Lider Al-Kaidy uznany za zmarłego pojawił się na nagraniu w rocznicę zamachów na WTC

Lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri przemówił w nagraniu opublikowanym w internecie w 20. rocznicę zamachów 11 września 2001 roku. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że al-Zawahiri miał umrzeć w 2020 r. Bojownik mówił o wydarzeniach, które wydarzyły się po jego rzekomej śmierci.

Amerykański ośrodek SITE Intelligence Group, monitorujący organizacje ekstremistyczne podkreśla, że przemówienie opublikowane w internecie podważa tezę o śmierci lidera tej organizacji terrorystycznej. „Pośród doniesień o jego śmierci, lider Al-Kaidy Ajman al-Zawahiri w nowym, 60-minutowym nagraniu daje dowód na to, że to nieprawda. (…) odnosi się do wydarzeń, które miały miejsce po grudniu 2020 roku, kiedy mówiono już o jego śmierci” – podkreśliła szefowa organizacji Rita Katz w tweecie.

Zawahiri wspominał w nagraniu m.in. o ataku z 1 stycznia 2021 roku na rosyjską bazę wojskową w Syrii.

„Nie przedstawiły solidnych dowodów”

Nagranie zatytułowano „Jerozolima nie będzie zjudaizowana” i opublikowało je As-Sahab, medialny oddział Al-Kaidy odpowiedzialny za jej działania propagandowe. Lider organizacji terrorystycznej nie wspomina jednak o powrocie talibów do władzy w Afganistanie, co może oznaczać, że jego wypowiedź została nagrana wcześniej.

„Zawahiri nie wspomina o zwycięstwie afgańskich talibów, a fragment wypowiedzi o ‚wycofywaniu się USA z Afganistanu’ mógł zostać nagrany nawet w lutym 2020 roku po porozumieniu z Ad-Dauhy” – wskazała Katz, odnosząc się do zeszłorocznego porozumienia pokojowego USA z afgańskimi talibami. „W każdym razie (Zawahiri) może już nie żyć. Mógł umrzeć w styczniu 2021 roku lub niewiele później” – dodała.

Katz podkreśliła, że trudno jednak mieć pewność w kwestii śmierci lidera Al-Kaidy, ponieważ „agencje wywiadowcze dotychczas nie przedstawiły solidnych dowodów” w tej sprawie. Zawahiri objął przywództwo w Al-Kaidzie po tym, jak elitarna amerykańska jednostka Navy Seals zabiła Osamę bin Ladena w 2011 roku w Pakistanie.
Źródło info i foto: interia.pl

FBI odtajnia dokument z 11 września 2001 roku

Na wniosek ofiar, w 20. rocznicę zamachów z 11 września FBI odtajniło pierwszy dokument dotyczący śledztwa w tej sprawie. Pojawia się w nim saudyjski trop. Odtajnienia dokumentu chciały rodziny ofiar zamachów, które wzywały prezydenta USA Joe Bidena do rezygnacji z udziału w obchodach 20. rocznicy tragicznych wydarzeń, gdyby nie spełnił tych żądań. Biden dekretem wykonawczym przychylił się do tych apeli.

Częściowo zredagowany 16-stronicowy dokument FBI nakreśla kontakty między porywaczami samolotów, które uderzyły w World Trade Center oraz Pentagon a saudyjskimi współpracownikami w USA. Nie ma jednak dowodów na to, że rząd w Rijadzie był współwinny ataków, w których zginęło 2997 osób. Arabia Saudyjska od dawna twierdzi, że nie odgrywała żadnej roli w atakach z 11 września 2001 roku.

Ambasada Arabii Saudyjskiej w Waszyngtonie nie ustosunkowała się do raportu FBI, ale w komunikacie, wydanym 8 września, oświadczyła, że rząd w Rijadzie zawsze opowiadał się za przejrzystością w śledztwie w sprawie wydarzeń z 11 września 2001 r. i z zadowoleniem przyjmuje ujawnienie przez Stany Zjednoczone tajnych dokumentów, dotyczących ataków.

„Jak ujawniły wcześniejsze dochodzenia, w tym Komisja 9/11 i opublikowanie tak zwanych ’28 stron’, nigdy nie pojawiły się żadne dowody wskazujące, że rząd saudyjski lub jego urzędnicy mieli wcześniej wiedzę o ataku terrorystycznym lub byli w jakikolwiek sposób w to zamieszani” – napisano w oświadczeniu ambasady.

