Nawalny żąda od Rosji zwrotu ubrań i wskazuje na „ważny dowód”

Aleksiej Nawalny zwrócił się do władz Rosji z żądaniem natychmiastowego zwrócenia ubrań, w których przywieziono go do szpitala w Omsku. Jak wskazuje, są one „ważnym dowodem” w sprawie, bo mogą się na nich znajdować ślady nowiczoku. Tymczasem rosyjska prokuratura generalna poinformowała, że chce przesłuchać Nawalnego.

W Rosji upłynął trzydziestodniowy termin na wszczęcie postępowania karnego w sprawie próby otrucia Aleksieja Nawalnego. Rosyjskie MSW poinformowało, że prowadzi czynności sprawdzające, a prokuratura generalna – że chce przesłuchać Nawalnego. Śledczy wskazali, że interesują ich zwłaszcza szczegóły przygotowań wyjazdu Nawalnego do Tomska i Nowosybirska. Chcą także ustalić personalia wszystkich osób, które towarzyszyły mu w podróży.

Jednocześnie strona rosyjska wciąż nie potwierdziła wersji o otruciu opozycjonisty gazem bojowym z grupy nowiczoków, choć wskazują na nie badania przeprowadzone w kilku niezależnych zagranicznych laboratoriach. Unia Europejska i Stany Zjednoczone domagają się od Rosji wszczęcia śledztwa, a Moskwa odmawia wszczęcia sprawy karnej, twierdząc, iż na razie nie ma do tego podstaw prawnych. Postępowanie przygotowawcze dotyczące możliwego otrucia Nawalnego prowadzi jedynie miejscowa policja.

Tymczasem Aleksiej Nawalny (jego stan zdrowia z każdym dniem się poprawia) napisał na swoim blogu, że organy ścigania wykorzystują czas, aby ukryć jego ubrania, które są „ważnym dowodem” w sprawie. Jak relacjonuje, ubrania ukryto po tym, jak rozebrano go do naga, gdy leżał nieprzytomny w szpitalu w Omsku. „Żądam wydania zabranej mi odzieży” – napisał, dodając, że na ubraniach mogą być ślady nowiczoku, którym próbowano go otruć.

Współpracownik opozycjonisty, dyrektor Fundacji Walki z Korupcją Iwan Żdanow, podkreślił, że „w związku z upłynięciem terminu 30 dni powinna zostać wydana decyzja o wszczęciu postępowania lub odmowie wszczęcia”. Żdanow dodał, że w związku z tym, iż taka decyzja nie została podjęta, współpracownicy Aleksieja Nawalnego nie będą stawiać się na przesłuchania. Żdanow i rzeczniczka Aleksieja Nawalnego Kira Jarmysz powiedzieli dziennikarzom, że zostali już wezwani na przesłuchanie, ale się na nim nie pojawili.

Rosyjski niezależny publicysta Michaił Fiszman w rozmowie z radiem Echo Moskwy wyraził opinię, że „sprawa Nawalnego nie ruszy z miejsca, dopóki nie zechce tego Władimir Putin”. Już wcześniej współpracująca z Aleksiejem Nawalnym opozycyjna polityk Lubow Sobol oświadczyła w Radiu Swoboda, że sygnał do zamachu na Nawalnego dał prezydent Rosji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Państwo Islamskie wciąż rekrutuje nowych bojowników

Najwyższy rangą dowódca armii amerykańskiej gen. Joseph Dunford wskazał, że według ustaleń Pentagonu miesięcznie do Syrii przybywa około stu ochotników chcących walczyć w szeregach Państwa Islamskiego. Jego zdaniem jest to dowód na żywotność tej organizacji terrorystycznej.

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA stwierdził, że choć Państwo Islamskie zostało zdziesiątkowane, to napływ nowych ochotników, zdolność pozyskiwania zasobów oraz popularność ideologii pozwala tej organizacji na dalsze funkcjonowanie.

Dunford dodał, że liczba ochotników znacznie spadła, gdyż trzy lata temu wynosiła półtora tysiąca na miesiąc. Ekstremiści chcący przyłączyć się do organizacji wciąż przedostają się do Syrii głównie przez turecką granicę. Zwrócił również uwagę, że napływ nowych ochotników komplikuje kwestię przetrzymywania przez sprzymierzone z USA Syryjskie Siły Demokratyczne (SDF) jeńców IS, będących obywatelami innych państw. Zdaniem amerykańskiego generała SDF przetrzymuje ponad 700 takich osób, pochodzących z około 40 krajów.

USA repatriowały tych spośród jeńców, którzy mieli obywatelstwo amerykańskie. Wielka Brytania jednak odmówiła przyjęcia grupy noszącej nazwę „The Beatles” i pozbawiła jej członków obywatelstwa brytyjskiego. Członkowie tej grupy wsławili się przeprowadzaniem porwań, torturami i publicznymi egzekucjami.

Gen. Dunford ostrzegł, że nierozwiązanie problemu zagranicznych ochotników znajdujących się w niewoli SDF utrudni zwalczanie ideologii islamistycznej. Syryjscy bojownicy wielokrotnie wzywali państwa pochodzenia schwytanych terrorystów do współpracy w rozwiązaniu tej kwestii, ale tylko niektóre dokonały repatriacji. Według informacji podawanych przez SDF żadne państwo europejskie nie odpowiedziało na te wezwania.
Źródło info i foto: TVP.info

Tajemnicze zaginięcie 17-letniego Fabiana

To było morderstwo, a nie zaginięcie! Tak o zniknięciu 17-letniego Fabiana Zydora z Tarnowej (woj. wielkopolskie) mówi prywatna detektyw Aneta Nowak. Po ponad rocznym śledztwie policjanci nie rozwikłali zagadki zaginięcia nastolatka. 30 października 2016 r. Fabian wracał z imprezy od kolegi. Do domu miał tylko 100 m ciemną ścieżką w lesie, potem kawałek oświetloną już drogą asfaltową. Nigdy jednak nie dotarł.

Gdy rodzinne i policyjne poszukiwania na nic się nie zdały, w wyjaśnienie zagadki zaangażowała się prywatna detektyw Aneta Nowak z Biura Detektywistycznego Damka. Jej zdaniem, kluczem do rozwikłania zagadki są koledzy, z którymi Fabian spędzał feralny wieczór i ich znajomi.

Podejrzenia detektyw padły na dwóch kolegów Fabiana. – Wiem, że jeden z nich był też podejrzewany przez policję. Feralnego wieczoru był jedyną trzeźwą osobą, kierował samochodem. Opuścił imprezę 20 minut przed Fabianem. Koleżanki mówiły mi, że jeden z ich kolegów prosił Fabiana, by ten nie wracał sam do domu. Miał powiedzieć: „Jak wyjdzie, to zobaczy”. Tak jakby go ostrzegał. Potem jednak utrzymywał, że niczego takiego nie powiedział – opowiada Nowak.

Detektyw twierdzi, że ma mocne poszlaki wskazujące na to, że Fabian nie żyje. – Mówiłam o tym policji. W ogóle mam duże zastrzeżenia do jej pracy i zgłosiłam to odpowiednim jednostkom. Nie mam pewności, że teren, który niedawno wskazaliśmy został dobrze przeszukany – mówi Nowak.

– Cały czas szukamy żywego człowieka. Nie wykluczamy żadnego scenariusza. Sprawdzamy wszelkie sygnały, także od pani detektyw, ale przełomu nie ma – mówi st. sierż. Adam Wojciński z wrzesińskiej policji.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Bojownicy ISIS zestrzelili rosyjski myśliwiec

Dwaj rosyjscy piloci zginęli w piątek niedaleko Palmiry w Syrii, gdy bojownicy Państwa Islamskiego zestrzelili rosyjski śmigłowiec wojskowy – poinformowało w sobotę rosyjskie ministerstwo obrony. Do incydentu doszło wczoraj, 8 lipca, koło Palmiry.

Dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego zaatakowali syryjskie wojska przerywając linię obrony. W tym czasie, jak informuje resort, rosyjscy piloci-instruktorzy wykonywali lot kontrolny. Otrzymali prośbę od syryjskiego dowództwa o wsparcie ogniowe.
Ministerstwo Obrony Rosji twierdzi, że wykonali zadanie, uniemożliwiając atak fundamentalistów. Gdy wracali zostali zestrzeleni z ziemi.

Śmigłowiec spadł na terytorium kontrolowane przez rządową armię.
Żródło info i foto: interia.pl

Barack Obama chce za wszelką cenę zniszczyć IS

Jestem absolutnie przekonany, że Państwo Islamskie (IS) przegra – powiedział prezydent USA Barack Obama na spotkaniu z przywódcami amerykańskiej armii. Dodał, że zniszczenie IS pozostaje jego „priorytetem numer jeden”. – Wciąż osłabiamy ich (IS) przywódców, ich sieci finansowania, ich infrastrukturę. Będziemy ich tropić i ich pokonamy – zapowiedział amerykański prezydent.

Podkreślił, że dżihadyści w Iraku i Syrii wciąż tracą teren, jednak przyznał, że jednocześnie mają także zdolność przeprowadzania seryjnych ataków terrorystycznych, „jakie widzieliśmy w Turcji i w Belgii”. Prezydent zapowiedział też, że będzie zabiegał o zwiększenie zaangażowania koalicji międzynarodowej w walkę z Państwem Islamskim. – Pracujemy nad tym, by przyspieszyć kampanię przeciwko IS – zapewnił.

– Zniszczenie IS pozostaje moim priorytetem numer jeden. Nie chodzi jedynie o operację wojskową, lecz także o realny wysiłek w dziedzinie dyplomacji i wywiadu – oświadczył Obama.
Żródło info i foto: onet.pl

Turcja ostrzegała Belgię przed jednym z zamachowców

Prezydent Turcji Tayyip Recep Erdogan oświadczył, że służby jego kraju deportowały w ubiegłym roku jednego z zamachowców, który później zaatakował w Brukseli, oraz że ostrzeżono przed nim kontrwywiady Belgii i Holandii. Zdaniem prezydenta ostrzeżenia te zostały zignorowane.

Erdogan wskazał, że Ankara miała informacje na temat przynależności do ekstremistycznej grupy Brahima El Bakraouiego, który we wtorek wysadził się w powietrze. – Jeden z napastników z Brukseli został zatrzymany w Gazantiep w lipcu 2015 roku i został deportowany. 14 lipca 2015 roku poinformowaliśmy o tym belgijskie władze. Mimo naszych ostrzeżeń, że ta osoba jest zagranicznym bojownikiem, Belgia nie znalazła jego powiązań z terroryzmem – mówił Erdogan.

Deportowali terrorytę do Holandii

– Zgodnie z jego życzeniem, deportowaliśmy go do Holandii i także poinformowaliśmy o wszystkim władze tego kraju – dodał prezydent Turcji, wskazując że ostatecznie belgijskie władze wypuściły mężczyznę na wolność.

Po wypowiedzi Erdogana przedstawiciele holenderskiego rządu oświadczyli, że sprawdzą te doniesienia, ale stwierdzili, że nie ma pewności, czy El Bakraoui faktycznie był w Holandii. Belgijski dziennik „Le Soir”, który powołał się na holenderskiego ministra bezpieczeństwa publicznego sprawiedliwości Ivo Opsteltena, napisał, że informacje Recepa Erdogana są zgodne z prawdą.

Precyzyjne wskazówki

Izraelski dziennik „Haaretz” wskazał natomiast, że służby w Belgii oraz w innych krajach Unii Europejskiej miały otrzymać precyzyjne informacje o tym, że terroryści zaatakują zarówno lotnisko, jak i metro w Brukseli. Oceniono, że podjęte przez służby w Belgii działania były niewystarczające.

We wtorkowych atakach na lotnisku Zaventem oraz na stacji metra Maalbeek w Brukseli zginęło, jak wynika z dotychczasowych danych, co najmniej 31 osób, a ponad 270 zostało rannych. Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie.
Żródło info i foto: TVP.info

Dziś w sądzie zeznają świadkowie w sprawie zabójstwa 10-latki przez Samuela N.

„Zachowywał się normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy wie, że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji” – tak zeznawał w sądzie w Jeleniej Górze jeden ze świadków w procesie Samuela N. Mężczyzna jest oskarżony o zadanie siekierą śmiertelnego ciosu 10-letniej dziewczynce w centrum Kamiennej Góry.

W sądzie zeznają dziś świadkowie, między innymi mężczyzna, który złapał napastnika tuż po ataku, policjanci oraz rodzice Kamili. Na sali sądowej pojawili się także rodzice Samuela N. Jego matka, która ostatnio zaatakowała dziennikarzy, dziś ubrana jest w żałobny strój. Sam oskarżony od ostatniej rozprawy zmienił swój wygląd. Ściął włosy i zgolił brodę.

Druga rozprawa rozpoczęła się od przesłuchania świadków – między innymi mężczyzny, który pomógł w zatrzymaniu Samuela N. Taksówkarze krzyczeli: „łapcie zabójcę”. Zobaczyłem faceta z siekierą. Otoczyliśmy go we trzech. Dalej trzymał siekierę. Baliśmy się podejść. Mężczyzna rzucił siekierę i znów uciekał. Sam go goniłem. Po drodze pomógł mi znajomy, listonosz. Po stu metrach ten chłopak wbiegł między samochody. Tam ktoś go zablokował i go złapaliśmy. Za moment podjechała policja – zeznawał.

On się zachowywał normalnie. Wiedział, co zrobił. Pytałem go, czy że zabił dziecko. Odpowiedział, że wie, ale opowie o tym policji – zeznał świadek.

Rzuciłem torbę i pobiegłem za mężczyzną, którego gonił mój kolega. Po zatrzymaniu na początku był agresywny. Próbował się bronić. Szamotał się. Dopiero, gdy złapaliśmy go za ręce, powiedział, że nie będzie z nami rozmawiał. Chciał, byśmy wezwali policję – zeznał listonosz, który pomógł w złapaniu napastnika.
Biegli: Wiedział, co robił

W czasie rozprawy prokurator przypomniała także zeznania policjanta, który pracował przy sprawie. Wynika z nich, że mężczyzna chciał zabić wcześniej pracownika urzędu pracy. Był zdesperowany i sfrustrowany tym, że nie dostał pomocy. Nie mógł znaleźć pracy. Samuel N. odmówił składania zeznań w czasie pierwszej rozprawy. Nie odpowiadał także na pytania prokuratury.

W czasie śledztwa biegli orzekli, że mężczyzna wiedział, co robił. Sam Samuel N. potwierdził w sądzie, że nigdy nie leczył się psychiatrycznie. W czasie śledztwa zeznawał jednak, że widzi rzeczy, o których wiedział, że nie istnieją. Obrona Samuela N. będzie kwestionować opinię biegłych, którzy orzekli, że mężczyzna był w czasie ataku poczytalny.

Chciał się zemścić na urzędnikach

Samuel N. 18 sierpnia ubiegłego roku dowiedział się, że stracił prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Dzień później do torby schował siekierę i poszedł do Powiatowego Urzędu Pracy przy ulicy Sienkiewicza w Kamiennej Górze. Tam po kłótni z urzędnikami został wyproszony. Z urzędu pracy 27-latek poszedł do rynku. Mijając księgarnię, wyjął siekierę z torby i uderzył nią w tył głowy 10-latkę. Zostawił siekierę i uciekł. Kilka minut później napastnika zatrzymali świadkowie.

Dziewczynka w ciężkim stanie helikopterem została przewieziona do szpitala w Wałbrzychu. Tam zmarła. Przyczyną śmierci Kamili Cz. były obrażenia po uderzeniu siekierą. Samuel N. przyznał się do winy. Tłumaczył, że to efekt narastającej w nim frustracji związanej z problemami ze znalezieniem pracy. Gdy odebrano mu zasiłek, chciał się zemścić na urzędnikach, którzy jego zdaniem nie chcieli mu pomóc. W budynku urzędu pracy było zbyt wiele osób, dlatego mężczyzna zrezygnował z ataku na urzędników.
Żródło info i foto: RMF24.pl

Jest żądanie okupu. Ewa Tylman została porwana?

Osoba z rodziny zaginionej Ewy Tylman dostała SMS-a z żądaniem okupu w wysokości pół miliona złotych. – W wiadomości były podane numery kont razem z imionami i nazwiskami ich właścicieli. Tak nie wyglądały SMS-y w sprawach o porwania, które wcześniej prowadziłem – mówi Krzysztof Rutkowski i przedstawia trzy hipotezy na temat zniknięcia 26-latki z Poznania.

26-letnia Ewa Tylman zaginęła przed tygodniem, w nocy z niedzieli na poniedziałek, gdy wracała z imprezy w klubie muzycznym w centrum Poznania. Towarzyszył jej kolega. Ostatni raz kamery monitoringu nagrały ich o godz. 3.24 przy ul. Mostowej, w pobliżu mostu św. Rocha. Potem kolega miał wrócić do domu. Twierdzi, że był pijany i nic nie pamięta.

Ewa Tylman zaginęła. SMS do rodziny z żądaniem okupu

W niedzielę portal związany z biurem kontrowersyjnego detektywa Krzysztofa Rutkowskiego rozesłał do mediów informację, że Ewa Tylman mogła zostać porwana, a od jej rodziny zażądano 500 tys. zł okupu. – Zajmujemy się tym sygnałem. Nie udzielamy jednak żadnych inromacji – komentował rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak.

Jeden z doświadczonych oficerów policji powiedział nam, że gdyby Ewa rzeczywiście została porwana, to porywacze nawiązaliby kontakt z rodziną od razu, a nie po tygodniu. Wszystko wskazuje, że to próba wyłudzenia pieniędzy lub głupi żart. Rzekomy porywacz wysłał wiadomość na numer podany w ogłoszeniach o zaginięciu Ewy. Gdy pięć lat temu media nagłośniły zaginięcie w Trójmieście Iwony Wieczorek, jej matka usłyszała w telefonie: „Mamusiu, ratuj”. Policja namierzyła dzwoniących, do domu wpadli antyterroryści. Okazało się, że to głupi żart grupy młodych ludzi.

– Gdyby natomiast rzeczywiście doszło do porwania, to ujawnianie tej informacji mediom byłoby skrajnie nieodpowiedzialne – powiedział nam oficer policji.

Nawet detektyw Rutkowski, który codziennie organizuje konferencje prasowe w sprawie Ewy Tylman, w niedzielę po południu nie traktował informacji o porwaniu poważnie. – W wiadomości były podane numery i nazwiska właścicieli kont, na które ma wpłynąć okup. Tak nie wyglądają wiadomości od porywaczy – powiedział Krzysztof Rutkowski.

Ewa Tylman zaginęła. Krzysztof Rutkowski ma trzy hipotezy

Na konferencji prasowej w niedzielne popołudnie Krzysztof Rutkowski przedstawił swoje trzy hipotezy na temat zaginięcia Ewy Tylman w nocy z niedzieli na poniedziałek.

– Pierwsza: zdarzyło się coś, o czym odprowadzający ją mężczyzna w niebieskiej kurtce nie chce powiedzieć. Albo on sam jest przyczyną śmierci bądź zaginięcia Ewy, albo jest świadkiem i nie chce tego ujawnić. Druga: Ewa mogła być wciągnięta do samochodu przez sprawców, np. przez osoby z imprezy, które były „niedobawione”. Trzeciej hipotezy nie chcę teraz ujawniać.

Jak mówi Krzysztof Rutkowski, jego ludzie dalsze poszukiwania będą przeprowadzali m.in. za pomocą psów wyszkolonych w odnajdywaniu zwłok w wodzie. – Mamy wytypowanych kilka punktów, ale tym razem nie zdradzimy ich publicznie, by – tak jak w sobotę nad Wartą – na miejscu nie zjawił się tłum policjantów. Znalezionej wtedy przez nas ręki nie zauważyli, choć szli blisko nabrzeża. Według naszych informacji może to być fragment ciała osoby zaginionej w Bydgoszczy – mówił.

Ewa Tylman zaginęła. Co wie jej kolega w niebieskiej kurtce?`

Krzysztof Rutkowski kolejny raz sugerował, że to zarejestrowany przez monitoring, ubrany w niebieską kurtkę kolega jest kluczem do rozwiązania zagadki zaginięcia Ewy Tylman.

– Mógł być świadkiem zdarzenia, które doprowadziło do śmierci Ewy. Te 30 minut, z których rzekomo niczego nie pamięta, jest kluczowe. Czy koleżankę, z którą się piło alkohol, zostawia się samą w środku nocy? – pytał Krzysztof Rutkowski.

Jego zdaniem nagrania z monitoringu nie potwierdzają takiego upojenia alkoholem, które powodowałoby luki w pamięci kolegi Ewy Tylman. Mężczyzna miał też rozmawiać z Krzysztofem Rutkowskim w obecności swojego adwokata, co zdaniem detektywa już samo w sobie jest podejrzane. – Po co adwokat osobie, która chce pomóc w odnalezieniu Ewy? – pytał.

Na konferencji prasowej pokazał kolejne nagrania z kamer monitoringu w centrum Poznania.

O godz. 3.32 kolega Ewy idzie w kierunku hotelu Ibis. Trzy minuty później widać go na ujęciu z innej kamery. Zatrzymuje się przy latarni, w dobrze oświetlonym miejscu, co zdaniem Rutkowskiego jest podejrzane. Rutkowski sugerował, że koledze Ewy mogło zależeć, by nagrały go kamery. Widać też, że rozmawia z kimś przez telefon. O tym, że kolega Ewy wie najwięcej o sprawie, Krzysztof Rutkowski przekonywał już w piątek. W niedzielę biuro Rutkowskiego podwyższyło nagrodę dla osoby, która przekaże informacje o tym, co się stało z Ewą Tylman, z 10 do 40 tys. zł.

Ewa Tylman – poszukiwania

W sobotę policjanci i płetwonurkowie przeszukiwali Wartę w centrum Poznania. Wczesnym popołudniem w rzece znaleziono lewą rękę z przedramieniem. Została zlokalizowana przez wynajętą do poszukiwań firmę AirDron Polska, która informację przekazała do biura Krzysztofa Rutkowskiego.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Marcin D. jeszcze dziś usłyszy z zarzutami

Jeszcze w poniedziałek znany trójmiejski adwokat Marcin D. może usłyszeć zarzuty związane z działaniem w zorganizowanej grupie przestępczej, która wyłudziła 13 mln zł z PFRON. Jak dowiedział się portal tvp.info, zdaniem prokuratury D. jest głównym podejrzanym w śledztwie prowadzonym od ponad dwóch lat. Pomorska Rada Adwokacka dopiero po przedstawieniu mecenasowi zarzutów zdecyduje, czy zajmie się nim sąd dyscyplinarny i czy zostanie tymczasowo zawieszony w wykonywaniu czynności zawodowych.
Żródło info i foto: TVP.info

Anna Chapman miała uwieść Edwarda Snowdena

Były agent KGB Borys Karpiczkow ujawnia sposoby kontrowersyjne metody rosyjskich służb szpiegowskich. To nie jest fragment scenariusza kolejnego filmu o przygodach Jamesa Bonda. Cytowany przez „New York Post” Borys Karpiczkow, były agent KGB, opowiedział o planach rosyjskich służb szpiegowskich względem Edwarda Snowdena. Rosjanie za wszelką cenę chcieli na stałe zatrzymać amerykańskiego demaskatora i byłego pracownika CIA w Moskwie, by móc kontynuować przesłuchania Snowdena.

W tym celu rosyjskie służby szpiegowskie zleciły Annie Chapman (naprawdę Anna Wasiljewna Kuszczenko), słynnej rosyjskiej agentce, celebrytce i modelce, uwiedzenie Amerykanina. Choć Snowden i Chapman spotkali się tylko raz, to jednak szpieg próbowała flirtować z Amerykaninem za pośrednictwem Twittera, nie dbając o zachowanie pozorów tajemnicy. „Snowden, zostaniesz moim mężem?” – zapytała wprost. Co ciekawe, wydawałoby się nierozsądny wpis Chapman na Twitterze był skrupulatnie zaplanowany przez rosyjskie służby szpiegowskie.

„Snowden zaczął się jednak zastanawiać nad konsekwencjami ewentualnego związku. Kolejnym krokiem byłaby możliwość otrzymania rosyjskiego obywatelstwa, co mogłoby uziemić go w Rosji. Potrzebowałby zezwolenia na opuszczenie kraju” – twierdzi Karpiczkow. Snowden poszukiwany przez władze USA pod zarzutem ujawnienia tajemnic państwowych i szpiegostwa. Na początku sierpnia 2013 roku otrzymał azyl tymczasowy w Rosji. Latem tego roku do mediów trafiły zdjęcia Snowdena i jego partnerki Lindsay Mills. Para spacerowała po Moskwie.
Żródło info i foto: interia.pl