Potrójne zabójstwo w Borowcach. Wciąż trwają poszukiwania Jacka Jaworka

Trwają poszukiwania Jacka Jaworka. Mężczyzna jest podejrzany o potrójne zabójstwo w Borowcach pod Częstochową. W sobotę (10 lipca) rano zastrzelono tam trzy osoby – małżeństwo i ich syna. Poszukiwany Jaworek był bratem zamordowanego Janusza, głowy rodziny. Jak udało nam się ustalić 52-letni domniemany zabójca miał sporo problemów na głowie. Cały świat wywrócił mu się do góry nogami. Być może to pchnęło go do popełnienia zbrodni. Nam udało się dotrzeć do byłej partnerki Jacka Jaworka. W rozmowie z „SE” mówi, że 52-latek nie wyglądał na kogoś, kto może dokonać takiej zbrodni.

Jacek Jaworek nadal jest poszukiwany przez policję w całej Polsce. 52-letni mężczyzna miał dokonać zbrodni w miejscowości Borowce koło Częstochowy. Do zdarzenia doszło w sobotę. Poszukiwany miał zastrzelić swojego brata Janusza, jego żonę Justynę (oboje mieli 44 lata) i ich syna. Nocna akcja poszukiwawcza nie przyniosła żadnego rezultatu. Podejrzanego nadal poszukuje cała policja ze Śląska. Tymczasem nam udało się dotrzeć do byłej partnerki Jacka Jaworka. Kobieta ujawnia m.in. powód rozstania z mężczyzną.

– Ja już ponad rok nie jestem z nim. Miał ciężki charakter. Mieszkałam z córką, która mu często przeszkadzała. Mój, wtedy jeszcze przyszły zięć go uderzył za to, że nazwał moją córkę „szmatą”. Jacek poszedł nawet z tym na policję, ale poprosiłam go, by wycofał sprawę. Jak byłam z nim, to nie pił alkoholu. To był normalny człowiek. Nie było nigdy żadnego tematu, żeby coś w nim pękło. Znamy się od dziecka. On się rozszedł z żoną, ja się rozwiodłam z mężem. Zagadał do mnie na Messengerze i tak to się zaczęło – mówi w rozmowie z „SE”.

– Nie wiem, co się stało. Nie przypuszczałabym, że do czegoś takiego dojdzie. Jestem w szoku – mówi krótko o morderstwie była partnerka 52-latka. – Musimy się wyprowadzić z domu, dopóki nie uda się go odnaleźć. Policjant mi powiedział, że ktoś miał niby zeznawać, że Jacek ma „kogoś załatwić”. Czy kogoś ma załatwić? Czy już kogoś „załatwił”? Kazano nam się wyprowadzić, bo może do nas przyjść – dodała. Kobieta mówi, że nie wie, skąd Jacek miał broń. 52-latek nigdy się skarżył się swoich na bliskich. Jego była partnerka nigdy nie odwiedzała Justyny i Janusza razem z Jackiem. Nie ma pojęcia, gdzie Jaworek może się obecnie ukrywać.
Źródło info i foto: se.pl

Zabójstwo prezydenta Haiti. Policja zastrzeliła czterech podejrzanych

Policja szuka osób, które stały za zabójstwem Jovenela Moise, prezydenta Haiti. Dotychczas cztery osoby podejrzane o morderstwo zostały zastrzelone przez funkcjonariuszy, a dwie aresztowano. Moise padł ofiarą zabójców w nocy z wtorku na środę, we własnej willi w Port-au-Prince.

Czterech – jak to określono – „najemników” podejrzanych o zamordowanie prezydenta Haiti Jovenela Moise zostało zastrzelonych, a dwóch aresztowanych – poinformował dyrektor generalny policji Leon Charles. Funkcjonariusze policji i żołnierze prowadzą operację w stolicy Haiti Port-au-Prince.

Leon Charles zapowiedział, że każdy uwikłany w morderstwo prezydenta „zostanie zabity albo zatrzymany”. Poinformował przy tym, że uwolniono trzech policjantów przetrzymywanych przez osoby, które miały być odpowiedzialne za zabójstwo.

Zabójstwo prezydenta Haiti

Prezydent Jovenel Moise został zamordowany w nocy z wtorku na środę. Napastnicy wtargnęli do jego prywatnej rezydencji w Port-au-Prince i zastrzelili go. W ataku rany odniosła pierwsza dama, Martine Moise. Premier Haiti Claude Joseph wezwał ONZ do zwołania w trybie pilnym Rady Bezpieczeństwa. Wcześniej ogłosił stan wyjątkowy na terytorium całego kraju. Zaapelował do Haitańczyków o spokój.

Zabójstwo prezydenta Haiti potępiły Organizacja Narodów Zjednoczonych, Unia Europejska i rządy wielu krajów, w tym Biały Dom. 53-letni Jovenel Moise został wybrany na prezydenta w listopadzie 2016 roku, urząd objął trzy miesiące później. Opozycja twierdziła, że wybory zostały sfałszowane. Domagała się, by po czterech latach rządów oddał władzę, on jednak odmówił rozpisania nowych wyborów prezydenckich.

Haiti, położone na Morzu Karaibskim, jest najbiedniejszym krajem zachodniej półkuli i jednym z najbiedniejszych na świecie. Od dłuższego czasu rośnie w nim fala przemocy na tle politycznym. W stolicy Haiti, Port-au-Prince, dochodzi do walk gangów.

ONZ, Stany Zjednoczone i Unia Europejska apelowały o przeprowadzenie w Haiti demokratycznych i przejrzystych wyborów parlamentarnych i prezydenckich do końca tego roku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gdańsk: 31-latka przyniosła martwe niemowlę na komisariat. „Powiedziała, że je zabiła”

PHOTO: ZOFIA I MAREK BAZAK / EAST NEWS Warszawa, policyjny radiowoz, policja – nowe malowanie na masce samochodu: policyjna gwiazda z numerem alarmowym i napis „Pomagamy i chronimy”

Młoda kobieta przyniosła martwe dwumiesięczne niemowlę na komisariat policji w Gdańsku. 31-latka powiedziała, że zabiła dziecko. Sprawą zajęła się prokuratura.

Młoda kobieta przyniosła martwe niemowlę na komisariat

Na miejscu policjanci podjęli akcję reanimacyjną, ale dziecka nie udało się uratować. Lekarz stwierdził zgon dwumiesięcznego niemowlęcia. – Wieczorem biegły przeprowadził oględziny zwłok dziecka. Na ciele nie stwierdzono żadnych obrażeń. Przyczynę śmierci wyjaśni sekcja zwłok – dodała prokurator Wawryniuk.

31-letnia kobieta została zatrzymana. Policja pod nadzorem prokuratury ustala okoliczności śmierci niemowlęcia. Według informacji śledczych dziecko było zadbane.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Strzelanina w Żyrardowie. Nie żyje 20-latek

W nocnej strzelaninie w Żyrardowie zginął 20-letni mężczyzna – poinformowała oficer prasowa miejscowej Komendy Powiatowej Policji sierż. Monika Michalczyk. O zdarzeniu jako pierwsi dowiedzieli się nieoficjalnie dziennikarze RMF FM. Oficer prasowa potwierdziła informacje RMF FM o strzelaninie w Żyrardowie. Poinformowała, że zginęła w niej jedna osoba. Odmówiła udzielenia szczegółowych informacji. Podkreśliła, że postępowanie w tej sprawie prowadzi prokuratura.

Do strzelaniny doszło po godz. 2 w nocy. Do grupy mężczyzn podjechał samochód, w którym – według nieoficjalnych informacji – było kilka osób. Oddano strzał z pistoletu, który okazał się śmiertelny dla 20-latka.
Źródło info i foto: onet.pl

Biegli badali już Tomasza M. 12 lat temu nie stwierdzili zaburzeń

Sosnowiec, 25.05.2021. Oskar¿ony (2P) w zwi¹zku z zabójstwem 11-letniego Sebastiana z Katowic jest wyprowadzany z S¹du Rejonowego Sosnowcu, 25 bm. S¹d Rejonowy zdecydowa³ o aresztowaniu na trzy miesi¹ce 41-latka, który przyzna³ siê, ¿e w minion¹ sobotê porwa³, wywióz³ do Sosnowca, a nastêpnie pozbawi³ ¿ycia 11-letniego Sebastiana z Katowic. (sko) PAP/Andrzej Grygiel

41-letni optyk z Sosnowca przyznał się do zamordowania 11-letniego Sebastiana. Mężczyzna był już przed laty skazany za czyny pedofilskie. Właśnie 12 lat temu badano go również pod kątem zaburzeń i dewiacji seksualnych, których biegli wówczas nie stwierdzili. 

Jego ciało znaleziono w niedzielę po południu w Sosnowcu. Sprawcą zbrodni okazał się 41-letni Tomasz M., z zawodu optyk z Sosnowca. Mężczyzna przyznał się do porwania chłopca z placu zabaw w Katowicach, przetrzymywania, a następnie do zabójstwa. 

Mężczyzna został aresztowany, wskazując wcześniej miejsce pozostawienia zwłok chłopca. Śledczy podejrzewają również seksualne tło zbrodni – 41-latek pierwotnie miał zamiar porwać dziewczynkę. 

Wiadomo też, że mężczyzna ma na swoim koncie przeszłość pedofilską. W 2008 roku na terenie Siemianowic Śląskich porwał inne dziecko, które przetrzymywał i któremu robił nagie zdjęcia, a następnie wypuścił. Został wówczas zatrzymany, a sąd skazał go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na 5-letni okres próbny. 

– Nie stwierdzono u niego zaburzeń dewiacyjnych, ani czynności zaburzeń seksualnych – mówił w rozmowie z Radiem ZET Mariusz Witkowski, prezes Sądu Rejonowego w Siemianowicach Śląskich. Co ciekawe, nie sporządzono wówczas pisemnego uzasadnienia wyroku. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczecin: Matka przyznała się do zabójstwa noworodka

Zarzut zabójstwa usłyszała matka noworodka, który zmarł w Szczecinie; dziecko najprawdopodobniej zostało uduszone – poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Matka dziecka przyznała się do winy.

– W wyniku sprawnie podjętych czynności, zarówno przez policję, jak i przez prokuraturę, ustalono, iż do śmierci dziecka doszło najprawdopodobniej w wyniku uduszenia – poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Alicja Macugowska-Kyszka. Dodała, że matka dziecka została zatrzymana, usłyszała zarzut zabójstwa.

Jak powiedziała prok. Macugowska-Kyszka, „kobieta przyznała się do zarzucanego jej czynu”. Prokurator złożył do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla kobiety. Ma być rozpoznawany w środę. Policja została wezwana przez matkę dziecka do mieszkania przy ul. Emilii Plater w niedzielę wieczorem, na miejscu było też pogotowie – stwierdzono zgon niemowlęcia.

Według informacji lokalnych mediów, dziecko miało nie żyć już kilka godzin przed wezwaniem służb.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

30-latek z zarzutem zabójstwa 17-latka na imprezie urodzinowej w Mędrzechowie

30-letni Piotr R. usłyszał zarzut zabójstwa 17-latka podczas imprezy urodzinowej w Mądrzechowie. Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta, co się stało. 17-latek został zabity nożem w sobotę, w czasie imprezy urodzinowej w wynajętym domku letniskowym w Mądrzechowie w powiecie bytowskim (woj. pomorskie). W poniedziałek w Prokuraturze Rejonowej w Bytowie przesłuchiwany był w charakterze podejrzanego 30-letni Piotr R. Przedstawiono mu trzy zarzuty. Zarzut zbrodni zabójstwa 17-letniego mężczyzny oraz spowodowania u innego 17-letniego uczestnika imprezy obrażeń ciała na czas poniżej 7 dni, a u kolejnego z uczestników, 19-latka, naruszenia nietykalności cielesnej – relacjonował Ryszard Krzemianowski, prokurator rejonowy w Bytowie. Jak dodał, podejrzany nie odniósł się do stawianych zarzutów i stwierdził, że „nie pamięta przebiegu zdarzenia”.

Jeszcze w poniedziałek prokuratura ma skierować do Sądu Rejonowego w Bytowie wniosek o tymczasowe aresztowanie Piotra R. na trzy miesiące. Za zabójstwo grozi mu nawet kara dożywocia. Czterech uczestników imprezy urodzinowej zostało już przesłuchanych w charakterze świadków. Prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek śledczy wysłuchają piątego, który został ranny.

W sobotę około godz. 21 policja otrzymała zgłoszenie o awanturze na imprezie urodzinowej w Mądrzechowie. Miało tam dojść do ugodzenia nożem. Policjanci pojechali na miejsce i znaleźli zwłoki 17-latka, jednego z siedmiu uczestników imprezy. Kolejny trafił do szpitala. Do późnych godzin nocnych policja przeprowadzała oględziny i zabezpieczała ślady pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo w Pruszkowie. Zatrzymany na miejscu zbrodni 28-latek usłyszał zarzut

– 28-letni Łukasz B. usłyszał zarzut zabójstwa. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu – informuje prokuratura. Mężczyzna został zatrzymany w ubiegłym tygodniu w Pruszkowie, gdzie doszło do zabójstwa.

W ubiegły wtorek w Pruszkowie przy ulicy Broniewskiego doszło do ataku ostrym narzędziem. Poszkodowany zmarł, policja zatrzymała na miejscu jedną osobę.

W poniedziałek rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz poinformowała nas o zarzutach dla zatrzymanego. – Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie prowadzi śledztwo w sprawie o czyn z artykułu 148 paragraf jeden Kodeksu karnego, w toku którego zarzut zabójstwa usłyszał Łukasz B. (28 lat). Podejrzany nie przyznał się do popełnienia zarzucanego czynu, złożył wyjaśnienia, których treść objęta jest tajemnicą postępowania – przekazała Skrzyniarz.

Jak zaznaczyła, sąd przychylił się do wniosku prokuratora i zastosował wobec tymczasowe aresztowanie. – Obecnie trwa postępowania dowodowe – podsumowała rzeczniczka.

Mężczyzna zmarł mimo reanimacji

W dniu tragedii Małgorzata Wersocka z biura prasowego stołecznej policji mówiła nam, że zgłoszenie dotyczyło „zranienia mężczyzny ostrym narzędziem”. – Na miejsce przyjechało pogotowie ratunkowe. Reanimacja nie przyniosła skutku. Mężczyzna zmarł – opisywała policjantka.

Na miejscu była również straż pożarna, która dostała prośbę o wsparcie. – Na miejsce pojechał jeden nasz zastęp w celu udzielenia pierwszej pomocy, później na miejsce przyjechało pogotowie i policja. Pomimo udzielonej pomocy ta osoba niestety nie przeżyła – relacjonował Karol Kroć z pruszkowskiej straży pożarnej.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Małgorzata G. skazana na 7 lat więzienia. Kilkukrotnie próbowała zamordować 10-letnią córkę

Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał Małgorzatę G. na karę 7 lat pozbawienia wolności za usiłowanie zabójstwa swojej 10-letniej córki. Do tego czynu kobietę miały skłonić groźby ze strony sąsiadki, która żądała pieniędzy i straszyła ją, że „wywiezie jej córkę do burdelu”. Ponad 50-letnia obecnie Małgorzata G. zasiadała na ławie oskarżonych wraz z synem Tomaszem G., który miał jej pomóc zabić 10-letnią Olgę. Wobec Tomasza G. Sąd Okręgowy w Poznaniu orzekł karę 5 lat pozbawienia wolności.

Wyrok Sądu Okręgowego w Poznaniu nie jest prawomocny.

Do tragicznych zdarzeń doszło pod koniec stycznia 2018 roku w Rawiczu (Wielkopolskie). Małgorzata G. miała być terroryzowana i dręczona przez sąsiadkę Katarzynę Ch., która oskarżała ją, że to przez jednego z synów Małgorzaty, jej syn trafił do więzienia. Katarzyna Ch. miała żądać pieniędzy, grozić, że jeśli ich nie otrzyma „zrobi krzywdę” jej 10-letniej córce i „wywiezie ją do burdelu w Niemczech”.

Używała gazu, dusiła sznurem

Małgorzata G. zaciągała kredyty i przekazywała pieniądze sąsiadce, łącznie ok. 170 tys. zł. Kiedy Katarzyna Ch. nadal groziła, że wywiezie dziewczynkę za granicę, Małgorzata G. wraz z synem Tomaszem byli już na tyle zdesperowani, że uznali, iż jedynym wyjściem będzie zabicie 10-latki, a następnie sami planowali popełnić samobójstwo.

Jak wskazywała oskarżona w swoich wyjaśnieniach składanych w śledztwie, „Olgusia już po drodze w samochodzie i w altanie na działkach mówiła, że nie chce iść do burdelu i ja jej mówiłam: dziecko nie bój się, pójdziemy do dziadziusia, bo mój tata nie żyje i chodziło mi o popełnienie samobójstwa nas wszystkich (…). Olga usiadła na tapczan i wytłumaczyłam jej, co by jej groziło, gdyby ją złapali i wywieźli (…), powiedziała mi: dobrze mamusiu, możemy iść do dziadziusia, bo ona nie chce, żeby jej coś takiego zrobili” – mówiła kobieta.

Prokuratura podkreślała, że kobieta wykazywała determinację w swoim zachowaniu. Córkę próbowała pozbawić życia kilkukrotnie; gdy 10-latka odzyskiwała przytomność, Małgorzata G. próbowała zabić ją po raz kolejny – początkowo używając gazu, później dusząc sznurem, rękoma.

Prokuratura Okręgowa w Poznaniu oskarżyła Małgorzatę G. i Tomasza G. o usiłowanie zabójstwa; czyn ten zagrożony jest karą nawet dożywotniego pozbawienia wolności. Proces Małgorzaty G. i jej syna przed Sądem Okręgowym w Poznaniu rozpoczął się w lutym 2019 roku.

Co orzekł sąd?

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał oskarżonych za winnych i wymierzył im karę: Małgorzacie G. 7 lat, zaś jej synowi 5 lat pozbawienia wolności.

Sędzia Joanna Rucińska podkreśliła w uzasadnieniu, że przy orzekaniu wymiaru kary sąd miał na uwadze, że „rozpoznawana sprawa nie była typową sprawą o usiłowanie zabójstwa, jakich co najmniej kilka w roku toczy się w tutejszym wydziale”. – Przed popełnieniem zarzucanego im dzisiejszym wyrokiem czynu, oskarżeni uchodzili za zwykłą, kochającą się rodzinę. Olga G. była wzorową, lubianą przez kolegów i nauczycieli uczennicą, oskarżona cieszyła się opinią osoby zainteresowanej dzieckiem i dbającej o nie, a oskarżony Tomasz G. był uważany przez sąsiadów za spokojnego człowieka – mówiła sędzia.

– Sytuacja ta nie uległa zmianie do 24 stycznia 2018 roku, jednak oskarżeni powzięli zamiar pozbawienia życia i dziecka, i siebie. Ze zgromadzonych w sprawie dowodów (…) wynika, że powodem takiego postępowania był fakt, że od czerwca 2017 roku Małgorzata G. była nękana przez swoją sąsiadkę i jednocześnie osobę, którą uważała za swoja bliską koleżankę Katarzynę Ch. – dodała.

Sędzia wskazała, że „oskarżeni ze strachu przed losem, jaki miał spotkać osobę dla nich najbliższą, zdecydowali się na pozbawienie życia i siebie, i Olgi. Działanie to, całkowicie niezrozumiałe z racjonalnego punktu widzenia, tłumaczy jednak fakt, że w chwili czynu zarówno Małgorzata G. i jej syn mieli – jak to orzekli biegli – w znacznym stopniu ograniczoną zdolność rozpoznania znaczenia tego czynu i pokierowania swoim postępowaniem”.

Dziewczynka jest przekonana, że zrobili to z miłości do niej

– Oceniając ich zachowanie sąd musiał mieć na uwadze, że nie mogą oni być traktowani tak surowo, jak sprawcy, którzy z premedytacją, z niskich pobudek dokonują, czy też usiłują dokonać zbrodni z art. 148 par. 1 kk – dodała.

Sędzia podkreśliła również, że „mimo niewątpliwie wielkiej traumy, której Olga G. doznała, jej relacja z matką i bratem jest w dalszym ciągu bardzo dobra”.

– Dziewczynka jest przekonana, że oskarżeni swojego czynu dopuścili się z miłości do niej. Nie stwierdzono, aby pokrzywdzona na skutek zdarzenia z 24 stycznia 2018 roku odniosła jakiekolwiek trwałe urazy fizyczne, bądź zmieniła się psychicznie. Pozostając obecnie pod opieką ojca nadal jest wesołym dzieckiem i wzorową uczennicą – zaznaczyła sędzia.

Prokuratura zapowiedziała złożenie wniosku o pisemne uzasadnienie wyroku. Nie wyklucza złożenia apelacji w odniesieniu do wymiaru kary orzeczonej wobec Małgorzaty G. W trakcie procesu prokuratura domagała się dla kobiety kary 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: interia.pl

Zatrzymano podejrzanego o zabójstwo 31-latka na Bałutach

Policja ujęła podejrzewanego o zabójstwo 31-latka na łódzkich Bałutach. Kompletnie zaskoczony mężczyzna wpadł w ręce kryminalnych w Łomiankach pod Warszawą. Do zabójstwa doszło w środę na placu zabaw na łódzkich Bałutach. Po kłótni między dwoma mężczyznami jeden z nich zginął po ciosie ostrym narzędziem. Miał 31 lat i – jak podaje „Dziennik Łódzki” – był obywatelem Rosji.

Od pierwszych chwil po zdarzeniu rozpoczęła się praca kryminalnych. Docierali do świadków, analizowali wszystkie istotne szczegóły, które mogły pomóc w wytypowaniu sprawcy. Krok po kroku zawężali krąg podejrzewanych osób. W rezultacie funkcjonariusze ustalili miejsce przebywania podejrzewanego. W czwartek policjanci wspierani przez antyterrorystów weszli do budynku jednorodzinnego w podwarszawskich Łomiankach. Zatrzymali tam wytypowanego 36-latka. Mężczyzna nie stawiał oporu.

Funkcjonariusze zabezpieczyli część odzieży, w którą był ubrany w dniu zdarzenia. Zabezpieczono również nóż. Szczegółowe badania pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy było to narzędzie zbrodni. Jeśli mężczyzna usłyszy zarzut zabójstwa, może mu grozić kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl