Piotr Sz. skazany. Zabił ciężarną żonę, by związać się z inną

Bielski sąd okręgowy skazał na 25 lat więzienia Piotra Sz., który zamordował żonę w ciąży. O wcześniejsze zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 20 latach. Do zbrodni doszło jesienią 2019 roku. Pracujący wówczas w straży miejskiej 35-latek udusił kobietę, która była w szóstym miesiącu ciąży. Wcześniej między małżonkami doszło do awantury. Bielski sąd okręgowy skazał na 25 lat więzienia Piotra Sz., który zamordował żonę w ciąży. Mężczyzna o wcześniejsze zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 20 latach. Wyrok jest nieprawomocny.

Oskarżony wysłuchał wyroku na sali rozpraw. Gdy sędzia Jarosław Sablik wypowiedział frazę o wymiarze kary, miał opuszczoną głowę. Na sali obecni byli też bliscy ofiary.

Sędzia w ustnym uzasadnieniu wskazał m.in., że na wymiarze kary zaważyło to, iż oskarżony nie planował zbrodni. Sąd uznał, że działał pod wpływem kumulacji gniewu i złości po awanturze. Niezaprzeczalne jest jednak to, że to Piotr Sz. doprowadził do konfliktu w małżeństwie.

Zabił żonę, zwłoki wywiózł do lasu

Do zabójstwa doszło 17 października 2019 roku. Piotr Sz., wówczas funkcjonariusz straży miejskiej, tego dnia pokłócił się żoną Izabelą. Podczas awantury udusił kobietę. Jej ciało owinął w folię i autem wywiózł w okolice Będzina, gdzie porzucił w lesie. Poszedł jeszcze zagrać w piłkę, a następnego dnia poszedł do pracy. Dzwonił do teściowej, pytając o żonę. Dopiero potem zgłosił jej zaginięcie. Ruszyły poszukiwania.

9 października przypadkowa osoba natknęła się na ciało kobiety. Piotr Sz. został aresztowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Makabryczna zbrodnia. 33-latek zabił ojca siekierą

Policja zatrzymała 33-latka podejrzanego o zamordowanie siekierą własnego ojca. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa i przyznał się do winy – informuje „Super Express”. Trafił na trzy miesiące do aresztu. Grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności.

Do zbrodni doszło w ubiegły czwartek we wsi Krzemienna (pow. łobeski, woj. zachodniopomorskie). Późnym wieczorem mieszkańcy małej miejscowości usłyszeli krzyk matki zatrzymanego. Kobieta wybiegła przed dom, wołając: „Ratunku! Pomocy!”.

„Super Express” informuje, że mieszkańcy zgromadzili się pod furtką domu, przy której stał Dariusz Z. z zakrwawionymi rękoma. W środku mieszkania znaleziono ciało Pawła Z., ojca zatrzymanego. Mężczyzna leżał w kałuży krwi. Jego głowa była niemal całkowicie odcięta od głowy. Dariusz Z. został zatrzymany przez policję. Następnego dnia funkcjonariusze znaleźli siekierę, która najprawdopodobniej była narzędziem zbrodni. 33-latkowi postawiono zarzut zabójstwa ojca. Mężczyzna przyznał się do winy. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Dariusz Z. pracował ze swoim ojcem na fermie norek. Według mieszkańców Krzemiennej nic nie wskazywało na to, że 33-latek może dopuścić się zbrodni. Sąsiedzi twierdzą, że był spokojny i zamknięty w sobie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Ojciec innego dziecka: „Dwa dni wcześniej zamaskowany mężczyzna gonił moją córkę”

W czwartek zamaskowany mężczyzna gonił 11-letnią dziewczynkę w Katowicach. Udało się jej uciec. Do zdarzenia doszło mniej niż kilometr od miejsca, gdzie w sobotę mężczyzna uprowadził 11-letniego Sebastiana, którego później zamordował. Rodzice zgłosili sprawę próby ataku na dziewczynkę na policję. Teraz zastanawiają się, czy mógł tego dokonać ten sam sprawca.

11-letni Sebastian zaginął w sobotę 22 maja. W niedzielę policjanci znaleźli jego ciało i zatrzymali mężczyznę, który przyznał się do porwania i zabójstwa chłopca. Dwa dni przed jego uprowadzeniem w tej samej części Katowic zgłoszono próbę ataku na 11-letnią dziewczynkę. Udało się jej uciec, a rodzice zgłosili to na policję.

Do zdarzenia doszło w czwartek po południu – mówi w rozmowie z Gazeta.pl mieszkaniec Katowic, Krzysztof Kret. On był wtedy w pracy, a zdarzenie zrelacjonowała mu później córka. Tego dnia razem z kolegami bawiła się w okolicy domu, na pustej działce przy ul. Hallera. – Później razem poszli do sklepu, a córka zorientowała się, że zostawiła na działce portfel – powiedział. Dziewczynka wróciła po niego sama.

– „Odwróciła się, a za nią – jak mówiła – stał zamaskowany mężczyzna, sporej postury, w kominiarce, ciemnych spodniach i bluzie. Chciała odejść, zaczęła iść powoli. On zaczął iść za nią. Zaczęła biec, on zaczął biec za nią. Działka była kiedyś ogrodzona, teraz został tylko drut nad ziemią. Ona o tym wiedziała i go przeskoczyła. Ten facet nie wiedział, potknął się o drut i przewrócił. Córka uciekła, pobiegła do koleżanki i kolegi” – mówił. 11-latka najpierw nie mówiła o zdarzeniu rodzicom, ale dowiedzieli się o tym od rodziców koleżanki.

– Pytałem córki, czy może weszli na prywatną posesję, ktoś mógł chcieć ich wygonić. Pojechaliśmy zobaczyć to miejsce, ale działka jest niemal pusta: rozerwany płot, trawa, altanka – powiedział Krzysztof Kret. Był czwartek, późny wieczór. Mężczyzna zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, żeby przyjść na komisariat w piątek rano.

– Rano zebraliśmy się z córką, na komisariacie opowiedziała, jak wyglądało zdarzenie. Policjanci spisali notatkę i powiedzieli, że przyjęli zgłoszenie. Rozmowa na tym się skończyła, nie mówili, czy wyślą tam patrol lub zrobią coś innego – opowiedział.

W sobotę wieczorem 11-letni Sebastian wyszedł na plac zabaw obok swojej szkoły przy ul. Grzegorzka. To 900 m w linii prostej od miejsca, gdzie w czwartek ktoś ścigał córkę pana Krzysztofa.

Krzysztof Kret dowiedział się o zniknięciu chłopca. – Jestem strażakiem ochotnikiem, uczestniczyłem w akcji poszukiwawczej od południa w niedzielę aż do jej zakończenia. Gdy spotkałem policjantów, wspomniałem im, że w czwartek jakiś zamaskowany facet gonił moją córkę. Ale oni się zajmowali swoją sprawą – powiedział. – Wieczorem zadzwonili do mnie policjanci z komendy z Sosnowca, z wydziału kryminalnego. Funkcjonariusz powiedział, że dowiedział się o moim zgłoszeniu, pytał o okoliczności – dodał.

Krzysztof Kret w piątek opisał na Facebooku to, co przydarzyło się jego córce. Gdy doszło go uprowadzenia i – jak się okazało – zabójstwa chłopca, pod wpisem wywiązała się dyskusja: czy sprawy mogą być powiązane. Niektórzy komentujący pytali o to na facebookowej stronie śląskiej policji. Profil policji początkowo zaprzeczał, jakoby takie zgłoszenie wypłynęło: „Zaprzeczamy, aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce”. „Być może Pani nie wie, ale nie wszystkie informacje, które pojawiają się w sieci, są prawdziwe. Nasze działania polegają na czymś więcej niż internetowy research” – opisano na jeden z komentarzy.

Później komentarz został jednak edytowany. „Faktycznie potwierdzamy, że w piątek rano policjanci z komisariatu Policji V w Katowicach interweniowali w związku ze zgłoszeniem w opisanej sprawie. Czynności zostały podjęte niezwłocznie. Wcześniejszy błędny przekaz wynikał z opóźnienia w komunikacji pomiędzy administratorem strony internetowej a funkcjonariuszami” – napisano.

Wydział prasowy komendy wojewódzkiej skierował nas do komendy miejskiej w Katowicach, gdzie nie udało nam się dodzwonić. Wysłaliśmy pytania o zgłoszenie i o to, czy policja podejrzewa, że sprawy mogą być powiązane. Czekamy na odpowiedź.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja: Zatrzymano „nadwołżańskiego maniaka”. Miał zabić nawet 26 kobiet

Mężczyznę podejrzanego o seryjne morderstwa starszych kobiet zatrzymano w Tatarstanie w Rosji. Media nazwały go „nadwołżańskim maniakiem”, ponieważ najprawdopodobniej zamordował co najmniej 26 kobiet. Był poszukiwany niemal 10 lat. 38-letni Radik Tagirow, ślusarz z Kazania, złożył już zeznania, w których przyznał się do winy. Poinformował o tym Komitet Śledczy.

Mężczyzna jest podejrzewany o zabójstwo co najmniej 26 osób, lecz według mediów może mieć na sumieniu nawet 32 starsze kobiety. Do przestępstw doszło w latach 2011-12 w różnych częściach kraju. Jak pisze portal Meduza.io, udało się go złapać m.in. dzięki materiałowi genetycznemu pozostawionemu na miejscach zbrodni, śladom obuwia, a także powtarzającej się metodzie zbrodni.

Modus operandi

Mężczyzna napadał na mieszkające samotnie emerytki. Podawał się za pracownika administracji, elektryka lub ślusarza. Kobiety dusił rękoma lub przedmiotami znalezionymi w ich mieszkaniach. Następnie okradał je i wychodził, zostawiając nieporządek i zamykając drzwi na klucz.
Źródło info i foto: TVP.info

Warszawa: Akt oskarżenia przeciwko Łukaszowi B. Twierdzi, że zamordował dziennikarza, bo usłyszał diabła

Do Sądu Okręgowego w Warszawie skierowano akt oskarżenia przeciwko 34-letniemu Łukaszowi B. Mężczyzna odpowie za zabójstwo dziennikarza Krzysztofa Leskiego. Jak twierdzi, zrobił to, bo usłyszał diabła. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Aleksandra Skrzyniarz poinformowała, że śledztwo zostało zakończone 18 września skierowaniem aktu oskarżenia do sądu. Łukasz B. oskarżony jest o dokonanie zabójstwa Krzysztofa Leskiego oraz o przywłaszczenie należących do pokrzywdzonego przedmiotów, w tym telefonu, rzeczy osobistych i pieniędzy w kwocie około tysiąca złotych – powiedziała.

34-latek sam oddał się w ręce policji

6 stycznia Łukasz B. zgłosił się do funkcjonariuszy policji patrolujących Rynek Główny w Krakowie i oświadczył, że w noc sylwestrową pozbawił życia znanego dziennikarza. Ciało Leskiego ujawniono tego samego dnia. Jak ustalono, Łukasz B. zadał Leskiemu jeden cios, najprawdopodobniej wtedy, gdy pokrzywdzony już spał. Ciało dziennikarza zostało znalezione w łóżku. Na miejscu zbrodni sprawca zostawił kuchenny nóż, na którym ujawniono jego ślady biologiczne.

Po zabójstwie Łukasz B. wyniósł z domu Leskiego kilka rzeczy, ukradł jego kartę płatniczą i – jak wyjaśniał – bez celu podróżował po kraju. Był w tym czasie w Szczecinku, Gdańsku, Częstochowie i w końcu w Krakowie, gdzie zgłosił się na policję. Mężczyzna od tamtej pory przebywa w areszcie śledczym.

W toku śledztwa sprawca był kilkukrotnie przesłuchiwany. Nie kwestionował swojej winy. Oficjalnie odmawiał składania wyjaśnień, ale w jednym z protokołów odnotowano stwierdzenie, że do podcięcia gardła Krzysztofowi Leskiemu zmusił go diabeł. Biegli psychiatrzy nie mieli jednak wątpliwości co do poczytalności Łukasza B. Za zabójstwo grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Sprawca i ofiara poznali się w szpitalu

Prokuratura ustaliła, że 34-latek i Krzysztof Leski poznali się jesienią 2019 roku w szpitalu, gdzie dziennikarz się leczył. To właśnie wtedy Leski miał zaproponować podejrzanemu możliwość zamieszkania w swoim domu. Mężczyzna, którego dziennikarz zaprosił pod swój dach, utrzymywał się z prac dorywczych. Nie miał, gdzie mieszkać. Był wielokrotnie karany za kradzieże.

Jedna z przyjaciółek ofiary powiedziała śledczym, że Krzysztof Leski „nie bał się zapraszać do siebie ludzi z ulicy”, bo był bardzo ufny. Otwartości na ludzi miały go nauczyć zagraniczne podróże, gdzie często korzystał z tzw. couchsurfingu, czyli zakwaterowania u obcych osób w ich mieszkaniu.

„Odzyskałem wiarę w sens życia”

Na kilka godzin przed śmiercią Leski napisał na swoim blogu, że „to nie był aż tak zły rok. Odzyskałem wiarę w sens życia będącego czymś więcej niż codzienna wegetacja” – można przeczytać na www.leskipedia.xyz. „Jaki był Twój 2019? Nie wiem. Życzę Tobie i sobie, by był wspaniały” – napisał dziennikarz.

Kim był Krzysztof Leski?

Krzysztof Leski karierę dziennikarską rozpoczął na początku lat 80. w prasie Niezależnego Zrzeszenia Studentów, a potem Agencji Solidarność. W stanie wojennym był internowany. Po 1989 r. publikował w „Gazecie Wyborczej”, później przez wiele lat współpracował w TVP, gdzie prowadził m.in. „Wiadomości”.

Leski był także korespondentem „The Daily Telegraph” i BBC. Publikował też m.in. we „Wprost”, „Polityce” i „Press”.

Był synem Kazimierza Leskiego, pseudonim „Bradl”, żołnierza Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego. Spoczął na warszawskich Powązkach.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Rosja: Policja ściga 41-latka. Zgwałcił, zamordował i poćwiartował zwłoki 8- i 13-latki

41-latek zgwałcił dwie dziewczynki w wieku 8 oraz 13 lat, a następnie je zabił i poćwiartował zwłoki. Do tej makabry doszło w Rybińsku. Trwa obława policji po ucieczce mordercy. Do tej zbrodni doszło w Rybińsku w Rosji. 41-letni mężczyzna, Witalij Molczanow jest podejrzany o zgwałcenie oraz zamordowanie córek swojej partnerki. Molczanow w 2010 roku opuścił więzienie. Wcześniej został ukarany za gwałt oraz zabójstwo dzieci.

Makabra w Rosji. 41-latek zgwałcił i zamordował dwie dziewczynki

Walentyna Saprunowa, matka zamordowanych dziewczynek Witalija Molczanowa poznała przez aplikację randkową. Po miesiącu znajomości przeprowadziła się razem z córkami do Rybińska, by zamieszkać wspólnie z 41-latkiem. Jak donosi „The Sun”, kobieta nie wiedziała o kryminalnej przeszłości swojego partnera. Gdy Saprunowa wróciła we wtorek z pracy do domu, zobaczyła poćwiartowane zwłoki swoich córek. 

Rosyjscy śledczy potwierdzili, że obie córki Saprunowej zostały przed śmiercią zgwałcone. Rosyjski Komitet Śledczy wszczął śledztwo przeciwko Witalijowi Moczalnowi w sprawie podwójnego morderstwa dzieci ze szczególnym okrucieństwem. 

Aktualnie 41-latek jest poszukiwany przez władze rosyjskie. Gubernator obwodu jarosławskiego,

Dmitrij Mironow wyznaczył nagrodę za pomoc w ujęciu Molczanowa – 500 tys. rubli (około 25 tys. złotych). Sprawcę ostatni raz widziano, gdy opuszczał miejsce zbrodni. Poruszał się wtedy na białym rowerze. Według ustaleń śledczych podejrzany wypłacił znaczną sumę pieniędzy ze swojego konta bankowego. Policja udostępniła także w mediach społecznościowych nagranie, na którym widać uciekającego Molczanowa.  Sprawa jest rozwojowa.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Przerażające szczegóły zbrodni w Dzierzgowie. Przerażający wpis na profilu Eryka S.

To był chłopak z dobrej rodziny, ale słyszeliśmy, że już wcześniej zażywał narkotyki – tak po przerażającej zbrodni w Dzierzgowie (woj. łódzkie) mówili Faktowi sąsiedzi Eryka S. (22 l.), który brutalnie zamordował swoją byłą dziewczynę Karolinę P. (†16 l.). Prokuratura czeka na wyniki badań, które odpowiedzą na pytanie, czy zabójca działał pod wpływem narkotyków.

To był chłopak z dobrej rodziny, ale słyszeliśmy, że już wcześniej zażywał narkotyki – tak po przerażającej zbrodni w Dzierzgowie (woj. łódzkie) mówili Faktowi sąsiedzi Eryka S. (22 l.), który brutalnie zamordował swoją byłą dziewczynę Karolinę P. (†16 l.). Prokuratura czeka na wyniki badań, które odpowiedzą na pytanie, czy zabójca działał pod wpływem narkotyków.

Eryka S. zatrzymano jeszcze tego samego dnia. 22-latek szedł zakrwawiony ulicą, czym zwrócił na siebie uwagę policjanta po służbie. W chwili ujęcia był trzeźwy, badania toksykologiczne wyjaśnią, czy zażywał substancje psychoaktywne.

Eryk S. dobrze znał Karolinę. Mieszkający w sąsiedniej miejscowości 22-latek i 16-latka przez krótki czas mieli się ze sobą spotykać. Po jakimś czasie Karolina postanowiła jednak zerwać znajomość. Czy dlatego postanowił odebrać jej życie? Jak dowiedział się Fakt, Eryk S. groził nastolatce, na co ta skarżyła się przyjaciółkom. Rodzina miała też otrzymać list z pogróżkami. Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna nie potrafił się z tym pogodzić.

22-latek uczył się w ZSP nr 3 Łowiczu, ale w 2019 roku przerwał naukę. W styczniu ub. roku zamieścił informację o przeprowadzce do Amsterdamu. Pod wpisem znajomi życzyli mu powodzenia na „nowej drodze życia”. „Na pewno ta będzie lepsza niż poprzednia” – odpowiedział. „Nowa droga życia” – dodał w kolejnym komentarzu.

Przerażający wpis na profilu Eryka

8 kwietnia Eryk S. opublikował wpis, który mrozi krew w żyłach. Był to cytat, który pojawia się m.in. na odzieży streetwear. „Bóg napisał taki wstęp. Szanuj ludzi ku***y tęp” – czytamy na profilu podejrzanego. Dwa dni przed śmiercią Karoliny zmienił także swoje zdjęcie profilowe. Ma na nim zaciśniętą szczękę i pięść, jakby gotował się z wściekłości. Wiadomo, że w chwili zatrzymania 22-latek był trzeźwy. Badania toksykologiczne wykażą, czy zażywał substancje psychoaktywne.

Podejrzany Eryk S. trafił do szpitala

Podejrzany został przesłuchany w jednym z łódzkich szpitali, do którego trafił z uwagi na stan zdrowia. Jest tam pod nadzorem policji. W trakcie przesłuchania przedstawiono mu zarzut zabójstwa, co zagrożone jest karą dożywotniego więzienia.

– Przesłuchanie w obecności obrońcy podejrzanego już się zakończyło. Mężczyzna odmówił złożenia wyjaśnień oraz odpowiedzi na pytanie, czy przyznaje się do zarzucanego mu czynu, czyli de facto nie odniósł się do zarzutu. Odpowiadał jedynie na pytania obrońcy dotyczące stanu jego zdrowia – przekazał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łodzi prok. Krzysztof Kopania. Dodał, że prokuratura będzie wnioskować o areszt.

Dlatego zjawił się przed domem Karoliny?

22-latek zostanie poddany badaniom sądowo-psychiatrycznym, które ustalą, czy jest poczytalny. Śledczy nada czekają też na wyniki wspomnianych badań toksykologicznych.

– Wiemy, że w sobotę kontaktował się wcześniej z dziewczyną, bo chciał się z nią spotkać. Ofiara nie wyraziła takiej chęci i prawdopodobnie to spowodowało, że pojawił się z nożem na podwórku 16-latki. Zabezpieczyliśmy należący do napastnika komputer i telefony, na podstawie których będziemy odtwarzać ich wzajemne relacje – wyjaśnił prok. Kopania.

Przerażające szczegóły zbrodni

Jak wynika z ustaleń śledztwa, Eryk wszedł na podwórze przed domem Karoliny i po krótkiej kłótni z dziewczyną zaczął ją dźgać kuchennym nożem. Zadał ponad 20 ciosów. Potem uciekł. Kilka dni przed zabójstwem Eryk miał podrzucić do domu Karoliny siekierę i list z pogróżkami.
Źródło info i foto: Fakt.pl

USA: Brutalne morderstwo 20-letniej żołnierki. Znaleziono zmasakrowane szczątki kobiety

Morderstwo 20-letniej Vanessy Guillen wstrząsnęło Stanami Zjednoczonymi. Zmasakrowane szczątki najprawdopodobniej należące do kobiety znaleziono po ponad dwóch miesiącach od jej zaginięcia. Wszystko wskazuje na to, że zamordował ją inny żołnierz, który podczas późniejszej konfrontacji z policją, popełnił samobójstwo.

Guillen była widziana ostatni raz 22 kwietnia w bazie wojskowej Fort Hood w Killeen w Teksasie, w której odbywała służbę. Kobieta zniknęła bez śladu, zostawiając w bazie rzeczy osobiste takie jak kluczyki do auta i portfel. Śledczy zajmujący się sprawą od początku podejrzewali udział osób trzecich. Codziennie tereny w pobliżu bazy przeszukiwało ok. 500 żołnierzy.

Z relacji rodziny kobiety wynikało, że kilka tygodni przed swoim zaginięciem 20-latka była molestowana przez jednego z sierżantów w bazie. Nie chciała jednak ujawnić jego danych i poruszać sprawy publicznie, bo, jak tłumaczyła, „to nie byłaby pierwsza tego typu skarga na sierżanta”, która przeszła „bez echa”.

Podejrzany popełnił samobójstwo

Po kilku tygodniach policja ustaliła głównego podejrzewanego w sprawie – 20-letniego żołnierza Aarona Davida Robinsona, odbywającego służbę w tej samej bazie. Z ustaleń śledczych wynikało, że w dzień zaginięcia mężczyzna wdał się w kłótnię z zaginioną, a następnie wychodził z bazy pchając przed sobą duże plastikowe pudło na kółkach.

Robinson w ostatni wtorek uciekł ze swojego posterunku. Już w środę mężczyznę namierzyli śledczy, jednak przy próbie nawiązania kontaktu, żołnierz popełnił samobójstwo, strzelając do siebie z bliskiej odległości.

Tego samego dnia, ludzkie szczątki zostały znalezione nieopodal rzeki Leon w hrabstwie Bell, ok. 32 kilometrów od Fort Hood. Ciało ofiary zostało pocięte, wrzucone do trzech dołów, a następnie zalane cementem. Choć rodzina Guillen jest przekonana, że to właśnie zaginiona 20-latka (mieli ją poznać po charakterystycznych włosach – red.), to FBI czeka na ostateczne wyniki DNA.

Pomoc w ukryciu ciała

W czwartek oddział Departamentu Sprawiedliwości dla zachodniego Teksasu poinformował o postawieniu zarzutów ws. morderstwa Guillen, 22-letniej Cecily Aguliar. Kobieta jest żoną jednego z żołnierzy w bazie. Z informacji mediów wynika, że para planowała rozwód, a 22-latka spotykała się w ciągu ostatnich miesięcy z głównym podejrzanym w sprawie – Davidem Robinsonem.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22 kwietnia Robinson przyznał się Aguilar do zabicia 20-latki. Do morderstwa miało dojść w zbrojowni, wcześniej doszło do kłótni. Robinson miał krzyczeć do Guillen, że ta „nie zniszczy mu kariery”, a następnie kilkukrotnie uderzyć kobietę młotkiem w głowę. Następnie miał pociąć ciało, zapakować je do plastikowego pudła i wywieźć w pobliże rzeki Leon. Tam z pomocą swojej partnerki, próbował ukryć szczątki i zalał je betonem.

Agenci federalni oskarżają Aguilar o pomoc w pozbyciu się zwłok i pomoc w tuszowaniu dowodów. Kobiecie grozi do 20 lat więzienia. Śledztwo jest w toku. Dyrekcja Fort Hood w opublikowanym oświadczeniu zapewniła, że „nie znalazła związku” między zaginięciem kobiety a „oskarżeniami o napastowanie seksualne”. Sprawę ma wyjaśnić osobna komisja.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Były policjant seryjnym mordercą i gwałcicielem. Ruszył proces Josepha DeAngelo

„Zrobiłem to. Nie byłem w stanie pozbyć się go ze swojej głowy. Był moją częścią, zmusił mnie do tego” – takie słowa szeptał Joseph DeAngelo w pokoju przesłuchań po tym, jak został aresztowany w 2018 roku w związku z zamordowaniem 13 osób. Wczoraj w sądzie w Sacramento ruszył proces 74-letniego byłego policjanta. Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. ubiegłego wieku.

Policja, zanim po wielu latach poszukiwań schwytała, Josepha DeAngelo, nazwała go Zabójcą z Golden State. 74-latek jest oskarżony o 13 zabójstw. Zdaniem policji dopuścił się też kilkudziesięciu gwałtów. Nie usłyszał jednak w związku z tym zarzutów – z powodu przedawnienia.

Do zbrodni dochodziło w latach 70. i 80. XX wieku w Kalifornii. Początkowo policja nie łączyła ich z jedną osobą, później jednak nabrała pewności, że wszystkich dokonał jeden seryjny zabójca. Ofiary, które przeżyły atak mordercy, opowiadały, że wkradał się on nocą do mieszkań przez okno. Mężczyzn krępował i groził, że ich zastrzeli, jeśli wydadzą choćby dźwięk w czasie, gdy gwałcił kobiety. Według aktu oskarżenia zabił 13 osób – w tym ojca, który próbował ochronić swoją 16-letnią córkę przed uprowadzeniem.

Morderca przez lata pozostawał nieuchwytny. Policja wpadła na jego trop dopiero w 2018 roku. Funkcjonariusze wykorzystali do tego celu stronę z drzewami genealogicznymi, w której były zapisane kody DNA.

74-letni Joseph DeAngelo nigdy wcześniej nie był brany pod uwagę w śledztwie jako podejrzany. Okazało się, że w momencie zbrodni pracował w Kalifornii jako policjant. Doskonale znał teren, w którym dopuszczał się przestępstw.

DeAngelo był wcześniej mechanikiem, jest też weteranem wojny w Wietnamie. Do momentu złapania prowadził spokojne życie dziadka.

Wczoraj w sądzie w Sacramento DeAngelo przyznał się do zarzutu 13 zabójstw. „Winny”, „Zrobiłem to” – tylko takie słowa padły z ust starszego, ubranego w pomarańczowy więzienny kombinezon mężczyzny. Jego twarz, w związku z przepisami sanitarnymi w czasie epidemii koronawirusa, zakrywała przyłbica. Dzięki temu, że się przyznał, nie grozi mu kara śmierci lecz dożywocie. Wyrok ma zostać wydany w sierpniu.

W 2018 roku, tuż po aresztowaniu, DeAngelo został na chwilę sam w pokoju przesłuchań. Jak ujawnił prokurator, mężczyzna zaczął wtedy mówić sam do siebie. Sprawiał wrażenie, jakby rozmawiał z kimś. Zrobiłem to. Nie miałem siły, by go odepchnąć. To on mnie zmusił. Wszedł we mnie, był w mojej głowie, był częścią mnie – mówił DeAngelo. Nie chciałem tego robić. Pozbyłem się Jerry’ego i wiodłem szczęśliwe życie. Zrobiłem to wszystko, zniszczyłem ich życie. Teraz więc muszę za to zapłacić – stwierdził DeAngelo.
Źródło info i foto: RMF24.pl

USA: 37-latek zamordował byłą partnerkę i jej córki

Tragedia w mieście St. Matthews w Południowej Karolinie (Stany Zjednoczone). Mężczyzna zastrzelił swoją byłą partnerkę i jej dwie córki. Powodem miała być zazdrość. Jak poinformowała lokalna policja, 37-latek dowiedziawszy się, że jego była partnerka wybrała się na plażę z innym mężczyzną, pojechał do jej domu. Zastał kobietę przed budynkiem i tam zaczął dusić.

Kiedy na pomoc matce rzuciła się jedna z jej czterech córek, mężczyzna wyciągnął broń i najpierw zastrzelił byłą partnerkę, a potem 12-latkę. Potem wycelował w 18-latkę, postrzelił ją w ramię, gdy uciekała do sąsiadów. Później 18-latka była świadkiem, jak mężczyzna ściga 15-letnią dziewczynę i wbiega za nią do ich domu.

Jak poinformowała policja, 15-latka została znaleziona martwa. W domu znaleziono też martwego napastnika, który prawdopodobnie popełnił samobójstwo.
Źródło info i foto: TVP.info