24-letni aktor Ryan Grantham skazany na dożywocie

Ryan Grantham, kanadyjski aktor, znany między innymi z roli Jeffreya Augustine’a w serialu Netfliksa „Riverdale”, dwa lata temu zastrzelił swoją matkę. Sąd Najwyższy w Kolumbii Brytyjskiej w Kanadzie skazał aktora na dożywotnie pozbawienie wolności.

Dwa lata temu fanami serialu „Riverdale” wstrząsnęła wiadomość o zbrodni, której dopuścił się Ryan Grantham. 24-letni dziś aktor w 2020 roku strzelił swojej matce, Barbarze Waite, w tył głowy, gdy ta grała na pianinie. Później okazało się, że zrobił to, by nie była świadkiem zbrodni, którą dopiero zamierzał popełnić.

Okazało się bowiem, że mężczyzna zamierzał zabić premiera Kanady, Justina Trudeau. Dzień po makabrycznej zbrodni Grantham wziął broń, amunicję i koktajle Mołotowa, a następnie ruszył w kierunku Ottawy, by zabić premiera. Ostatecznie jednak rozmyślił się i oddał w ręce policji.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójstwo holenderskiego dziennikarza. Kolejne aresztowanie w Polsce

​W Polsce aresztowano 30-letniego mężczyznę podejrzewanego o udział w zabójstwie holenderskiego dziennikarza śledczego Petera R. de Vriesa w 2021 r. – poinformowała w poniedziałek niderlandzka prokuratura. W sprawie oskarżono już dwóch innych Polaków. Mężczyzna został aresztowany pod zarzutem pomocy w przygotowaniu ataku na dziennikarza. Niderlandzka prokuratura nie podała tożsamości zatrzymanego. Według jej ustaleń w czasie, w którym dokonano zabójstwa, mieszkał w Rotterdamie. Zaznaczono, że władze wystąpiły o jego ekstradycję do Holandii.

De Vries został postrzelony 6 lipca 2021 r. w Amsterdamie, gdy wychodził ze studia telewizyjnego. Zmarł w szpitalu 15 lipca, wskutek odniesionych ran. Dziennikarz był powszechnie znany ze swoich bezkompromisowych reportaży, opisujących holenderski świat przestępczy. Był popularnym reporterem, często komentował w mediach głośne procesy kryminalne.

Przed sądem w Amsterdamie trwa obecnie proces podejrzanych o dokonanie zbrodni. Jednym z oskarżonych jest 36-letni Polak Kamil E., który prowadził samochód z miejsca ataku. Drugim – 22-letni Holender Delano G., który miał pociągnąć za spust. Obu mężczyzn schwytano krótko po zamachu na życie dziennikarza. Na początku lipca aresztowano 27-letniego Polaka Krystiana M., któremu zarzuca się zlecenie zabójstwa. Mężczyzna jest również podejrzany o udział w trzech innych przestępstwach, w tym próbie zabójstwa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gdynia: 73-latek poszukiwany przez włoską policję za zabójstwo

Policjanci z Gdyni zatrzymali 73-latka, który był poszukiwany przez włoską policję m.in. za zabójstwo i czerpanie korzyści z nierządu. Wydano za nim europejski nakaz aresztowania. Mężczyzna został zatrzymany po tym, jak funkcjonariusze z Gdańska przekazali policjantom z Gdyni adres, pod którym według ich ustaleń miał przebywać. Podejrzenia okazały się słuszne. Gdy policjanci przyjechali na miejsce, drzwi otworzył im właśnie poszukiwany. 73-latek odpowie nie tylko za zabójstwo, ale też za czerpanie korzyści majątkowej z prostytucji oraz nielegalne używanie karty kredytowej. W czwartek sąd zdecydował o umieszczeniu go w areszcie, gdzie poczeka na ekstradycję.

Policja nie ujawnia szczegółowych informacji o okolicznościach przestępstw, za które poszukiwany był 73-latek.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Robert J. skazany na dożywocie za zabójstwo studentki

– Zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała – relacjonował w RMF FM Dariusz Nowak. Były rzecznik małopolskiej policji opowiedział o jednej z najgłośniejszych zbrodni w Polsce, w sprawie której właśnie zapadł wyrok.

