząć. Nie mieszkałem tu na co dzień. Nie znam go od strony agresywnej, ale ludzie mi opowiadali, że potrafił taki być. To był człowiek niecyfrowy, nie miał smartfona. W internecie to potrafił sprawdzić najwyżej prognozę pogody i wiadomości. Za granicę do pracy wyjeżdżał, ale nawet języków nie znał. To był prosty człowiek – mówił pan Tomasz.

„Super Express” opisał też historię zamordowanej rodziny. Justyna i Janusz poznali się już w dzieciństwie. Po ślubie wyjechali do Włoch, gdzie spędzili kilka lat. Tam też urodził się ich pierwszy syn Jakub. Po powrocie do Polski urodził się ich drugi syn, którego nazwali Gianni. Kobieta zajmowała się domem, a jej mąż znalazł zatrudnienie w budownictwie. – Wiem, że Justyna, Janusz i ich dzieci byli przez niego zastraszani i po prostu się go bali. Justyna nie zostawiała nawet chłopców sam na sam z Jackiem, bo nie miała do niego zaufania – powiedziała gazecie przyjaciółka zamordowanej kobiety.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Londyn: Zawarł „pakt z diabłem” i zabił dwie siostry

Historia tej potwornej zbrodni mrozi krew w żyłach. Danyal Hussein zamordował dwie kobiety, bo zawarł pakt z diabłem i uwierzył, że dzięki temu wygra na loterii Mega Millions Super Jackpot. Według śledczych, w jego planach były kolejne morderstwa. Łącznie miał zabić sześć osób.

Danyal Hussein z Londynu został skazany za brutalne zabójstwo dwóch kobiet, którego dopuścił się w czerwcu 2020 roku. Sąd nie ogłosił jeszcze wymiaru kary. Według śledczych, zatrzymanie 19-letniego Husseina zapobiegło kolejnym morderstwom. Jak czytamy w aktach, łącznie miało zginąć sześć osób.

Hussein zaatakował swoje ofiary w londyńskiej dzielnicy Wembley. 46-letnia Bibaa Henry świętowała w parku swoje urodziny wraz z siostrą, 27-letnią Nicole Smallman. Gdy kobiety zostały same, 19-latek zadał im 36 ciosów nożem. Młodsza z kobiet miała się bronić i dotkliwie zranić napastnika.

Hussein ukrył zwłoki kobiet w lesie. Na miejscu pozostawił jednak ślady swojej krwi, dzięki czemu śledczy szybko go zidentyfikowali. W jego mieszkaniu znaleziono losy na loterię i „pakt z diabłem”, zaadresowany do króla Lucyfuge Rofocale. Śledztwo wykazało, że 19-letni Danyal Hussein podpisał umowę z diabłem, w której zobowiązał się do zamordowania co najmniej sześciu osób. Wierzył, że dzięki temu wygra w „Mega Millions Super Jackpot”.

– Jestem przekonany, podobnie jak cały mój zespół, że popełniłby więcej morderstw – przekonuje prowadzący śledztwo inspektor Simon Harding. – Normalnemu człowiekowi trudno to zrozumieć – dodaje.
Więcej: https://wiadomosci.radiozet.pl/Swiat/Danyal-Hussein-zawarl-pakt-z-diablem-i-zamordowal-dwie-siostry-w-Londynie
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalne zabójstwo w Ząbkach. Jest akt oskarżenia

Prokuratura Rejonowa w Wołominie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Ryszardowi R., któremu zarzuca dokonanie brutalnego zabójstwa właściciela warzywniaka w Ząbkach. Sprawca ukradł 2 tys. zł. 57-latkowi grozi dożywocie.

Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo w zamiarze bezpośrednim, w związku z dokonaniem rozboju – mówi prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Śledczy ustalili, że 57-latek uderzył swoją ofiarę w trzykrotnie metalową rurką w głowę, a także w tułów oraz w ręce.

Świadkowie wezwali pomoc

Do zdarzenia doszło 10 stycznia w Ząbkach. Około godz. 18 świadkowie przejeżdżający obok sklepu warzywnego u zbiegu ulic Powstańców i Generała Stanisława Maczka, powiadomili funkcjonariuszy Komendy Policji w Ząbkach o szarpaninie w lokalu. Osoby, które wezwały pomoc, widziały przez szybę, jak jedna osoba ciągnie drugą po podłodze. Następnie w lokalu zgasło światło i zasłonięto okna. Sprawca zbiegł.

Przybyła na miejsce załoga pogotowia ratunkowego zastała pokrzywdzonego właściciela sklepu spożywczo-warzywnego leżącego w kałuży krwi. Pokrzywdzonego z ciężkimi obrażeniami głowy przetransportowano do Szpitala WUM, gdzie w nocy zmarł – podała prok. Skrzeczkowska.

Podejrzany wytypowany dzięki nagraniom z monitoringu

Funkcjonariusze policji wytypowali kilka osób, które podejrzewano o dokonanie zbrodni, ale ich udział w zdarzeniu się nie potwierdził. Na nagraniu z kamer monitorujących okolice miejsca zbrodni zarejestrowano mężczyznę poruszającego się w charakterystyczny sposób. Policjanci ustalili, że wchodził on do sklepu w tym samym czasie, w którym świadkowie zaobserwowali szarpaninę. Udało się również odtworzyć, że sprawca po opuszczeniu sklepu przemieszczał się w kierunku ulicy Piłsudskiego.

21 stycznia funkcjonariusze Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP zatrzymali pochodzącego z Wyszkowa Ryszarda R. Jego DNA ujawniono na materiałowej rękawiczce, którą policja zabezpieczyła na miejscu zbrodni. 57-latek został także przebadany wariografem.

Eksperyment wykazał, że podejrzany reagował na zadawane mu pytania jak osoba, która może być sprawcą, jednak podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy. Zdanie zmienił dopiero podczas posiedzenia aresztowego i sam prosił sąd o zamknięcie go w areszcie śledczym. Mówił, że przed zdarzeniem obserwował warzywniak, a 10 stycznia zaatakował 67-letniego właściciela uderzając go metalową rurką w głowę. Podejrzany powiedział także, że w wyniku rabunku wzbogacił się o dwa tysiące złotych. Później znów zmienił wyjaśnienia.

Podejrzany kilkukrotnie zmieniał swoje stanowisko co do przyznania się do popełnienia zarzucanego mu czynu – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Ryszard R. spędził za kratkami ponad 20 lat

Oskarżony Ryszard R. w przeszłości był karany. w 1995 roku Sąd Wojewódzki w Ostrołęce skazał go za usiłowanie zabójstwa z użyciem broni palnej, do którego również doszło w związku z rozbojem. Jak ustaliła PAP, mężczyzna w zakładach karnych spędził ponad 20 lat. Obecnie jest tymczasowo aresztowany. Za zbrodnię w Ząbkach grozi mu kara od 8 lat do dożywocia.

Śledczy ustalili, że Ryszard R. przed zatrzymaniem mieszkał za granicą. Według funkcjonariuszy po dokonaniu zbrodni planował ucieczkę do Norwegii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

26-latek oskarżony o zabójstwo brata bliźniaka

26-letni Mateusz G. usłyszał zarzut zabójstwa brata bliźniaka. Mężczyzna miał zadać mu siedem ciosów nożem, m.in. w klatkę piersiową. Oskarżony nie przyznaje się do winy, odmówił też złożenia wyjaśnień. Jak powiedział we wtorek rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak, „Mateusz G. usłyszał zarzut z art. 148 par. 1 kodeksu karnego, czyli zabójstwa”.

Do zabójstwa doszło 19 czerwca w Kłecku. 26-latek zadał bratu siedem ciosów nożem w klatkę piersiową oraz inne części ciała, powodując śmierć mężczyzny – stwierdził Wawrzyniak. Dodał, że mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i odmówił składania wyjaśnień. Prokurator złożył wniosek do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielka Brytania: Student-neonazista skazany. Chciał „zabić wszystkich Żydów”

24-letni student-neonazista Andrew Dymock, który szukał w internecie, jak „zabić wszystkich Żydów” i wyciął swastykę w pośladkach swojej dziewczyny, został uznany za winnego 12 przestępstw związanych z terroryzmem przez ławę przysięgłych Centralnego Sądu Kryminalnego Anglii i Walii.

Andrew Dymock w latach 2017-2018 za pośrednictwem Twittera i na swojej stronie internetowej promował skrajnie prawicową grupę System Resistance Network (SRN), której celem było „wywołanie wojny rasowej”. Wykorzystywał również platformy internetowe do zbierania pieniędzy dla tej nielegalnej organizacji, która głosiła „zerową tolerancję” dla niebiałych, społeczności żydowskich i muzułmańskich i opisywała homoseksualizm jako chorobę.

Dymock, który w tym czasie studiował politologię na Uniwersytecie Aberystwyth w Walii, zaprzeczył, by były to jego konta i twierdził, że został wrobiony przez swojego byłego partnera, który nie zdołał go zwerbować do organizacji terrorystycznej National Action (NA). Policja znalazła też zdjęcie na jednym z urządzeń Dymocka, przedstawiające swastykę wyciętą na pośladku jego dziewczyny.

Prokurator Jocelyn Ledward powiedziała ławie przysięgłych, że Dymock nie jest sądzony za posiadanie rasistowskich, antysemickich lub homofobicznych przekonań, ale „raczej za zachęcanie do działalności terrorystycznej, przemocy, jako sposobu kształtowania społeczeństwa zgodnie z jego przekonaniami, a nie poprzez wolność słowa i demokrację”.

Dymock został uznany za winnego m.in. zachęcania do terroryzmu, zbierania funduszy na działalność terrorystyczną, rozpowszechniania publikacji terrorystycznych, podsycania nienawiści rasowej i nienawiści ze względu na orientację seksualną.

Podczas aresztowania na lotnisku policja znalazła w jego bagażu nazistowską literaturę, w tym „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, a także ubrania z symboliką neonazistowską. W swoim mieszkaniu miał też podobne książki, flagi i ubrania. Dymock zaprzeczył, że jest neonazistą, zadeklarował też, że „tak naprawdę jest biseksualny, ale skłania się ku homoseksualizmowi”, a „Mein Kampf” potrzebny jest mu do badań nad prawicowym populizmem.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina w Żyrardowie. Nie żyje 20-latek

W nocnej strzelaninie w Żyrardowie zginął 20-letni mężczyzna – poinformowała oficer prasowa miejscowej Komendy Powiatowej Policji sierż. Monika Michalczyk. O zdarzeniu jako pierwsi dowiedzieli się nieoficjalnie dziennikarze RMF FM. Oficer prasowa potwierdziła informacje RMF FM o strzelaninie w Żyrardowie. Poinformowała, że zginęła w niej jedna osoba. Odmówiła udzielenia szczegółowych informacji. Podkreśliła, że postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do strzelaniny doszło po godz. 2 w nocy. Do grupy mężczyzn podjechał samochód, w którym – według nieoficjalnych informacji – było kilka osób. Oddano strzał z pistoletu, który okazał się śmiertelny dla 20-latka.
Źródło info i foto: onet.pl

Aktor i prezenter telewizyjny Bartłomiej M. zatrzymany. Miał zgwałcić trzy nastolatki

Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymano w środę aktora Bartłomieja M., byłego prezentera stacji Poland IN. Mężczyzna podejrzany jest o dokonanie gwałtów na trzech nieletnich kobietach – ustalił portal wPolityce.pl.

„Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie został dziś (1 czerwca 2021 roku) zatrzymany aktor i fotograf Bartłomiej M. Usłyszał zarzut gwałtu na trzech nastolatkach – w wieku od 15 do 17 lat, a także nawiązywania kontaktów z małoletnimi w celu dokonywania na nich przestępstw seksualnych oraz posiadania pornografii z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Prokuratura wystąpiła do sądu o jego tymczasowe aresztowanie” – poinformowała warszawska prokuratura, cytowana przez portal. Według wPolityce.pl śledczy ustalili, że Bartłomiej M. nawiązywał kontakty z nastolatkami pod pretekstem wykonywania sesji zdjęciowych, zwabiał je do siebie, a następnie wykorzystywał seksualnie.

– W ten sposób ofiarą gwałtu padły co najmniej trzy dziewczyny w wieku od 15 do 17 lat. Ofiar może być więcej, ponieważ do prokuratury zgłaszają się kolejne pokrzywdzone. Trwa intensywne śledztwo w tej sprawie i prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutów – podała prokuratura. Portal wPolityce.pl wskazuje, że Bartłomiej M. już rok temu usłyszał zarzut doprowadzenia podstępem 14-latki do obcowania płciowego.

„Zawiadomienie złożyła pokrzywdzona, a śledztwo pozwoliło na ustalenie kolejnych ofiar i postawienie dziś Bartłomiejowi M. nowych zarzutów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był już oskarżony o podobny czyn. W listopadzie 2017 roku sąd nieprawomocnie orzekł wobec niego 2 lata i 11 miesięcy pozbawienia wolności za gwałt. Sprawa jest na etapie rozpoznawania apelacji” – czytamy.

Jak wyjaśnia portal, Bartłomiej M. „zaczynał swoją karierę polityczną w Platformie Obywatelskiej, ale epizodyczne role w filmach sensacyjnych, serialach i reklamach zmieniał tak często jak barwy polityczne”. „Na początku maja media informowały o szokujących upodobaniach Bartłomieja M., który miał upijać nastoletnie dziewczynki i robić im nagie zdjęcia. Swoje ofiary miał wyszukiwać w popularnym wśród młodych i młodocianych modelek serwisie” – podaje wPolityce.pl.

M. w filmach, serialach i Poland IN

W ostatnich latach M. zagrał epizodyczne role m.in. w serialach „Ślad”, „Ojciec Mateusz”, „Na dobre i na złe”, „Świat według Kiepskich ”i „Barwy szczęścia”, przez kilka lat grał w „Pielęgniarkach”, wystąpił też m.in. w filmach „Jak zostałem gangsterem” i dwóch częściach „Kobiet mafii”. Był też związany jako prezenter z Poland In, uruchomionym w listopadzie 2018 roku anglojęzycznym kanale Telewizji Polskiej. W 2015 roku bez powodzenia startował z listy PiS w wyborach do Sejmu.
Źródło info i foto: wirtualnemedia.pl

Kim Dzong-un kazał rozstrzelać dyrygenta

Miesiąc temu koreańskie media poinformowały, że Kim Dzong Un miał nakazać egzekucję dyrygenta, który pozwolił sobie na słowa na odmienną od dyktatora opinię. Mężczyzna miał zostać publicznie rozstrzelany, a kierowany przez niego chór miał zostać zmuszony do maszerowania obok zwłok.

Sprawę egzekucji północnokoreańskiego dyrygenta opisał pod koniec kwietnia południowokoreański dziennikarz Joo Seong-ha. Jak informował, do zdarzenia miało dojść po uroczystych obchodach urodzin Kim Dzong-una 16 lutego. Dzień ten nazywany jest w Korei Północnej „Dniem Świecącej Gwiazdy”.

Jednym z elementów obchodów miał być pokaz artystyczny będący połączeniem teatru cieni i magicznych sztuczek. Północnokoreański przywódca miał po nim wypowiadać się o artystach z uznaniem i stwierdzić, że spektakl bardzo mu się podobał. Dyrygent, który miał zostać rozstrzelany wyraził podobno krytyczną opinię na temat spektaklu i tym samym nie zgodzić się z opinią Kim Dzong-una. Jeszcze tego samego wieczora miał zostać aresztowany. Po kilku dniach miało zaś dojść do jego egzekucji, którą wykonano publicznie. Co więcej, członkowie dyrygowanego przez niego chóru mieli zostać zmuszeni do przemaszerowania obok zwłok.

