Zamieszki w stolicy Niemiec. Ponad 300 aresztowań i prawie 100 rannych policjantów

Ponad 300 osób zostało zatrzymanych przez służby po zamieszkach, które wybuchły w czasie pierwszomajowych manifestacji w Berlinie. Rannych zostało prawie stu policjantów. W marszach wzięło udział około 30 tysięcy osób. Większość demonstracji przebiegła pokojowo, ale podczas jednego ze zgromadzeń doszło do zamieszek. Policjanci, w związku z nieprzestrzeganiem obostrzeń epidemicznych, wyciągali z tłumu członków skrajnie lewicowego „czarnego bloku”.

W stronę funkcjonariuszy poleciały kamienie i butelki, uczestnicy manifestacji podpalali też kosze na śmieci i drewniane palety. Rannych zostało co najmniej 93 funkcjonariuszy. Miejscowa policja informuje o 354 osobach zatrzymanych.

Zamieszki w Berlinie „Nieakceptowalna przemoc” kontra „bezzasadne użycie siły”

Szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik powiedziała, że „przemoc w czasie manifestacji jest nieakceptowalna”. Jak dodała, w pewnym momencie sytuacja zaczęła się zaostrzać, ale szybko została opanowana przez policjantów. Zamieszki potępił też burmistrz miasta Michael Mueller, podkreślając, że na nienawiść i przemoc nie ma miejsca w społeczeństwie. Organizatorzy manifestacji mówią z kolei o „bezzasadnym użyciu siły” przez policję.

Do zamieszek doszło także podczas marszów w Hamburgu i Frankfurcie. Policja musiała użyć tam armatek wodnych, by uspokoić manifestujących. Pierwszomajowe manifestacje środowisk lewicowych odbywają się w Berlinie już od kilkudziesięciu lat. Z komunikatu przekazanego przez organizatorów tegorocznych protestów wynika, że „w demonstracji na rzecz walki klasowej i międzynarodowej solidarności wzięło udział 25 tys. osób”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Protest w Londynie. Aresztowano 107 osób

107 osób aresztowano podczas sobotniego protestu w Londynie przeciw projektowi ustawy o policji, przestępczości, wyrokach i sądach, który m.in. zwiększa uprawnienia policji wobec uczestników demonstracji – podała w niedzielę londyńska policja metropolitalna.

Jak sprecyzowała policja, powodem aresztowań były naruszenie porządku publicznego, udział w zamieszkach, napaść na funkcjonariuszy i łamanie przepisów epidemicznych, ale jedna kobieta została aresztowana pod zarzutem posiadania broni, gdyż znaleziono przy niej nóż.

Większość ludzi nie łamała obostrzeń?

Policja dodała, że zdecydowana większość ludzi zachowywała dystans społeczny i opuściła miejsce zgromadzenia w sposób spokojny. – Jednak w miarę upływu popołudnia stało się jasne, że niewielka liczba osób zamierzała pozostać, aby spowodować zakłócenia życia przestrzegających prawa londyńczyków. Pomimo wielokrotnych poleceń od funkcjonariuszy, aby się rozejść, nie zrobili tego i w związku z rosnącym poziomem nieporządku, dokonano aresztowań – powiedział nadinspektor Ade Adelekan.

Kontrowersyjny projekt ustawy o policji

Będący obecnie przedmiotem obrad Izby Gmin projekt ustawy o policji, przestępczości, wyrokach i sądach przewiduje m.in. zwiększenie uprawnień policji, by mogła nie wyrażać zgody na demonstracje, jeśli mogą one spowodować poważne zakłócenia dla mieszkańców i firm na terenach, gdzie miałyby się odbywać. Zdaniem przeciwników projektu ustawy jest to ograniczenie swobody odbywania protestów. Jednak rząd i policja przekonuje, że te zapisy są potrzebne, aby można było radzić sobie z takimi demonstracjami jak te organizowane w 2019 r. przez aktywistów z Extinction Rebellion, gdy masowe okupacje dróg i mostów w Londynie sparaliżowały miasto.

Protesty przeciw projektowi ustawy odbywały się w sobotę także w kilku innych miastach, m.in. w Bristolu, Birmingham, Liverpoolu, Newcastle, Weymouth i Bournemouth. W Bristolu, gdzie był to już piąty protest w tej sprawie w ciągu dwóch tygodni, aresztowano siedem osób.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Godzina policyjna po zamieszkach w Waszyngtonie

Trump supporters try to break through a police barrier, Wednesday, Jan. 6, 2021, at the Capitol in Washington. As Congress prepares to affirm President-elect Joe Biden’s victory, thousands of people have gathered to show their support for President Donald Trump and his claims of election fraud.(AP Photo/John Minchillo)

Postrzelona w Kapitolu kobieta, która w stanie krytycznym trafiła do szpitala, nie żyje. Informację o jej śmierci tuż przed północą podała stacja NBC. Kilkadziesiąt minut później w rozmowie z CNN potwierdziła ją policja. Po zamieszkach Waszyngtonie zaczęła obowiązywać godzina policyjna.

Kobieta, która została postrzelona w klatkę piersiową podczas zamieszek w budynku Kapitolu w Waszyngtonie, zmarła – potwierdził po północy czasu polskiego na antenie CNN rzecznik prasowy policji Dystryktu Kolumbii Dustin Sternbeck. Jak dodał, w sprawie toczy się dochodzenie, a dalsze informacje zostaną podane później. 

Przypomnijmy: tłum zwolenników Donalda Trumpa wdarł się w środę wieczorem czasu polskiego do Kapitolu w Waszyngtonie, gdzie trwało posiedzenie Kongresu, który miał zatwierdzić wybór Joe Bidena na prezydenta USA. Wszystko działo się niedługo po przemówieniu urzędującego prezydenta USA, kiedy to po raz kolejny oświadczył, że wybory prezydenckie w USA zostały sfałszowane, a faktycznym zwycięzcą jest on, a nie Joe Biden.

Demonstranci wdarli się do budynku Kapitolu. Zapanował kompletny chaos, a w trakcie starć padły strzały. Członkowie Kongresu zostali ewakuowani. Policja wypierała protestujących sprzed Kapitolu, używając gazu łzawiącego i granatów hukowych. Oprócz postrzelonej kobiety do szpitala trafiło jeszcze co najmniej pięć osób. Z doniesień CNN wynika, że w stanie krytycznym do szpitala przewieziony został też jeden z protestujących, który wspiął się na rusztowanie przy elewacji Kapitolu i spadł z wysokości ok. 9 metrów.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Ponad 100 anarchistów trafiło do aresztu

Departament Sprawiedliwości USA zatrzymał ponad 100 anarchistów za udział w zamieszkach i niszczenie mienia federalnego. Taką informację przekazała rzeczniczka Białego Domu Kayleigh McEnany. W USA nie słabną manifestacje podsycane przez środowiska lewicowe.

Przed tygodniem demonstrujący przed Białym Domem próbowali przy pomocy lin obalić pomnik Andrew Jacksona, siódmego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Zapobiegła temu interwencja policji. Wcześniej na postumencie narysowano graffiti swastyki oraz pojawiły się napisy „Hiroshima” i „Nagasaki”.

Aby rozproszyć tłum, funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego. Policjanci ustawili się następnie na ulicy przed parkiem, blokując dostęp do pomnika. Stacja CNN informowała, że obecnych w poniedziałek wieczór Białym Domu dziennikarzy poproszono o opuszczenie prezydenckiej rezydencji.

Prezydent USA Donald Trump upoważnił władze federalne do zatrzymania osób niszczących pomniki i ukarania ich karą do 10 lat więzienia. „Upoważniłem rząd federalny do aresztowania każdego, kto dewastuje lub niszczy jakikolwiek pomnik, statuę lub inną federalną własność, karą do 10 lat więzienia” – napisał przed tygodniem na Twitterze prezydent, powołując się na ustawę o ochronie pomników weterana.

W poniedziałek rzecznik Białego Domu Kayleigh McEnany poinformowała, że Departament Sprawiedliwości USA zatrzymał ponad 100 anarchistów za udział w zamieszkach i niszczenie mienia federalnego. W myśl zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa może im grodzić nawet 10 lat więzienia.

Z kolei grupa kilkunastu mieszkańców Seattle złożyła pozew zbiorowy przeciwko miastu za naruszenie gwarantowanego im przez konstytucję prawa własności. Bezpośrednim powodem jest pozostawienie bez nadzoru służb obszaru, który został założony przez uczestników protestów po śmierci George’a Floyda w dzielnicy Capitol Hill. Sygnatariusze pozwu argumentują między innymi, że ich nieruchomości znajdujące się na tym terenie są bezkarnie dewastowane.
Źródło info i foto: TVP.info

Londyn: Ponad 100 osób aresztowanych po zamieszkach

Ponad sto osób aresztowano po sobotnich zamieszkach w Londynie – podała londyńska policja metropolitalna. Większość aresztowanych to osoby, które – jak przekonywały – bronią pomników ważnych dla brytyjskiej historii przed aktami wandalizmu ze strony antyrasistowskich aktywistów. Część tych osób użyła tego tylko jako pretekstu do atakowania policji i wszczynania burd.

Jednym z aresztowanych jest 28-letni mężczyzna, który oddawał mocz koło stojącego w pobliżu parlamentu postumentu upamiętniającego Keitha Palmera, policjanta, który w 2017 r. został zamordowany przez dżihadystę Khalida Masooda. Zdjęcie oddającego mocz mężczyzny obiegło w sobotę wieczorem brytyjskie media, wzbudzając powszechne potępienie i niesmak. Mężczyzna sam oddał się w ręce policji.

W sobotę wieczorem londyńskie służby medyczne informowały, że w zamieszkach obrażenia odniosło 15 osób, w tym dwóch funkcjonariuszy policji, zaś do szpitali odwieziono sześć osób.

Premier Boris Johnson potępił zamieszki. Na naszych ulicach nie ma miejsca dla rasistowskiego bandytyzmu. Każdy, kto zaatakuje policję, spotka się z pełną mocą prawa. Te marsze i protesty zostały podważone przez przemoc i naruszają obowiązujące wytyczne. Na rasizm nie ma miejsca w Wielkiej Brytanii i musimy pracować razem, aby to urzeczywistnić – napisał Johnson na Twitterze.

Trwające już drugi weekend w różnych miastach Wielkiej Brytanii demonstracje były na początku reakcją na śmierć podczas policyjnego zatrzymania w USA Afroamerykanina George’a Floyda. Ale z czasem głównym żądaniem demonstrantów stało się to, by Wielka Brytania sama skonfrontowała się z własną historią, a także z rasizmem, który ich zdaniem wciąż jest obecny w brytyjskim życiu publicznym.

Akcja obrony pomników była odpowiedzią na zeszłotygodniowe zamieszki, które towarzyszyły manifestacjom ruchu Black Lives Matter, gdy w Bristolu tłum obalił pomnik zasłużonego dla miasta kupca, handlarza niewolników, posła i filantropa Edwarda Colstona, zaś w Londynie dwukrotnie wymalowano sprayem napisy na pomniku byłego premiera Winstona Churchilla i próbowano podpalić brytyjską flagę na The Cenotaph – monumencie ku czci poległych w czasie obu wojen światowych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Dżakarta: Krwawe żniwo zamieszek. Sześciu zabitych, setki rannych

– Sześć osób zginęło, a ok. 200 odniosło obrażenia w zamieszkach w stolicy Indonezji, Dżakarcie – powiadomił gubernator Anies Baswedan po tym, jak komisja wyborcza potwierdziła, że kwietniowe wybory prezydenckie wygrał dotychczasowy szef państwa Joko Widodo.

Osoby ranne zostały rozwiezione do pięciu szpitali – sprecyzował gubernator. Dodał, że w szpitalach przeprowadzane są autopsje w celu określenia przyczyn śmierci osób, które zginęły w zamieszkach.

Zwolennicy przegranego w wyborach kandydata opozycji Prabowo Subianto starli się w nocy z wtorku na środę czasu lokalnego z siłami bezpieczeństwa. Niezadowoleni z wyniku wyborczego demonstranci podpalali samochody i obrzucali policję kamieniami i koktajlami Mołotowa; podpalili także budynek internatu sił policyjnych.

Do rozpędzania protestujących siły bezpieczeństwa użyły gazu łzawiącego, armatek wodnych i gumowych kul.

Ponad 20 osób zostało zatrzymanych.

Jak poinformował rzecznik policji w Dżakarcie Argo Yuwono, wcześniej na ulice stolicy wysłano około 50 tys. policjantów i żołnierzy. Wielu mieszkańców opuściło miasto, a niektóre rejony centrum są zamknięte dla ruchu drogowego; budynek agencji zajmującej się nadzorem wyborów oraz siedziba komisji wyborczej zostały zabezpieczone drutem kolczastym – podaje agencja Associated Press.

We wtorek komisja wyborcza podała, że Prabowo Subianto przegrał wybory prezydenckie z 17 kwietnia, uzyskawszy 44,5 proc. głosów; natomiast ubiegający się o drugą kadencję Joko Widodo otrzymał 55,5 proc.

Reprezentujący elitę polityczną i wojskową były generał Prabowo nie zaakceptował wyników wyborów i ogłosił się ich zwycięzcą. Prabowo chce zaskarżyć wynik przed Trybunałem Konstytucyjnym; zarzuca masowe oszustwa, ale nie dostarczył na to wiarygodnych dowodów – pisze AP.

Prabowo walczył z Widodo również w wyborach z 2014 r., ale przegrał je 6 pkt proc.; wówczas zaskarżył wynik, ale sprawę przegrał.
Źródło info i foto: TVP.info

Zamieszki w Neapolu. 34 rannych, policja obrzucona koktajlami Mołotowa

28 policjantów i 6 manifestantów zostało rannych w Neapolu podczas zamieszek, do których doszło w sobotę po demonstracji przeciwników wizyty lidera prawicowej Ligi Północnej Matteo Salviniego. Do ich szeregów przeniknęli anarchiści, dokonując aktów wandalizmu. Komenda policji w Neapolu podała, że zatrzymano sześciu najbardziej agresywnych uczestników zajść.

Jak podkreślają włoskie media, przypominały one walki uliczne.

Specjalne oddziały

Policja została obrzucona kamieniami, petardami i koktajlami Mołotowa. W celu uspokojenia sytuacji do akcji wkroczyły specjalne oddziały do tłumienia zamieszek. Funkcjonariusze użyli gazów łzawiących. Według lokalnych mediów część miasta na kilka godzin znalazła się w rękach anarchistów, nazywanych „black bloc”. Przyłączyli się oni do manifestacji środowisk skrajnej lewicy.

Na ulicach wybuchła panika wśród przechodniów. Schronili się oni w nielicznych otwartych sklepach; większość zamknięto z obawy przed aktami przemocy i rozruchami. W centrum doszło do poważnych zniszczeń.

Lider w Neapolu

Lider antyimigracyjnej Ligi Północnej przyjechał do Neapolu na konwencję swych zwolenników. To pierwsza taka inicjatywa na południu Włoch. W przemówieniu w czasie zjazdu Salvini ostro zaatakował centrolewicowy rząd Paolo Gentiloniego. – W rządzie mamy ministrów, którzy są rasistami w stosunku do Włochów, nienawidzą obywateli włoskich – oświadczył.
Źródło info i foto: TVP.info

Tunezyjczyk z zarzutem zabójstwa 21-latka w Ełku

28 osób zatrzymała policja po zamieszkach, do jakich doszło w niedzielę w Ełku na Mazurach po śmierci 21-latka, który zginął w Sylwestra przed kebab-barem od ciosów nożem. Protestujący rozeszli się przed północą. Według policji w mieście jest teraz spokojnie. Do gwałtownych protestów doszło w miejscu śmierci 21-letniego Daniela, który zginął w noc sylwestrową. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem Prince Kebab, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze.

W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów.

28 zatrzymanych

Jak poinformował w poniedziałek rano sierż. szt. Rafał Jackowski z zespołu prasowego warmińsko-mazurskiej policji, w związku z tymi wydarzeniami zatrzymano łącznie 28 osób. Mogą one odpowiadać za zniszczenie mienia albo zakłócenie porządku publicznego. Według niego protest zakończył się w niedzielę przed północą. – W tej chwili w Ełku jest spokojnie. Policjanci nadal zabezpieczają to miejsce, żeby nie doszło do ponownego zakłócenia porządku. Będą interweniować, gdyby tak się stało – stwierdził.

Jackowski powiedział też, że w niedzielę wieczorem policja użyła środków przymusu bezpośredniego „adekwatnych do sytuacji”, w tym gazu pieprzowego, żeby zaprowadzić porządek w miejscu zgromadzenia. Dodał, że nie ma informacji, żeby ktokolwiek z uczestników niedzielnego protestu lub policjantów odniósł jakieś urazy. Przypomniał, że policja w dalszym ciągu apeluje o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa.

Posiłki z Olsztyna

Do Ełku ściągnięto dodatkowych policjantów z oddziałów prewencji z Olsztyna i innych jednostek z województwa warmińsko-mazurskiego. Jest także żandarmeria wojskowa.

Śledztwo w sprawie śmierci 21-letniego Daniela prowadzi ełcka prokuratura rejonowa. Według policji mężczyzna zginął w noc sylwestrową po awanturze pod barem Prince Kebab; miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża. W poniedziałek wykonana zostanie sekcja zwłok, by ustalić szczegółowo przyczynę jego śmierci.

Jak informowała policja, po tej tragedii zatrzymano czterech mężczyzn, wśród nich cudzoziemców; funkcjonariusze, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie ujawnili ich narodowości. Poinformowali jedynie, że zatrzymani byli trzeźwi. W poniedziałek zostaną oni przesłuchani przez prokuraturę, ponieważ tego dnia ok. godz. 23 mija 48 godzin od ich zatrzymania. W intencji tragicznie zmarłego 21-letniego Daniela w poniedziałek o godz. 18 w katedrze pw. św. Wojciecha w Ełku zostanie odprawiona msza św., której będzie przewodniczył biskup ełcki Jerzy Mazur.
Żródło info i foto: TVP.info

Po zamieszkach w Ełku zatrzymano 28 osób

Policja zatrzymała 28 osób po zamieszkach, do jakich doszło w Ełku. Protestujący rozeszli się przed północą. Według policji, w mieście jest teraz spokojnie.

Do gwałtownych protestów doszło w miejscu śmierci 21-letniego Daniela, który zginął w noc sylwestrową od ciosów zadanych nożem. Kilkuset mieszkańców Ełku zebrało się przed prowadzonym przez cudzoziemców barem Prince Kebab, żeby wyrazić sprzeciw wobec tej tragedii i zapalić znicze. W tłumie były też osoby agresywne, które wybiły szyby i niszczyły mienie w witrynie lokalu, rzucały petardami, butelkami oraz kamieniami w stronę funkcjonariuszy i radiowozów.

Policja zabezpiecza miejsce

Jak poinformował w poniedziałek rano sierż. szt. Rafał Jackowski z warmińsko-mazurskiej policji, w związku z tymi wydarzeniami zatrzymano łącznie 28 osób. Mogą one odpowiadać za zniszczenie mienia albo zakłócenie porządku publicznego. Według niego, protest zakończył się w niedzielę przed północą. – W tej chwili w Ełku jest spokojnie. Policjanci nadal zabezpieczają to miejsce, żeby nie doszło do ponownego zakłócenia porządku. Będą interweniować, gdyby tak się stało – stwierdził.

Jackowski powiedział też, że w policja użyła środków przymusu bezpośredniego „adekwatnych do sytuacji”, w tym gazu pieprzowego, żeby zaprowadzić porządek w miejscu zgromadzenia. Dodał, że nie ma informacji, żeby ktokolwiek z uczestników niedzielnego protestu lub policjantów odniósł jakieś urazy. Przypomniał, że policja w dalszym ciągu apeluje o zachowanie spokoju i przestrzeganie prawa.

Apel o zachowanie spokoju

O zachowanie spokoju i uszanowanie tragedii, jaką przeżywa rodzina 21-letniego Daniela, apelował też w niedzielę do mieszkańców prezydent Ełku Tomasz Andrukiewicz. Jak mówił, otrzymał ze strony policji zapewnienie, że w ciągu najbliższych dni w mieście będzie więcej funkcjonariuszy. Do Ełku ściągnięto dodatkowych policjantów z oddziałów prewencji z Olsztyna i innych jednostek z województwa warmińsko-mazurskiego. Jest także Żandarmeria Wojskowa.

Śledztwo w sprawie śmierci

Śledztwo w sprawie śmierci 21-letniego Daniela prowadzi ełcka prokuratura rejonowa. Według policji, mężczyzna zginął w noc sylwestrową po awanturze pod barem Prince Kebab, miał dwie rany kłute, prawdopodobnie od noża. W poniedziałek wykonana zostanie sekcja zwłok, by ustalić szczegółowo przyczynę jego śmierci.

Jak informowała policja, po tej tragedii zatrzymano czterech mężczyzn, wśród nich cudzoziemców. Funkcjonariusze, zasłaniając się dobrem śledztwa, nie ujawnili ich narodowości. Poinformowali jedynie, że zatrzymani byli trzeźwi. Zdaniem sierż. Jackowskiego, można spodziewać się, że w poniedziałek zostaną oni przesłuchani przez prokuraturę, ponieważ tego dnia ok. godz. 23 mija 48 godzin od ich zatrzymania.

Inny incydent w Ełku

Radny z Ełku Michał Tyszkiewicz powiedział, że należący do ełckiego przedsiębiorcy lokal Prince Kebab wynajmowali obywatele Tunezji, Algierii i Maroka i są to osoby, które zostały zatrzymane przez policję po śmierci 21-latka. Jak dodał, podczas niedzielnych zamieszek wybito szyby również w drugim prowadzonym przez nich barze.

Według Tyszkiewicza, niektórzy z uczestników niedzielnych zamieszek próbowali łączyć tragedię, do której doszło w Sylwestra, z incydentem na ełckim osiedlu Jeziorna z marca ub. roku. Doszło wówczas do awantury w innym barze z kebabami, również prowadzonym przez cudzoziemców. Zatrzymano wtedy dwóch mieszkańców Ełku, którym zarzucono naruszenie nietykalności cielesnej i znieważenie z powodu przynależności rasowej pracowników lokalu – Egipcjanina i Algierczyka. Jeden z zatrzymanych złożył natomiast zawiadomienie o ranieniu go nożem podczas tej awantury przez pracownika baru.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Sześciu kibiców Legii skazanych we Włoszech

Sześciu kibiców Legii, którzy brali udział w zamieszkach w Neapolu przed meczem stołecznego klubu z Napoli w Lidze Europejskiej zostało skazanych w trybie pilnym na 3 lata i miesiąc więzienia – takie informacje przekazała PAP ambasada RP w Rzymie. Polacy przebywają we włoskim więzieniu. Pozostali kibice zatrzymani po zamieszkach zostali zwolnieni.

W Neapolu są przedstawiciele konsulatu z Rzymu, którzy zajmują się sprawą pseudokibiców osadzonych w więzieniu Poggioreale. 11 policjantów i karabinierów zostało rannych w nocy ze środy na czwartek w Neapolu, gdzie doszło do starć między kibicami Legii Warszawa i Napoli przed meczem tych drużyn w Lidze Europejskiej. 7 Polaków zostało aresztowanych – podały lokalne media. Wśród rannych jest trzech kibiców z Warszawy. Aresztowano także kibiców Napoli.
Żródło info i foto: polsatnews.pl