Ranni policjanci. Ponad 30 zatrzymanych po zamieszkach w Lubinie

Pod komisariatem policji w Lubinie (woj. dolnośląskie) doszło do zamieszek w związku ze śmiercią zatrzymanego przez funkcjonariuszy 32-latka. W stronę budynku poleciały kamienie, butelki i jajka. Wobec manifestujących użyto gazu i armatki wodnej. Zatrzymano ponad 30 osób.

W piątek około godz. 6:00 rano policjanci z Lubina otrzymali zgłoszenie od kobiety, że jej syn jest najprawdopodobniej pod wpływem narkotyków i rzuca kamieniami w okna pobliskich domów. Funkcjonariusze, którzy pojawili się na miejscu zdarzenia, próbowali obezwładnić – jak wynikało z komunikatu policji – agresywnego mężczyznę.

Medycy, którzy pojawili się na miejscu zadecydowali, że stan 32-latka wymaga hospitalizacji, więc został on przewieziony w asyście policji na SOR. Po niemal dwóch godzinach komenda w Lubinie została poinformowana o tym, że mężczyzna zmarł w szpitalu.

Manifestacja przerodziła się w zamieszki

W niedzielę pod komisariat przyszło kilkaset osób. Część z nich miała ze sobą znicze, które postawiła przed budynkiem. Manifestujący skandowali „mordercy!” oraz „zawsze i wszędzie policja j***na będzie” – informuje wrocławska „Gazeta Wyborcza”. Niektórzy krzyczeli również do policjantów „chodź, klęknij na mnie”.

W stronę komisariatu rzucano kamieniami, butelkami i jajkami. Te ostatnie udało się wrzucić także do środka budynku. W odpowiedzi na to funkcjonariusze użyli gazu wobec manifestujących. „Wyborcza” podkreśla, że część zgromadzonych stała się bardziej agresywna, zasłoniła twarze kominiarkami i zaczęła rzucać w policjantów i budynek cegłówkami. Manifestujący odpalili również race. „Część z rzucających jest wyraźnie pod wpływem alkoholu, część to nastolatkowie, którzy zasłonili twarze koszulkami. Manifestanci wybili też szybę w drzwiach do głównego wejścia komendy podpalili kontener na śmieci i próbowali wepchnąć go pod drzwi komendy. Zerwali też kostkę brukową i rzucali nią w stronę funkcjonariuszy” – relacjonowała wrocławska „Wyborcza”.

Grażyna Wiatr, reporterka Radia ZET, informowała, że policjanci użyli również armatki wodnej, a także zatrzymali kilka osób.

„Przemoc rodzi przemoc. Ten problem należy rozwiązać. Robi się niebezpiecznie” – podkreśla poseł Koalicji Obywatelskiej Piotr Borys.

Po godzinie 20 przed lubińskim komisariatem wciąż byli manifestujący. – Uwaga, uwaga, prosimy o rozejście się. To zgromadzenie jest nielegalne – można było usłyszeć z policyjnych megafonów. Z relacji reportera OKO.Press wynika, że na miejscu pojawił się transporter opancerzony, a policja utworzyła kordony oddzielające komendę od ulicy.

Po godzinie 21 policja opanowała zamieszki, ale działania operacyjne nadal trwały. Łącznie zatrzymano ponad 30 osób. „Mają odpowiadać za nielegalne zgromadzenie, zniszczenie mienia czy naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy” – poinformował Paweł Pyclik z RMF FM.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Fala protestów w RPA po zatrzymaniu Zumy. 6 osób nie żyje

W RPA dochodzi do eskalacji protestów po zatrzymaniu byłego prezydenta Jacoba Zumy, w wyniku których zginęło już co najmniej sześć osób. Władze, chcąc doprowadzić do ustabilizowania sytuacji, zdecydowały się na użycie wojska. Dowództwo armii RPA poinformowało w poniedziałek o zamiarze wysłania swoich oddziałów do dwóch regionów kraju, w których dochodzi do eskalacji zamieszek na skutek aresztowania byłego prezydenta Jacoba Zumy, sprawującego ten urząd w latach 2009-2018.

Zuma został skazany na 15 miesięcy więzienia za obrazę sądu. Zgodnie z warunkami wyroku, będzie mógł się ubiegać o warunkowe zwolnienie za niecałe cztery miesiące. Ciążą na nim jednak dużo poważniejsze oskarżenia, między innymi o korupcję i pranie brudnych pieniędzy. Były prezydent miał działać w interesie trzech biznesmenów, którzy mieli wzbogacić się dzięki zasobom państwa. Zuma konsekwentnie nie stawiał się na przesłuchaniach w sprawie zarzutów korupcyjnych.