Południowokoreański dziennikarz próbował ustalić tożsamość rozstrzelanego muzyka, ale nazwisko które mu podano okazało się być nieprawdziwe. Mimo to Joo Seong-ha nie ma najmniejszych wątpliwości, że opisana przez niego sytuacja miała miejsce.
Źródło info i foto: wp.pl

Policja wraca na miejsce ukrycia zwłok 11-letniego Sebastiana

Śledczy sprawdzają miejsce, gdzie ukryte zostały zwłoki 11-latka z Katowic. W badaniach wykorzystują georadar. Przypomnijmy, 41-letni mężczyzna, który przyznał się do porwania i zabójstwa Sebastiana, trafił na trzy miesiące do aresztu. Ta tragiczna historia wstrząsnęła całą Polską.

Śledczy na zlecenie prokuratury sprawdzali miejsce, w którym 41-letni Tomasz M. chciał ukryć zwłoki chłopca. Wnikliwie badają teren, żeby nie przeoczyć żadnego śladu, który może dotyczyć zbrodni.

W rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” prokurator Waldemar Łubniewski z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu przyznał, że śledczy przeprowadzają badanie georadarem, by sprawdzić czy Tomasz M. wcześniej dopuścił się podobnej zbrodni.

Potwierdzam, że takie czynności miały miejsce, nie mogę jednak ujawnić, które dokładnie miejsca były sprawdzane. Potwierdzam także, że na Niwce znaleźliśmy kości, jednak po zbadaniu okazały się one zwierzęce – mówi prokurator Waldemar Łubniewski z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu.

W rozmowie z naszym dziennikarzem prokurator nie wyklucza również kolejnego przesłuchania mężczyzny podejrzanego o zbrodnię. Tomasz M. przebywa w tymczasowym areszcie. Usłyszał już zarzut zabójstwa.

Z naszych informacji wynika, że prokurator przeanalizował już także akta sprawy 13-latki z Sosnowca, która jesienią ubiegłego roku, miała popełnić samobójstwo. Jak usłyszeliśmy, nie zapadła jeszcze decyzja czy ta sprawa zostanie połączona ze śledztwem dotyczącym śmierci 11- latka.

W czasie wielogodzinnego prokuratorskiego przesłuchania, mężczyzna ze szczegółami miał opowiedzieć o zbrodni. Prokuratura nie ujawnia jednak żadnych szczegółów.

Brat Tomasza M. zabiera głos

W rozmowie z „Super Expressem” ostatnie wydarzenia skomentował brat Tomasz M. Odniósł się m.in. do informacji o swojej córce: 13-letniej Dominice, która rok temu popełniła samobójstwo. Uważam, że jej śmierć nie miała żadnego związku z bratem, ona wujka na oczy nawet nie widziała, poza wczesnodziecięcym okresem – tłumaczy.

Jak dodaje, od brata odciął się lata temu, kiedy Tomasz M. porwał chłopca w 2008 roku w Siemianowicach Śląskich. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego – zaznacza. Nie mam pojęcia, skąd u niego takie skłonności. Jestem zszokowany tym wszystkim.

Pan Daniel domyśla się, co mogło doprowadzić do samobójstwa jego 13-letniej córki, ale nie chce o tym mówić.

Tragiczny finał poszukiwań chłopca

O tym, że 11-latek nie żyje policja poinformowała w niedzielę. Funkcjonariusze odnaleźli ciało zaginionego chłopca i zatrzymali 41-letniego mężczyznę, który przyznał się do uprowadzenia i zabójstwa dziecka.

11-letni Sebastian nie wrócił w sobotę do domu z placu zabaw. Miał być o 19:00, ale wysłał mamie SMS-a z prośbą o przesunięcie powrotu na godzinę 19:30. Dostał zgodę, ale w wyznaczonej porze w domu się nie pojawił. Chłopca szukali policjanci i strażackie grupy poszukiwacze z psami.

41-letni Tomasz M. został zatrzymany w niedzielę po godz. 17 w Sosnowcu. Przyznał się do uprowadzenia i zabicia 11-letniego Sebastiana. Wskazał też miejsce na terenie Sosnowca, gdzie zakopał ciało zaginionego chłopca. 41-latka udało się namierzyć dzięki zapisom z monitoringu na miejscu, gdzie po raz ostatni widziany był 11-letni Sebastian. Na nagraniach widoczne było auto mężczyzny.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zapadł wyrok w sprawie zabójstwa Zyty Michalskiej. Zbrodnia sprzed 27 lat

Zapadł wyrok ws. zabójstwa Zyty Michalskiej, która została zamordowana 27 lat temu. Waldemara B. skazano na 25 lat, chociaż przekonywał, że nie miał zamiaru zabić dziewczyny. – Jeśli ktoś co najmniej pięć razy, z dużą siłą, uderza kamieniem inną osobę w głowę, to robi to dlatego, że chce ją zabić. Świadczy też o tym dalsze postępowanie: oskarżony przeciągnął pokrzywdzoną ponad 34 m w głąb lasu, a potem przykrył jej ciało kurtką. Tak robi ktoś, kto chce zabić – powiedziała sędzia.

27 maja Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok w sprawie procesu dotyczącego zabójstwa 20-letniej Zyty Michalskiej, do którego doszło 27 lat temu. Waldemar B. został skazany na 25 lat więzienia oraz pozbawiono go praw publicznych na okres pięciu lat po opuszczeniu zakładu karnego – podała „Gazeta Wyborcza”.

– To zbrodnia okrutna, popełniona z błahych pobudek. Bo czy zdenerwowany człowiek bierze kamień i uderza inną osobę w głowę pięć razy? – zapytała w czwartek prowadząca sprawę zabójstwa sędzia Renata Żurowska. I dodała: – Nie, zdenerwowany człowiek tak nie robi. Oskarżony był zdolny do ogromnej przemocy i musi ponieść surową karę.

Waldemara B. oskarżono o zabójstwo oraz usiłowanie zgwałcenia kobiety, ponieważ mężczyzna rozciął oraz opuścił jej spodnie, a bluzkę podciągnął, jednak przyznał się wyłącznie do zabójstwa, a rozbierając dziewczynę, chciał upozorować gwałt, aby zmylić policję. – Nie jesteśmy w stanie tej wersji wykluczyć, a prawo nakazuje rozstrzygać wszelkie wątpliwości na korzyść oskarżonego – wyjaśniła sędzia Żurowska.

Obrońca Waldemara B. próbował przekonać sąd, że mężczyzna nie miał zamiaru zabić kobiety, jednak sąd nie zgodził się z adwokatem. – Jeśli ktoś co najmniej pięć razy, z dużą siłą, uderza kamieniem inną osobę w głowę, to robi to dlatego, że chce ją zabić. Świadczy też o tym dalsze postępowanie: oskarżony przeciągnął pokrzywdzoną ponad 34 m w głąb lasu, a potem przykrył jej ciało kurtką. Tak robi ktoś, kto chce zabić – powiedziała. Wyrok nie jest prawomocny, a obrońca Waldemara B. zapowiedział od niego odwołanie.

Do zabójstwa Zyty Michalskiej doszło w Wielkanoc 3 kwietnia 1994 roku w lesie w Mikuszewie (woj. wielkopolskie). 20-latka wyszła na spacer, a następnego dnia w lesie 800 metrów od domu znaleziono jej ciało.

Jak zeznawał później B., kobieta weszła mu pod rower, przez co przewrócił się na ziemię. Michalska miała na niego krzyczeć i uderzyć go w twarz, wywiązała się szarpanina. W końcu B. wziął do ręki kamień i uderzał nim w głowę ofiary. Po wszystkim zaciągnął ją w głąb lasu. Sekcja zwłok wykazała, że kobieta zmarła w wyniku udławienia się piaskiem i liśćmi, kiedy B. ciągnął ją po ziemi. W 1994 roku śledczy zabezpieczyli ślady oraz rozpoczęli przesłuchania, jednak nie udało im się wskazać podejrzanego, a sprawę umorzono.

Do sprawy wrócono w październiku 2020 roku, wówczas funkcjonariusze z poznańskiego Archiwum X rozpoczęli poszukiwania osób, które mogą mieć jakiekolwiek informacje w sprawie zabójstwa sprzed lat. Wytypowano 40 mężczyzn i tylko jeden z nich – Waldemar B. – nie miał alibi.
Źródło info i foto: Gazeta.pl