Większość porywaczy to Saudyjczycy

Agencja Reuters przypomina, że 15 spośród 19 porywaczy samolotów pochodziło z Arabii Saudyjskiej. Amerykańska komisja rządowa nie znalazła jednak żadnych dowodów na to, że Rijad bezpośrednio finansował Al-Kaidę, grupę chronioną wówczas przez talibów w Afganistanie. Otwarte pozostaje zatem pytanie, czy poszczególni urzędnicy saudyjscy mogli mieć wiedzę na temat planowanych ataków.

Reuters pisze także, iż rodziny około 2500 zabitych i ponad 20 000 osób, które doznały obrażeń w wyniku zamachów, firmy i różni ubezpieczyciele, pozwali Arabię Saudyjską o odszkodowanie liczone w miliardach dolarów.

W oświadczeniu wydanym w imieniu organizacji 9/11 Families United, Terry Strada, której mąż Tom zginął 11 września, powiedziała, że dokument wydany przez FBI wyjaśnia wszelkie wątpliwości co do współudziału Arabii Saudyjskiej w atakach.

„Teraz tajemnice Saudyjczyków zostały ujawnione i nadszedł już czas, aby Królestwo przyznało się do roli swoich urzędników w mordowaniu tysięcy ludzi na amerykańskiej ziemi” – napisano w oświadczeniu.

„Aktywne, świadome wsparcie”

Jim Kreindler, jeden z prawników krewnych ofiar, oświadczył po odtajnieniu raportu, że „wnioski z dochodzenia FBI potwierdzają argumenty, które przedstawiliśmy w sporze dotyczącym odpowiedzialności rządu saudyjskiego za ataki z 11 września”.

„Ten dokument, wraz z zebranymi do tej pory dowodami, określa plan działania Al-Kaidy w Stanach Zjednoczonych przy aktywnym, świadomym wsparciu rządu saudyjskiego” – napisał w oświadczeniu Kreindler.

Jego zdaniem tezę o wsparciu zamachów przez saudyjski rząd potwierdzają ustalenia, że saudyjscy urzędnicy wymieniali telefony między sobą i działaczami Al-Kaidy, a następnie odbywali „przypadkowe spotkania” z porywaczami, zapewniając im pomoc w osiedleniu się w USA i znalezieniu szkół lotniczych.

Jako przykład podaje śledztwo FBI w sprawie porywaczy Nawafa al-Hazmiego i Chalida al-Mihdhara, którzy w lutym 2000 roku przybyli do południowej Kalifornii, a następnie spotkali się w restauracji z obywatelem Arabii Saudyjskiej, Omarem al-Baiumim, który pomógł im znaleźć i wynająć mieszkanie w San Diego. Według prawnika al-Baiumi był powiązany z rządem saudyjskim i już wcześniej zwrócił na siebie uwagę FBI.

Siedmiominutowa rozmowa

Jak podaje agencja AP, w dokumencie jest również przywołany Fahad al-Thumairy, były akredytowany dyplomata w konsulacie saudyjskim w Los Angeles, który według śledczych przewodził jednej z frakcji ekstremistów w USA. Dokument FBI mówi, że analiza komunikacji wykazała siedmiominutową rozmowę telefoniczną w 1999 roku z telefonu Thumairy’ego na telefon rodzinny dwóch braci w Arabii Saudyjskiej, którzy zostali przyszłymi więźniami więzienia Guantanamo na Kubie.

Zarówno Baiumi, jak i Thumairy opuścili USA na kilka tygodni przed atakami.
Źródło info i foto: interia.pl

USA odtajniają akta śledztwa ws. zamachów na WTC

Rodziny ofiar zamachu na World Trade Center wydały oświadczenie, w którym ostrzegły, że nie zgodzą się na udział prezydenta Stanów Zjednoczonych w wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli ten nie odtajni akt sprawy. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział w piątek Joe Biden, który zobowiązał się do spełnienia próśb i udostępnienia dokumentów w ciągu najbliższych miesięcy.

„W miarę zbliżania się 20. rocznicy 11 września Amerykanie zasługują na pełniejszy obraz tego, co ich rząd wie o atakach” – głosi podpisane przez Joe Bidena rozporządzenie wydane w piątek 3 września, nakazujące przegląd, odtajnienie i ujawnienie dokumentów związanych z atakami z 11 września 2001 roku. „The Guardian” ustalił, że mają zostać ujawnione w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.

– Nigdy nie wolno nam zapomnieć o trwałym bólu rodzin i bliskich 2977 niewinnych ludzi, którzy zginęli podczas najgorszego ataku terrorystycznego na Amerykę w naszej historii – powiedział Joe Biden w piątek, jak cytuje serwis Politico. Decyzja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest pokłosiem oświadczenia, jakie 1800 Amerykanów wydało w ubiegłym tygodniu. Odtajnienie dokumentów byłoby przełomowym momentem dla wielu rodzin, które 11 września 2001 roku straciły bliskich. Biden podkreślił, że jest z nimi myślami. – Z zadowoleniem przyjmuję ich głosy i spostrzeżenia, gdy wytyczamy drogę naprzód – powiedział.

Kiedy ubiegałem się o urząd prezydenta, zobowiązałem się do zapewnienia przejrzystości w kwestii odtajnienia dokumentów dotyczących ataków terrorystycznych na Amerykę 11 września 2001 roku – zaznaczył Biden, dodając: „wypełniam moje zobowiązanie”.

Rodziny zmarłych w zamachu sprzeciwiły się udziałowi Bidena w jakichkolwiek wydarzeniach upamiętniających katastrofę, jeśli nie dotrzyma obietnicy odtajnienia dokumentów. Zdaniem wielu mogą one wskazywać na związek między atakiem a Arabią Saudyjską. Jak pisze portal Politico, w 2017 roku tysiące krewnych pozwało kraj za współudział w katastrofie.

„Nie możemy w dobrej wierze i z czcią dla zagubionych, chorych i rannych powitać prezydenta na naszych świętych terenach, dopóki nie wypełni swojego zobowiązania” – napisali bliscy ofiar w oświadczeniu, jak cytuje BBC. „Jeśli prezydent Biden wyrzeknie się swojego zobowiązania i stanie po stronie saudyjskiego rządu, będziemy zmuszeni publicznie sprzeciwić się jakiemukolwiek udziałowi jego administracji w jakiejkolwiek ceremonii upamiętniającej 11 września” – dodali.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Andrzej Duda potępił zamachy w Kabulu

Polski prezydent potępił zamachy terrorystyczne w Kabulu i zapewnił o wsparciu dla „amerykańskich i afgańskich przyjaciół”. Wyraził także współczucie dla bliskich ofiar zamachów. W ataku, za które odpowiedzialność wzięło tzw. Państwo Islamskie, zginęło co najmniej 90 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy.

Prezydent Andrzej Duda potępił zamach terrorystyczny przed lotniskiem w Kabulu i wyraził solidarność z Amerykanami i Afgańczykami. Co najmniej 90 osób zginęło, a ponad 150 zostało rannych w wyniku eksplozji w pobliżu lotniska w Kabulu. Wśród ofiar jest 13 amerykańskich żołnierzy. Talibowie poinformowali, że zginęło też co najmniej 28 bojowników.

„Potępiam w najostrzejszy sposób ohydne ataki na lotnisku w Kabulu, które skutkowały dziesiątkami ofiar, w tym żołnierzami naszej sojuszniczej armii USA” – napisał prezydent. Zapewnił, że modli się za rodziny osób dotkniętych tym „aktem tchórzostwa”. „Polska wspiera naszych amerykańskich i afgańskich przyjaciół” – napisał.

Do przeprowadzenia zamachu przyznał się odłam tak zwanego Państwa Islamskiego. Do ataku doszło w miejscach, w których tysiące Afgańczyków czekały, aby móc wejść na lotnisko i ewakuować się z kraju. Zamachowcy zdetonowali ładunki wybuchowe w dwóch miejscach – przy jednym z wejść do portu lotniczego i w pobliżu hotelu, gdzie przyjmowano wnioski o ewakuację.

Także szef polskiej dyplomacji Zbigniew Rau złożył kondolencje po zamachu w stolicy Afganistanu. „Jestem oburzony i głęboko zasmucony dzisiejszym zamachem terrorystycznym na lotnisku w Kabulu. Łączę się w żałobie z rodzinami poległych amerykańskich żołnierzy i Afgańczyków, rannym życzę szybkiego powrotu do zdrowia. Polska stoi zdecydowanie u boku swoich sojuszników w walce przeciwko terrorowi”- napisał na Twitterze minister Rau.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden przekazał kondolencje rodzinom ofiar i zapowiedział odwet na organizatorach zamachów. Podtrzymał zasadność decyzji o wycofaniu wojsk z Afganistanu i poinformował o kontynuowaniu ewakuacji.

Talibowie, którzy w połowie sierpnia przejęli kontrolę nad Kabulem twierdzą, że to obecność amerykańskich wojsk doprowadziła do zamachu. – Gdy tylko obce wojska wyjadą, nie będzie już takich sytuacji – powiedział Abdul Kahar Balkhi.

Anonimowy dyplomata NATO z kolei stwierdził, że talibowie powinni przeprowadzić śledztwo w sprawie działalności odłamu tak zwanego Państwa Islamskiego w Kabulu. W ostatnich tygodniach uwolnili bowiem z więzień wiele osób. Ponoszą więc odpowiedzialność za bezpieczeństwo w kraju.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Terroryści zaatakowali w Nigrze. Wjechali do wiosek na motocyklach i zabili blisko 100 osób

Około 100 osób zginęło w wyniku zamachów na dwie wioski w zachodnim Nigrze w pobliżu granicy z Mali i Burkina Faso. W miejscowości Tchoma Bangou zginęło siedemdziesiąt, a w Zaroumadareye – trzydzieści osób. Blisko 100 napastników wjechało do wiosek na motocyklach, a następnie dokonało masakry. Do ataków doszło w sobotę, tego dnia ogłoszono też wyniki wyborów prezydenckich, które wygrał Mohamed Bazoum. O szczegółach poinformował w niedzielę Almou Hassane – burmistrz gminy Tondikiwindi, który jest administratorem obydwu wiosek.

Nie wiadomo kto dokonał zamachów. W części Afryki, w której doszło do ataków, działają grupy terrorystyczne mające związki Al-Kaidą i tak zwanym Państwem Islamskim. Według AFP napastnicy podzielili się na dwie grupy, by zaatakować równocześnie dwie oddalone od siebie o ok. siedem kilometrów wioski. Mahamadou Issoufou złożył kondolencje rodzinom ofiar. Atak nazwał „tchórzliwym i barbarzyńskim”.

AFP podaje, że wioski znajdują się w niestabilnym regionie Tillaberi blisko granic Nigru z Mali i Burkina Faso. 21 grudnia w zasadzce zginęło tam siedmiu żołnierzy Nigru. Według danych ONZ w 2019 roku w atakach dżihadystów zginęło cztery tysiące mieszkańców Nigru, Mali i Burkina Faso.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Holandia: Ataki na „polskie sklepy były skoordynowaną akcją”

W ostatnim tygodniu doszło do czterech wybuchów przed sklepami z polskimi produktami w Holandii. Teraz policja, jak informuje nltimes.nl, zakłada w śledztwie, że ataki były skoordynowaną akcją i apeluje do świadków o zgłaszanie się.

Wciąż jednak nie są znane motywy podkładania wybuchów przed polskimi sklepami. Właściciele polskich sklepów w Holandii zwrócili uwagę w rozmowie z NOS, że na rynku sklepów szaleje „brutalna konkurencja”. Wskazują, że nowi właściciele takich sklepów często otwierają je tuż obok podobnego już istniejącego sklepu, by wypchnąć ich następnie z rynku. Wypowiadający się dla NOS poprosili o zachowanie anonimowości.

W sobotę, 12 grudnia o 4.30 rano w polskim supermarkecie w centrum handlowym De Beverhof w Beverwijk doszło do eksplozji. Atak na ten konkretny sklep przeprowadzono już drugi raz, wcześniejszy miał miejsce 8 grudnia. Był to już czwarty atak na „polskie sklepy” w Holandii w ciągu tygodnia. O ponownym ataku na supermarket poinformowała miejscowa policja. W mediach społecznościowych pojawiły się też nagrania z miejsca zdarzenia.

Holenderska policja poinformowała o zniszczeniu fasady sklepu, na ulicy leżał gruz. – Zniknęła cała fasada, uszkodzenia są znaczne – powiedział jeden z funkcjonariuszy cytowany przez holenderskie media.

W tym samym sklepie doszło już do eksplozji w nocy z wtorku na środę. Według służb tym razem szkody są większe, bo fala powstała na skutek eksplozji uszkodziła także wnętrze centrum handlowego. Wcześniej policja otrzymała zgłoszenie, że w pobliżu miejsca wybuchu płonie samochód. Możliwe, że obie sprawy są ze sobą powiązane.

„Polskie sklepy” w Holandii. Właścicielami nie są Polacy

W Holandii jest ponad 100 sklepów handlujących polskimi towarami, większość z nich jednak należy do cudzoziemców. – To bardzo ciężka praca, mało kto chce pracować 7 dni w tygodniu – powiedział w rozmowie z „Deutsche Welle” właściciel takiego sklepu w Hillegom, także obcokrajowiec. Prosił jednak, żeby nie podawać ani nazwy marketu, ani jego danych. – Nie chcę mieć problemów – tłumaczył.

Z oferty sklepów korzysta głównie licząca ok. 195 tys. osób holenderska Polonia, a także mieszkający w Niderlandach Rosjanie, Bułgarzy i Łotysze. W mediach pojawiły się informacje, że Polacy mówią o właścicielach sklepów „Turkowie”. Są jednak nimi Kurdowie z Iraku. Holenderskie Biedronki, oprócz nazwy, nie mają nic wspólnego z należącą do portugalskiego koncernu Jeronimo Martins popularną siecią marketów w Polsce.

Kim są właściciele sklepów?

Właścicielami wszystkich sklepów są iraccy Kurdowie. Pierwszy wybuch miał miejsce w nocy 7 grudnia w miejscowości Aalsmeer, 13 km od Amsterdamu. Właściciele to 25-letni piłkarz trzecioligowego klubu Quick Boys Mohamad Mahmoed i jego brat Moshkhal. Drugi wybuch nastąpił tej samej nocy, 100 km dalej, w mieście Heeswijk-Dinther w południowej Holandii. Z ustaleń policji wynika, że materiały wybuchowe zostały przyklejone do szklanej witryny sklepu. Jego właścicielem jest Omroep Brabant Shwana Rabat, który razem z rodziną i przyjaciółmi prowadzi markety z polskimi produktami także w innych miejscowościach.
Źródło info i foto: onet.pl

W Niemczech rozbito grupę Wernera S. Terrorysta planował ataki na meczety i uchodźców

Po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, niemiecki prokurator generalny wniósł akt oskarżenia przeciwko 54-letniemu Wernerowi S. Śledczy uważają jego grupę za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec. Zdaniem prokuratury, jeżeli policja nie robiłaby jego grupy, doszłoby do ataków na meczety oraz domy uchodźców.

„Wódz przygotowywał się do ostatecznej bitwy. Sprzedał wszystkie swoje rzeczy, aby móc wykonać swoje wielkie zadanie. Chciał wziąć udział w ostatecznej bitwie i uratować Niemcy. Chciał wokół siebie prawdziwych mężczyzn, zahartowanych i zdeterminowanych” – pisze dziennik „Sueddeutsche Zeitung” w reportażu poświęconym Wernerowi S., oskarżonemu o planowanie ataków na polityków, osoby ubiegające się o azyl, jak i muzułmanów.

Jak dodała gazeta, „jego ludzie wierzyli, że mają do czynienia z bardzo wyjątkowym człowiekiem, urodzonym przywódcą”.

„Takim, który pokaże muzułmanom i uchodźcom w Niemczech, że nie mają tu czego szukać. Byli pod takim wrażeniem Wernera S., że jeden z nich, który był śmiertelnie chory, zaproponował przywódcy, że poświęci się jako zamachowiec-samobójca” – opisali dziennikarze.

Prokuratura: jeśli policja nie rozbiłaby grupy, doszłoby do ataków

„Nie mogę się doczekać zmiany i wielu nieszczęsnych ciał przy krawężniku” – napisał kiedyś Werner S. Prawdopodobnie zdążył znaleźć handlarza bronią, zamówił także kałasznikowy. Uzgodniono również, ile jest gotów zapłacić za broń: do 5000 euro.

Kiedy śledczy dowiedzieli się o tych planach, nie chcieli dłużej czekać. Policja zaatakowała 14 lutego i rozbiła „Grupę S.”. Według Prokuratury Federalnej, Werner S. w przeciwnym razie poprowadziłby swoich ludzi do zbrojnego ataku na meczety i domy dla uchodźców. Teraz, po dziewięciu miesiącach intensywnych śledztw, prokurator generalny wniósł akt oskarżenia. Śledczy uważają grupę S. za prawicowych terrorystów, którzy chcieli zachwiać porządkiem społecznym Republiki Federalnej Niemiec.

„Grupa zebrała się jesienią 2019 roku, przywódcą był Werner S., a jego prawą ręką Tony E. Dwunastu mężczyzn chciało wyegzekwować swoją prawicową ekstremistyczną ideologię poprzez skoordynowane ataki na polityków, osoby ubiegające się o azyl i muzułmanów. Poprzez ataki pojedynczych sprawców lub w małych grupach w celu zabicia lub zranienia jak największej liczby osób. To miało wywołać wojnę domową” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.

Śledczy: Werner S. przygotowywał się do zbrojnego powstania

Takie grupy pojawiają się raz po raz, na przykład „Rewolucja Chemnitz”, chcąca zapoczątkować rewolucję w Berlinie w 2018 roku i w ramach „próby” zaatakowała młodych ludzi na pikniku w Chemnitz, albo „Freital Group”, która w 2015 i 2016 roku wielokrotnie atakowała domy dla uchodźców i alternatywne projekty mieszkaniowe w pobliżu Drezna, używając samodzielnie wykonanych materiałów wybuchowych.

Członkowie obu grup zostali skazani na kary do dziesięciu lat więzienia za utworzenie grupy terrorystycznej.

„Z drugiej strony „Grupa S.” nie zorganizowała jeszcze żadnych ataków. Ale granica między popisywaniem się a prawdziwym niebezpieczeństwem jest często niewielka, ale kiedy jest mowa o konkretnym uzbrojeniu, szybkość reakcji ma kluczowe znaczenie” – pisze „Sueddeutsche Zeitung”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemieckie media komentują zamachy w Wiedniu

„To była tylko kwestia czasu, kiedy Austria stanie się celem islamistycznego terroru. Austria, która lubi nazywać się „wyspą błogosławionych”, została ostrzeżona, ale nie była w stanie obronić się przed tym atakiem” – pisze we wtorek w komentarzu gazety „Sueddeutsche Zeitung” Alexandra Foederl-Schmid.
To był atak w samo serce – w centrum Wiednia – podkreśla.

W najnowszym raporcie na temat ochrony konstytucji islamistyczny terroryzm jest określany jako „największe zagrożenie dla bezpieczeństwa Austrii. Podczas prezentacji raportu ówczesny dyrektor generalny ds. Bezpieczeństwa publicznego, Franz Lang, powiedział: Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa była „bardziej swobodna” w porównaniu z innymi krajami w Europie i na świecie – pisze publicystka.

Przypomina też: Niedawno emerytowany dyrektor Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji i Zwalczania Terroryzmu, Peter Gridling, wielokrotnie w ostatnich latach wskazywał, że bojówka terrorystyczna IS nadal ma zwolenników w Austrii, jest aktywna i posiada znaczne fundusze. Tak zwani powracający stanowili „znaczny i nieobliczalny potencjał” według Gridlinga. Władze znały łącznie 320 osób z Austrii, które podróżowały do stref wojennych Syrii i Iraku lub chciały tam pojechać, aby walczyć. Najprawdopodobniej 58 zginęło, jednak co najmniej 93 wróciło do Austrii.

Kanclerz Sebastian Kurz podjął walkę z politycznym i wojującym islamem. Jest również zdecydowanie przeciwny przystąpieniu Turcji do UE. W Austrii tradycją jest działanie przeciwko rzekomej ekspansji Imperium Osmańskiego. Partia FPÖ (Wolnościowa Partia Austrii) organizuje regularne obchody upamiętniające zakończenie oblężenia tureckiego w 1683 roku – pisze SZ.

Ponieważ zgodnie z pierwszymi ustaleniami akt terroryzmu rozpoczął się na Seitenstettengasse, oczywiste jest, że ma podłoże antysemickie. Synagoga i siedziba gminy żydowskiej w Wiedniu znajdują się przy Seitenstettengasse. Atak ten mógł być również atakiem na życie żydowskie w Wiedniu – które rozkwitło w ostatnich latach i staje się coraz bardziej widoczne: poprzez koszerne sklepy i instytucje żydowskie – zauważa Alexandra Foederl-Schmid. W Austrii mieszka obecnie około 15 000 Żydów, większość w Wiedniu. Coraz więcej Żydów wraca do Wiednia, wielu wyznaje judaizm ortodoksyjny.

Ta synagoga była już miejscem ataku, przypomina SZ. W 1981 roku palestyński oddział terrorystów z grupy Abu Nidal dokonał nalotu na synagogę i zabił dwie osoby. W tym samym roku zginął wiedeński radny miasta Heinz Nittel, przewodniczący Towarzystwa Austro-Izraelskiego. W 1985 r. Palestyńscy bojownicy przeprowadzili atak na lotnisko w Wiedniu, było wówczas czterech zabitych i 38 rannych.

Teraz, po Francji, Niemczech i Belgii, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, celem islamistycznego terroru stała się również Austria – konkluduje Alexandra Foederl-Schmid.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zamachy w stolicy Austrii. Czy jest zagrożenie dla Polski?

Nie ma doniesień, które świadczą o zagrożeniu dla Polski, ABW ocenia stan zagrożenia zamachami w Polsce, jako niski – powiedział we wtorek rzecznik prasowy ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn, pytany o atak terrorystyczny w Wiedniu.

– Monitorujemy doniesienia dotyczące wydarzeń z Austrii. Polskie służby są w stałym kontakcie z partnerami zagranicznymi, prowadzą również własne analizy dotyczące ewentualnego wpływu wydarzeń z Wiednia na sytuację Polski – powiedział Żaryn.

Jak dodał, ABW na bieżąco wypełnia swoje zadania i będzie reagować adekwatnie – jeśli zostaną zidentyfikowane jakiekolwiek sygnały – o zagrożeniach dla Polski.

– W chwili obecnej nie ma doniesień, które świadczą o zagrożeniu dla Polski. ABW ocenia stan zagrożenia zamachami w Polsce, jako niski – podkreślił rzecznik.

W poniedziałkowych atakach w Wiedniu zginęły cztery osoby: dwie kobiety i dwu mężczyzn – w tym jeden z zamachowców, 17 osób zostało rannych.

Szef MSW Karl Nehammer nazwał sprawcę zamachu „islamskim terrorystą”. To jedyny znany na razie napastnik; został on zastrzelony przez policję. Strzelano w sześciu miejscach, co wskazuje, że napastników było co najmniej kilku, pościg za innymi sprawcami jeszcze się nie zakończył.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bardzo wysokie zagrożenie terrorystyczne we Francji

Zagrożenie terrorystyczne na terytorium Francji utrzymuje się na „bardzo wysokim poziomie” – oświadczył minister spraw wewnętrznych tego kraju Gerald Darmanin. 8132 osoby zostały zidentyfikowane jako zradykalizowani terroryści, posiadający swoje teczki w aktach dotyczących radykalizacji terrorystycznej (FSPRT) – poinformował Darmanin w siedzibie Generalnej Dyrekcji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (DGSI). – Ryzyko terrorystyczne pochodzenia sunnickiego pozostaje głównym zagrożeniem, przed którym stoi nasz kraj – zaznaczył.

– Trzeba przede wszystkim oddać hołd kobietom i mężczyznom ze służb bezpieczeństwa i służb wywiadowczych, którzy robią wszystko, aby chronić Francuzów i zapewnić im bezpieczeństwo – powiedział szef MSW. – Ta codzienna, drobiazgowa, nieustępliwa praca, często w cieniu, umożliwiła nam dostarczenie środków i narzędzi prawnych niezbędnych do walki z ciągłym zagrożeniem terrorystycznym na naszym terytorium – oznajmił minister.

– 61 ataków zostało udaremnionych od 2013 roku, w tym 32 od 2017 roku – dodał, odnosząc się do „planu zamachu na dużą skalę” udaremnionego na początku bieżącego roku. Wskazał, że obecnie Francja przetrzymuje w swoich więzieniach 505 zatrzymanych zidentyfikowanych jako „islamistyczni terroryści”.

W środę w Paryżu rozpoczyna się proces w sprawie ataków terrorystycznych na tygodnik satyryczny ”Charlie Hebdo” i supermarket Hyper Cacher w 2015 roku. To pierwszy tak znaczący proces w sprawie ataku islamistycznego, dokonanego we Francji od 2017 roku. Proces zostanie w całości sfilmowany.

Czternastu oskarżonych podejrzanych o różnego stopnia wsparcie logistyczne dla braci Saida i Cherifa Kouachich oraz Amedy Coulibaly’ego, sprawców ataków terrorystycznych we Francji, będzie sądzonych do 10 listopada przed specjalnym sądem przysięgłym.
Źródło info i foto: TVP.info