Zwolennicy Jacoba Zumy doprowadzili do gwałtownych protestów, które przerodziły się w siłowe starcia ze służbami bezpieczeństwa. Lokalne media informowały między innymi o płonących centrach handlowych, zamkniętych autostradach i rabowanych sklepach. Policja przekazała natomiast, że lokalny ruch uliczny został zakłócony przez protestujących, którzy stworzyli barykady z płonących opon. Media obiegło zdjęcie, które ukazuje ciemny dym unoszący się nad panoramą Johannesburga.

Poza Johannesburgiem do najgroźniejszych starć dochodzi obecnie w prowincji KwaZulu-Natal, w której Zuma dorastał, a obecnie przebywa w więzieniu. Dotychczas w starciach zginęło już co najmniej 6 osób, a 219 kolejnych aresztowano.

Na miejsca największych protestów wysłano dodatkowe siły policyjne, jednak ich zaangażowanie nie wystarczyło do opanowania sytuacji. W związku z tym, po czterech dniach od początku zamieszek, w poniedziałek została podjęta decyzja o wykorzystaniu wojska. „Narodowe Siły Obrony Południowej Afryki rozpoczęły proces i procedury przed rozmieszczeniem, zgodnie z prośbą o pomoc” – podano w oświadczeniu armii. Jak dodano, czas misji i liczba zaangażowanych żołnierzy będą uzależnione od bieżącej sytuacji.

Według komentatorów konfrontacja armii z ludźmi na ulicach może jednak doprowadzić do dalszej eskalacji rozruchów i utwierdzenia protestujących w przekonaniu, że Jacob Zuma jest ofiarą politycznej zemsty swojego następcy. Równocześnie w RPA wciąż obowiązuje czwarty w pięciostopniowej skali poziom obostrzeń z uwagi na pandemię COVID-19. Według rządowych wytycznych, zabronione jest gromadzenie się, a od godziny 21 do 4 rano obowiązuje godzina policyjna.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Podpalane ciężarówki i plądrowane sklepy w RPA. Zamieszki po aresztowaniu Jacoba Zumy

Zwolennicy byłego prezydenta RPA Jacoba Zumy protestują w prowincji KwaZulu-Natal przeciwko aresztowaniu polityka i osadzeniu go w więzieniu. Blokowane są drogi w regionie, podpalane ciężarówki, dochodzi do plądrowania sklepów – informuje Associated Press.

Jacob Zuma, skazany na 15 miesięcy pozbawienia wolności za obrazę sądu, został aresztowany w nocy ze środy na czwartek. Żeby wymusić jego uwolnienie, zwolennicy byłego prezydenta z KwaZulu-Natal – prowincji, z której pochodzi Zuma – gwałtownie protestują.

Podpalenia i rabunki

Świadkowie powiedzieli agencji AP, że w sobotę w pobliżu Pietermaritzburga ok. 20 ciężarówek, w tym jedna należąca do oenzetowskiego Światowego Programu Żywnościowego, zostało zatrzymanych oraz podpalonych. Lokalna policja poinformowała, że aresztowano 27 osób w związku z podpaleniami i rabunkiem.

Kim jest Zuma?

Zuma był prezydentem RPA w latach 2009-2018. W czasie sprawowania urzędu miał działać na korzyść trzech braci biznesmenów Atula, Ajaya i Rajesha Gupty, którym rzekomo pozwalał na żerowanie na zasobach państwa. Zarówno były prezydent, jak i biznesmeni zaprzeczają zarzutom. Podczas swoich dziewięcioletnich rządów Zuma był oskarżany o korupcję i pranie pieniędzy. Wcześniej, będąc wiceprezydentem, został też oskarżony o gwałt, choć ostatecznie sąd uniewinnił go w 2006 roku.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

USA: Raport odnośnie ataku na Kapitol. „Służby nie były przygotowane, zignorowano zagrożenie”

​Policja Kapitolu miała informacje na temat planowanych zamieszek 6 stycznia, ale nie były one rozpowszechniane wewnątrz instytucji. Ani policja, ani żadna ze służb nie miała też żadnego planu ochrony gmachu – wynika z opublikowanego we wtorek raportu Senatu. 127-stronicowy dokument przedstawiony przez połączone komisje Senatu jest wynikiem kilkumiesięcznego śledztwa.

W raporcie stwierdzono, iż „federalna społeczność wywiadowcza – przewodzona przez FBI i Departament Bezpieczeństwa Krajowego – nie ostrzegła o potencjalnej przemocy 6 stycznia”. Zdaniem autorów dokumentu „wywiadowcze oddziały USCP (Policji Kapitolu) nie przekazały posiadanych przez nie pełnych informacji nt. zagrożeń”, a USCP „nie była odpowiednio przygotowana, by zapobiec lub odpowiedzieć na zagrożenia bezpieczeństwa 6 stycznia, co przyczyniło się do wtargnięcia na Kapitol”.

Służby uznały, że zagrożenie nie jest poważne

Dołączone materiały sugerują też, że ani odpowiedzialne za to ministerstwo sprawiedliwości, ani sama policja nie miały żadnego planu na wypadek przemocy. Stało się tak, mimo że USCP od grudnia zbierała informacje na temat planów ekstremistów, w tym planów infiltracji tunelów pod Kapitolem i wtargnięcia do biur parlamentarzystów.

Jak się jednak okazało, informacje zbierane przez analityków nie zostały przekazane ani szefostwu, ani samym policjantom. Nie zrobiła tego też FBI, uważając zagrożenie ze strony sympatyków Donalda Trumpa za mało poważne. Dochodzenie ustaliło również, że nieprzejrzyste procedury biurokratyczne spowolniły odpowiedź na zamieszki i wezwanie na pomoc Gwardii Narodowej.

– Byliśmy źle przygotowani. Nie byliśmy informowani. Zostaliśmy zdradzeni – powiedział senatorom jeden z funkcjonariuszy. – Byłem przerażony, że żaden z szefów nie był z nami w łączności przez radio i nie pomagał nam. Przez godziny krzyki w radiu były okropne, widoki niewyobrażalne i doszło do kompletnej utraty kontroli. Przez godziny żaden z szefów nie przejął dowództwa i kontroli. Funkcjonariusze błagali o pomoc i opiekę medyczną – mówił inny.

„Błędy są oczywiste”

W konkluzjach raportu senatorowie zalecili m.in. całkowitą zmianę struktury dowodzenia i podejmowania decyzji w USCP, zmianę szefa instytucji, wzmocnienie działań wywiadowczych i uproszczenie procedur w sytuacjach nadzwyczajnych.

– Błędy są oczywiste. Wszystko to zostało dobrze podsumowane przez jeden fragment w naszym raporcie, gdzie jeden z funkcjonariuszy zadał tragicznie proste pytanie za pomocą radia: „Czy ktokolwiek ma jakiś plan?”. Niestety, nikt nie miał – powiedziała przewodnicząca komisji regulaminowej Senatu, Demokratka Amy Klobuchar.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: Zamieszki po zastrzeleniu podejrzanego w Minneapolis

Zamieszki wybuchły w czwartek wieczorem w Minneapolis po tym, jak funkcjonariusz zastrzelił podejrzanego poszukiwanego w związku z nielegalnym posiadaniem broni palnej. Amerykańskie media podają, że uczestnicy rozruchów wybijali szyby i podpalili śmietnik. Podejrzany nie wykonał zaleceń funkcjonariuszy grupy zadaniowej US Marshal Service, złożonej z przedstawicieli lokalnych organów ścigania, i wyciągnął broń podczas próby aresztowania – podała stacja FOX 9, powołując się na władze. Zginął na miejscu.

Według lokalnych mediów wśród funkcjonariuszy, którzy zastrzelili mężczyznę, nie było policjantów. Nie poinformowano, czy zabity to Afroamerykanin.

Zamieszki

Jak podała agencja Reutera, wieść o incydencie rozeszła się szybko, przyciągając tłum protestujących. Lokalni dziennikarze informowali na Twitterze, że wybuchły zamieszki. Część demonstrantów pozostała na miejscu do późnej nocy i rozbijała witryny sklepów oraz podpaliła śmietnik. Splądrowane zostały co najmniej dwa sklepy. Policja użyła gazu łzawiącego, aby rozproszyć protestujących. Kilka osób aresztowano.

Sprawa George’a Floyda

W Minneapolis 25 maja 2020 roku 46-letni George Floyd został zabity przez policjanta Dereka Chauvina w trakcie aresztowania pod zarzutem użycia w sklepie fałszywego 20-dolarowego banknotu. Śmierć Floyda rozpętała falę demonstracji i oskarżeń wobec policji o przemoc. Zrodziła także debatę o rasizmie, ponieważ funkcjonariuszom zarzucano brutalne traktowanie i zabijanie podczas interwencji zwłaszcza Afroamerykanów.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Zamieszki w stolicy Niemiec. Ponad 300 aresztowań i prawie 100 rannych policjantów

Ponad 300 osób zostało zatrzymanych przez służby po zamieszkach, które wybuchły w czasie pierwszomajowych manifestacji w Berlinie. Rannych zostało prawie stu policjantów. W marszach wzięło udział około 30 tysięcy osób. Większość demonstracji przebiegła pokojowo, ale podczas jednego ze zgromadzeń doszło do zamieszek. Policjanci, w związku z nieprzestrzeganiem obostrzeń epidemicznych, wyciągali z tłumu członków skrajnie lewicowego „czarnego bloku”.

W stronę funkcjonariuszy poleciały kamienie i butelki, uczestnicy manifestacji podpalali też kosze na śmieci i drewniane palety. Rannych zostało co najmniej 93 funkcjonariuszy. Miejscowa policja informuje o 354 osobach zatrzymanych.

Zamieszki w Berlinie „Nieakceptowalna przemoc” kontra „bezzasadne użycie siły”

Szefowa berlińskiej policji Barbara Slowik powiedziała, że „przemoc w czasie manifestacji jest nieakceptowalna”. Jak dodała, w pewnym momencie sytuacja zaczęła się zaostrzać, ale szybko została opanowana przez policjantów. Zamieszki potępił też burmistrz miasta Michael Mueller, podkreślając, że na nienawiść i przemoc nie ma miejsca w społeczeństwie. Organizatorzy manifestacji mówią z kolei o „bezzasadnym użyciu siły” przez policję.

Do zamieszek doszło także podczas marszów w Hamburgu i Frankfurcie. Policja musiała użyć tam armatek wodnych, by uspokoić manifestujących. Pierwszomajowe manifestacje środowisk lewicowych odbywają się w Berlinie już od kilkudziesięciu lat. Z komunikatu przekazanego przez organizatorów tegorocznych protestów wynika, że „w demonstracji na rzecz walki klasowej i międzynarodowej solidarności wzięło udział 25 tys. osób”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zamieszki po zastrzeleniu Daunte Wrighta w Minneapolis. Policjantka miała pomylić paralizator z pistoletem

Mimo godziny policyjnej setki osób wyszły na ulice Brooklyn Center na przedmieściach Minneapolis w Stanach Zjednoczonych w proteście przeciwko śmiertelnemu postrzeleniu przez policjanta dwudziestoletniego Afroamerykanina. Według szefów lokalnej policji funkcjonariuszka użyła broni palnej przez pomyłkę.

Zastrzelenie Daunte Wrighta, do którego doszło w niedzielę, wywołało starcia z policją. Tłumy zaczęły gromadzić się przed komisariatem policji w Brooklyn Center późnym popołudniem w poniedziałek. Uczestnicy zamieszek rabowali sklepy. Gubernator Minnesoty Tim Waltz ogłosił stan nadzwyczajny i godzinę policyjną o 19:00 do 6:00 rano. Na ulice skierowano duże siły policyjne. Mimo to w rejonie lokalnej komendy zgromadziły się setki protestujących. Kordon uzbrojonych w tarcze i pałki funkcjonariuszy zaczął spychać tłum. Policjanci użyli gazu łzawiącego. Z tłumu w ich stronę poleciały plastikowe butelki z wodą. Liczba osób aresztowanych w tej chwili nie jest znana.

Mike Elliot, burmistrz miasta, apelował o rozejście się do domów. „Macie prawo do pokojowego protestu, ale proszę wszystkich o powrót do domu” – napisał w mediach społecznościowych. „Wcześniej tego wieczoru miałem okazję porozmawiać z pokojowymi demonstrantami. (…) Nasze miasto jest teraz spokojne, dziękuję wszystkim, którzy wyszli, aby pokojowo zaprotestować, a następnie wrócili do domu” – podkreślił o godz. 6:00 polskiego czasu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Irlandia Północna: Kolejny dzień zamieszek w Belfaście. „To nie jest protest. To jest wandalizm i próba zabójstwa”

Podczas środowych zamieszek w Belfaście uprowadzono, a następnie spalono autobus miejski – poinformowała północnoirlandzka policja. Protestujący zaatakowali też funkcjonariuszy i poturbowali relacjonującego protesty reportera dziennika „Belfast Telegraph”.

Uczestnicy protestów w Irlandii Północnej uprowadzili autobus, obrzucili go butelkami z benzyną, a następnie podpalili pojazd. Do zdarzenia doszło w zachodniej części Belfastu, w cieszącej się nie najlepszą sławą lojalistycznej dzielnicy Shankill, około godziny 18 miejscowego czasu.

Wcześniej uczestnicy zamieszek obrzucali kamieniami i butelkami z benzyną funkcjonariuszy policji, a także podpalali na ulicach opony i kosze na śmieci. Jak poinformował fotoreporter „Belfast Telegraph” Kevin Scott, w trakcie pracy został zaatakowany od tyłu przez dwóch mężczyzn, którzy go poturbowali i uszkodzili jego aparat fotograficzny.

Policja wezwała do unikania okolic, w których trwają zamieszki, i poinformowała o zamknięciu bram w płotach oddzielających dzielnice protestanckie od katolickich. Zaniepokojenie sytuacją w Irlandii Północnej wyraził w środę wieczorem brytyjski premier Boris Johnson. „Jestem głęboko zaniepokojony scenami przemocy w Irlandii Północnej, zwłaszcza atakami na PSNI (policję północnoirlandzką – przyp. red.), która chroni ludzi i przedsiębiorstwa, atakiem na kierowcę autobusu i napaścią na dziennikarza. Drogą do rozwiązywania różnic jest dialog, a nie przemoc czy przestępczość” – napisał na Twitterze.

Jak podała we wtorek policja, od początku zeszłego tygodnia w zamieszkach obrażenia odniosło 41 funkcjonariuszy. Ostrzegła ona, że grupy przestępcze odpowiedzialne za podsycanie zamieszek wciągają w nie nawet kilkunastoletnie dzieci. Wśród 10 aresztowanych do tej pory osób byli 13- i 14-latek.

Spór o łamanie restrykcji w czasie pogrzebu lidera IRA

– To nie jest protest. To jest wandalizm i próba zabójstwa. Te działania nie reprezentują ani unionizmu, ani lojalizmu. Są one zawstydzające dla Irlandii Północnej i służą jedynie odwróceniu uwagi od prawdziwych sprawców łamania prawa z Sinn Fein. Moje myśli są z kierowcą autobusu – oświadczyła szefowa północnoirlandzkiego rządu Arlene Foster.

Nawiązała ona do bezpośredniej przyczyny trwających od kilku dni zamieszek. Jest nią zeszłotygodniowa decyzja północnoirlandzkiej prokuratury, by nie postawić nikomu zarzutów w związku z pogrzebem wysokiego rangą bojownika Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA), w którym – mimo restrykcji przeciwepidemicznych – uczestniczyło około dwóch tysięcy osób, w tym 24 polityków Sinn Fein.

Decyzja ta spotęgowała napięcie wśród północnoirlandzkich unionistów i lojalistów, czyli zwolenników utrzymania prowincji w składzie Zjednoczonego Królestwa. Od kilkunastu tygodni coraz głośniej wyrażają oni niezadowolenie z protokołu w sprawie Irlandii Północnej, który jest częścią umowy o brexicie i który faktycznie stworzył granicę celną między nią a pozostałą częścią Zjednoczonego Królestwa.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Bristol: Protest przerodził się w zamieszki

W Bristolu w południowo-zachodniej Anglii doszło w niedzielę wieczorem do zamieszek w związku ze sprzeciwem wobec projektu ustawy o policji i przestępczości. W trakcie starć uczestnicy popalili samochody policyjne, a także zaatakowali komisariat. – Bandytyzm i zakłócenia porządku nigdy nie będą tolerowane – powiedziała minister spraw wewnętrznych Priti Patel.

W centrum Bristolu, wbrew policyjnym zaleceniom, zgromadziło się w niedzielę po południu kilka tysięcy osób. Początkowo protest przebiegał spokojnie, ale wieczorem część uczestników zaatakowało komisariat policji, wybijając w nim szyby i malując graffiti na fasadzie, podpalało policyjne samochody i rzucało petardami.

„Najgorsza przemoc w Bristolu od wielu, wielu lat”

– To jest najgorsza przemoc w Bristolu od wielu, wielu lat. To naprawdę bezprecedensowa przemoc. Od czterech do sześciu, a prawdopodobnie więcej funkcjonariuszy jest poważnie rannych, a niektórzy mają połamane kości. Nic nie wskazywało, że dojdzie do takiej erupcji – powiedział Andy Roebuck, szef regionalnej policji Avon i Somerset.

Konserwatywna minister spraw wewnętrznych Priti Patel opisała wydarzenia w Bristolu jako „nie do przyjęcia”. – Bandytyzm i zakłócenia porządku przez mniejszość nigdy nie będą tolerowane. Nasi policjanci narażają się na niebezpieczeństwo, aby chronić nas wszystkich – podkreśliła.

Laburzystowski burmistrz Bristolu Marvin Rees powiedział, że rozumie „frustrację” z powodu projektu ustawy, ale jak powiedział, „niszczenie budynków w centrum naszego miasta, niszczenie pojazdów, atakowanie naszej policji nie zrobi nic, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo, że ustawa przejdzie”.

Ustawa o policji w brytyjskim parlamencie

W minionym tygodniu Izba Gmin rozpoczęła pracę nad rządowym projektem ustawy o policji, przestępczości, wyrokach i sądach. Kontrowersje budzi w niej to, że zwiększa ona uprawnienia policji w ograniczaniu protestów, które mogą powodować zakłócenia dla mieszkańców i przedsiębiorstw, a także uprawnienia już w czasie ich trwania.

Złożenie projektu ustawy zbiegło się w czasie ze sprawą uprowadzenia i zamordowania przez funkcjonariusza policji w Londynie 33-letniej Sarah Everard oraz użyciem siły przed policję w czasie czuwania ku jej czci w poprzedni weekend. Zarówno tamto czuwanie, jak i późniejsze protesty przeciwko projektowi ustawy były nielegalne, bo z powodu restrykcji epidemicznych demonstracje są obecnie zabronione.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Holandia: Protesty przeciw obostrzeniom. Ponad 150 osób zatrzymano

Ponad 150 osób zostało zatrzymanych w poniedziałek w Holandii podczas trzeciej kolejnej nocy zamieszek przeciwko wprowadzonej w związku z pandemią godzinie policyjnej – podają holenderskie media. Uczestnicy zamieszek wybijali szyby w sklepach i rzucali przedmiotami w policję.

Według nadawcy publicznego NOS setki protestujących starły się z policją w największych miastach kraju, zaś najbardziej gwałtowny przebieg miały w Rotterdamie i Den Bosch na południu kraju, gdzie chuligani wywrócili samochody, odpalili fajerwerki w centrum miasta i obrabowali sklepy z elektroniką i supermarkety. Materiały wideo w mediach społecznościowych pokazywały, że w jednym miejscu zniszczony został mały most.

Bezwstydni złodzieje, nie da się powiedzieć nic innego – powiedział burmistrz Rotterdamu Ahmed Aboutaleb, cytowany przez NOS.

Według nadawcy w poniedziałek zatrzymanych zostało 151 osób, w tym ponad 50 w Rotterdamie. Kilku policjantów doznało obrażeń; w starciach z funkcjonariuszami uczestnicy zamieszek używali m.in. kamieni i fajerwerków, policja odpowiadała gazem łzawiącym.

Wcześniej policja podała, że od soboty do poniedziałkowego poranka zatrzymano ponad 250 osób. Uczestnicy demonstracji rzucali w policę kamieniami i spalili tymczasowy punkt wykonywania testów na obecność koronawirusa. Nałożono ponad 5700 mandatów za złamanie godziny policyjnej, która trwa od 21:00 do 4:30.

To nie ma nic wspólnego z protestem, to nie jest walka o wolność, to jest przemoc kryminalna i tak będziemy ją traktować. Nie robimy tego dla przyjemności. Robimy to, bo walczymy z wirusem, i to na razie wirus odbiera nam wolność – mówił pełniący obowiązki premiera Holandii Mark Rutte.

Godzina policyjna, wprowadzona w Holandii po raz pierwszy od zakończenia drugiej wojny światowej, obowiązuje od soboty. Wyjątki od nakazu pozostawania w domach w tym czasie dotyczą tylko sytuacji, w których pilnie potrzebna jest pomoc medyczna, oraz osób wykonujących prace nieodzowne społecznie; wolno także wyprowadzać psy na smyczy. Złamanie zakazu jest karane mandatem wysokości 95 euro.
Źródło info i foto: RMF24.pl