Zarzuty po śmierci 9-latki. Zginęła pod kołami terenówki

Do koszmarnego zdarzenia doszło w Kudowie-Zdroju. Pod kołami terenówki zginęła 9-letnia Zosia. Kierowca i jego pasażer usłyszeli zarzuty. Koszmar wydarzył się w piątek, 29 kwietnia o godz. 18:00 przy ul. Tkackiej w Kudowie-Zdroju. Zosia udała się na spacer z mamą. Potem wraz z koleżanką weszła na pagórek, z którego wspólnie chciały podziwiać pociągi. W pewnym momencie z drugiej strony pagórka wyjechała potężna terenówka. Auto wyskoczyło na wzniesieniu, a chwilę później spadło na Zosię. Druga dziewczynka zdołała uciec.

„Podbiegłam. Mama kucała przy dziewczynce. Inna pani dzwoniła po pogotowie. Dopóki nie przyjechała karetka, zaczęłyśmy z mamą dziewczynki reanimację. Na miejscu interweniowało też Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Reanimacja trwała około godziny, jednak dziewczynki nie udało się uratować” – powiedziała „Faktowi” pani Edyta, świadek tragedii.

Za kierownicą jeepa siedział 23-latek. Rozmówczyni tabloidu spostrzegła, że sam bawił się w tym miejscu, gdy był młodszy. Powinien zatem wiedzieć, że dzieci często się tam pojawiają. Szymon M. i jego pasażer uciekli z miejsca wypadku, ale szybko zostali zatrzymani. „Fakt” ustalił w prokuraturze, że kierowca jeepa usłyszał już zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca wypadku.
Źródło info i foto: o2.pl

Arkansas: Strzelanina w Dumas. 10 osób rannych

10 osób zostało rannych w strzelaninie w sobotni wieczór w 4-tysięcznym Dumas na południowym wschodzie stanu Arkansas w Stanach Zjednoczonych – informuje Reuters. Do zdarzenia doszło około 19:25 w pobliżu pokazu samochodowego. Według wstępnych informacji 10 osób zostało rannych w wyniku strzelaniny przed siedzibą firmy, gdzie odbywał się pokaz samochodów – powiedział Bill Sadler, rzecznik miejscowej. Portal BNO News informuje, że świadkowie strzelaniny mówią nawet o 20 rannych, w tym dzieciach, a wśród poszkodowanych ma być wiele ofiar śmiertelnych.

Szczegóły wydarzenia na razie nie są znane.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Co zabija amerykańskich żołnierzy na Alasce?

W ciągu trzech miesięcy na Alasce zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach pięciu żołnierzy. Ostatnią, piątą ofiarę śmiertelną znaleziono 30 grudnia. Rozwikłaniem zagadki tajemniczych zgonów zajął się wojskowy wydział kryminalno-śledczy. St. sierżant 41-letni Wesley Woods z 1. Zespołu Bojowego Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty w Fort Wainwright został uznany za zmarłego po nieudanej akcji reanimacyjnej w jego domu 30 grudnia – podało „Anchorage Daily News”. 

– Jesteśmy głęboko zasmuceni stratą sierżanta Woodsa – oświadczył podpułkownik Matthew Chase, dowódca 70. Brygady Batalionu Inżynieryjnego. – Był oddanym przywódcą. Nasze szczere współczucie kierujemy do jego rodziny i wszystkich, którzy się nim opiekowali w tym czasie – dodał.

Przyczyna śmierci st. sierż. Woodsa jest przedmiotem śledztwa prowadzonego przez żołnierzy stanowych z Alaski, którzy badają również śmierć czterech innych członków służby, wszyscy zginęli w ciągu trzech ostatnich miesięcy. 21-letni Hunter Trey Stafford został znaleziony martwy 8 grudnia w swoim domu w Fairbanks – donosił „Stars & Stripes”. Stafford naprawiał silniki lotnicze w 1. Batalionie 25. Pułku Lotniczego. 26 i 28 listopada Isaiah Nicholas Oneal (22 lata) i sierż. Miles Jordan Tarron (30 lat) zostali znalezieni martwi w swoich pojazdach.

Oneal był mechanikiem wojskowych pojazdów kołowych w 25. Batalionie Wsparcia Brygady, 1. Zespole Bojowym Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty. Z kolei Tarron był specjalistą w zakresie broni chemicznej, biologicznej, radiologicznej i nuklearnej w 6. Brygadowym Batalionie Inżynieryjnym, 4. Brygadowym Zespole Bojowym (Airborne), 25. Dywizji Piechoty w Joint Base Elmendorf-Richardson.

Dwa tygodnie przed ich odnalezieniem, 12 listopada, znaleziono ciało 22-letniego sierż. Christiana Josepha D’Andrea. Wojskowy był strzelcem i szefem zespołu amunicyjnego z 2. Batalionu 8. Pułku Artylerii Polowej, 1. Zespołu Bojowego Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Coraz więcej zabitych w Kazachstanie. Setki rannych

W zamieszkach w Kazachstanie zostało poszkodowanych ponad tysiąc osób – poinformował tamtejszy resort zdrowia. Wcześniej policja w największym mieście kraju – Ałmaty – podała, że w starciach z funkcjonariuszami zginęło kilkudziesięciu demonstrantów i ośmiu policjantów. Najnowsze dane mówią o nawet 13 zabitych funkcjonariuszach. Według wiceministerki zdrowia Ażar Ginijat około 400 osób przebywa w szpitalach, w tym 62 na oddziałach intensywnej terapii. Policja poinformowała o kilkudziesięciu zabitych protestujących. Ofiary są także po stronie służb – początkowo mówiono o ośmiu zabitych, jednak, jak podała telewizja państwowa, zginęło 13 funkcjonariuszy, w tym dwóm ścięto głowy – podaje Reuters.

„Słychać strzały i krzyki na ulicach Ałmaty” – relacjonuje Biełsat, udostępniając nagrania nagrane w nocy na jednej z tamtejszych ulic.

Zamieszki w Kazachstanie wybuchły 2 stycznia po ogłoszeniu przez rząd podwyżek cen paliw. W kilku największych miastach tysiące demonstrantów wyszły na ulice. Zażądali też odsunięcia od władzy osób związanych z byłym prezydentem Nursułtanem Nazarbajewem. Urzędujący prezydent Kasym-Żomart Tokajew zdymisjonował rząd, odwołał Nursułtana Nazarbajewa ze stanowiska szefa Rady Bezpieczeństwa, ale protesty nie ustały. W środę protestujący demolowali budynki rządowe, redakcje państwowych mediów i biura lokalnych administracji. W całym kraju ogłoszono stan wyjątkowy. Dziennikarze donoszą, że w płomieniach stanęła rezydencja prezydenta. Demonstrujący zajęli także lotnisko, jednak to zostało już odzyskane przez wojsko.

Prezydent Kasym-Żomart Tokajew wezwał na pomoc sojuszników z Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Do Kazachstanu polecieli już rosyjscy komandosi. Poinformował o tym sekretariat Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB). Jak dowiedziało się Polskie Radio, w skład rosyjskiego kontyngentu wchodzą jednostki powietrznodesantowe. Mają pomóc w tłumieniu protestów. Gotowość zgłosili także pozostali uczestnicy ODKB: Białoruś, Armenia, Kirgistan i Tadżykistan.

Wcześnie rano w czwartek prezydent Kazachstanu oświadczył, że na jego kraj napadli terroryści, wyszkoleni za granicą. – To podważenie integralności państwa, a co najważniejsze, jest to atak na naszych obywateli, którzy proszą mnie o pilną pomoc. (…) Mieszkańcy Ałmaty padli ofiarą bandytów. Naszym obowiązkiem jest podejmować wszelkie możliwe działania w celu ochrony naszego państwa – stwierdził.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Wjechał w paradę bożonarodzeniową. Jakie usłyszy zarzuty?

Mężczyzna, który wjechał samochodem w paradę w stanie Wisconsin, został formalnie postawiony w stan oskarżenia. W wyniku potrącenia zginęło pięć osób, a 48 zostało rannych. Sprawca tragedii jest recydywistą. 39-letni Darrell Brooks został aresztowany niedługo po tym, jak wjechał rozpędzonym autem w uczestników niedzielnej parady bożonarodzeniowej w Waukesha. Przed jego domem stał Ford Escape ze zniszczonym zderzakiem i pogiętą maską.

Darrell Brooks wchodził w konflikty z prawem już od młodości. Był wielokrotnie aresztowany za pobicia, przemoc domową i stawianie oporu policji. Od 1999 roku popełnił 16 przestępstw. Tuż przed tym, jak doszło do tragedii, wdał się w domową awanturę z użyciem noża. Gdy na miejsce wezwano policję, wsiadł do samochodu i odjechał.

Podejrzanemu postawiono pięć zarzutów celowego spowodowania śmierci. We wtorek 23 listopada po raz pierwszy ma stanąć przed sądem, gdzie formalnie zostaną mu odczytane zarzuty.

Komisarz policji z Waukesha Dan Thompson powiedział, że nie ma żadnych dowodów, by działanie Darrella Brooksa miało związek z terroryzmem. Nic nie wskazuje także na to, by sprawca znał kogokolwiek, kto szedł w paradzie. Mężczyzna miał działać sam. Wśród pięciorga zabitych są cztery kobiety w wieku od 52 do 79 lat oraz 81-letni mężczyzna. Spośród przebywających w szpitalach dziewięć osób jest w stanie ciężkim, w większości to dzieci.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nigeria: Atak na 8 wiosek. Nie żyje 88 osób

W północno-zachodniej Nigerii co najmniej 88 osób zginęło z rąk złodziei bydła, którzy zaatakowali osiem wiosek. W tej części kraju cały czas działają gangi, które atakują wsie, kradną zwierzęta, plądrują domy, a także porywają mieszkańców dla okupu. Kilkudziesięciu poruszających się na motocyklach członków gangu złodziei zaatakowało w czwartek osiem sąsiadujących ze sobą wsi w stanie Kebbi w północno-zachodniej Nigerii.

Funkcjonariusze prowadzą dochodzenie. Początkowo odnalezionych ciał było 66, ale kilka godzin później rzecznik policji, stanowej Nafi’u Abubakar poinformował, że liczba ofiar wzrosła do 88.

Policjanci obawiają się, że znajdą jeszcze więcej zabitych. W rejon ataków sprowadzono dodatkowe siły policyjne, aby zapobiec kolejnym napadom. Część mieszkańców zaatakowanych wsi uciekła z domów z obawy przed złodziejami. Sprawcami ataków byli prawdopodobnie bandyci z sąsiednich stanów Zamfara lub Niger.

W północno-zachodniej i środkowej Nigerii działają gangi złodziei bydła, którzy atakują wsie, kradną zwierzęta, plądrują domy, a także porywają mieszkańców dla okupu – pisze xinhuanet.com. Pod koniec kwietnia dziewięciu policjantów i dwóch członków cywilnej grupy obronnej w Kebbi zostało zabitych podczas odpierania ataku bandytów.

Mieszkańcy i władze obawiają się, że do gangów przenikają muzułmańscy terroryści z grupy Boko Haram, którzy od 12 lat walczą o utworzenie islamskiego państwa w północno-wschodniej Nigerii. Od początku rebelii zginęło łącznie około 36 tysięcy ludzi, a ponad 2 miliony mieszkańców zostało zmuszonych do ucieczki. W 2016 roku z kolei struktury Boko Haram zaczęły współpracować z tzw. Państwem Islamskim – pisał „New York Times”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Etiopia: Terroryści urządzili masakrę w wiosce. Nie żyje 30 osób

Uzbrojeni w broń palną napastnicy rozstrzelali według świadków co najmniej 30 mieszkańców jednej z wiosek we wschodniej części etiopskiego regionu Oromia. To kolejny przejaw narastającej przemocy na tle etnicznym w tym kraju.

Według relacji świadka, jego sąsiedzi zabici podczas nocnego ataku byli Amharami, przedstawicielami jednej z etnicznych grup zamieszkujących Etiopię. „Pochowaliśmy 30 osób” – powiedział Reutersowi świadek masakry. Dodał, że on i jego rodzina usłyszeli strzały i uciekli do najbliższej instytucji rządowej szukać schronienia.

Z kolei inny mieszkaniec zaatakowanej miejscowości przekazał AFP, że uzbrojeni napastnicy pojawili się ok. godz. 21 czasu lokalnego i zmusili ludność miejscową do zgromadzenia się w jednym miejscu i ich rozstrzelali. „To miejsce nie było chronione przez siły rządowe. Znalazłem 29 ciał leżących w jednym miejscu, ale były też inne rozrzucone w okolicy – powiedział anonimowy świadek.

Oświadczenie lokalnych władz

Lokalne władze regionu Oromia przekazały w oświadczeniu, że Front Wyzwolenia Oromo (OLA), dążąca do niepodległości i uznana przez rząd za terrorystyczną organizacja ludu Oromo, w dalszym ciągu atakuje cywili. „Pomimo że zostali osłabieni przez środki prawne podjęte przez rząd oraz lokalne społeczności, podejmują wciąż desperackie ataki na cywili” – poinformowały władze.

Oromo to największa grupa etniczna w Etiopii, Amharowie są drudzy pod względem liczebności. Regiony Amhara oraz Oromia sąsiadują ze sobą. Cywile, którzy należą do grup etnicznych innych niż większość w danym regionie regularnie padali ofiarami ataków w ostatnich miesiącach. Tewodros Tirfe, prezes Stowarzyszenia Amharów Amerykańskich z siedzibą w Waszyngtonie, powiedział, że w marcu „ponad 300 Amharów, w tym kobiety i dzieci, zostało zmasakrowanych przez Front Wyzwolenia Oromo”. Oskarżył też rząd, na czele którego od 2018 r. stoi premier Abiy Ahmed Ali, który sam jest Oromem, o „milczenie” w sprawie tych zabójstw. Ataki na tle etnicznym nasiliły się przed nadchodzącymi w czerwcu wyborami parlamentarnymi.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Strzelanina w Czeczenii. Nie żyje dwóch policjantów

W centrum Groznego, głównego miasta Czeczenii, napastnicy zaatakowali policjantów. W strzelaninie zginęło dwóch funkcjonariuszy – podały rosyjskie agencje prasowe. Według sprzecznych doniesień jeden lub dwaj napastnicy zostali zabici. Do strzelaniny doszło w centrum czeczeńskiego miasta Grozny na skrzyżowaniu ulicy Mira i ulicy noszącej imię rosyjskiego prezydenta Władimira Putina. Mieszkańcy usłyszeli strzały i zobaczyli dwóch ludzi leżących na ziemi – relacjonuje kanał informacyjny Mash na komunikatorze Telegram. Zabitymi są funkcjonariusze patrolu policyjnego.

Agencja Interfax przekazała następnie, że dwaj napastnicy zbiegli, a później – że obaj zostali zabici. Z kolei agencja TASS podaje, powołując się na swoje źródła, że zastrzelony został jeden z nich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak nożownika przy kościele. Są zabici i ranni. Premier Francji ogłosił stan zagrożenia terrorystycznego na terenie całego kraju

Po porannym ataku nożownika premier Francji Jean Castex wprowadził stan zagrożenia terrorystycznego. W wyniku ataku nożownika w Nicei zginęły trzy osoby, a kilka osób zostało rannych. Dziś rano uzbrojony w nóż mężczyzna wtargnął do bazyliki Notre-Dame w Nicei i zabił trzy osoby. Jednej z nich – kobiecie – odciął głowę. W ataku rannych zostało kilka osób. Sprawca, który wykrzykiwał słowa „Allahu Akbar”, czyli „Allah jest wielki”, został ujęty.

„Dość już tego, teraz nadszedł czas, aby Francja uwolniła się od (obowiązku) praw pokoju i ostatecznie zniszczyła islamofaszyzm na naszym terytorium” – mówił po ataku mer Nicei Christian Estrosi.

Premier Jean Castex ogłosił stan zagrożenia terrorystycznego i dodał, że ryzyko kolejnych ataków terrorystycznych w kraju jest wysokie.

Przewodnicząca francuskiego Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen skomentowała dzisiejsze wydarzenia w oświadczeniu. Napisała, że radykalne organizacje islamistyczne „stanowią dla nas zagrożenie”. Podkreślała, że przez lata nie zostały podjęte żadne działania, aby zapobiegać podobnym atakom.

„Jesteśmy zjednoczeni i zdeterminowani wobec barbarzyństwa i fanatyzmu”

Przewodniczący unijnych instytucji potępili atak terrorystyczny nożownika w Nicei i wyrazili solidarność z Francją. Komentarze na Twitterze umieścili przewodniczący Rady Europejskiej, Komisji Europejskiej oraz Europarlamentu. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nazwała atak odrażającym i brutalnym. Napisała, że cała Europa solidaryzuje się z Francją. „Jesteśmy zjednoczeni i zdeterminowani wobec barbarzyństwa i fanatyzmu” – dodała szefowa Komisji.

W podobnym tonie utrzymany jest wpis przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. „Mamy obowiązek stanąć razem przeciwko przemocy i tym, którzy podżegają i sieją nienawiść” – napisał David Sassoli, który również przekazał słowa wsparcia.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Samobójczy zamach w Kabulu. 18 osób straciło życie

Do co najmniej 18 wzrosła liczba zabitych, a do 57 liczba rannych w samobójczym zamachu bombowym, do którego doszło w sobotę przed centrum edukacyjnym w Kabulu – poinformowało ministerstwo spraw wewnętrznych Afganistanu. Do ataku przyznało się tak zwane Państwo Islamskie. Wcześniejszy bilans mówił o co najmniej 13 ofiarach śmiertelnych i 30 rannych.

Afgańskie MSW przekazało, że ataku dokonał zamachowiec samobójca, a celem było centrum edukacyjne Kawsar-e-Danisz w zachodniej części afgańskiej stolicy. – Kamikadze, który chciał wejść do centrum edukacyjnego, został zidentyfikowany przez ochronę. Wysadził się w powietrze w alejce prowadzącej do ośrodka – powiedział cytowany przez agencję AFP rzecznik MSW Tarik Arian.

„W Kabulu zdetonowano duży ładunek wybuchowy”

Od związków z tym atakiem odżegnał się wcześniej rzecznik afgańskich talibów. Krótko potem do zamachu przyznała się ekstremistyczna sunnicka organizacja zbrojna Państwo Islamskie (IS). W wiadomości zamieszczonej w mediach społecznościowych, w tym w komunikatorze Telegram, dżihadyści z IS przekazali, że „w Kabulu zdetonowano duży ładunek wybuchowy”. Zachodnia część Kabulu zamieszkana jest w większości przez szyicką mniejszość Hazarów, która regularnie jest celem ataków ze strony IS, a także talibów.
Źródło info i foto: tvn24.pl