Policja wydała komunikat ws. protestów

Po raz kolejny ze strony protestujących pojawia się agresja wobec policjantów. Mamy do czynienia z bardzo prowokacyjnymi zrachowaniami. Kilku funkcjonariuszy ochlapano farbą, protestujący używają pirotechniki – napisała w piątek wieczorem Komenda Stołeczna Policji na Twitterze. W ocenie stołecznej policji, części protestujących osób „wyraźnie zależy na doprowadzeniu do otwartego konfliktu”. „Nadawane przez policjantów komunikaty z wezwaniem do zachowania zgodnego z prawem próbuje się zagłuszać wulgarnymi okrzykami. W stronę policjantów, tak jak wczoraj, rzucane są kamienie” – podaje warszawska policja.

Gdy protestujący skierowali się w piątek wieczorem z Żoliborza w stronę Śródmieścia, rzecznik komendanta stołecznego policji nadkom. Sylwester Marczak zapewnił, że policjanci dla bezpieczeństwa wyłączali z ruchu kolejne ulice.

W piątek wieczorem w kilku miastach w Polsce rozpoczęły się protesty przeciwko wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego w sprawie przepisów dotyczących aborcji. W Warszawie manifestacja odbywa się w okolicy domu prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

„Pomimo złych wczorajszych doświadczeń, gdy policjanci zostali obrzucani kamieniami, my nadal stoimy na stanowisku, że używanie środków przymusu to ostateczność” – zaznaczyła jednocześnie KSP. Jak dodała, dlatego „w miejsce, gdzie gromadzą się protestujący, kierujemy naszych policjantów z zespołu antykonfliktowego”. „Stawiamy na mediację, stawiamy na informowanie o obecnym stanie prawnym i obostrzeniach wynikających z epidemii” – dodała.

Pierwszy protest przeciwko wyrokowi TK, który uznał za niekonstytucyjny przepis zezwalający na dopuszczalność aborcji w przypadku dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu, odbył się w stolicy w nocy z czwartku na piątek. W jego trakcie policjanci zatrzymali 15 osób.
Źródło info i foto: interia.pl

Katastrofa busa na Śląsku. 67-letni Jerzy S. aresztowany

Gliwicki sąd podjął decyzję ws. aresztu dla 67-letniego Jerzego S., który usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że swoim zachowaniem na drodze krajowej nr 88 doprowadził do wypadku, w którym zginęło dziewięć osób, a siedem zostało rannych. Z ustaleń śledczych wynika, że Jerzy S. w chwili wykonywanie manewru wyprzedzania miał nie zauważyć jadącego z naprzeciwka busa. To doprowadziło do tragedii.

Sędzia Szymon Markowicz z gliwickiego sądu zdecydował, że Jerzy S. nie trafi do aresztu. Wobec 67-latka nie zastosowano także żadnego innego środka zapobiegawczego. Sąd argumentował swoją decyzję tym, że kierowca volkswagena jest oskarżony o niemyślne działanie. W dodatku nie był nigdy karany, a ponieważ ma dom i pracę, nie zachodzi obawa, że będzie się ukrywał lub wpływał na świadków, ponieważ kluczowe dla sprawy osoby, zostały już przesłuchane.

– Będziemy składać zażalenie na taką decyzję sądu – powiedziała prok. Karina Spruś, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.

Próbował wyprzedzać. Nie widział busa?

Mieszkańcowi Cieszyna Jerzemu S. postawiono zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której zginęło dziewięć osób, a siedem odniosło obrażenia.

Koszmar rozegrał się w sobotę 22 sierpnia około godziny 22.30 na drodze nr 88 w pobliżu węzła Kleszczów (woj. śląskie). Z ustaleń policji i prokuratury wynika, że 67-latek próbował wyprzedzić jadący przed nim pojazd, ale nie zauważył lub nie widział, jadącego z naprzeciwka busa renault trafic. 29-letni kierowca próbował uniknąć zderzenia i wykonał manewr, który doprowadził do przewrócenia się busa.

Bus zderzył się z autokarem

Następnie renault sunąc po jezdni, zderzyło się dachem z jadącym z naprzeciwka autobusem. Zarówno kierowca busa, jak i pasażerowie zmarli na miejscu. Do szpitala trafiło siedem osób z autokaru. Najciężej ranny został kierujący pojazdem, który musiał przejść operację nogi. Szczęśliwie, rannym nie zagraża niebezpieczeństwo.

W chwili wypadku Jerzy S. również podjął manewr obronny i zjechał na pobocze, a następnie się zatrzymał. Ani jemu, ani osobie, z którą jechał, nic się nie stało. W niedzielny poranek policja postanowiła przesłuchać 67-latka, a następnie zatrzymać.

Mówi, że nie pamięta, co się stało

Mężczyzna przekonywał, że nie wie, co się właściwie wydarzyło. Mówił, że nie widział jadącego z naprzeciwka busa i nie pamięta przebiegu wypadku. Miał jedynie usłyszeć huk. Wniosek o aresztowanie 67-latka prokuratura motywowała grożącą mu surową karą oraz koniecznością zapewnienia prawidłowego toku postępowania, a także weryfikacji wyjaśnień podejrzanego. Mężczyźnie grozi od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.

Za miesiąc mieli się pobrać, zginęli w tej samej chwili

Ofiary wypadku to w większości mieszkańcy Podkarpacia. Samochód prowadził mieszkający w Polsce, obywatel Słowenii. W wypadku zginęli m.in. narzeczeni 23-letnia Karolina i Patryk, którzy jechali do Holandii, by zarobić na wesele. Miało się ono odbyć za miesiąc.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Polscy policjanci podchwycili pomysł od szeryfa z USA

Z nietypowym apelem zgłosił się niedawno do przestępców szeryf hrabstwa Logan w stanie Kolorado. Prośbę znaleźć można w zamieszczonym na oficjalnym fanpage’u biura szeryfa poście.

– Z powodu pandemii COVID-19 i jej zaraźliwego charakteru biuro szeryfa hrabstwa Logan prosi o zaprzestanie wszelkich działań przestępczych/niegodziwych do odwołania. Doceniamy spodziewaną współpracę w zakresie powstrzymywania przestępczości i z góry dziękujemy przestępcom. Powiadomimy cię, kiedy będziesz mógł wrócić do normalnego zachowania przestępczego – czytamy w komunikacie.

Koronawirus. Polska Policja podchwyciła pomysł z USA

Pomysł na apel do przestępców, najwyraźniej spodobał się również polskim stróżom prawa. W poście zamieszczonym niedawno na fanpage’u Polskiej Policji odnoszą się do przestępców w podobnym tonie.

– Z powodu pandemii COVID-19, która wywołała panikę, a na nas nałożyła wiele nowych zadań i czasami nieprzewidywalne zachowania wielu osób, oczekujących od nas i innych służb ciągłej pomocy, prosimy o zaprzestanie wszelkich działań przestępczych/haniebnych/niegodziwych do odwołania – możemy przeczytać.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Meksyk: Sprawca strzelaniny wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać

W sobotę w pobliżu Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku, doszło do strzelaniny. Według wstępnych ustaleń policji, napastnik wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków. Gdy zwrócono mu uwagę, zaczął strzelać. Według wstępnych ustaleń policji uzbrojony mężczyzna wszedł „za potrzebą” na dziedziniec jednego z budynków mieszkalnych w wąskiej uliczce prowadzącej do Pałacu Narodowego, siedziby prezydenta Meksyku. Gdy mieszkańcy domu zwrócili mu uwagę na niestosowne zachowanie, mężczyzna wyciągnął pistolet i otworzył ogień.

Napastnik strzelił do czterech osób. Trzy z nich zabił

Przybyli na miejsce policjanci znaleźli na dziedzińcu cztery osoby z ranami postrzałowymi. W wymianie ognia zastrzelili napastnika. Służby medyczne stwierdziły następnie śmierć dwóch z czterech postrzelonych osób. Trzecia z nich zmarła w drodze do szpitala. W czasie incydentu prezydenta Andresa Manuela Lopeza Obradora nie było w stolicy.

Prezydent powołał Gwardię Narodową, aby zwalczać przemoc

22 kwietnia tego roku, po masakrze 14 osób we wschodnim stanie Veracruz, Obrador obiecał, że w ciągu sześciu miesięcy doprowadzi do zmniejszenia przemocy w kraju dzięki skierowaniu do walki z przestępczością zorganizowaną nowo powołanej przez niego formacji militarnej – Gwardii Narodowej złożonej z wojskowych i członków policji. Pod koniec października Lopez Obrador przyznał, że ustanowiony przez niego półroczny termin upłynął bez uzyskania rezultatów.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Psycholog o zachowaniu matki 5-letniego Dawida

5-letni Dawid Żukowski najprawdopodobniej nie żyje. Śledczy twierdzą, że padł ofiarą swojego ojca. Założycielka Warszawskiej Grupy Psychologicznej Monika Dreger przypuszcza, że matkę dziecka czeka bardzo długa droga do powrotu do normalnego życia.

– Powrót do normalnego funkcjonowania nie będzie szybki i łatwy. Zdecydowanie trudniejszą kwestią w tym przypadku będzie strata dziecka, niż strata męża. Na pewno potrzebne będą działania terapeutyczne, być może również wsparcie farmakologiczne. Ważne jest też wsparcie rodziny i bliskich. To będzie bardzo długi proces – twierdzi psycholog w rozmowie z Wirtualną Polską.

Monika Dreger zaznacza również, że kobiecie będzie potrzebny spokój. Zwraca także uwagę na zachowanie matki Dawida podczas poszukiwań chłopca. – Rzuciło mi się w oczy, że ta pani nie uczestniczyła w jakichkolwiek doniesieniach medialnych i bardzo chroniła swoją prywatność – podkreśla.

Według medialnych spekulacji, przyczyną tragedii mogła być chęć zemsty Pawła Ż. na żonie, która zgłosiła na policji, że mężczyzna stosował wobec niej przemoc i chciała rozwodu. Niedługo przed samobójstwem ojca Dawida, para miała przeprowadzić burzliwą rozmowę telefoniczną. Monika Dreger twierdzi, że niełatwo jest ustalić prawdziwe motywy zbrodni.

– Trudno spekulować na temat stanu psychicznego sprawcy. Nie wiadomo również, jaki wpływ mogła mieć na niego ostatnia rozmowa z żoną. Jeśli zabójstwo było wcześniej zaplanowane, prawdopodobnie nie wpłynęła ona na decyzję mężczyzny. Nie wiemy, czy żona mogła w jakikolwiek sposób odwieść go od tego kroku – mówi założycielka Warszawskiej Grupy Psychologicznej.

Przypomnijmy, 20 lipca po godz. 16 Komenda Główna Policji ogłosiła, że odnaleziono zwłoki dziecka. Funkcjonariusze mają „przekonanie graniczące z pewnością”, że to ciało 5-letniego Dawda.
Źródło info i foto: wp.pl

Czy zaginiony 5-latek żyje?

Dawid Żukowski cały czas poszukiwany. Policja nie wyklucza żadnej wersji wydarzeń i wciąż prosi o informacje. Eksperci jednak nie dają dużych szans na to, że chłopiec żyje. Jeden z nich mówi wprost o ojcu Dawida: „Zabił dziecko, a ciało dokładnie schował”.

Dawid Żukowski poszukiwany jest już szóstą dobę.

W środę ojciec 5-letniego Dawida Żukowskiego zabrał syna z domu w Grodzisku Mazowieckim ok. godz. 17. Paweł Ż. miał go zawieźć do Warszawy do matki. Podróżował z chłopcem szarą skodą fabią o nr. rejestracyjnym WGM 01K9. Przed godz. 21 policjanci dostali zgłoszenie, że ojciec Dawida został śmiertelnie potrącony przez pociąg relacji Skierniewice-Warszawa. Miał popełnić samobójstwo. Maszynista pojazdu powiedział, że mężczyzna siedział na torach. O północy matka Dawida zgłosiła zaginięcie syna.

Grodzisk Mazowiecki. „Zabił syna z zemsty”

„Niestety, jest bardzo mała szansa, że dziecko żyje” – mówi dr Krzysztof Klementowski, psychiatra, biegły sądowy, który dla „Super Expressu” przeanalizował zachowanie ojca zaginionego 5-latka.

Według Klementowskiego Paweł Ż. zabił swojego syna, by zemścić się na żonie. „Uznał, że doprowadzi do sytuacji, w której matka przez całe życie będzie się łudzić, że pewnego dnia syn wróci i powie: cześć mamo, przytuli się” – mówi.

W jego ocenie, scenariusz, że ktoś wywiózł Dawidka przez granicę, jest mało prawdopodobny.

Dziennikarze „Faktu” natomiast dotarli do sąsiadów dziadków Dawida. „Babcia chłopca nie wychodzi teraz z domu” – mówi jedna z kobiet. Opowiada, że to bardzo wycofani ludzie, ale nic nie wskazywało, że może dojść do takiej tragedii.

Opowiada także, że Paweł Ż. dużo czasu poświęcał synowi.

Dawid Żukowski poszukiwany. Nowe nagranie

Nowe informacje ze śledztwa pozwalają niestety kreślić najczarniejszy scenariusz. Jak nieoficjalnie ustalił „Super Express”, służby mają nowe nagranie z monitoringu na którym widać 32-letniego Pawła Ż. Z informacji gazety wynika, że widać na nim jak mężczyzna idzie chodnikiem – sam – bez Dawidka.

Natomiast według nieoficjalnych informacji portalu fakt24.pl, w samochodzie Pawła Ż. odnaleziono bardzo dużo śladów krwi i moczu 5-letniego Dawida.

Znalazły się one również na ubraniu mężczyzny.

Grodzisk Mazowiecki. Poszukiwania Dawida Żukowskiego. Służby zmieniają taktykę. W poniedziałek zrezygnowano z poszukiwań pododdziałów w terenie. Jak wyjaśniał nam rzecznik policji Sylwester Marczak, oddziały prewencji policji i WOT nie będą przeczesywały rejonów wzdłuż autostrady A2. – Skupimy się na analizie zebranych informacji – powiedział.

Grodzisk Mazowiecki. Co wiadomo o ojcu Dawida?

Jak podaje Onet, ojciec Dawidka miał problemy finansowe oraz problemy związane z hazardem. Policja tego jednak nie potwierdza, zasłaniając się dobrem śledztwa.

Wiadomo, że ojciec miał ostatni raz kontaktować się z matką dziecka o godzinie 18. Jak się nieoficjalnie dowiedział reporter Wirtualnej Polski, rodzice Dawida odbyli wówczas ze sobą pełną emocji rozmowę telefoniczną. Kilkadziesiąt minut później Paweł Ż. wysłał żonie dramatycznego esemesa. „Już nigdy nie zobaczysz syna” – miała brzmieć wiadomość.

Rodzice Dawida nie mieszkali razem od ok. trzech tygodni. Matka chłopca mieszkała w Warszawie, ojciec w Grodzisku. Mężczyzna miał stosować przemoc wobec żony. Takie zgłoszenie policja otrzymała kilka dni temu.

Według sąsiadów jednak to była bardzo spokojna rodzina. Ojciec miał być bardzo opiekuńczy w stosunku do syna. Jak informuje „Fakt”, pracował w firmie sprzedającej opryskiwacze. Znał angielski i rosyjski. Zajmował się eksportem maszyn.
Źródło info i foto: wp.pl

Prokuratura zbada działania ochroniarzy przy zatrzymaniu zabójcy Pawła Adamowicza

Prokuratura będzie badała zachowanie ochroniarzy, którzy zatrzymali Stefana W. po tym, jak zaatakował prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk. Według nieoficjalnych informacji PAP w niedzielny wieczór, już poza sceną, na której został zatrzymany, Stefan W. doznał złamania nosa i urazu palca.

Wawryniuk potwierdziła, że w poniedziałek, w trakcie przesłuchania w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, prokurator zauważył na palcu podejrzanego opatrunek oraz „ślad na nosie”. Rzeczniczka wyjaśniła, że prokurator zapytał Stefana W., skąd wzięły się te rany, a mężczyzna odpowiedział, że doznał ich w czasie zatrzymania przez ochroniarzy.

– Ta kwestia oczywiście będzie wyjaśniana – powiedziała Wawryniuk. Dodała, że będzie ona badana w ramach śledztwa, w którym sprawdzana jest prawidłowość organizacji i zabezpieczenia niedzielnego gdańskiego finału WOŚP, w czasie której to imprezy zaatakowany został Paweł Adamowicz.

Wawryniuk powiedziała też, że po zatrzymaniu Stefan W. został zbadany przez lekarzy. Wyjaśniła, że badanie przeprowadzono zgodnie z zasadą nakazującą ich wykonanie przed umieszczeniem zatrzymanego w policyjnej izbie zatrzymań. Wawryniuk potwierdziła też, że po zatrzymaniu mężczyzna miał drgawki.

Poproszony o komentarz w sprawie niewielkich obrażeń Stefana W. pełnomocnik firmy ochroniarskiej „Tajfun” (ochraniała ona gdański finał WOŚP) Łukasz Isenko powiedział, że „z informacji, które posiada wynika, że zatrzymany już po zatrzymaniu bardzo się wyrywał, w związku z czym zostały zastosowane wobec niego chwyty obezwładniające”.

Zdaniem pełnomocnika „na pewno nie było tam działań celowych”. Isenko wskazał jednocześnie, że „nie wie, czy to ochroniarze spowodowali i ich działanie, natomiast jeżeli chodzi o obrażenia, to on (sprawca – red.) – na tzw. backstage’u, czego nie widzimy na żadnych nagraniach – bardzo się szarpał”.

Z kolei Artur Kotulski – obrońca z wyboru Stefana W., poinformował PAP, że w czasie krótkiego spotkania z klientem nie rozmawiał z nim o szczegółach związanych z jego zatrzymaniem przez ochroniarzy. Kotulski poinformował, że rozważa zażalenia na tymczasowe aresztowanie W.

W niedzielę wieczorem 27-letni Stefan W. podczas finału WOŚP w Gdańsku wtargnął na scenę i kilkakrotnie ugodził nożem prezydenta Adamowicza. Zamachowca zatrzymano na scenie. W poniedziałek krótko przed godz. 15 lekarze poinformowali, że prezydent Adamowicz zmarł. Wstępne wyniki sekcji zwłok mówią, że doznał on trzech głębokich ran w okolicach serca i brzucha.

W poniedziałek prokuratura postawiła Stefanowi W. zarzut zabójstwa z motywacji zasługującej na szczególne potępienie. Czyn ten zagrożony jest karą co najmniej 12 lat więzienia, 25 lat pozbawienia wolności, a nawet dożywocia. Stefan W. nie przyznał się do jego popełnienia. Gdański sąd przychylił się do wniosku prokuratury i zdecydował o tymczasowym aresztowaniu podejrzanego.
Źródło info i foto: onet.pl

Rosyjscy piłkarze aresztowani za wszczęcie bójki w kawiarni. Trafią do więzienia?

Rosyjscy piłkarze Aleksandr Kokorina i Paweł Mamajew zostali aresztowani i do 8 grudnia oczekiwać będą na proces. Za chuligańskie zachowanie, m.in. wszczęcie bójki w kawiarni i pobicie, grozi im kara do pięciu lat więzienia – podały miejscowe media. Zawodnicy pobili także kierowcę prezenterki telewizyjnej Olgi Uszakowej.

Piłkarze przeprosili za swoje zachowanie. – Wstydzę się i przepraszam kibiców oraz klub za moje oburzające działania – powiedział agencji TASS Kokorin, a Mamajew dodał: – Chcę publicznie przeprosić poszkodowanych za moje skandaliczne działania i jestem gotów wynagrodzić moralne oraz materialne szkody. Nie powinienem tego robić.

O przestępstwach, jakich się dopuścili, stało się głośno, gdy okazało się, że poszkodowanymi w bójce to urzędnicy Ministerstwa Przemysłu i Handlu Rosji. Kokorin występujący w Zenicie St. Petersburg oraz Mamajew z Krasnodaru w poniedziałek rano w jednej z moskiewskich kawiarni obrażali i pobili jednego z klientów, który zwrócił im uwagę na głośne zachowanie. Incydent został zarejestrowany na nagraniu wideo, które trafiło do internetu.

Drugi raz znaleźli się w centrum skandalu

Natomiast źródła w Rosyjskich Kolejach (RŻD) poinformowały, że sportowcy zachowywali się agresywnie także w pociągu nocnym, którym jechali do Moskwy po niedzielnym meczu ich drużyn w Petersburgu.

Kokorin i Mamajew już drugi raz znaleźli się w centrum skandalu. W 2016 roku bawili się w jednym z klubów nocnych w Monako, gdzie kelnerzy wnosili przy dźwiękach rosyjskiego hymnu narodowego tacę z butelkami luksusowego szampana, w dniu w którym Rosja odpadła z mistrzostw Europy po fazie grupowej.

27-letni Kokorin wystąpił w 48 meczach reprezentacji Rosji i strzelił 12 goli. W połowie marca doznał poważnej kontuzji kolana, przez co nie mógł zagrać w mistrzostwach świata w swoim kraju. Starszy o trzy lata Mamajew rozegrał 15 meczów w drużynie narodowej w latach 2010-16.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabójca 50-letniej kobiety z Mrągowa był jej stalkerem

​Mężczyzna, który zastrzelił w Mrągowie 50-letnią kobietę, był jej stalkerem: nękał ją, nachodził, wygrażał. Ofiara dwukrotnie skarżyła się na te zachowania organom ścigania – ustaliła PAP. Prokuratura przyznaje, że zweryfikuje działania policji w tej sprawie.

Cezarego F. przed tygodniem policja zatrzymała w pościgu na drodze krajowej nr 16 między Mikołajkami a Mrągowem. Przez kilka dni mężczyzna był poszukiwany po tym, jak w prywatnym mieszkaniu w Mrągowie na Osiedlu Mazurskim znaleziono ciało kobiety, jego znajomej. Sekcja zwłok wykazała, że ofiara miała osiem ran postrzałowych w klatkę piersiową, w tym jeden strzał oddany został w serce.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny przyznał PAP, że ofiara latem, w lipcu i w sierpniu, składała zawiadomienia o tym, iż Cezary F. ją nachodzi i jej grozi. Pierwsze z zawiadomień dotyczące stalkingu kobieta wycofała, ale potem złożyła kolejne zawiadomienie – przyznał Stodolny.

Prokuratura Okręgowa w Olsztynie zdecydowała, że w odrębnym postępowaniu zweryfikuje, czy policjanci z Mrągowa postępowali w sprawie zachowania Cezarego F. właściwie. Śledztwo w tej sprawie ma poprowadzić prokuratura w Nidzicy.

Sprawę zabójstwa prowadzą śledczy z Mrągowa.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Czwórka nastolatków znęcała się nad bezdomną kobietą

Bulwersujące wydarzenia w Białej Piskiej. Chłopcy znęcali się nad kobietą, bili ją, grozili nożem i wyzywali. Całość pokazali „na żywo” w sieci, sprawdzali oglądalność i prosili komentujących o „wyzwania”. Na ich trop trafił policjant, który rozpoznał jednego z oprawców.

Nagranie, na którym czwórka nastolatków znęcała się nad bezdomną, trafiło potem na Youtube i Facebooka. Widać na nim, jak chłopcy dokuczają, wyzywają i kopią 44-letnią kobietę. Używają przy tym wulgaryzmów, grożą nożem i są bardzo agresywni.

„Zaj…ać ci kopa?” – żartują sobie, a potem co chwila sprawdzają oglądalność. Cieszą się przy tym i proszą kobietę, żeby „przywitała się z widzami”.

Bili, wyzywali i grozili bezdomnej. Mają po 13 i 14 lat

Przez przypadek na nagranie trafił dzielnicowy z Komisariatu Policji w Białej Piskiej. Młodszy aspirant Adam Trzonkowski przeglądał strony internetowe. Był po pracy. Na jednym z lokalnych portali natknął się na filmik i od razu rozpoznał pokrzywdzoną – bezdomną, 44-letnią kobietę, która zwykle przebywa w pustostanie na terenie miasta.

Z zaskoczeniem odkrył, że sprawcami byli z kolei znani mu nastolatkowie. To chłopcy w wieku 13 i 14 lat oraz i 17-latek. Niemal w tym samym czasie na komendę przyszło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które nadesłał Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.
Źródło info i foto: wp.pl