Lider Al-Kaidy uznany za zmarłego pojawił się na nagraniu w rocznicę zamachów na WTC

Lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri przemówił w nagraniu opublikowanym w internecie w 20. rocznicę zamachów 11 września 2001 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że al-Zawahiri miał umrzeć w 2020 r. Bojownik mówił o wydarzeniach, które wydarzyły się po jego rzekomej śmierci.

Amerykański ośrodek SITE Intelligence Group, monitorujący organizacje ekstremistyczne podkreśla, że przemówienie opublikowane w internecie podważa tezę o śmierci lidera tej organizacji terrorystycznej. „Pośród doniesień o jego śmierci, lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri w nowym, 60-minutowym nagraniu daje dowód na to, że to nieprawda. (…) odnosi się do wydarzeń, które miały miejsce po grudniu 2020 roku, kiedy mówiono już o jego śmierci” – podkreśliła szefowa organizacji Rita Katz w tweecie.

Zawahiri wspominał w nagraniu m.in. o ataku z 1 stycznia 2021 roku na rosyjską bazę wojskową w Syrii.

„Nie przedstawiły solidnych dowodów”

Nagranie zatytułowano „Jerozolima nie będzie zjudaizowana” i opublikowało je As-Sahab, medialny oddział Al-Kaidy odpowiedzialny za jej działania propagandowe. Lider organizacji terrorystycznej nie wspomina jednak o powrocie talibów do władzy w Afganistanie, co może oznaczać, że jego wypowiedź została nagrana wcześniej.

„Zawahiri nie wspomina o zwycięstwie afgańskich talibów, a fragment wypowiedzi o ‚wycofywaniu się USA z Afganistanu’ mógł zostać nagrany nawet w lutym 2020 roku po porozumieniu z Ad-Dauhy” – wskazała Katz, odnosząc się do zeszłorocznego porozumienia pokojowego USA z afgańskimi talibami. „W każdym razie (Zawahiri) może już nie żyć. Mógł umrzeć w styczniu 2021 roku lub niewiele później” – dodała.

Katz podkreśliła, że trudno jednak mieć pewność w kwestii śmierci lidera Al-Kaidy, ponieważ „agencje wywiadowcze dotychczas nie przedstawiły solidnych dowodów” w tej sprawie. Zawahiri objął przywództwo w Al-Kaidzie po tym, jak elitarna amerykańska jednostka Navy Seals zabiła Osamę bin Ladena w 2011 roku w Pakistanie.
Źródło info i foto: interia.pl

Niemcy: Raport kontrwywiadu. Dwa tysiące groźnych islamistów w kraju

Około dwóch tysięcy islamistów przebywających w Niemczech uznajemy za „szczególnie niebezpiecznych” – przyznał Thomas Haldenwang, szef tamtejszego kontrwywiadu. Kierowany przez niego Federalny Urząd Ochrony Konstytucji (BfV) obawia się też wzrostu zagrożenia terroryzmem w Europie po triumfie talibów w Afganistanie. Szef BfV Thomas Haldenwang stwierdził, że lista dwóch tysięcy nazwisk zawiera „wszystkich, których podejrzewa się o zdolność do przeprowadzenia aktów terroru, w tym zamachów”. Powiedział to gazecie „Tagesspiegel” w 20. rocznicę zamachów na World Trade Center i Pentagon.

Deutsche Welle uściśliło, że liczba niebezpiecznych islamistów jest wyższa niż ta z policyjnego rejestru. BfV rejestruje takie osoby jako „zagrożenie” nawet jeśli nie popełnili karalnego czynu, czego nie robi Federalny Urząd Kryminalny.

Według tej drugiej instytucji, tzw. „osób zagrażających” jest 551, a dodatkowo 536 osób uznano za „powiązane”, czyli mogące udzielać wsparcia „zagrażającym”, np. w zakresie logistyki. BfV przygotowuje się na wzrost zagrożenia terroryzmem w Niemczech po tym, jak władzę w Afganistanie na nowo przejęli talibowie. Instytucja obawia się, że triumf bojowników może przekonać zwłaszcza młodych do ich wizji świata. W jej ocenie istnieje też ryzyko, że terroryści zaczną „intensywniej reorganizować się” w całej Europie.

Thomas Haldenwang zapewnił jednak, że odpowiedni departament w BfV jest zorganizowany tak, aby poradzić sobie z nowymi zagrożeniami.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

FBI odtajnia dokument z 11 września 2001 roku

Na wniosek ofiar, w 20. rocznicę zamachów z 11 września FBI odtajniło pierwszy dokument dotyczący śledztwa w tej sprawie. Pojawia się w nim saudyjski trop. Odtajnienia dokumentu chciały rodziny ofiar zamachów, które wzywały prezydenta USA Joe Bidena do rezygnacji z udziału w obchodach 20. rocznicy tragicznych wydarzeń, gdyby nie spełnił tych żądań. Biden dekretem wykonawczym przychylił się do tych apeli.

Częściowo zredagowany 16-stronicowy dokument FBI nakreśla kontakty między porywaczami samolotów, które uderzyły w World Trade Center oraz Pentagon a saudyjskimi współpracownikami w USA. Nie ma jednak dowodów na to, że rząd w Rijadzie był współwinny ataków, w których zginęło 2997 osób. Arabia Saudyjska od dawna twierdzi, że nie odgrywała żadnej roli w atakach z 11 września 2001 roku.

Ambasada Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie nie ustosunkowała się do raportu FBI, ale w komunikacie, wydanym 8 września, oświadczyła, że rząd w Rijadzie zawsze opowiadał się za przejrzystością w śledztwie w sprawie wydarzeń z 11 września 2001 r. i z zadowoleniem przyjmuje ujawnienie przez Stany Zjednoczone tajnych dokumentów, dotyczących ataków.

„Jak ujawniły wcześniejsze dochodzenia, w tym Komisja 9/11 i opublikowanie tak zwanych ’28 stron’, nigdy nie pojawiły się żadne dowody wskazujące, że rząd saudyjski lub jego urzędnicy mieli wcześniej wiedzę o ataku terrorystycznym lub byli w jakikolwiek sposób w to zamieszani” – napisano w oświadczeniu ambasady.

Większość porywaczy to Saudyjczycy

Agencja Reuters przypomina, że 15 spośród 19 porywaczy samolotów pochodziło z Arabii Saudyjskiej. Amerykańska komisja rządowa nie znalazła jednak żadnych dowodów na to, że Rijad bezpośrednio finansował Al-Kaidę, grupę chronioną wówczas przez talibów w Afganistanie. Otwarte pozostaje zatem pytanie, czy poszczególni urzędnicy saudyjscy mogli mieć wiedzę na temat planowanych ataków.

Reuters pisze także, iż rodziny około 2500 zabitych i ponad 20 000 osób, które doznały obrażeń w wyniku zamachów, firmy i różni ubezpieczyciele, pozwali Arabię Saudyjską o odszkodowanie liczone w miliardach dolarów.

W oświadczeniu wydanym w imieniu organizacji 9/11 Families United, Terry Strada, której mąż Tom zginął 11 września, powiedziała, że dokument wydany przez FBI wyjaśnia wszelkie wątpliwości co do współudziału Arabii Saudyjskiej w atakach.

„Teraz tajemnice Saudyjczyków zostały ujawnione i nadszedł już czas, aby Królestwo przyznało się do roli swoich urzędników w mordowaniu tysięcy ludzi na amerykańskiej ziemi” – napisano w oświadczeniu.

„Aktywne, świadome wsparcie”

Jim Kreindler, jeden z prawników krewnych ofiar, oświadczył po odtajnieniu raportu, że „wnioski z dochodzenia FBI potwierdzają argumenty, które przedstawiliśmy w sporze dotyczącym odpowiedzialności rządu saudyjskiego za ataki z 11 września”.

„Ten dokument, wraz z zebranymi do tej pory dowodami, określa plan działania Al-Kaidy w Stanach Zjednoczonych przy aktywnym, świadomym wsparciu rządu saudyjskiego” – napisał w oświadczeniu Kreindler.

Jego zdaniem tezę o wsparciu zamachów przez saudyjski rząd potwierdzają ustalenia, że saudyjscy urzędnicy wymieniali telefony między sobą i działaczami Al-Kaidy, a następnie odbywali „przypadkowe spotkania” z porywaczami, zapewniając im pomoc w osiedleniu się w USA i znalezieniu szkół lotniczych.

Jako przykład podaje śledztwo FBI w sprawie porywaczy Nawafa al-Hazmiego i Chalida al-Mihdhara, którzy w lutym 2000 roku przybyli do południowej Kalifornii, a następnie spotkali się w restauracji z obywatelem Arabii Saudyjskiej, Omarem al-Baiumim, który pomógł im znaleźć i wynająć mieszkanie w San Diego. Według prawnika al-Baiumi był powiązany z rządem saudyjskim i już wcześniej zwrócił na siebie uwagę FBI.

Siedmiominutowa rozmowa

Jak podaje agencja AP, w dokumencie jest również przywołany Fahad al-Thumairy, były akredytowany dyplomata w konsulacie saudyjskim w Los Angeles, który według śledczych przewodził jednej z frakcji ekstremistów w USA. Dokument FBI mówi, że analiza komunikacji wykazała siedmiominutową rozmowę telefoniczną w 1999 roku z telefonu Thumairy’ego na telefon rodzinny dwóch braci w Arabii Saudyjskiej, którzy zostali przyszłymi więźniami więzienia Guantanamo na Kubie.

Zarówno Baiumi, jak i Thumairy opuścili USA na kilka tygodni przed atakami.
Źródło info i foto: interia.pl

20. rocznica zamachów na WTC w Nowym Jorku

Nowy Jork oddaje hołd ofiarom zamachów z 11 września. Mija właśnie 20 lat od czasu, gdy porwane przez bojowników z Al-Kaidy samoloty wbiły się w wieże Światowego Centrum Handlu. Najwyższe wówczas na półkuli północnej budynki runęły, grzebiąc w gruzach ponad 2700 osób. Samoloty spadły też na Waszyngton i na pole w Pensylwanii. W Nowym Jorku obowiązują podwyższone środki bezpieczeństwa, a niemal na każdej ulicy stacjonują jednostki policji. Uroczystości na Ground Zero, w miejscu, gdzie stały wieże World Trade Center rozpoczną się o 14.30 polskiego czasu. O 14.46, dokładnie w momencie, gdy pierwszy z samolotów uderzył w północną wieżę kompleksu finansowego, uczestnicy minutą ciszy oddadzą hołd ofiarom zamachów. W tym czasie mają także bić dzwony w pobliskich kościołach.

Podczas uroczystości w Nowym Jorku zostanie także odczytana pełna lista nazwisk wszystkich, którzy zginęli – zarówno pasażerów samolotów, osób pracujących wówczas w budynkach World Trade Center, jak i strażaków, którzy pospieszyli na ratunek i zostali zabici przez walące się wieże.

Joe Biden złożył hołd ofiarom ataków. W swoim mediach społecznościowych prezydent USA opublikował wideo, w którym podkreślił rolę „narodowej jedności”.

– Widzimy coś niezwykłego, prawdziwe poczucie narodowej jedności. To jedność i siła, zdolność do otrząśnięcia się w obliczu traumy – powiedział.

– Rodzinom 2977 osób z ponad 90 krajów, zabitych 11 września 2001 roku. Ameryka i świat pamiętają o Was i o Waszych bliskich – dodał.

– W walce o duszę Ameryki jedność jest naszą największą siłą – powiedział prezydent. – Jedność nie oznacza, że musimy wierzyć w to samo. Musimy mieć fundamentalny szacunek i wiarę w siebie oraz w nasz naród – stwierdził.

Oficjalne obchody 20. rocznicy zamachów w Nowym Jorku

Joe Biden przyleciał już do Nowego Jorku i będzie obecny na uroczystościach. Wraz z nim hołd ofiarom oddadzą w Nowym Jorku jego poprzednicy: Barack Obama i Bill Clinton. Donald Trump ma przyjechać na Ground Zero już po zakończeniu oficjalnych uroczystości. Obchody 20. rocznicy zamachów będą trwać w Nowym Jorku przez cały dzień. W mieście organizowane są spotkania, wystawy i koncerty. Artyści z Metropolitan Opera zagrają „Requiem” Verdiego, a specjalny koncert organizowany jest także na Brooklynie. Wieczorem na budynkach okalających World Trade Center zapalone zostaną słupy niebieskiego światła, co ma symbolizować zawalone wieże. Najwyższe budynki w mieście, takie jak Empire State Building czy Lincoln Center Plaza także zostaną podświetlone na niebiesko.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

USA odtajniają akta śledztwa ws. zamachów na WTC

Rodziny ofiar zamachu na World Trade Center wydały oświadczenie, w którym ostrzegły, że nie zgodzą się na udział prezydenta Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli ten nie odtajni akt sprawy. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział w piątek Joe Biden, który zobowiązał się do spełnienia próśb i udostępnienia dokumentów w ciągu najbliższych miesięcy.

„W miarę zbliżania się 20. rocznicy 11 września Amerykanie zasługują na pełniejszy obraz tego, co ich rząd wie o atakach” – głosi podpisane przez Joe Bidena rozporządzenie wydane w piątek 3 września, nakazujące przegląd, odtajnienie i ujawnienie dokumentów związanych z atakami z 11 września 2001 roku. „The Guardian” ustalił, że mają zostać ujawnione w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

– Nigdy nie wolno nam zapomnieć o trwałym bólu rodzin i bliskich 2977 niewinnych ludzi, którzy zginęli podczas najgorszego ataku terrorystycznego na Amerykę w naszej historii – powiedział Joe Biden w piątek, jak cytuje serwis Politico. Decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest pokłosiem oświadczenia, jakie 1800 Amerykanów wydało w ubiegłym tygodniu. Odtajnienie dokumentów byłoby przełomowym momentem dla wielu rodzin, które 11 września 2001 roku straciły bliskich. Biden podkreślił, że jest z nimi myślami. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział.

Kiedy ubiegałem się o urząd prezydenta, zobowiązałem się do zapewnienia przejrzystości w kwestii odtajnienia dokumentów dotyczących ataków terrorystycznych na Amerykę 11 września 2001 roku – zaznaczył Biden, dodając: „wypełniam moje zobowiązanie”.

Rodziny zmarłych w zamachu sprzeciwiły się udziałowi Bidena w jakichkolwiek wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli nie dotrzyma obietnicy odtajnienia dokumentów. Zdaniem wielu mogą one wskazywać na związek między atakiem a Arabią Saudyjską. Jak pisze portal Politico, w 2017 roku tysiące krewnych pozwało kraj za współudział w katastrofie.

„Nie możemy w dobrej wierze i z czcią dla zagubionych, chorych i rannych powitać prezydenta na naszych świętych terenach, dopóki nie wypełni swojego zobowiązania” – napisali bliscy ofiar w oświadczeniu, jak cytuje BBC. „Jeśli prezydent Biden wyrzeknie się swojego zobowiązania i stanie po stronie saudyjskiego rządu, będziemy zmuszeni publicznie sprzeciwić się jakiemukolwiek udziałowi jego administracji w jakiejkolwiek ceremonii upamiętniającej 11 września” – dodali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rośnie liczba ofiar zamachu w Kabulu

Liczba amerykańskich żołnierzy, którzy zginęli w wyniku zamachu Państwa Islamskiego w Kabulu, wzrosła do 13 – podała w czwartek agencja Reutera i inne media, powołując się na źródła w administracji USA. 14 innych członków sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych jest rannych.

Informacji tej nie potwierdziła podczas konferencji prasowej rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki, odsyłając pytanie do oficjeli Pentagonu. Informacje o śmierci 13. żołnierza podały m.in. Reuters i telewizja Fox News.

Nadal nieznana jest całkowita liczba afgańskich ofiar dwóch zamachów w pobliżu lotniska w Kabulu. Według „Wall Street Journal”, który powołuje się na przedstawiciela afgańskich służb medycznych, liczba ta wynosi co najmniej 90, zaś co najmniej 150 osób zostało rannych.

Państwo Islamskie (IS) wzięło na siebie odpowiedzialność za czwartkowy zamach bombowy w pobliżu lotniska w stolicy Afganistanu Kabulu – poinformował organ propagandowy IS agencja Amak na swoim kanale w komunikatorze Telegram.

Zamachowiec samobójca z IS „zdołał dotrzeć do dużego zgromadzenia tłumaczy i współpracowników armii amerykańskiej” przed hotelem Baron niedaleko lotniska w Kabulu i „zdetonował wśród nich pas szahida, zabijając około 60 osób i raniąc ponad 100 innych, w tym bojowników talibskich” – podała agencja Amak.

Rzecznik amerykańskiego resortu obrony John Kirby mówił, że pod lotniskiem w Kabulu doszło do dwóch eksplozji w ramach „złożonego zamachu”, w którym ucierpieli cywile i żołnierze USA. Jedna z eksplozji wydarzyła się pod Abbey Gate, jednym z głównych wejść na lotnisko, gdzie gromadzili się ludzie. Do drugiego wybuchu doszło pod hotelem Baron, ok. 300 metrów dalej. Hotel ten był używany przez służby brytyjskie do wstępnego sprawdzania Afgańczyków przeznaczonych do ewakuacji. Według doniesień medialnych doszło również do trzeciej eksplozji. 

Prezydent USA Joe Biden skomentował już tragedię w Kabulu. – Nie zapomnimy tego, nie wybaczymy, zmusimy was, byście za to zapłacili – powiedział podczas czwartkowego wystąpienia w Białym Domu, zwracając się do sprawców zamachu z Kabulu.

Biden powiedział, że bierze odpowiedzialność „za wszystko, co się dotychczas wydarzyło”. Stwierdził jednocześnie, że zamach nie zmienił jego zdania na temat wycofania wojsk z Afganistanu, powtarzając swój argument, że jedyną alternatywą dla wyjścia zgodnie z umową zawartą z talibami przez Donalda Trumpa było wysłanie dodatkowych wojsk i narażenie ich na niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Włoska policja zatrzymała Algierczyka podejrzanego o udział w przygotowaniu zamachu w stolicy Francji

Włoska policja poinformowała o zidentyfikowaniu i aresztowaniu 36-letniego Algierczyka podejrzanego o udział w zamachach terrorystycznych w Paryżu w listopadzie 2015 roku. Z rąk terrorystów zginęło wtedy 130 osób, z czego 90 to ofiary rzezi w teatrze Bataclan.

Athmane Touami, alias Tomi Mahraz zdaniem policji miał wspierać terrorystów, którzy byli wykonawcami ataków z listopada 2015 roku w paryskim teatrze Bataclan, na stadionie Stade de France oraz w restauracjach i ulicznych ogródkach Paryża. Zdaniem śledczych podejrzany miał między innymi zapewniać im fałszywe dokumenty.

Drugim zarzutem jest przynależność mężczyzny do tzw. Państwa Islamskiego. Podejrzany przebywał w więzieniu w Bari w związku z wyrokiem dwóch lat więzienia za posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami.

Poszukiwany za zamachy był w więzieniu

Poszukiwany miał być zwolniony w czerwcu 2021 roku. Nowy nakaz zatrzymania, połączony z decyzją o aresztowaniu oznacza, że mężczyzna nie wyjdzie na wolność. Śledczy we wniosku o zatrzymanie napisali, że gdyby został zwolniony, najprawdopodobniej natychmiast by zniknął. Policja zapowiedziała na poniedziałek konferencję prasową w tej sprawie.

Jedyny żyjący bezpośredni sprawca sprawca zamachów w Paryżu Salah Abdeslam został skazany w kwietniu 2018 roku przez belgijski sąd na 20 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa policjantów w Brukseli. Wyrok dotyczył strzelaniny, do której doszło podczas policyjnej obławy po zamachach w Paryżu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Rośnie liczba ofiar zamachów terrorystycznych. Służby przedstawiły dokładne dane

Liczba ofiar zamachów przeprowadzonych przez dżihadystów na świecie wzrosła o 85 proc. między 2017 a 2019 r. – wynika z danych hiszpańskiego Narodowego Departamentu Bezpieczeństwa (DSN). W 2019 r. w tych atakach zginęło ok. 5 tys. osób – szacują hiszpańskie służby.

Dżihadyzm stanowi wciąż bardzo duże zagrożenie zarówno dla świata, jak i państw Unii Europejskiej – wynika z wniosków wtorkowej konferencji Królewskiego Instytutu Elcano w Madrycie, dostępnych od środy na stronie internetowej tego ośrodka badawczego.

W zamachach dżihadystycznych na całym świecie w 2017 r. zginęło łącznie ok. 2,7 tys. osób, dwa lata później liczba ofiar wynosiła już ok. 5 tys. – powiedział szef wydziału analiz w DSN, płk Jesus Diez Alcalde podczas ósmej edycji Forum Elcano o Światowym Terroryzmie. Dodał, że te akty terroru doprowadziły też do kryzysów humanitarnych, które w tych latach bezpośrednio dotknęły ponad 5 mln osób.

Diez Alcalde opowiedział się za utrzymaniem w Hiszpanii czwartego w pięciostopniowej skali poziomu zagrożenia terrorystycznego, a także kontynuacją obecności międzynarodowych sił zbrojnych w regionie Sahelu w Afryce w ramach operacji takich jak Barkhane oraz EUTM Mali.

– Działalność rozmaitych grup terrorystycznych w tej części Afryki zagraża pokojowi i bezpieczeństwu międzynarodowemu, przekształcając region w jedną z najbardziej niestabilnych części tego kontynentu – dodał przedstawiciel hiszpańskich służb bezpieczeństwa.

Według uczestników madryckiej konferencji, w której wzięli udział m.in. przedstawiciele hiszpańskich MSW i MSZ, a także amerykańscy dyplomaci, duże zagrożenie dla państw UE stanowią też grupy dżihadystyczne w Libii, które próbują rozwijać komórki terrorystyczne w innych krajach Afryki Północnej, takich jak Tunezja, Algieria i Maroko.

Uczestniczący w madryckim spotkaniu sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa Hiszpanii Rafael Perez Ruiz zapewnił, że wraz z rosnącym w ostatnich latach zagrożeniem terrorystycznym w tym kraju władze wykonały „dużą pracę, aby zwiększyć środki i umiejętności” w rozwijaniu strategii służącej walce z dżihadyzmem.
Źródło info i foto: TVP.info

W Niemczech rozbito grupę Wernera S. Terrorysta planował ataki na meczety i uchodźców

Po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, niemiecki prokurator generalny wniósł akt oskarżenia przeciwko 54-letniemu Wernerowi S. Śledczy uważają jego grupę za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec. Zdaniem prokuratury, jeżeli policja nie robiłaby jego grupy, doszłoby do ataków na meczety oraz domy uchodźców.

„Wódz przygotowywał się do ostatecznej bitwy. Sprzedał wszystkie swoje rzeczy, aby móc wykonać swoje wielkie zadanie. Chciał wziąć udział w ostatecznej bitwie i uratować Niemcy. Chciał wokół siebie prawdziwych mężczyzn, zahartowanych i zdeterminowanych” – pisze dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w reportażu poświęconym Wernerowi S., oskarżonemu o planowanie ataków na polityków, osoby ubiegające się o azyl, jak i muzułmanów.

Jak dodała gazeta, „jego ludzie wierzyli, że mają do czynienia z bardzo wyjątkowym człowiekiem, urodzonym przywódcą”.

„Takim, który pokaże muzułmanom i uchodźcom w Niemczech, że nie mają tu czego szukać. Byli pod takim wrażeniem Wernera S., że jeden z nich, który był śmiertelnie chory, zaproponował przywódcy, że poświęci się jako zamachowiec-samobójca” – opisali dziennikarze.

Prokuratura: jeśli policja nie rozbiłaby grupy, doszłoby do ataków

„Nie mogę się doczekać zmiany i wielu nieszczęsnych ciał przy krawężniku” – napisał kiedyś Werner S. Prawdopodobnie zdążył znaleźć handlarza bronią, zamówił także kałasznikowy. Uzgodniono również, ile jest gotów zapłacić za broń: do 5000 euro.

Kiedy śledczy dowiedzieli się o tych planach, nie chcieli dłużej czekać. Policja zaatakowała 14 lutego i rozbiła „Grupę S.”. Według Prokuratury Federalnej, Werner S. w przeciwnym razie poprowadziłby swoich ludzi do zbrojnego ataku na meczety i domy dla uchodźców. Teraz, po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, prokurator generalny wniósł akt oskarżenia. Śledczy uważają grupę S. za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec.

„Grupa zebrała się jesienią 2019 roku, przywódcą był Werner S., a jego prawą ręką Tony E. Dwunastu mężczyzn chciało wyegzekwować swoją prawicową ekstremistyczną ideologię poprzez skoordynowane ataki na polityków, osoby ubiegające się o azyl i muzułmanów. Poprzez ataki pojedynczych sprawców lub w małych grupach w celu zabicia lub zranienia jak największej liczby osób. To miało wywołać wojnę domową” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Śledczy: Werner S. przygotowywał się do zbrojnego powstania

Takie grupy pojawiają się raz po raz, na przykład „Rewolucja Chemnitz”, chcąca zapoczątkować rewolucję w Berlinie w 2018 roku i w ramach „próby” zaatakowała młodych ludzi na pikniku w Chemnitz, albo „Freital Group”, która w 2015 i 2016 roku wielokrotnie atakowała domy dla uchodźców i alternatywne projekty mieszkaniowe w pobliżu Drezna, używając samodzielnie wykonanych materiałów wybuchowych.

Członkowie obu grup zostali skazani na kary do dziesięciu lat więzienia za utworzenie grupy terrorystycznej.

„Z drugiej strony „Grupa S.” nie zorganizowała jeszcze żadnych ataków. Ale granica między popisywaniem się a prawdziwym niebezpieczeństwem jest często niewielka, ale kiedy jest mowa o konkretnym uzbrojeniu, szybkość reakcji ma kluczowe znaczenie” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemieckie media komentują zamachy w Wiedniu

„To była tylko kwestia czasu, kiedy Austria stanie się celem islamistycznego terroru. Austria, która lubi nazywać się „wyspą błogosławionych”, została ostrzeżona, ale nie była w stanie obronić się przed tym atakiem” – pisze we wtorek w komentarzu gazety „Sueddeutsche Zeitung” Alexandra Foederl-Schmid.
To był atak w samo serce – w centrum Wiednia – podkreśla.

W najnowszym raporcie na temat ochrony konstytucji islamistyczny terroryzm jest określany jako „największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Austrii. Podczas prezentacji raportu ówczesny dyrektor generalny ds. Bezpieczeństwa publicznego, Franz Lang, powiedział: Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa była „bardziej swobodna” w porównaniu z innymi krajami w Europie i na świecie – pisze publicystka.

Przypomina też: Niedawno emerytowany dyrektor Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji i Zwalczania Terroryzmu, Peter Gridling, wielokrotnie w ostatnich latach wskazywał, że bojówka terrorystyczna IS nadal ma zwolenników w Austrii, jest aktywna i posiada znaczne fundusze. Tak zwani powracający stanowili „znaczny i nieobliczalny potencjał” według Gridlinga. Władze znały łącznie 320 osób z Austrii, które podróżowały do stref wojennych Syrii i Iraku lub chciały tam pojechać, aby walczyć. Najprawdopodobniej 58 zginęło, jednak co najmniej 93 wróciło do Austrii.

Kanclerz Sebastian Kurz podjął walkę z politycznym i wojującym islamem. Jest również zdecydowanie przeciwny przystąpieniu Turcji do UE. W Austrii tradycją jest działanie przeciwko rzekomej ekspansji Imperium Osmańskiego. Partia FPÖ (Wolnościowa Partia Austrii) organizuje regularne obchody upamiętniające zakończenie oblężenia tureckiego w 1683 roku – pisze SZ.

Ponieważ zgodnie z pierwszymi ustaleniami akt terroryzmu rozpoczął się na Seitenstettengasse, oczywiste jest, że ma podłoże antysemickie. Synagoga i siedziba gminy żydowskiej w Wiedniu znajdują się przy Seitenstettengasse. Atak ten mógł być również atakiem na życie żydowskie w Wiedniu – które rozkwitło w ostatnich latach i staje się coraz bardziej widoczne: poprzez koszerne sklepy i instytucje żydowskie – zauważa Alexandra Foederl-Schmid. W Austrii mieszka obecnie około 15 000 Żydów, większość w Wiedniu. Coraz więcej Żydów wraca do Wiednia, wielu wyznaje judaizm ortodoksyjny.

Ta synagoga była już miejscem ataku, przypomina SZ. W 1981 roku palestyński oddział terrorystów z grupy Abu Nidal dokonał nalotu na synagogę i zabił dwie osoby. W tym samym roku zginął wiedeński radny miasta Heinz Nittel, przewodniczący Towarzystwa Austro-Izraelskiego. W 1985 r. Palestyńscy bojownicy przeprowadzili atak na lotnisko w Wiedniu, było wówczas czterech zabitych i 38 rannych.

Teraz, po Francji, Niemczech i Belgii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, celem islamistycznego terroru stała się również Austria – konkluduje Alexandra Foederl-Schmid.
Źródło info i foto: Dziennik.pl