W środę Robert J., nazywany „Kuśnierzem z Krakowa”, został skazany na karę dożywotniego więzienia. Chodzi o głośną sprawę o kryptonimie „Skóra”, czyli brutalnego zabójstwa studentki Katarzyny Z. Wyrok Sądu Okręgowego w Krakowie nie jest prawomocny.

W rozmowie z RMF FM o szczegółach pracy policjantów przy tej sprawie opowiedział Dariusz Nowak, były funkcjonariusz i rzecznik małopolskiej policji.

– To był styczeń 1999 roku, 23 lata temu. Najpierw był telefon do oficera dyżurnego. Zadzwonił kapitan barki, która pcha urobek czy piasek po Wiśle i powiedział, że coś się wciągnęło w śrubę tej barki. Powiedział dokładnie: „coś”. Pojechaliśmy tam w pięciu i na pokładzie tej barki leżało coś, co faktycznie przypominało ludzką skórę, ale nie do końca. To mógł być także kawałek jakiegoś materiału lub guma – powiadał Nowak. Dalej relacjonował, że policja przekazała fragment znalezionej skóry do Zakładu Medycyny Sądowej.

– (…) Kilka dni później zadzwonił lekarz, który robił sekcję zwłok i powiedział: „Panowie, jest problem, mamy do czynienia z czymś makabrycznym”. Powiedział, że rzeczywiście jest to fragment ludzkiej skóry, ale skóry, która została precyzyjnie oddzielona od ciała. Że zrobił to ktoś, kto miał fachową wiedzę, czyli mógłby to być np. lekarz lub rzeźnik. Ktoś, kto świetnie posługiwał się skalpelem, bo wyglądało na to, że mógł być to albo bardzo ostry nóż, albo żyletka, albo właśnie skalpel – opowiedział były policjant. – Wtedy rzeczywiście postawiło to nas wszystkich na nogi – nie tylko w Krakowie, nie tylko w Małopolsce, ale w całej Polsce, bo mieliśmy do czynienia z czymś, czego w powojennej historii Polski po prostu nie było. Zabójca nie tyle, że zabił, ale wyglądało na to, że ściągnął tę skórę – przynajmniej tak mówił lekarz – z człowieka w momencie, kiedy on jeszcze żył. Czyli oskórował człowieka tak, jak skóruje się zwierzę, chociaż zwierzę się wcześniej zabija. To była makabra – dodał.

„Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego”

Jak przyznał, Robert J. „przez wiele lat był on w kręgu podejrzanych” i jego nazwisko znajdowało się w pierwszym tomie akt. W spisie ludzi, którzy potencjalnie mogli być odpowiedzialni za brutalne morderstwo, znajdowało się 60 nazwisk. – Prawdopodobnie dzielnicowy z tego rejonu, który znał go i jego przeszłość, wiedział, jak się zachowywał, przyniósł te informacje i powiedział, żeby go wpisać, bo według niego ten człowiek mógł to zrobić. I on znalazł się na tej liście. Był wielokrotnie sprawdzany, ale nigdy nie było jakiegoś punktu zaczepienia, dowodów na to, że on to zrobił. Idealnie pasował do sporządzonego portretu psychologicznego sprawcy. Natomiast nie było dowodów, że faktycznie to on zabił – powiedział Nowak.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Kierowca autobusu oskarżony o zabójstwo 19-letniej kobiety

32-letni kierowca autobusu został oskarżony o zabójstwo 19-latki i usiłowanie zabójstwa trzech innych osób. Za przestępstwa odpowie przed sądem. W lipcu ubiegłego roku w Katowicach wjechał w grupę ludzi. Według prokuratury miał zrobić to celowo. Jak poinformowała rzeczniczka prokuratury Marta Zawada-Dybek, Prokuratura Okręgowa w Katowicach skierowała do Sądu Okręgowego w Katowicach akt oskarżenia w tej sprawie.

– Oskarżony odpowie także za prowadzenie autobusu, znajdując się pod wpływem środka działającego podobnie do alkoholu, w stanie równoważnym ze stanem nietrzeźwości – wyjaśniła.

Do opisywanych w akcie oskarżenia wydarzeń doszło 31 lipca 2021 r. rano, niedaleko przejścia dla pieszych u zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na udostępnionym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki, a następnie biegną za odjeżdżającym pojazdem.
Źródło info i foto: interia.pl

Kraków: Małżeństwo zabójców trafiło do aresztu

Sąd w pełni podzielił argumentację prokuratury i przychylił się do wniosku o areszt dla Aleksandry S. i Adriana S., którzy zamordowali 27-latka w rejonie torów przy ul. Chełmońskiego –– poinformował w środę PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko. Alekandra S. i Adrian S. byli małżeństwem, ale kobieta mieszkała z zamordowanym 27- letnim kochankiem w mieszkaniu przy ul. Chełmońskiego w Krakowie. Jak ustalili śledczy, Aleksandra S. i Adrian S., mieszkaniec województwa świętokrzyskiego, wspólnie zaplanowali zbrodnię i dokonali jej w ramach podziału ról. Ich bezpośrednim celem było zabójstwo. Małżeństwo ustaliło, że kobieta skontaktuje się z kochankiem i pod pretekstem rozmowy spotka z nim w sobotę, kiedy będzie wracał z pracy.

Podczas spotkania Aleksandra S. zaprowadziła mężczyznę w ustronne, nieoświetlone miejsce w okolicy ul. Chełmońskiego. Tam, zgodnie z planem, czekał na nich jej mąż Adrian S., który wykorzystując element zaskoczenia zaszedł od tyłu pokrzywdzonego i zadał mu ciosy nożem w okolicę głowy. Kiedy pokrzywdzony upadł na ziemię, Adrian S. zaczął uderzać go pięściami po głowie, twarzy oraz innych częściach ciała, a także kopać. Potem zadał mu kilkanaście ciosów nożem po całym ciele. Powstały obrażenia wielonarządowe, co skutkowało śmiercią – powiedział rzecznik prokuratury.

Małżeństwo przeniosło ciało ofiary w krzaki, by je ukryć. Podejrzani z miejsca zdarzenia zabrali rzeczy należące do pokrzywdzonego, po czym wrócili do mieszkania przy ul. Chełmońskiego.

Przyznali się do winy

Ciało mężczyzny znalazł w niedzielę rano przypadkowy przechodzień w zaroślach. W tym czasie Adrian S. otrzymał od żony 800 zł i już zdążył wsiąść do pociągu w drogę powrotną do Ostrowca Świętokrzyskiego. Mundurowi aresztowali go na stacji kolejowej w Skarżysku-Kamiennej. Kobietę tego samego dnia w Krakowie. Podczas przesłuchania 30-letnia Aleksandra S. i jej mąż 30-letni Adrian S. przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia. Za zarzut „zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie” grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zabójca Pawła Adamowicza domaga się wypuszczenia na wolność

Oskarżony o zabójstwo prezydenta Gdańska Stefan W. w piśmie do sądu domagał się zwolnienia z aresztu. W czasie czwartkowej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, która jest już szesnastą rozprawą w sprawie zabójstwa prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, sędzia odczytała wnioski oskarżonego i przesłuchała świadków, w tym lekarkę, która prowadziła reanimację prezydenta. Europosłanka Magdalena Adamowicz nie stawiła się w sądzie, gdzie miała zeznawać w charakterze świadka w procesie zabójcy jej męża, usprawiedliwiając swoją nieobecność złym stanem zdrowia i pracą w Parlamencie Europejskim.

Na rozprawę oskarżony Stefan W. został doprowadzony z pobliskiego aresztu śledczego do największej sali sądu. Siedział w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu za szklaną szybą. W trakcie rozprawy rozglądał się po sali. Spoglądał na osoby siedzące na publiczności. Wśród nich była m.in. jego matka.

Sędzia Sądu Okręgowego Aleksandra Kaczmarek poinformowała, że w czwartek w charakterze świadka miała zostać przesłuchana Magdalena Adamowicz. Sędzia przekazała, że do sądu zostało skierowane pismo, w którym europosłanka usprawiedliwiła swoją nieobecność, wskazując, że jest to spowodowane „sytuacją osobistą i zdrowotną”, co powoduje, że nie jest w stanie składać zeznań. Wskazała również, że w czasie wyznaczonego terminu rozprawy w SO w Gdańsku przebywa poza granicą, gdzie wykonuje swoje obowiązki zawodowe.

Sędzia Kaczmarek po odczytaniu wniosku zwróciła się do pełnomocnika Magdaleny Adamowicz Pawła Knappa wskazując na niespójność w usprawiedliwieniu europosłanki.

– Wskazuje pan, że pani Magdalena Adamowicz pozostaje pod działaniem zalecanych przez lekarzy leków, które mogą wpływać na jej zdolność postrzegania. Jednocześnie wskazuje pan, że bierze udział w pracach komisji jako poseł do Parlamentu Europejskiego, czyli jest w stanie pełnić obowiązki europosła – stwierdziła sędzia.

Zapewniła również, że jeżeli świadek Magdalena Adamowicz nie chce zeznawać w obecności oskarżonego Stefana W., to nie musi tego robić. – W toku tego postępowania byli już świadkowie, którzy nie chcieli składać zeznań w jego obecności. W tym celu była przeprowadzana wewnętrzna wideokonferencja. Inna metoda przesłuchania świadka to wideokonferencja z krajem, w którym aktualnie przebywa pani Adamowicz – zaznaczała sędzia.

Magdalena Adamowicz ma zostać przesłuchana w innym terminie.

„Prezydentowi z rękawa kurtki spływała krew, później widać było jak traci przytomność”
Pierwszym świadkiem, który zeznawał w czwartek była Anna C. Kobieta w 2019 r. pracowała jako reporterka stacji TVN, a w chwili ataku na Pawła Adamowicza znajdowała się na scenie WOŚP.

Świadek zeznała, że jedyne co zapamiętała, to moment, w którym ktoś wbiegł na scenę. – Usłyszałam ciężkie kroki. Później ktoś przyprowadził prezydenta w kierunku głośnika – zeznawała. Dodała, że zobaczyła jak prezydentowi z rękawa kurtki spływa krew. – Później było widać jak traci przytomność – podkreśliła.

Lekarka, która reanimowała Adamowicza szanse na przeżycie oceniła na trzy, cztery procent
Kolejnym świadkiem była Elżbieta L. lekarka z ekipy pogotowia z 40-letnim stażem pracy, która odebrała zgłoszenie o ataku w czasie pełnienia dyżuru. – Nie wiedzieliśmy, do kogo jedziemy, ale jechaliśmy na sygnałach, bo była informacja o urazie zagrażającym życiu – zeznała.

Kobieta podkreśliła, że po jej przybyciu i wejściu na scenę „prezydent leżał na desce ratowniczej”. Wskazała, że klatka piersiowa prezydenta była odsłonięta. Widać było rany kłute: „dwie w okolicy serca, trzecią w okolicy śledziony i jedną w okolicy nadgarstka” – stwierdziła.

Zeznała również, że na scenie panował półmrok, ponieważ było wyłączone oświetlenie. – Potrzebowaliśmy mocnego światła, aby wykonać wszystkie niezbędne czynności. Osoby postronne przyświecały nam latarkami z komórek. Jedna osoba zamiast świecić latarką nagrywała telefonem całe zajście – relacjonowała.

Dodała, że po reanimacji na scenie, podjęła decyzję o przetransportowaniu rannego Adamowicza do szpitala Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Lekarka zeznała, że po opatrzeniu ran Adamowicza, oceniła szanse na przeżycie pacjenta „na trzy, cztery procenty”.
Źródło info i foto: interia.pl

Nie żyje drugi napastnik odpowiedzialny za masakrę w Kanadzie

Nie żyje drugi z napastników z kanadyjskiego Saskatchewan – przekazała zastępca komisarza Rhonda Blackmore. 32-letni Myles Sanderson, współodpowiedzialny za zabójstwo 10 i ranienie 18 osób. Zmarł krótko po tym, jak został zatrzymany przez policję. Według Blackmore w obliczu śmierci obu napastników motywy ataków mogą nigdy nie zostać poznane.

Jak podaje BBC, Sanderson został zatrzymany w środę popołudniu po pościgu policyjnym na autostradzie w prowincji Saskatchewan w pobliżu miasta Rosthern. Na nagraniu zarejestrowanym po zatrzymaniu napastnika widać na poboczu białego SUV-a otoczonego radiowozami. Sanderson poruszał się pojazdem skradzionym tego samego dnia. Właściciel zgłosił się na policję i przekazał, że samochód zniknął sprzed jego posesji. 

Funkcjonariusze znaleźli w środku auta nóż. 

32-latek został aresztowany około godz. 15:30. Wkrótce po tym z jego zdrowiem miało zacząć się dziać coś złego. Policjanci udzielali mu pomocy do przyjazdu karetki, która przetransportowała go do szpitala w Saskatoon, gdzie zmarł. Nie podano żadnych szczegółów związanych z przyczyną śmierci, którą ma wyjaśnić sekcja zwłok. Z nieoficjalnym informacji wynika, że napastnik miał się samookaleczyć.

– Możemy nigdy nie dowiedzieć się jaka była motywacja ataków – podkreśliła Blackmore.

„Pierwszy z podejrzanych o śmierć 10 osób w kanadyjskiej prowincji Saskatchewan, 31-letni Damien Sanderson,  został znaleziony martwy na terenie rezerwatu, gdzie doszło wcześniej do ataków. Jego obrażenia nie wskazują na samookaleczenie” – poinformowała w poniedziałek wieczorem czasu lokalnego policja.

Seria ataków nożem w rdzennej społeczności kanadyjskiej prowincji Saskatchewan i pobliskim mieście, w których zginęło 10, a rannych zostało 18 osób był jednym z najbardziej krwawych w historii kraju.

Jak przekazały władze, niektóre z ofiar były celem napastników, inne wydawały się być wybierane losowo. Do napaści doszło na obszarze zamieszkałym przez rdzenną kanadyjską ludność, zarządzanym przez radę James Smith Cree Nation. Napastnicy zaatakowali także m.in. w leżącej niedaleko wiosce Weldon, którą zamieszkuje 200 osób. Według policji, napastnicy działali „w szale”. Nie podano motywu zbrodni, zasugerowano jednak, że mężczyźni mogli być pod wpływem narkotyków.

Do ataków doszło w niedzielę rano w co najmniej kilku miejscach. Służby zaczęły otrzymywać niepokojące zgłoszenia około 5:40 czasu lokalnego. W ciągu kilku minut telefonów zaczęło przybywać. Dzwoniący informowali o kolejnych atakach oraz o „niebezpiecznych osobach” kręcących się po okolicy. Łącznie zaatakowano około 30 osób. Policja podejrzewa także, że liczba poszkodowanych może się jeszcze zwiększyć. Śledczy zakładają bowiem, że część rannych mogła we własnym zakresie udać się do szpitali.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Proces ws. zabójstwa 21-letniego radnego

Proces ws. śmierci Igora K., młodzieżowego radnego Lublina, ruszył 31 maja. 21-latek zginął od ran kłutych. Ojciec podejrzanej o zabójstwo znalazł w mieszkaniu córki nóż, którym mogła dokonać zbrodni. Jak się okazało, główny dowód został włączony do akt sprawy dopiero po trzech miesiącach. Do zdarzenia doszło w nocy z 29 na 30 kwietnia 2021 roku w budynku przy ulicy Sarmackiej na warszawskim Wilanowie. 21-letni Igor K. został raniony 15-centymetrowym nożem. Mężczyznę znaleźli na klatce schodowej jego sąsiedzi. – Wyszedł na zewnątrz i próbował wzywać pomocy. Po chwili upadł na ziemię – relacjonowali. Pokrzywdzony zmarł w szpitalu.

Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów, po zbadaniu materiału dowodowego, o popełnienie zbrodni w zamiarze bezpośrednim oskarżyła dziewczynę ofiary – Karolinę B. Akt oskarżenia trafił do sądu 8 kwietnia 2022 roku. 31 maja 2022 roku ruszył proces.

Karolina B. na rozprawy doprowadzana jest z aresztu, w którym przebywa od momentu zatrzymania zaraz po zabójstwie. Wciąż utrzymuje, że zdarzenie było nieszczęśliwym wypadkiem. Sąd we wtorek (7 września), na wniosek obrony, wyłączył jawność części rozprawy, na której kobieta składała zeznania.

– Zasadniczo, jeśli chodzi o kwestie zabezpieczenia śladów, policja i prokuratura się nie spisały – stwierdziła obrona w rozmowie z Polską Agencją Prasową, wskazując m.in. na kwestie narzędzia zbrodni, którego śledczy mieli nie zabezpieczyć.

Narzędzie zbrodni znalazł ojciec Karoliny B. w jej mieszkaniu, gdy już zostało udostępnione przez śledczych. Za radą obrończyń córki, przekazał nóż do sądu. Dowód trafił do akt sprawy. – Znalazłem nóż, nie wiem, czy ten (którym dokonano zbrodni – red.) – mówił na wtorkowej rozprawie.

Igor miał 21 lat. Pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Młodzieżowej Rady Miasta Lublin. Studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Pełnił też funkcję marszałka Parlamentu Dzieci i Młodzieży Województwa Lubelskiego. Był również członkiem Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem i posłem na Sejm Dzieci i Młodzieży.

Natomiast Karolina B. zasiadała w Parlamencie Studentów RP. Skończyła prawo. Zdobyła także licencjat z kryminologii i historii. Trafiła na staż do kilku instytucji centralnych – pracowała w gabinecie jednego z dyrektorów Kancelarii Premiera. Prezesowała fundacji Portia, była wpływową działaczką stowarzyszenia KoLiber. Trenowała szermierkę i brała udział w turniejach szpady sportowej.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Śmierć miesięcznej dziewczynki. Matka przyznała się do zabójstwa

Fot. Damian Klamka/East News
n/z radiowoz policyjny

32-letnia Magdalena D.-M. usłyszała w prokuraturze zarzut zabójstwa miesięcznej córeczki oraz usiłowania zabójstwa dwóch synów. Kobieta przyznała się do zarzucanych jej czynów oraz złożyła wyjaśnienia – dowiedziała się Polska Agencja Prasowa. Dziewczynka zginęła od ran kłutych w klatkę piersiową. Z kolei jej bracia – Nataniel i Oliwer – zostali ranni. 3-latek miał uraz głowy, a 9-latek ranę ciętą szyi. To on tragicznej nocy napisał sms-a do babci, że „mama chce ich pozabijać”. Rodzina wezwała na miejsce policję.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie Aleksandra Skrzyniarz w rozmowie z PAP przekazała, że prokuratura posiada już wstępne wyniki sekcji zwłok miesięcznej dziewczynki, której ciało znaleziono w ostatni weekend w mieszkaniu na Wilanowie. Wynika z nich, że dziewczynka zmarła na skutek odniesionych obrażeń, czyli wspomnianych ran kłutych.

„We wtorek przeprowadzono czynności z udziałem podejrzanej, której przedstawiono zarzuty zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa małoletnich. Podejrzana przyznała się do zarzucanych jej czynów jak również złożyła wyjaśnienia, których treść objęta jest tajemnicą śledztwa” ALEKSANDRA SKRZYNIARZ, RZECZNICZKA PROKURATURY OKRĘGOWEJ W WARSZAWIE

– „Z uwagi na występujące w sprawie przesłanki procesowe prokurator skieruje wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania” – dodała prokurator Skrzyniarz.

Zabójstwo miesięcznej Seleny. Co się wydarzyło w mieszkaniu?

Nieoficjalnie udało się też ustalić, że dziadkowie i stryj przyjechali do mieszkania na warszawskim Wilanowie. Nie mogli się do niego dostać, bo drzwi były zamknięte. Jednak udało im się skontaktować 9-latkiem, który zrzucił klucze przez balkon. Na miejsce w tym czasie przyjechała też policja, która razem z rodziną małżeństwa M. weszła do mieszkania. W środku były tylko dzieci.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl