24-letni aktor Ryan Grantham skazany na dożywocie

Ryan Grantham, kanadyjski aktor, znany między innymi z roli Jeffreya Augustine’a w serialu Netfliksa „Riverdale”, dwa lata temu zastrzelił swoją matkę. Sąd Najwyższy w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie skazał aktora na dożywotnie pozbawienie wolności.

Dwa lata temu fanami serialu „Riverdale” wstrząsnęła wiadomość o zbrodni, której dopuścił się Ryan Grantham. 24-letni dziś aktor w 2020 roku strzelił swojej matce, Barbarze Waite, w tył głowy, gdy ta grała na pianinie. Później okazało się, że zrobił to, by nie była świadkiem zbrodni, którą dopiero zamierzał popełnić.

Okazało się bowiem, że mężczyzna zamierzał zabić premiera Kanady, Justina Trudeau. Dzień po makabrycznej zbrodni Grantham wziął broń, amunicję i koktajle Mołotowa, a następnie ruszył w kierunku Ottawy, by zabić premiera. Ostatecznie jednak rozmyślił się i oddał w ręce policji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójca Pawła Adamowicza domaga się wypuszczenia na wolność

Oskarżony o zabójstwo prezydenta Gdańska Stefan W. w piśmie do sądu domagał się zwolnienia z aresztu. W czasie czwartkowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, która jest już szesnastą rozprawą w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, sędzia odczytała wnioski oskarżonego i przesłuchała świadków, w tym lekarkę, która prowadziła reanimację prezydenta. Europosłanka Magdalena Adamowicz nie stawiła się w sądzie, gdzie miała zeznawać w charakterze świadka w procesie zabójcy jej męża, usprawiedliwiając swoją nieobecność złym stanem zdrowia i pracą w Parlamencie Europejskim.

Na rozprawę oskarżony Stefan W. został doprowadzony z pobliskiego aresztu śledczego do największej sali sądu. Siedział w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu za szklaną szybą. W trakcie rozprawy rozglądał się po sali. Spoglądał na osoby siedzące na publiczności. Wśród nich była m.in. jego matka.

Sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że w czwartek w charakterze świadka miała zostać przesłuchana Magdalena Adamowicz. Sędzia przekazała, że do sądu zostało skierowane pismo, w którym europosłanka usprawiedliwiła swoją nieobecność, wskazując, że jest to spowodowane „sytuacją osobistą i zdrowotną”, co powoduje, że nie jest w stanie składać zeznań. Wskazała również, że w czasie wyznaczonego terminu rozprawy w SO w Gdańsku przebywa poza granicą, gdzie wykonuje swoje obowiązki zawodowe.

Sędzia Kaczmarek po odczytaniu wniosku zwróciła się do pełnomocnika Magdaleny Adamowicz Pawła Knappa wskazując na niespójność w usprawiedliwieniu europosłanki.

– Wskazuje pan, że pani Magdalena Adamowicz pozostaje pod działaniem zalecanych przez lekarzy leków, które mogą wpływać na jej zdolność postrzegania. Jednocześnie wskazuje pan, że bierze udział w pracach komisji jako poseł do Parlamentu Europejskiego, czyli jest w stanie pełnić obowiązki europosła – stwierdziła sędzia.

Zapewniła również, że jeżeli świadek Magdalena Adamowicz nie chce zeznawać w obecności oskarżonego Stefana W., to nie musi tego robić. – W toku tego postępowania byli już świadkowie, którzy nie chcieli składać zeznań w jego obecności. W tym celu była przeprowadzana wewnętrzna wideokonferencja. Inna metoda przesłuchania świadka to wideokonferencja z krajem, w którym aktualnie przebywa pani Adamowicz – zaznaczała sędzia.

Magdalena Adamowicz ma zostać przesłuchana w innym terminie.

„Prezydentowi z rękawa kurtki spływała krew, później widać było jak traci przytomność”
Pierwszym świadkiem, który zeznawał w czwartek była Anna C. Kobieta w 2019 r. pracowała jako reporterka stacji TVN, a w chwili ataku na Pawła Adamowicza znajdowała się na scenie WOŚP.

Świadek zeznała, że jedyne co zapamiętała, to moment, w którym ktoś wbiegł na scenę. – Usłyszałam ciężkie kroki. Później ktoś przyprowadził prezydenta w kierunku głośnika – zeznawała. Dodała, że zobaczyła jak prezydentowi z rękawa kurtki spływa krew. – Później było widać jak traci przytomność – podkreśliła.

Lekarka, która reanimowała Adamowicza szanse na przeżycie oceniła na trzy, cztery procent
Kolejnym świadkiem była Elżbieta L. lekarka z ekipy pogotowia z 40-letnim stażem pracy, która odebrała zgłoszenie o ataku w czasie pełnienia dyżuru. – Nie wiedzieliśmy, do kogo jedziemy, ale jechaliśmy na sygnałach, bo była informacja o urazie zagrażającym życiu – zeznała.

Kobieta podkreśliła, że po jej przybyciu i wejściu na scenę „prezydent leżał na desce ratowniczej”. Wskazała, że klatka piersiowa prezydenta była odsłonięta. Widać było rany kłute: „dwie w okolicy serca, trzecią w okolicy śledziony i jedną w okolicy nadgarstka” – stwierdziła.

Zeznała również, że na scenie panował półmrok, ponieważ było wyłączone oświetlenie. – Potrzebowaliśmy mocnego światła, aby wykonać wszystkie niezbędne czynności. Osoby postronne przyświecały nam latarkami z komórek. Jedna osoba zamiast świecić latarką nagrywała telefonem całe zajście – relacjonowała.

Dodała, że po reanimacji na scenie, podjęła decyzję o przetransportowaniu rannego Adamowicza do szpitala Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Lekarka zeznała, że po opatrzeniu ran Adamowicza, oceniła szanse na przeżycie pacjenta „na trzy, cztery procenty”.
Źródło info i foto: interia.pl

Policjanci z podlaskiego Archiwum X rozpracowali zabójstwo sprzed 30 lat

Policjanci z podlaskiego Archiwum X zatrzymali podejrzanego o zabójstwo sprzed 30 lat. Śledczy rozwikłali sprawę śmierci wówczas 40-letniego mężczyzny, którego ciało z raną ciętą znaleziono na ulicy Żelaznej w Białymstoku. Podejrzany o tę zbrodnię 50-latek w białostockiej Prokuraturze Okręgowej, która nadzoruje postępowanie, usłyszał zarzut zabójstwa w warunkach recydywy. Decyzją sądu trafił do aresztu na trzy miesiące. Zgodnie z obowiązującym wówczas kodeksem karnym grozi mu kara 25 lat pozbawienia wolności.

Policjanci z podlaskiego Archiwum X wyjaśnili kolejną zbrodnię, tym razem sprzed 30 lat. To już ich 6 sprawa rozwikłana w ciągu 4 lat działania Zespołu do Spraw Przestępstw Niewykrytych Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Dzięki determinacji funkcjonariuszy z Archiwum X, sprawcy, pomimo upływu lat, nie pozostają bezkarni. Tym razem śledczy wyjaśnili zbrodnię, do której doszło w maju 1992 roku w Białymstoku. Wówczas to, na ulicy Żelaznej w Białymstoku został znaleziony martwy mężczyzna z raną ciętą brzucha. Początkowo, praca śledczych nie przyniosła przełomu w sprawie i po roku została umorzona. W tamtym czasie nie było wystarczających dowodów, aby wyjaśnić okoliczności śmierci mężczyzny.

Z inicjatywy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, pół roku temu sprawa, trafiła do policjantów z Archiwum X. Pomimo upływu 30 lat od zbrodni, najbardziej doświadczeni funkcjonariusze służby śledczej zaczęli ją wnikliwie analizować ściśle współpracując z prokuraturą. Policjanci, prowadząc szereg dodatkowych czynności procesowych z jednoczesnym wykorzystaniem nowoczesnych metod badawczych, kilka miesięcy później ustalili podejrzanego o tę zbrodnię. Do zatrzymania 50-letniego białostoczanina doszło na osiedlu Białostoczek. Niczego nie podejrzewający mężczyzna wpadł w ręce podlaskich kontrterrorystów, chwilę po tym, jak wyszedł z pracy. Dzień później został doprowadzony do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, gdzie usłyszał zarzut zabójstwa w warunkach recydywy. Jak ustalili śledczy, 50-latek ma już na koncie wyrok za zabójstwo, do którego doszło 2 miesiące po zbrodni na 40-latku. Decyzją sądu mężczyzna trafił na 3 miesiące do aresztu. Mężczyzna będzie sądzony zgodnie z kodeksem karnym, który obowiązywał w 1992 roku. Podejrzanemu grozi 25 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.gov.pl

Kolejna sprawa z Archiwum X. „To było zabójstwo”

​18 lat temu małżonkowie ze wsi Włocin Kolonia zginęli w pożarze samochodu. „Zdaniem śledczych z Archiwum X to było zabójstwo, małżeństwo zostało spalone żywcem” – powiedział rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Policji w Poznaniu mł. insp. Andrzej Borowiak. Do zdarzenia doszło 9 lutego 2004 r. na granicy województw łódzkiego i wielkopolskiego. Na leśnej drodze pomiędzy dwiema wsiami oddalonymi od siebie 6 km następnego dnia znaleziono wrak spalonego samochodu i ciała 48-letnich małżonków Haliny i Zdzisława Bachorów.

„Policjanci, którzy zajęli się sprawą ustalili, że był to producent palet i jego żona” – powiedział mł. insp. Andrzej Borowiak.

„Nigdy nie zapomnę tego widoku” – wyznał w rozmowie z PAP Wiesław Bachor, który wspólnie z rodziną musiał zidentyfikować ciała brata i jego żony.

Zdaniem śledczych sprzed 18 lat, miejsce zdarzenia nie było przypadkowe, ponieważ we wsi Włocin Kolonia (Łódzkie) mieszkali zmarli z trojgiem dzieci w wieku 17, 22 i 23 lat, natomiast w Jamnicach (Wielkopolskie) – brat p. Zdzisława ze swoją rodziną. Tą trasą – na skróty – mężczyźni jeździli do siebie w odwiedziny.

Stwierdzono, że para wyjechała z domu, żeby odwiedzić rodzinę w Jamnicach. Prokurator z Kalisza umorzył postępowanie, dowodząc, że był to nieszczęśliwy wypadek. Jego zdaniem, podczas jazdy doszło do wybuchu pożaru ze względu na zaprószenie ognia przez niedopałek papierosa. Małżonkowie mieli być pod wpływem alkoholu i przewozić ze sobą dużą ilość bimbru.

W tę wersję od początku nie uwierzyli p. Wiesław z rodziną oraz mieszkańcy dwóch wiosek. Mój brat nigdy nie przyjechałby do mnie bez zapowiedzi, a ja nic nie wiedziałem, żeby tego dnia wieczorem wybierał się do mnie. Po drugie, on nie usiadłby za kierownicą pod wpływem alkoholu, a gdyby miał coś przywieźć w gości, to byłaby to jedna butelka – powiedział mężczyzna, który nie jest osamotniony w swoich przemyśleniach. Zdaniem mieszkańców, śledczy zlekceważyli wówczas wiele dowodów. Nie sprawdzono, czyje ślady były na śniegu koło samochodu – wskazali ludzie, do których dotarła PAP.

Dodali, że zmarła kobieta w chwili śmierci ubrana była w domową podomkę. Kto w takim stroju jeździ w gości – dziwili się. Nie chcieli wypowiadać się oficjalnie „ze strachu przed zemstą; boimy się, mordercy nadal są na wolności” – wyjaśnili. O zmarłych powiedzieli, że „to porządni, dobrzy i pracowici ludzie byli”.

W 2018 r. sprawą zainteresowali się policjanci z poznańskiego Archiwum X. Przeanalizowali akta i drobiazgowo zapoznali się z opiniami biegłych. Przyjęli wersję, że ktoś mógł mieć motyw, żeby zamordować małżonków – powiedział oficer prasowy.

W sprawie wypowiedziało się łącznie trzech biegłych sądowych z zakresu pożarnictwa. Dwie najwcześniej wykonane opinie wykluczały się wzajemnie; zdaniem pierwszej mogło dojść do zaprószenia ogniem w samochodzie, druga tę możliwość wykluczała.

Dlatego zlecono wykonanie trzeciej opinii. St. bryg. mgr inż. Tomasz Wiśniewski ze Szkoły Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu wydał opinię liczącą 90 stron. Stwierdził, że do pożaru nie przyczynił się niedopałek papierosa lub zapalona zapałka; pożar był krótki, gwałtowny i został wywołany, a stopień destrukcji ciał nie koresponduje z rzeczywistym przebiegiem pożaru pojazdu.

Podpalacze sięgając po proste techniki używają środków ulegających często całkowitemu zniszczeniu, które nie pozostawiają charakterystycznych śladów. W ten sposób zacierają swoje działanie, co uniemożliwia przeprowadzenia badań laboratoryjnych w celu ustalenia przyczyn pożaru – ocenił biegły z 20-letnim stażem pracy.

Andrzej Borowiak dodał, że „biegli nie stwierdzili żadnych uszkodzeń albo zwarcia instalacji elektrycznej, które mogły spowodować pożar. Doszli do zaskakujących wniosków, że szyby auta były opuszczone a pożar wybuchł w przedniej części kabiny. Stwierdzili, że do podpalenia mogła być użyta substancja łatwopalna” – powiedział Andrzej Borowiak.

Ustalono również, że jedna z ofiar w chwili pożaru jeszcze żyła; para nie była pod wpływem alkoholu.

W zawiadomieniu do Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp. z 2018 r. funkcjonariusze Archiwum X wytypowali podejrzanych o morderstwo. Jedna z osób usłyszała zarzuty.

Zdaniem śledczych z Poznania, nieprzytomni małżonkowie zostali wywiezieni samochodem do lasu. Tam zostali przesadzeni na miejsce kierowcy i pasażera a następnie oblani dużą ilością alkoholu etylowego. Doznali oparzeń IV stopnia, co skutkowało śmiercią.

Sprawę jednak umorzono, ponieważ postępowanie nie dostarczyło podstaw do wniesienia aktu oskarżenia.

Śledczy nie rezygnują z wyjaśnienia sprawy i apelują do osób, które mają jakiekolwiek informacje w tej sprawie, o kontakt e-mail archiwum.x@po.policja.gov.pl lub pod nr tel. 572 900 236.

Chciałbym bardzo, żeby śmierć mojego brata i jego żony zostały pomszczone, żeby mordercy odpowiedzieli za to, co zrobili – powiedział Wiesław Bachor.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak nożem w Dęblinie. Jest areszt dla napastnika

Trzymiesięczny areszt zastosował sąd wobec 43-latka, który jest podejrzany o usiłowanie zabójstwa znajomego w Dęblinie (lubelskie). Za zarzucany mu czyn grozi do 25 lat więzienia. Również pokrzywdzony trafił do aresztu, bo dzień wcześniej ukradł alkohol ze sklepu. Do zdarzenia doszło w czwartek po północy, w jednym z mieszkań w Dęblinie, gdzie pokrzywdzony 35-latek pił alkohol ze znajomymi i konkubiną.

W międzyczasie doszło do sprzeczki między mężczyznami, której motywem byłam zazdrość o konkubinę (…). Jakiś czas po kłótni, 35-latek został kilkakrotnie ugodzony nożem w brzuch i rękę przez 43-latka. Napastnik kierował do niego przy tym groźby zabójstwa – poinfrmowała Asp. sztab. Agnieszka Marchlak z Komendy Powiatowej Policji w Rykach.

43-letni sprawca w chwili zatrzymania był nietrzeźwy. Prokuratura przedstawiła mu zarzut usiłowania zabójstwa, a sąd zastosował wobec niego trzymiesięczny areszt. Mężczyzna był już w przeszłości notowany. Za zarzucany mu czyn grozi do 25 lat więzienia.

Nietypowe w tym przypadku jest to, że został zatrzymany również sam pokrzywdzony, który także był nietrzeźwy. Jak się okazało, dzień przed zdarzeniem dokonał on kradzieży alkoholu w jednym ze sklepów na terenie Dęblina. Bezpośrednio po tym użył przemocy wobec interweniujących pracowników ochrony, mówi Asp. sztab. Agnieszka Marchlak z Komendy Powiatowej Policji w Rykach.

Za kradzież rozbójniczą 35-latek będzie odpowiadać w warunkach recydywy ze względu na to, że już wcześniej odbywał karę pozbawienia wolności za podobne przestępstwa.

Grozi mu do 15 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Radomsko: Zatrzymano 45-latka podejrzanego o zabójstwo żony

45-latek z Radomska podejrzany jest o zabicie swojej partnerki. Według ustaleń policji zabójstwo miało podłoże osobiste. Służby nie udzielają informacji na temat szczegółów tragedii. Do zabójstwa doszło w niedzielę w jednej z kamienic w centrum Radomska. Na miejscu zdarzenia policjanci ustalili świadków, zabezpieczyli nagranie z monitoringu, wykonali oględziny i inne niezbędne czynności – czytamy na stronie Komendy Powiatowej Policji w Radomsku.

Według policji wszystko wskazuje na to, że do zbrodni doszło na tle osobistym. Początkowo do aresztu trafili dwaj mężczyźni w wieku 45 i 48 lat. Zebrane materiały pozwoliły na przedstawienie 45-latkowi zarzutu zabójstwa. Jak przekazała policja, mężczyzna był w związku z zamordowaną kobietą.

45-latkowi grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator zawnioskował do sądu o jego tymczasowe aresztowanie. Policja i prokuratura nie ujawniają szczegółów zbrodni.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Brutalne zabójstwo taksówkarza. 13-latka wśród zatrzymanych

13-latka wśród zatrzymanych w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Sprawa śmierci nowojorskiego taksówkarza z rąk grupy nastolatków wstrząsnęła opinią publiczną. Do ataku doszło 13 sierpnia w Nowym Jorku. Od tamtego czasu w mediach pojawiły się informacje na temat szczegółów zajścia. Nagranie z monitoringu zamieściła również policja, która intensywnie poszukiwała podejrzanych. Jak się okazuje, grupa pięciorga nastolatków jechała taksówką, jednak odmówiła zapłaty za kurs. 52-letni kierowca, prywatnie ojciec czworga dzieci, upomniał się o należne mu pieniądze. Nastolatkowie zaczęli jednak uciekać z samochodu.

Taksówkarz Kutin Gyimah wyszedł z auta, nalegając na zapłatę. Wtedy doszło do ataku. Na nagraniu z monitoringu wyraźnie widać, jak nastolatkowie biją i kopią mężczyznę. Nawet w chwili, gdy 52-latek leży już na chodniku, agresywna grupa dalej się nad nim znęca. W końcu pada śmiertelny cios, po którym kierowca taksówki już się nie podnosi. Z nagrania wynika, że śmiertelnego uderzenia dokonał 20-latek, który już trafił w ręce organów ścigania. Kolejny zatrzymany również ma 20 lat. W rękach policji jest też 16-latka i jak informuje New York Post, najnowsze zatrzymanie obejmuje najmłodszą do tej pory osobę z gangu – 13-latkę. Na wolności wciąż jest piąta osoba uważana za napastnika.
Źródło info i foto: interia.pl

Albuquerque: Seria zabójstw muzułmanów. Zatrzymano podejrzanego

Amerykańskie służby zatrzymały muzułmańskiego migranta z Afganistanu, którego uważa się za głównego podejrzanego w sprawie serii zabójstw przedstawicieli społeczności islamskiej w największym mieście stanu Nowy Meksyk, Albuquerque – poinformowała we wtorek policja. Służby przekazały we wtorek, że w związku z zabójstwem czterech przedstawicieli mniejszości islamskiej aresztowany został 51-letni Muhammad Syed, muzułmański migrant z Afganistanu. Według władz, motywem zabójstw mogła być osobista uraza lub wewnątrzislamskie podziały.

Przeszukania w domu podejrzanego ujawniły dowody, które wskazują, że w pewnym stopniu znał ofiary, a osobiste konflikty mogły doprowadzić do zabójstw – przekazano w oświadczeniu lokalnych służb. Jak dodał zastępca komendanta policji z Albuquerque Kyle Hartsock, śledczy cały czas starają się powiązać motywy zabójstw wszystkich czterech mężczyzn.

Muhammad Syed – przekazał Hartsock – widnieje w amerykańskich kartotekach policyjnych. Miał dopuścić się między innymi aktów przemocy domowej. Do zabójstw w Albuquerque dochodziło od 7 listopada zeszłego roku, gdy zabity został pochodzący z Afganistanu 62-letni Mohammad Ahmadi. Kolejnymi ofiarami byli 41-letni Aftab Hussein oraz 27-letni Muhammed Afzaal Hussain, których zastrzelono 26 lipca i 1 sierpnia. Ostatnim zabitym był 25-letni Nayeem Hussain, który zginął 5 sierpnia. Trzy ostatnie ofiary pochodziły z Pakistanu i wszystkie uczęszczały do jednego meczetu.

Syed formalnie oskarżony jest o zabójstwo Aftaba Husseina oraz Muhammeda Afzaala Hussaina. Policja powiązała ze sobą sprawy na podstawie znalezionych w miejscu zbrodni łusek. Broń, z której wystrzelono pociski, została odnaleziona w domu podejrzanego.

Obawy społeczności muzułmańskiej

Morderstwa czterech muzułmanów w Albuquerque wzbudziły obawy przed zabójcą motywowanym nienawiścią na tle religijnym. Muzułmańskie rodziny decydowały się pozostawać w swych domach, a niektórzy pakistańscy studenci Uniwersytetu Nowego Meksyku ze strachu postanowili opuścić miasto. W czasie toczącego się dochodzenia władze miasta wzmocniły ochronę przy meczetach. W Albuquerque, zamieszkiwanym przez 565 tysięcy osób, żyje około 5 tysięcy muzułmanów. Imtiaz Hussain, brat jednej z ofiar, przyznał, że wiadomość o zatrzymaniu podejrzanego uspokoiła znaczną część islamskiej społeczności miasta.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zabójstwo małżeństwa z Kiełpina. 14-letni syn powiedział, że nie zabił rodziców

W miejscowości Kiepłpin w woj. mazowieckim w jednym z domów znaleziono ciała małżeństwa w wieku 42 i 50 lat. W związku ze sprawą zatrzymano 14-letniego syna pary, który akurat przebywał w kinie. Nastolatek powiedział, że nie zabił rodziców. Sprawa jest bardzo zagmatwana – powiedziała „Onetowi” osoba znająca kulisy śledztwa. W domu jednorodzinnym w Kiełpinie niedaleko Warszawy znaleziono ciała małżeństwa w wieku 42 i 50 lat. Jak dowiedział się Onet, znalazł je mieszkający po sąsiedzku ojciec nieżyjącego mężczyzny. Jak udało się ustalić dziennikarzom portalu, ciała były już w znacznym stopniu rozkładu, miały ok. dwóch tygodni i były poszarpane przez psy.

„To małżeństwo i dziadkowie mieszkali praktycznie na jednym podwórku. Aż dziw bierze, że dziadków nie zaniepokoił fakt, że przez tak długi czas nie widzieli syna i synowej” – powiedział Onetowi jeden z policjantów.

W poniedziałek 8.08. zatrzymano syna pary. Nastolatek przebywał w kinie. Jego zachowanie zostało uznane za co najmniej dziwne. Chłopca przewieziono do Policyjnej Izby Dziecka w Łodzi.

„14-latek twierdzi, że rodzice nagle umarli, a on się wystraszył, nie wiedział, co ma zrobić i dlatego nikogo o tym nie poinformował” — relacjonowała portalowi osoba znająca kulisy śledztwa.

Jak do tej pory śledczy zakładają dwie wersje zdarzeń. Wstępne ustalenia stwierdziły, że mężczyzna był ginekologiem, ale rok temu rzucił pracę, a małżeństwo nadużywało rozmaitych substancji. Stąd też pierwsza wersja zdarzeń – przedawkowanie. Druga zaś zakłada, że małżeństwo zostało zamordowane. Ciężko jest jednak cokolwiek ustalić, ze względu na duży rozkład ciał w chwili znalezienia.
Źródło info i foto: o2.pl

Pomorze: Zabił i wrzucił zwłoki do szamba

Prokuratura Rejonowa w Słupsku przedstawiła zarzuty Arturowi M., który w sierpniu ubiegłego roku miał zabić swojego sąsiada, a następnie ukryć jego zwłoki w szambie. Mężczyzna został również oskarżony o wywieranie wpływu na świadka zdarzenia. 33-latek przyznał się do winy. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności. Artur M. usłyszał w Prokuraturze Rejonowej w Słupsku zarzuty zabójstwa swojego sąsiada. Oskarżony, 15 sierpnia minionego roku w miejscowości Pobłocie w gminie Główczyce, poprzez uderzenie pięściami w głowę 52-letniego Mariana M., miał spowodować u niego śmiertelne obrażenia w postaci złamania kości sklepienia i podstawy czaszki, a następnie ukryć jego ciało w szambie.

W trakcie śledztwa ustalono, że do morderstwa doszło w domu 33-letniego Artura M. w czasie spotkania towarzyskiego, podczas którego spożywano alkohol. 

– Oskarżyliśmy Artura M. o to, że 15 sierpnia 2021 roku w Pobłociu, w warunkach recydywy, chcąc pozbawić życia Mariana M., wielokrotnie go uderzał nieustalonym twardym narzędziem tępokrawędzistym lub obłym oraz bił pięściami i kopał po głowie. Wywierał także nacisk na szyję pętlą utworzoną z bandaża. Pokrzywdzony doznał wielonarządowych obrażeń, zwłaszcza w okolicach głowy i szyi. Następnie Artur M. wrzucił Mariana M. do zbiornika z płynnymi nieczystościami, powodując jego śmierć w następstwie gwałtownego uduszenia – mówi Magdalena Gadoś, szefowa słupskiej Prokuratury Rejonowej, cytowana przez „Głos Koszaliński”.

Marian M. ostatni raz widziany był wieczorem 14 sierpnia 2021 roku, a więc dzień przed swoją śmiercią. Jego zwłoki zostały wyłowione z szamba na jednej z posesji w Pobłoci niecałe trzy miesiące później – 5 listopada. Oględziny oraz sekcja zwłok wykazały, że mężczyzna został zamordowany. W trakcie śledztwa ustalono, że podejrzanym o morderstwo może być jego sąsiad. Artur M. przebywał wówczas poza granicami kraju, gdzie podjął zaplanowaną wcześniej pracę.

Prokuratura Rejonowa w Słupsku zaocznie wydała postanowienie o przedstawieniu zarzutów Arturowi M. Następnie Sąd Rejonowy w Słupsku zastosował tymczasowe aresztowanie podejrzanego na okres 30 dni. Podjęto również decyzję o poszukiwaniu podejrzanego listem gończym. Mężczyzna został zatrzymany w grudniu 2021 roku, w jednym z pociągów w Lęborku. Podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy.

Podczas posiedzenia aresztowego, które odbyło się po tym, jak Sąd Rejonowy w Słupsku przedłużył areszt wynikający z listu gończego, Artur M. odmówił składania wyjaśnień. Następnie, w trakcie kolejnego przesłuchania w prokuraturze mężczyzna przyznał się do winy. 33-latek opisał dokładnie przebieg zdarzenia oraz co zrobił z ciałem zabitego. Jednocześnie wyraził żal przyznając, że nie wiedział, że jego czyn doprowadzi do takiego skutku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl