Sąd zdecydował. Sławomir Nowak nie trafi do aresztu

Sąd zdecydował o uchyleniu decyzjo o areszcie tymczasowym dla Sławomira Nowaka. Utrzymane zostały w mocy tylko wolnościowe środki zapobiegawcze. Chodzi o zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł.

Sąd Apelacyjny w Warszawie w środę uchylił decyzję o zastosowaniu wobec Sławomira Nowaka tzw. aresztu tymczasowego. Utrzymane w mocy zostały tylko wolnościowe środki zapobiegawcze, tj. zakaz opuszczania kraju, dozór policji i poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł.

– Złożyliśmy zażalenie od postanowienie Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 2 czerwca w zakresie o zastosowaniu wobec mojego klienta tymczasowego aresztowania, wnieśliśmy o jego uchylenie. Sąd uwzględnił zażalenie w całości, postanowił o zmianie poprzedniego postanowienia. Utrzymane zostały w mocy tylko wolnościowe środki zapobiegawcze – przekazała mec. Joanna Broniszewska, obrońca Sławomira Nowaka.

Mec. Broniszewska zwróciła uwagę, że poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln złotych wpłaciła na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie córka Sławomira Nowaka, ale prokurator odmówił przyjęcia poręczenia do czasu rozpoznania środków odwoławczych przysługujących oskarżycielowi. Po tym, jak sąd odrzucił zażalenie prokuratury, prokurator prowadzący śledztwo przeciwko Nowakowi wydał postanowienie, w którym formalnie odmówił przyjęcia pieniędzy wpłaconych za byłego ministra transportu „wobec stwierdzenia, że środki wpłacone przez córkę podejrzanego pochodzą ze źródła zakazanego ustawą”.

– Wydanie postanowienia poprzedzone zostało analizą dokumentacji dotyczącej pochodzenia środków, przekazanej prokuraturze przez pełnomocnika osoby wpłacającej. Wynika z niej, że pochodziły z licznych pożyczek udzielonych na ten cel córce podejrzanego, czego wprost zakazuje art. 266 paragraf 1a kodeksu postępowania karnego – przekazała w środę prok. Aleksandra Skrzyniarz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Przepis ten wszedł w życie 22 czerwca, a pieniądze wpłacone zostały kilka dni wcześniej.

– Poruszałam tę sprawę dziś na sali sądowej. Sąd Apelacyjny w Warszawie w ustnym uzasadnieniu odniósł się do tego wątku i stwierdził, że prokurator nie może posługiwać się przepisami, które weszły w życie później niż postanowienie o zastosowaniu poręczenia i jego wpłacenie. Sąd podkreślił również, że jedynym organem, który jest uprawniony do weryfikacji źródła kwoty poręczenia majątkowego jest organ, który taki środek stosuje. W tym przypadku byłby to sąd, a nie prokuratura – podkreśliła mec. Broniszewska.

Obrona Sławomira Nowaka i pełnomocnik córki podejrzanego mec. Wojciech Glanc złożyli zażalenia od decyzji prokuratury z 1 lipca, które zostaną rozpoznane przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa. – Termin rozpoznania tych zażaleń nie jest nam jeszcze znany – przekazała adwokat Nowaka i dodała, że gdyby sąd przyznał rację prokuraturze, która odmówiła przyjęcia poręczenia majątkowego, pieniądze musiałyby zostać jego córce zwrócone.

Poręczenie majątkowe zamiast aresztu

Kwestia poręczenia majątkowego w sprawie Nowaka jest przedmiotem sporu od 12 kwietnia br. Sąd Okręgowy w Warszawie nie uwzględnił wówczas wniosku prokuratora o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec b. ministra i zarządził natychmiastowe zwolnienie podejrzanego z aresztu śledczego. Sąd ten zastosował wobec podejrzanego środki zapobiegawcze o wolnościowym charakterze w tym poręczenie majątkowe w kwocie 1 mln zł, wyznaczając podejrzanemu termin 14 dni na wpłacenie tej kwoty licząc od wydania postanowienia. Następnie Sąd Okręgowy uwzględniając wniosek obrońcy wstrzymał wykonanie postanowienia w zakresie orzeczonego poręczenia majątkowego do dnia rozpoznania zażalenia, które złożył prokurator.

2 czerwca sprawę rozpoznał Sąd Apelacyjny w Warszawie. Sędzia Dorota Radlińska zdecydowała uwzględnić zażalenie prokuratora i zastosować tymczasowy areszt wobec Nowaka, zaznaczając jednak, że będzie on mógł opuścić go wpłacając 1 mln zł kaucji. Sąd zdecydował, że wykonalność postanowienia zawieszona zostanie do 19 czerwca. Radlińska argumentowała to m.in. tym, że Nowak stosuje się do nałożonego na niego dozoru policji. Pieniądze wpłynęły na konto Prokuratury Okręgowej w Warszawie 16 czerwca. Wpłaciła je Natalia Nowak, jednak prokurator nie sporządził protokołu przyjęcia tej kwoty, bo w międzyczasie do sądu złożył zażalenie na decyzję z 2 czerwca.

18 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie podjął decyzję o odmowie przyjęcia zażalenia prokuratury w sprawie Sławomira Nowaka. Sąd uznał, że oskarżycielowi publicznemu nie przysługuje środek odwoławczy na niekorzyść podejrzanego, ponieważ został zastosowany areszt, o który wnioskował.

Prokurator nie zgadzał się jednak z możliwością, którą sąd zostawił Nowakowi, czyli zamianą aresztu na 1 mln zł poręczenia majątkowego. Prokurator zaskarżył zarządzenie sądu. 30 czerwca zostało ono utrzymane w mocy. Tym samym uprawomocniła się decyzja umożliwiająca Nowakowi zamianę aresztu na kaucję.

W prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie śledztwie Nowak usłyszał dotychczas 17 zarzutów, w tym zarzut założenia zorganizowanej grupy przestępczej działającej w Warszawie, Gdańsku i na Ukrainie oraz kierowanie tą grupą, przyjęcia kilkumilionowych korzyści majątkowych oraz płatnej protekcji w związku z pełnieniem funkcji szefa Ukravtodoru, żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych w latach 2012-2013 w zamian za stanowiska w spółkach Skarbu Państwa, prania brudnych pieniędzy, płatnej protekcji w związku z pełnieniem funkcji Szefa Gabinetu Politycznego Prezesa Rady Ministrów oraz Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej w rządzie Donalda Tuska. Nowak w areszcie przebywał od lipca 2020 r. do 12 kwietnia 2021 r.
Źródło info i foto: interia.pl

Mężczyzna, który spoliczkował prezydenta Macrona trafi do więzienia

28-letni Damien Tarel, który we wtorek spoliczkował prezydenta Francji Emmanuela Macrona, został skazany w czwartek na cztery miesiące bezwzględnego więzienia. W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że sprawca napaści dopuścił się aktów przemocy wobec funkcjonariusza publicznego.

We wtorek (8 czerwca) 28-latek spoliczkował prezydenta Emmanuela Macrona, aby wyrazić sprzeciw wobec jego polityki w imieniu „żółtych kamizelek”. Prezydent został uderzony w twarz podczas spotkania z obywatelami w Valence w południowo-wschodniej Francji.

Mężczyzna, który we wtorek zaatakował prezydenta Emmanuela Macrona trafi do więzienia na cztery miesiące. Damien Tarel został jednak skazany w czwartek (10 czerwca) na 18 miesięcy pozbawienia wolności, z czego 14 w zawieszeniu. Tarel podczas procesu powiedział, że nie należy do żadnej partii politycznej, i że ma poglądy „prawicowe i skrajnie prawicowe”. – Emmanuel Macron bardzo dobrze symbolizuje upadek naszego kraju – stwierdził mężczyzna przed sądem. Dodał również, że jego atak na prezydenta Macrona nie był planowany, a impulsywny.

W uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że sprawca napaści dopuścił się aktów przemocy wobec funkcjonariusza publicznego. Oprócz orzeczenia czterech miesięcy bezwzględnego więzienia, sąd zdecydował również, że mężczyzna zostanie pozbawiony prawa do głosowania na trzy lata i nie będzie mógł posiadać broni przez okres pięciu lat. Sąd nałożył również sankcję dożywotniego zakazu pracy w publicznych instytucjach.

Podczas przedstawiania aktu oskarżenia wobec 28-latka, prokurator stwierdził, że spoliczkowanie prezydenta jest „czynem absolutnie niedopuszczalnym”. – Ten gest nie był chęcią jedynie uderzenia, ale upokorzeniem. Sprawca potraktował swojego rozmówcę jak dziecko, które chciałoby się spoliczkować. Zlekceważył go – analizował prokurator.

Wcześniej prezydent Francji wezwał, by zrelatywizować napaść, która jego zdaniem stanowiła wyłącznie „głupi akt przemocy”. Jak zapowiedział w rozmowie z mediami, był to incydent, który nie wpłynie na jego chęć spotykania się z Francuzami. Macron zapowiedział dalsze bezpośrednie spotkania z wyborcami. Francuska klasa polityczna jednogłośnie potępiła wtorkowy atak na prezydenta.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Watykan wydał decyzję ws. biskupa Edwarda Janiaka. Ma zakaz mieszkania na terenie diecezji kaliskiej

Nuncjatura Apostolska w Polsce opublikowała komunikat w sprawie biskupa Edwarda Janiaka. Duchowny ma zakaz mieszkania na terenie diecezji kaliskiej.

„Działając na podstawie przepisów Kodeksu Prawa Kanonicznego i motu proprio Papieża Franciszka Vos estis lux mundi, Stolica Apostolska – w następstwie formalnych zgłoszeń – przeprowadziła postępowanie dotyczące sygnalizowanych zaniedbań bp. Edwarda Janiaka w sprawach nadużyć seksualnych popełnionych przez niektórych duchownych wobec osób małoletnich, oraz innych kwestii związanych z zarządzaniem diecezją” – napisano w oświadczeniu.

Postępowanie wyjaśniające wobec bp. Edwarda Janiaka zostało wszczęte w połowie 2020 roku na prośbę Prymasa Polski Wojciecha Polaka. Powodem były zeznania ofiar ujawnione w filmie dokumentalnym braci Sekielskich „Zabawa w chowanego”. Z dowodów przedstawionych w materiale wynika, że biskup Janiak od 2016 roku wiedział, że podlegający mu ks. Arkadiusz Hajdasz dopuszczał się molestowania nieletnich, ale nic nie zrobił w tej sprawie.

W czerwcu 2020 roku papież Franciszek zawiesił biskupa kaliskiego w sprawowaniu obowiązków. W październiku tego samego roku Watykan przyjął rezygnację biskupa Janiaka. Tymczasowym administratorem apostolskim diecezji kaliskiej został arcybiskup Grzegorz Ryś.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ponad pół miliona złotych kar dla firm, które odmarzają działalność pomimo zakazu

W porównaniu z tym, jak wiele firm zapowiadało odmrożenie, liczba nakładanych kar wydaje się znikoma.

Z informacji zebranych przez DGP ze wszystkich wojewódzkich stacji sanitarno-epidemiologicznych wynika, że od początku roku sanepidy nałożyły blisko 50 kar na łączną kwotę przekraczającą 565 tys. zł. Najwięcej – stacja w woj. łódzkim, która do końca stycznia użyła tego narzędzia dziewięć razy. Ponieważ jednak była to jednocześnie jedna z najłagodniejszych inspekcji, kary były symboliczne – ich łączna kwota to zaledwie 3,4 tys. zł. Najbardziej dotkliwe były inspekcje w woj. mazowieckim – tutaj sześć kar wystarczyło, by osiągnąć kwotę 115 tys. zł. Największą kwotę zebrano w Wielkopolsce – 141 tys. zł.

W wielu województwach toczą się postępowania, ale choć jest ich znacznie więcej niż kar, to i tak niewiele w porównaniu z liczbą przeprowadzonych w 2021 r. kontroli. Jak podaje wojewódzka stacja we Wrocławiu, tylko do zeszłego poniedziałku przeprowadzono ich już ponad 2 tys. Efekt?
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ksiądz zachęcał do bicia dzieci. Otrzymał od kurii zakaz publicznego wypowiadania się w mediach społecznościowych

Ksiądz Dariusz Drzewiecki, który w sieci zachęcał do bicia dzieci uczestniczących w Strajkach Kobiet, otrzymał od kurii zakaz publicznego wypowiadania się w mediach społecznościowych. Duchowny musiał też usunąć konto na Facebooku. Kuria wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że nie zgadza się z jego wypowiedziami.

Ksiądz z parafii w Jeruzalu Skierniewickim we wtorek opublikował na swoim profilu zdjęcie kabla elektrycznego i zachęcał do użycia go wobec dzieci uczestniczących w Strajkach Kobiet. „Drodzy Rodzice młodzieży biorącej udział w strajku kobiet i demolujących mienie publiczne. Chcę Wam przypomnieć, że tym kablem możecie przywrócić dziecku ustawienia fabryczne” – napisał duchowny.

Wpis stał się popularny, a ksiądz pod wpływem krytyki zaczął się tłumaczyć. „Przypisywanie mi chęci bicia dzieci jest fałszem, gdyż dzieci nie chodzą na strajk kobiet. A jeśli nawet, to przecież nie demolują mienia. Powtarzam raz jeszcze, to była forma czarnego humoru, za który biorę pełną odpowiedzialność” – czytamy na Facebooku.

Jak poinformował reporter Radia Zet Mateusz Szkudlarek, duchownego wezwał na rozmowę biskup łowicki. Po tym spotkaniu ksiądz dostał zakaz wypowiadania się w mediach społecznościowych. Musiał tez usunąć profil na którym opublikował komentarz.

Do wypowiedzi księdza Drzewieckiego odniosła się kuria łowicka. W oświadczeniu opublikowanym na stronie diecezji poinformowano, że „ksiądz Drzewiecki po rozmowie z biskupem Andrzejem F. Dziubą otrzymał upomnienie i przeprasza wszystkich, którzy mieli prawo poczuć się tymi wypowiedziami urażeni. Jak wyznaje, jego intencją nie było nawoływanie do popełnienia przestępstwa względem młodzieży”.

Kuria podkreśliła w oświadczeniu, że poglądy wyrażone w poście księdza Drzewieckiego nie są zgodne z nauczaniem Kościoła. „Kuria Biskupia w żaden sposób nie utożsamia się z prywatnymi poglądami i wypowiedziami księdza Dariusza niezgodnymi z nauczaniem Kościoła i aktualnie obowiązującym porządkiem prawnym, ubolewa nad zaistniałym zdarzeniem oraz wydaje zakaz publicznych wypowiedzi w mediach społecznościowych”.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Otwarty klub w Rybniku. Starcia z policją

Drugi weekend z rzędu, mimo rządowych obostrzeń, otworzył się klub Face 2 Face w Rybniku. W sobotę w nocy interweniowała policja. W stronę mundurowych poleciały butelki. Policjanci użyli broni hukowej i gazu pieprzowego. Kilka osób zostało zatrzymanych.

„Przed nami kolejny wspólny weekend podczas którego będziemy budować struktury partii STRAJK PRZEDSIĘBIORCÓW” – zapowiadali w czwartek organizatorzy.

W piątek przed klubem ustawiła się długa kolejka. W środku oficjalnie odbywało się spotkanie partii Strajk Przedsiębiorców oraz kongres dziennikarzy. Interweniowały inspektorki sanepidu w asyście policji, ale właściciel klubu nie wpuścił ich do lokalu. Kolejnego dnia klub otwarto ok. 21:00. Na miejsce przyjechali policjanci z Rybnika oraz funkcjonariusze prewencji z KWP Katowice.

Jak relacjonuje portal rybnik.com.pl, zamknięto ulicę, przy której znajduje się lokal. Policjanci nie wpuszczali ludzi w pobliże klubu. Osobom, które były wewnątrz kazano opuścić dyskotekę. Zgromadzony przed lokalem tłum miał być agresywny. W stronę funkcjonariuszy kierowano wyzwiska. Rzucano także śnieżkami i butelkami. Policja użyła gazu pieprzowego oraz broni hukowej. Ostatecznie klub został zamknięty. Akcja policja zakończyła się ok. 3:00 w nocy.  

Kilka osób zostało zatrzymanych.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Francuska policja przerwała orgię na sto osób. Uczestnicy nie tylko złamali godzinę policyjną

Francuskie media donoszą o orgii zorganizowanej pod Paryżem, którą przerwała policja. Uczestnicy otrzymali grzywny. Francja w połowie stycznia zaostrzyła bowiem restrykcje i wprowadziła godzinę policyjną. Francuska policja podjęła interwencję wobec około stu osób, które brały udział w orgii. Funkcjonariusze zjawili się w piątek wieczorem w magazynie znajdującym się w przemysłowej strefie miejscowości Collegien, kilkadziesiąt kilometrów od Paryża. Powodem było złamanie przepisów wprowadzonych ze względu na epidemię COVID-19.

Zgromadzenie, zdaniem policji, naruszyło kilka obostrzeń. Uczestnicy spotkania nie mieli bowiem maseczek, nie zachowali też dystansu społecznego. Przede wszystkim naruszyli jednak godzinę policyjną, która obowiązuje od 18:00 do 6:00. Z domu wychodzić można w tym czasie jedynie ze względu na ważne potrzeby życiowe.

W wyniku interwencji niemal sto osób otrzymało mandaty w wysokości 135 euro (równowartość ok. 600 zł). Trzy zostały aresztowane. Jak donoszą francuskie media, w tym wypadku chodziło o ustalenie organizatorów orgii. Lokalne portale informują, że uczestnicy orgii to najprawdopodobniej zwolennicy tzw. ruchu libertyńskiego. To nieformalna organizacja sprzeciwiająca się nakładaniu jakichkolwiek ograniczeń. Służby miały też zarekwirować alkohol i sprzęt nagłaśniający, z którego korzystać mieli uczestnicy seksparty.

Od soboty 16 stycznia Francja zwiększyła obostrzenia. Na terenie całego kraju obowiązuje godzina policyjne – wychodzenie z domu bez uzasadnionej przyczyny w godzinach 18-6 jest zakazane. Poza tym wszystkie osoby, które będą chciały wjechać na teren kraju, muszą przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Osoby zakażone muszą poddać się izolacji na okres siedmiu dni, a pod koniec tego okresu wykonać kolejny test.

Według danych WHO we Francji odnotowano do tej pory nieco ponad 3 mln przypadków koronawirusa. Zmarło ok. 74,5 tys. osób. Dla porównania w sąsiedniej Hiszpanii odnotowano 2,7 mln przypadków choroby i 57,8 tys. zgonów, w Niemczech 2,2 mln zachorowań i 55,7 tys. przypadków śmierci. Włochy, kraj, poszkodowany przez epidemię koronawirusa jako jeden z pierwszych, odnotowały 2,5 mln choroby, zmarło 87,3 tys. osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zrobił imprezę na 200 osób. Grozi mu do ośmiu lat więzienia

Będzie prokuratorskie śledztwo w sprawie imprezy, którą mimo zakazu i mimo sanitarnych obostrzeń, zorganizowano w jednym z nocnych klubów w centrum Gdańska. Uczestniczyło w niej około dwustu osób. Właściciel lokalu twierdził, że odbywa się w nim trening tańca. Starsza aspirant Karina Kamińska z gdańskiej komendy miejskiej wyjaśnia, że w drugi dzień świąt policja dwukrotnie interweniowała w klubie, a na miejscu interwencji policjanci zastali kilkanaście osób oraz właściciela lokalu.

– Właściciel powiedział policjantom, że w lokalu, który do tej pory był klubem nocnym, prowadzony jest trening tańca, który przygotowuje uczestników do zawodów mających odbyć się w lipcu przyszłego roku. W lokalu, przy stolikach siedziały osoby, które piły różne napoje, w tym alkoholowe, które wbrew obowiązującemu rozporządzeniu kupiły i spożywały w klubie – mówi starsza aspirant Kamińska.

Właściciel lokalu nie przyjął mandatu, więc sprawa trafi do sądu. Gdy po północy policja po raz drugi przyjechała do lokalu, było w nim już około 200 osób. Z informacji zdobytych przez policjantów wynika, że mężczyzna zaprosił w mediach społecznościowych na „wydarzenie taneczne”.

Do 8 lat więzienia i 30 tys. zł kary

Dochodzenie prokuratury będzie dotyczyć sprowadzenia niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób, powodując szerzenie się choroby zakaźnej. Grozi za to 8 lat więzienia. Sprawą zajmie się także sanepid, który może ukarać właściciela klubu grzywną w wysokości 30 tysięcy złotych.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Ojciec Rydzyk z zakazem odprawiania mszy w Kanadzie

Ojciec Tadeusz Rydzyk otrzymał zakaz odprawiania mszy świętych w kanadyjskich parafiach, do których uczęszcza miejscowa Polonia. Ojciec Tadeusz Rydzyk miał zaplanowane odprawienie nabożeństw w kilku parafiach w zachodniej Kanadzie. Jednak jak podaje portal kanadyjskiej Polonii gazetagazeta.com, Tadeusz Rydzyk otrzymał zakaz odprawiania mszy świętych, a także organizowania spotkań w katolickich diecezjach na tym obszarze. Za taką decyzją stoi arcybiskup Edmonton Richard Smith.

Powodem takiej decyzji kanadyjskiego kościelnego hierarchy są „oburzające poglądy ojca Rydzyka”. W wypowiedziach redemptorysty wielokrotnie przewijały się treści antysemickie i ksenofobiczne.

„Ojciec Tadeusz Rydzyk, szef kontrowersyjnej rozgłośni Radio Maryja w Polsce, otrzymał zakaz odwiedzania archidiecezji Edmonton i podlegających jej parafii. Zakaz wynika z wieloletniego rozpowszechniania przez jego stację treści antysemickich i homofobicznych” – przekazał portal B’nai Brith Canada, który cytuje gazetagazeta.com.

Ojciec Rydzyk na cenzurowanym w Kanadzie

Ojciec Tadeusz Rydzyk już od co najmniej dwóch lat jest na cenzurowanym w Kanadzie. W 2018 roku kanadyjski polityk polskiego pochodzenia, Thomas Lukaszuk, wystosował do papieża Franciszka petycję ws. „ukrócenia politycznej działalności Tadeusza Rydzyka”. Wtedy Rydzyk miał przyjechać do Kanady, by przemawiać w parafii w Calgary.

B’nai Brith Canada przypomina, że Rydzyk był upomniany przez dwóch papieży za swój ekstremizm, zarówno przez papieża Jana Pawła II, jak i później przez papieża Benedykta XVI.
Źródło info i foto: wp.pl

Indie: Polityk zorganizował huczne wesele w czasie kwarantanny. Przyszło ponad 100 osób

Podczas 40-dniowej ogólnonarodowej kwarantanny syn byłego premiera stanu Karnataka wziął ślub. Indyjskie media podały, że mimo zakazu zgromadzeń w uroczystości wzięło udział ponad stu gości, a wobec polityka zostaną wyciągnięte konsekwencje. W piątek Nikhil poślubił 22-latenią Rewathi. Jak poinformował „The Economic Times”, pan młody przywdział kurtę – długą szatę – w kolorze kości słoniowej, a panna młoda – jedwabne sari tkane złotą nicią.

Na ślub syna byłego premiera stanu Karnataka H.D. Kumaraswamiego i wnuka byłego premiera Indii Deve Gowdy z panną młodą pochodzącą z rodziny byłego ministra mieszkalnictwa przyszło ponad sto osób. Przez epidemię koronawirusa i związaną z nią 40-dniową kwarantannę uroczystość została przeniesiona do prywatnej willi pod Bengaluru. W Karnatace podczas kwarantanny dozwolone są śluby w prywatnych rezydencjach na mniej niż sto osób.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl