USA: Zabójstwo blogerki Gabby Petito. Śledczy przedstawili wyniki sekcji zwłok Briana Laundriego

Brian Laundrie zmarł z powodu pojedynczej rany postrzałowej w głowę – wynika z przeprowadzonej sekcji zwłok, o której pisze m.in. „Daily Mail”. Główny podejrzany w sprawie morderstwa Gabby Petito popełnił samobójstwo na bagnach Florydy. Brian Laundrie, narzeczony zamordowanej Gabby Petito, zmarł z powodu pojedynczej rany postrzałowej głowy. 23-latek zaginął we wrześniu po tym, jak powrócił sam z podróży, w którą udał się ze swoją dziewczyną. Jej ciało znaleziono w Parku Narodowym Grand Teton w Wyoming.

Adwokat rodziny Laundrie, Steve Bertolino, powiedział we wtorkowym oświadczeniu: „Chris i Roberta Laundrie zostali poinformowani, że przyczyną śmierci ich syna było samobójstwo i rana postrzałowa w głowę. Wciąż opłakują stratę syna i mają nadzieję, że te odkrycia przyniosą zamknięcie sprawy”.

Zaginięcie i śmierć Gabby Petito

Sprawa młodych Amerykanów nabrała w USA dużego rozgłosu. Obydwoje wyruszyli w lipcu z nowojorskiego Long Island w podróż po kraju i dokumentowali jej przebieg w mediach społecznościowych. W jej trakcie, jak wynika z odnalezionych dowodów, doszło między nimi do nieporozumień. Policja udostępniła m.in. nagranie z kamery ukazującej sprzeczkę pary na krótko przed zaginięciem kobiety.

22-letnią Petito ostatni raz widziano żywą 26 sierpnia. Laundrie wrócił 1 września do domu swoich rodziców w North Port, jednak bez narzeczonej. Odmówił rozmowy na temat miejsca jej pobytu. 11 września rodzina Gabby Petito zgłosiła jej zaginięcie, a dwa dni później Brian zniknął z domu rodziców. Jak zeznali jego rodzice, wybrał się na wyprawę do pobliskiego rezerwatu dzikiej przyrody Carlton Reserve, skąd już nie wrócił.

Ciało Gabby Petito znaleziono 19 września w Wyoming. Dziewczyna została uduszona. Policja twierdzi, że nie żyła od trzech, czterech tygodni. Szczątki Laundrie’go odkryto 20 października w rezerwacie na Florydzie, w pobliżu domu jego rodziców.
Źródło info i foto: onet.pl

USA: Jest nakaz aresztowania partnera zamordowanej blogerki

Jest nakaz aresztowania dla chłopaka blogerki, która została znaleziona martwa w parku narodowym w Wyoming w USA. Brian Laundrie zniknął w połowie września, ukrywa się, trwają jego poszukiwania. Gabby Petito przestała się kontaktować z rodziną pod koniec sierpnia, wtedy zaczęto jej poszukiwania. Jej chłopak nie chciał powiedzieć, co się stało. Ciało 22-letniej Gabby Petito odnaleziono w parku w Wyoming. Nakaz aresztowania 23-letniego Briana Laundrie wystawiono 23 września. 

Miejsce, w którym przebywa, jest nieznane. – Wzywamy osoby, które mają wiedzę o udziale pana Laundrie w tej sprawie lub jego obecnym miejscu pobytu, aby skontaktowały się z FBI – powiedział Denver Michael Schneider, agent specjalny FBI.

– Poszukiwania są prowadzone na ogromnym terenie. Im więcej ludzi, tym większe szanse na sukces, choćby w czasie przeszukiwania bagien. Około 75 proc. tych terenów jest pod wodą, nie wiemy jak jest głęboko, więc musimy sprowadzić kolejny sprzęt – mówi Joe Fussell z lokalnej policji. 

Zaginięcie Gabby Petito

Gabby Petito i jej partner Brian Laundrie, wyruszyli furgonetką ze wschodniego wybrzeża na zachód, by odwiedzić parki narodowe w tej części USA. Petito regularnie publikowała w mediach społecznościowych zdjęcia z wyprawy, po raz ostatni 25 sierpnia. Pod koniec sierpnia po raz ostatni też kontaktowała się ze swoją rodziną.

1 września Laundrie sam wrócił furgonetką do domu na Florydzie. Mężczyzna, który wynajął adwokata i nie chciał rozmawiać z policją, po kilkunastu dniach przepadł bez śladu. W piątek rodzina zgłosiła jego zaginięcie. Bliscy Gabby Petito powiadomili policję o jej zaginięciu 11 września.

Władze rozpoczęły wtedy zakrojone na szeroką skalę poszukiwania, które koncentrowały się na Parku Narodowym Grand Teton, skąd młoda kobieta po raz ostatni miała kontaktować się ze swoimi najbliższymi.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Afganistan: 21-latka zastrzelona, bo miała zbyt obcisłą burkę

21-latka została zamordowana w Afganistanie, bo miała na sobie „zbyt obcisłą” burkę i wyszła z domu bez towarzystwa mężczyzny. Policja twierdzi, że kobieta została zamordowana przez talibów. W prowincji Balch na północy Afganistanu doszło do wstrząsającej zbrodni. W wiosce Samar Qandia zamordowano 21-latkę o imieniu Nazanin.

Media podają, że młoda kobieta zginęła za to, że jej burka za bardzo przylegała do ciała i poruszała się po ulicy bez towarzystwa mężczyzny. Rzecznik lokalnej policji przekazał, że 21-latka została zastrzelona, gdy opuściła swój dom i miała zamiar wsiąść do pojazdu, aby udać się do stolicy prowincji Balch.

Policja twierdzi, że Nazanin zabili talibowie. Rzecznik talibów Zabiullah Mujahid zaprzeczył oskarżeniom i powiedział, że ugrupowanie prowadzi śledztwo w sprawie ataku.
Źródło info i foto: o2.pl

Nieoficjalnie: Zaginiona 18-latka przed śmiercią została zgwałcona

Sulikowo, 30.05.2021. Akcja policji w lesie w miejscowoœci Sulikowo, 30 bm. Oko³o godziny 16 w lesie policjanci natrafili na cia³o kobiety. Najprawdopodobniej jest to zaginiona 18-latka ze Œwiñca. Kilkudziesiêciu funkcjonariuszy, grupa poszukiwawczo – ratownicza z psami i dronami przez kilka godzin prowadzi³a poszukiwania na terenach pomiêdzy Œwiñcem a Sulikowem. (sko) PAP/Marcin Bielecki

Tragiczne informacje płyną z Kamienia Pomorskiego. Policja potwierdziła, że odnalezione w niedzielę wieczorem ciało to poszukiwana od kilku dni 18-letnia Magda – informuje Radio ZET. „Niech ta tragedia poruszy sumienia przeciwników zaostrzenia kar” – napisał na Twitterze minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Policja ma już prawdopodobnego zabójcę 18-letniej Magdy z Kamienia Pomorskiego. Ciało dziewczyny zostało odkryte w lesie w niedzielę wieczorem, po kilku dniach poszukiwań. Śledczy zatrzymali w tej sprawie 29-latka z pobliskiego Sulikowa, który przyznał się do winy i usłyszał zarzut zabójstwa. Według nieoficjalnych informacji przed śmiercią dziewczyna została zgwałcona. 

„Głęboko współczuję Rodzinie zamordowanej nastolatki. Niech ta tragedia poruszy sumienia przeciwników zaostrzenia kar. Kary muszą być surowe, a nie tylko nieuchronne. Tylko długa izolacja w więzieniu chroni przed psychopatycznymi kryminalistami” – napisał w poniedziałek na Twitterze minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, odnosząc się do tej sprawy.

18-latka kilka dni temu pojechała skuterem do Kamienia Pomorskiego i wtedy urwał się z nią kontakt. Skuter znaleziono pod sklepem. Kamery monitoringu nagrały, jak Magda wsiada do samochodu zatrzymanego 29-latka.

Zatrzymany mężczyzna był już wcześniej znany policji. Kilkanaście lat temu miał dopuścić się podobnej zbrodni. Według nieoficjalnych informacji Onet.pl zatrzymany mężczyzna to Dawid J. W przeszłości miał być karany za zgwałcenie i uduszenie koleżanki ze szkoły. Do zbrodni doszło w 2006 roku, kiedy J. miał 14 lat. Trafił wówczas do poprawczaka. Z kolei w wieku 18 lat próbował zgwałcić kobietę i trafił do więzienia na kolejne dwa lata. Po odbyciu wyroku wrócił do rodzinnej miejscowości.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Niemcy: Nowe okoliczności brutalnego morderstwa Polki i jej dziecka

Stawał się coraz bardziej agresywny, bo brał tabletki antydepresyjne, ale jednocześnie brał kieliszek do ręki – mówi znajomy 27-letniej Anny, zamordowanej wraz z synkiem przez swojego męża w Niemczech. Po makabrycznej zbrodni na jaw wychodzą nowe okoliczności.

W sobotę w niemieckim Cloppenburg-Bethen w Dolnej Saksonii doszło do zbrodni. Zginęła 27-letnia Polka Anna T. i jej sześcioletni syn Alex. Sprawcą mordu jest mąż kobiety, 30-letni Viktor T. Mężczyzna został zatrzymany przez policję. Swoją rodzinę zabił nożem. Na ciele ofiar było wiele ran kłutych.

Prawdopodobnym motywem zbrodni była chorobliwa zazdrość Viktora o Annę. Znajomi rodziny mówią, że między małżonkami często dochodziło do ostrych kłótni.

„Sąsiedzi z bloku często słyszeli kłótnie. Mąż robił jej awantury o byle co. Był chorobliwie zazdrosny. Popijał. Ubzdurał sobie, że Ania kogoś ma. Nie miała, a on i tak swoje” – mówi w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim” znajomy Anny.

Mężczyzna twierdzi, że Viktor był z pochodzenia Litwinem, inne media sugerują, że był Rosjaninem.

Leczył depresję i pił

„Litwin stawał się coraz bardziej agresywny, bo brał tabletki antydepresyjne, ale jednocześnie brał kieliszek do ręki. Było jeszcze gorzej, gdyż odstawił leki, ale nadal pił. Małżonkowie kilka razy chcieli się rozejść, ale nadal byli ze sobą. Pewnie ze względu na dziecko” – dodaje mężczyzna.

Kilka tygodni przed tragedią 27-latka straciła pracę w fabryce mięsa. Mąż miał jej wypominać, że nie pracuje i nie zarabia pieniędzy na ich rodzinę.

Bliski Anny powiedział też, że kiedy policja przyjechała na miejsce zbrodni, mąż Anny był na miejscu. – Ale nie mogli nawiązać z nim kontaktu. Trafił do szpitala psychiatrycznego – powiedział.
Źródło info i foto: TVP.info

Dobiega końca proces ws. gwałtu i brutalnego zabójstwa 15-letniej Małgosi z Miłoszyc

Rodzice 15-letniej Małgosi, brutalnie zgwałconej i zamordowanej 23 lata temu w Miłoszycach (Dolny Śląsk) w końcu będą mogli spokojnie przeżyć żałobę. Kończy się bolesne rozdrapywanie ran w czasie kolejnych rozpraw mających ukarać winnych śmierci ich córeczki. Po trwającym ponad rok, drugim już procesie, zamknięto przewód sądowy i udzielono głosu stronom. Jako pierwszy, ponad 2-godzinną, niepozbawioną drastycznych szczegółów przemowę wygłosił prokurator, który zażądał dla Ireneusza M. (45 l.) dożywocia, a Norberta B (42 l.) 25 lat więzienia. Potem głos zabrali rodzice Małgosi, którzy nie kryli, że to zbyt niskie kary. Matka mówiła o karze śmierci, a ojciec odczytał zapisywane latami listy i przemyślenia, które przepełnione są niewyobrażalnym bólem.

1 września sędzia zaplanował zamknięcie przewodu, szykując się tym samym na wydanie wyroku. Oskarżeni złożyli jednak liczne wnioski, które przy pozytywnym rozpatrzeniu, mogłyby wydłużyć proces nawet o kolejne miesiące. Chcieli m.in. dodatkowych badań DNA, twierdząc, że opinia biegłego Krzysztofa Kolocha, która najbardziej ich pogrąża, była niekonsekwentna i pełna sprzeczności. Nie potrafią zrozumieć m.in. dlaczego jedne badane próbki z materiałem genetycznym uległy degradacji po latach, a ostały się akurat te, na których opierają się ich zarzuty. Obrońcy Ireneusza M. i Norberta B. przypomnieli dodatkowo, że na opinię biegłego czekali 10 miesięcy, a na zapoznanie się z nią mieli tylko kilka dni. Zażądali więc własnych badań DNA oraz dodatkowej opinii psychologa.

Prokurator odpowiedział, że oskarżeni zawsze poddają w wątpliwość niekorzystne opinie i jeśli sąd uwzględniałby każdy ich wniosek, trzeba by wzywać i przesłuchiwać biegłych bez końca. – DNA się niszczy i można je zbadać tylko raz, ale biegły wykonał wystarczająco dużo próbek – podkreśla oskarżyciel Dariusz Sobieski i zwrócił się do sądu o oddalenie wniosku. Tego samego chciał ojciec Małgosi. – Dowód DNA jest pewny i niech obrona już nie robi zamieszania. To wywołuje we mnie zwątpienie, że wymiar sprawiedliwości miałby słuchać w nieskończoność biegłych. Ja ufam opinii biegłego, koniec i kropka – mówił mężczyzna.

Dodał tez, że rozprawa „zaczyna być smutna, bo dowody latami leżały w sejfie”. Jako przykład nieudolności śledczych wymienił majtki, które włączono do materiału dowodowego, a które nie należały do jego córki. – Nic dziwnego, że nie znaleziono na nich DNA oskarżonych. Bo to nie były majtki Małgosi! – zdenerwował się. Jeszcze bardziej stanowcza w swoich osądach jest matka zamordowanej nastolatki. – Chcę, by ten proces się skończył. Mam dość patrzenia na tych zwyrodnialców i suk***nów – podkreślała przed sądem. Gdy Ireneusz M. zaczął mówić o swojej niewinności, nie wytrzymała i wyszła z sali.

„Ponowne badania nie przyniosą przełomu”

Po krótkiej przerwie sąd oddalił wnioski obydwu oskarżonych o ponowne badanie DNA oraz wszystkie pozostałe. Wyjaśnił, że pobranych w przeszłości próbek ponownie zbadać się nie da, ponieważ zostały już zniszczone, jak dzieje się przy każdej podobnej procedurze. Nie ma też sensu szukać kolejnych śladów na ubraniach ofiary, bo może ich tam zwyczajnie nie być. – Nowi biegli zostaliby powołani, gdyby dotychczasowa opinia była niepełna. A zdaniem sądu nie jest. Dodatkowo wniosek o ponowne badanie DNA uznano za bezzasadny, ponieważ nie da się już zrobić takiej analizy śladów, jakie było możliwe wcześniej – wyjaśnił sędzia Marek Poteralski.

Ireneusz M. za wszelką cenę chciał przeciągać proces, i tak jak na poprzednich, składał kolejne wnioski. Gdy sędzia skrupulatnie je odrzucał, oskarżony myślał, że wyjął asa z rękawa i zażądał zmiany całego składu sędziowskiego. To tylko opóźniło to, co w końcu i tak miało nadejść, czyli głosy stron. Absurdalne żądanie odrzucono, argumentując, że zarówno ławnicy, jak i sędzia pracowali prawidłowo, a fakt, że oskarżonemu nie podobają się ich decyzje, to wyłącznie jego subiektywne odczucia.

Prokurator: Będę mówił o dziecku, które nie miało szans stać się Małgorzatą

Prokurator w swojej mowie końcowej podkreślił, jak bardzo cieszy się z tego, że sprawa dobiega końca, ponieważ rodzice ofiary po raz kolejny musieli wrócić do najbardziej bolesnych wspomnień. – Będę mówił o Małgosi. O dziecku, które nigdy nie stało się Małgorzatą. Dlaczego tak się stało? Po tym okrutnym czynie nie dostała szansy, aby przeżyć – mówił Dariusz Sobieski. – Nikt nie powiedział, że tam umiera ta dziewczyna. Moim zdaniem było to zamierzone, żeby uniknąć odpowiedzialności. Nie dowiemy się, czemu inna młodzież nie zareagowała – podkreślał.

Zaznaczył, że pomijając już emocje, fakty i materiał dowodowy przeczą niewinności sprawców. Małgosia dwa miesiące wcześniej skończyła 15 lat. To miał być jej pierwszy „dorosły” Sylwester. I choć jej rodzice mieli całą masę wątpliwości, w końcu zgodzili się, by córka bawiła się tej wyjątkowej nocy z koleżankami. Niestety, w pierwszy dzień nowego, 1997 roku, zamiast posłuchać relacji nastolatki z imprezy, bliscy zobaczyli jej zmasakrowane i odarte z godności zwłoki.

Serce pęka na samą myśl o tym, co przeżywała bezbronna dziewczyna. Była gwałcona tak długo i brutalnie, że doznała krwotoku narządów płciowych. Biegli uznali to za jedną z dwóch, obok zamarznięcia, przyczynę zgonu. Odurzona, cała w krwi i bezsilna nastolatka leżała w ciemności na śniegu pod stodołą, a niewyobrażalny mróz przeszywał jej obolałe ciało. – Wyszła na zabawę o godz. 19.30 i już wtedy było minus 13 stopni. Gdy porzucili ją bez szansy na ratunek, temperatura na zewnątrz spadła jeszcze bardziej. Takich zim nie mam od lat – przypomniał prokurator.

Na podstawie akt, opowiedział też jak nastolatka poznała swoich przyszłych oprawców. Norbert B., który tego dnia był ochroniarzem w klubie, sprzedał jej bilet wstępu, a potem nawet momentami bawił się z nią i jej koleżanką. Z czasem pojawił się też Ireneusz M., rozwścieczony po niedawnej domowej awanturze z żoną. Zbił szybę, więc był cały zakrwawiony.

To właśnie ta rana miała mu się otworzyć, gdy Małgosia broniła się przed gwałtem. – Dlatego też łatwo zostawił ślady. Krwawy podpis na miejscu zbrodni – podkreślał prokurator. Swój materiał biologiczny miał zostawić też m.in. na staromodnej koronkowej chustce (być może dostał ją od babci, gdy się zranił o szkło) i czapce znalezionych potem w okolicach ciała ofiary. Oskarżyciel dodał, że trudno ustalić kiedy dokładnie po północy 15-latka wyszła z klubu po raz ostatni. – Wtedy młodzież nie miała komórek, jak dziś. Niektórzy pili po raz pierwszy, mało kto dbał o godzinę – wyjaśnił prokurator.

Ireneusza M. pogrążyło też to, że podobnie jak Małgosię, skrzywdził też inną dziewczynę. Biegli wykonujący sekcję zwłok nastolatki wskazali, jak bardzo wynaturzony był to gwałt i jakich praktyk dopuścił się zboczeniec. – To samo przeszła inna ofiara Ireneusza M. i to ona staje się teraz głosem Małgosi – dodał prokurator porównując atak na 15-latkę do głośnego ostatnio gwałtu w Izraelu. – Była okazja: odurzona dziewczyna którą można było okrutnie wykorzystać – powiedział.

W trakcie mowy oskarżyciela rodzice Małgosi nie mogli powstrzymać łez. Później już tylko siedzieli patrząc w pustkę. Stracili sens życia i mówią wprost, że nic nie uleczy ich ran, czym również zechcieli podzielić się w mowach końcowych. Mama dziewczyny zwróciła się wprost do sędziego, żądając kary śmierci dla dwóch oskarżonych. – Kara powinna być dwa razy gorsza od tego co zrobili mojej Małgosi. Miała prawo żyć, miała prawo żyć jak chce. Ten bandyta zwyrodniały powinien wtedy siedzieć w domu z żoną, wiadomo po co przyjechał na dyskotekę. A Norberta B. nadal się wszyscy boją, a mnie wytykają palcami. Żądam kary śmierci – apelowała pełnym żalu, bezsilności i wściekłości głosem zraniona kobieta.

Potem głos zabrał tata Małgosi, który odczytał gromadzone przez lata listy i refleksje wspominające tragedię oraz opisujące wielki ból i żal, który dotyka ich każdego dnia. Trudno było bez uronienia łzy wysłuchać poetyckich, przedstawionych w 3 osobie opisów dramatu rodziców. Wspominał umierającą na śniegu córeczką w tych słowach: „Oby nie przyszli tylko oni, robi się ciepło, chyba mama i tata zabrali mnie do domu” oraz obojętnych mieszkańców Miłoszyc:” Na drugi dzień Miłoszyce śpią, a Małgosia leży pod stodołą, 20 metrów od domu”. Mówił też o tym, że w 10 rocznicę dramatu jego córki piorun spalił stodołę, przy której skonała nastolatka. – Czy tak planował Bóg? A może niczego nie planował? – pytał w sądzie zrezygnowany mężczyzna.

Ireneusz M. i Norbert B. mogliby nigdy nie stanąć przed sądem…

Po niechlujnie przeprowadzonym śledztwie i na podstawie wątpliwych dowodów, winnym śmierci 15-latki wrocławski sąd uznał Tomasza Komendę (44 l.) i skazał go na 25 lat więzienia. Wypuszczono go dopiero po 18 latach, gdy okazało się, że z gwałtem i morderstwem nie ma nic wspólnego, bo śledczy wytypowali innych podejrzanych.

W czerwcu 2017 r. zarzuty usłyszał Ireneusz M. (45 l.), który feralnej nocy bawił się z Małgosią na tej samej dyskotece, widziano go na posesji, gdzie odkryto jej ciało, a także wielokrotnie dopuszczał się gwałtów. Nawet teraz odsiaduje wyrok za skrzywdzenie innej kobiety. Choć to szokujące, kilka dni po zbrodni został przesłuchany i zdradził szczegóły, które mogły być znane tylko zabójcy, ale nikt nie połączył faktów. Dopiero analiza jego zeznań po 20 latach uzmysłowiła śledczym, że Ireneusz M. mówił, że pamięta z imprezy białe skarpetki Małgosi. Tymczasem na zabawie dziewczyna miała je ukryte pod rajtuzami i kozakami. To wszystko zdjęli dopiero oprawcy dziewczyny, pozostawiając ją na mrozie w samych skarpetkach na pewną śmierć.

W 2018 r. aresztowano Norberta B. (42 l.), który był ochroniarzem w dyskotece, gdzie swoje ostatnie chwile spędziła nastolatka. Podobnie jak Ireneusz M., wielokrotnie plątał się w zeznaniach, a świadkowie mówili o tym, że między nim a Małgosią w czasie zabawy doszło do zbliżenia. Nie znaleziono jednak na tyle mocnych dowodów, by na kolejne procesy czekał w areszcie i od tego roku B. odpowiada z wolnej stopy. O taką możliwość walczył też drugi oskarżony i prawie mu się udało. Ireneusz M. miał wyjść zza krat lada dzień, ale Sąd Apelacyjny ostatecznie zmienił zdanie.

W maju ubiegłego roku ruszył nowy proces w tej bulwersującej sprawie, a na ławie oskarżonych zasiedli właśnie Ireneusz M. i Norbert B. Śledczy od początku nie mieli wątpliwości, że w zbrodnię zamieszanych jest więcej osób. Na kolejnych rozprawach biegli dowiedli, że na pewno jest to wytypowana dwójka. Na rzeczach Małgosi były ich ślady DNA. Ireneusza pogrążył dodatkowo ślad odcisku szczęki, pozostawiony na ciele dziewczyny. Czy był tam ktoś jeszcze?

Opóźnianie procesu

Główny oskarżony, Ireneusz M. od początku starał się opóźnić wydanie wyroku. Nie przyznaje się do winy, a wręcz twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. W związku z tym zasypuje sąd wnioskami dowodowymi, które składa na niemal każdej rozprawie. Żądał m.in. ponownego słuchania świadków (odtwarzanie nagrań z ich zeznań go nie zadowala), powołania nowych biegłych i ekspertów, a także tego, by ustalić i przesłuchać wszystkich policjantów, którzy pracowali przy tej sprawie. Nie podobało mu się nawet działanie własnego adwokata, którego zdążył już zmienić.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Śledczy coraz bliżej rozwiązania sprawy brutalnego morderstwa 15-letniej Małgosi. Wcześniej w sprawie niesłusznie skazano Tomasza Komendę

Śledczy są coraz bliżej rozwiązania zagadki morderstwa, do którego doszło ponad dwadzieścia lat temu w podwrocławskich Miłoszycach. Za gwałt i morderstwo 15-letniej Małgosi skazano Tomasza Komendę (44 l.). Teraz jest już pewne ponad wszelką wątpliwość, że to nie jego DNA, ale Norberta Basiury (42 l.) i Ireneusza M. (45 l.) znajduje się na ubraniach zamordowanej dziewczyny!

– To ekstremalnie mocny dowód – ocenia biegły Krzysztof Koloch. Szef Laboratorium Kryminalistycznego we Wrocławiu i jego współpracownicy raz jeszcze przebadali znalezione na miejscu zbrodni dowody. Głównie spermę, włosy i krew.

– Uzyskaliśmy mieszaninę DNA, która jest zgodna z profilami oskarżonych Ireneusza M. i Norberta Basiury – wyjaśniał biegły podczas ostatniej rozprawy. Dodatkowo Ireneusza M. pogrążają ślady krwi na czapce, która leżała obok zwłok Małgosi.

Tym bardziej szokuje, że w tę straszną zbrodnię uwikłano niewinnego człowieka. Sprawa Małgosi (†15 l.) z podwrocławskich Miłoszyc ciągnie się od 1997 roku. W sylwestrową noc nastolatka została zwabiona na podwórko, brutalnie zgwałcona i zostawiona na mrozie na powolną śmierć. Za morderstwo skazany został niewinny człowiek. Tomasz Komenda (44 l.) za nic spędził w więzieniu 18 lat.

– Pan Komenda konsekwentnie uważa się za człowieka niewinnego i nowe ustalenia tylko to potwierdzają – mówi pełnomocnik Tomasza Komendy, prof. Zbigniew Ćwiąkalski.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Pijany 28-latek zaatakował młotkiem dwie kobiety. Jedna z nich nie żyje. Nowe szczegóły brutalnej zbrodni

Ten koszmar rozegrał się rankiem 6 marca w Brzydowie pod Ostródą (woj. warmińsko-mazurskie). Pijany 28-latek wtargnął do domu sąsiadek: 43-letniej matki i 20-letniej córki. Najpierw zaatakował młotkiem i nożem starszą, a potem młodszą, która pospieszyła z pomocą matce. 43-latka zmarła, a jej córka trafiła do szpitala. Prokuratura ujawniła nowe informacje dotyczące tej krwawej zbrodni.

Kobiety napadnięto w ich domu w Brzydowie pod Ostródą. Jak podała „Gazeta Ostródzka” 28-latek mieszkał w tej samej wsi. Znał obie kobiety, ale nie utrzymywał z nimi kontaktu. Bliscy wykluczyli, by chodziło o zawód miłosny.

43-latka i jej córka mieszkały same. Budynek obok ich domu, zajmował brat zamordowanej. W chwili tragedii był w pracy. Pogotowie i policję wezwali pozostali członkowie rodziny.

28-latek zaatakował około godziny 7. Wtargnął do środka i rzucił się na starszą kobietę. Katował ją młotkiem i dźgał nożem. Kiedy córka usłyszała krzyki matki, pobiegła jej na pomóc. Próbowała powstrzymać mordercę, przez co sama została ranna. Jej stan był tak ciężki, że musiano ją reanimować. Zdołała jednak wskazać sprawcę.

Nie trwało długo, a podejrzany wpadł w ręce policji. Ponieważ był pijany (miał około 2,5 promila), nie można go było przesłuchać. Po wytrzeźwieniu przyznał się do winy. Sąd zdecyduje czy trafi do aresztu. Śledczy nie podają, jakie były motywy napaści i zabójstwa.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Miał bronić Jakuba A., będzie reprezentował matkę zamordowanej 10-latki

Pełnomocnikiem matki zamordowanej Kristiny został mec. Sebastian Kujacz, ten sam, który miał reprezentować Jakuba A. jako wylosowany przez system obrońca z urzędu. – Mama Kristiny poprosiła mnie, bym reprezentował ją w tej sprawie – mówi Onetowi mecenas. – Będę zalecał mojej klientce, żeby występowała jako oskarżycielka posiłkowa, jeżeli sprawa trafi do sądu – dodaje.

Do bronienia Jakuba A. wyznaczono Sebastiana Kujacza. Prawnik złożył wniosek o zwolnienie go z tego obowiązku, co motywował tym, że zna rodzinę zamordowanej 10-letniej Kristiny. Do śledczych zgłosiła się Katarzyna Bórawska, którą rodzina Jakuba A. wyznaczyła do obrony. Zgoda Jakuba A. na zmianę reprezentacji automatycznie odsunęła Kujacza, który postanowił reprezentować matkę zamordowanego dziecka.

– Śledztwo toczy się prawidłowo. Moim zadaniem jest teraz pomaganie prokuratorowi, składanie wniosków dowodowych, proponowanie przeprowadzenia różnych czynności. Muszę się jednak zapoznać z aktami, liczę na to, że prokurator wyrazi na to zgodę – mówił pełnomocnik rodziny Kristiny.

Zabójstwo Kristiny

Do zabójstwa 10-letniej Kristiny doszło 13 czerwca. Dziewczynka wracała ze szkoły po lekcjach, które skończyła o 12.30. Do domu w Mrowinach oddalonego o niecały kilometr dalej jednak nie dotarła. Po raz ostatni dziewczynka żywa była widziana 200 metrów od domu. Gdy zaniepokojona matka zgłosiła jej zaginięcie, rozpoczęły się poszukiwania. Kilka godzin później – w lesie koło Żarowa sześć kilometrów od domu – ciało dziewczynki znalazła spacerująca z psem kobieta. Przyczyną śmierci dziecka były rany kłute klatki piersiowej i szyi. W sobotę Kristina została pochowana na cmentarzu komunalnym w Żarowie.

Z ustaleń śledczych wynika, że 22-latek już w maju proponował zabicie dziewczynki komuś innemu. Nieoficjalnie mówi się, że zlecenie na Kristinę opiewało na kwotę 10 tys. zł. Gdy jego propozycja została odrzucona, postanowił sam pozbyć się dziecka.

Z nieoficjalnych wciąż informacji wynika, że Jakub A. kochał się w matce Kristiny, z którą ma być spokrewniony. 10-latka miała natomiast stać na drodze do jego szczęścia z kobietą, bo go nie lubiła.

Oświadczenie Rzecznika Praw Obywatelskich

– Sposób zatrzymania podejrzanego „narusza godność zatrzymanego i stanowi pogwałcenie praw człowieka” – oceniał Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w związku z zatrzymaniem Jakuba A., podejrzanym o morderstwo 10-letniej Kristiny. Do wypowiedzi krytycznie odniósł się rzecznik policji insp. Mariusz Ciarka. Słowa Bodnara wywołały także poruszenie w mediach społecznościowych.

Użyte przez policję środki wobec 22-latka podejrzanego o zabójstwo w Mrowinach wydają się nieproporcjonalne i mają charakter pokazowy – ocenił dziś Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur. KMPT wskazuje także na wątpliwości co do właściwej realizacji prawa mężczyzny do obrony. Zadania Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur (KMPT) wykonuje w Polsce Rzecznik Praw Obywatelskich.W ocenie KMPT zatrzymany mógł zostać doprowadzony na czynności procesowe bez kajdanek, a w przypadku uzasadnionej konieczności wystarczającym środkiem wydaje się stosowanie kajdanek zakładanych na ręce. Ponadto – zdaniem KMPT – wyprowadzenie zatrzymanego z budynku boso i niekompletnie ubranego, a następnie pozostawienie go w takim stanie w czasie wykonywania czynności procesowych, „narusza godność zatrzymanego i stanowi pogwałcenie praw człowieka”.

Do stanowiska KMPT odniósł się rzecznik Komendanta Głównego Policji, który podkreślił: „Nie wierzę, to zapewne fake”. Jak zaznaczył, RPO powinien mieć w pierwszej kolejności na uwadze prawa rodziny okrutnie zamordowanej dziewczynki i ludzi, których zbrodnia w Mrowinach naruszyła poczucie bezpieczeństwa. – Powinien złożyć kondolencje rodzinie, a policjantom i prokuraturze podziękować za skuteczne i szybkie działania przeprowadzone zgodnie z prawem – oświadczył Ciarka.

Rzecznik policji wskazał, że ze względu na strach ludzi ważne były zarówno szybkie działania, jak i informacja, że mogą oni czuć się już bezpiecznie.
Źródło info i foto: onet.pl

Niemcy: 19-letnia Polka zamordowana przez byłego partnera

Mieszkająca w Niemczech 19-letnia Polka została zamordowana. Oprawcą okazał się były partner dziewczyny. Młoda kobieta osierociła synka.

Morderstwo w zachodnich Niemczech. 19-letnią Polkę zamordował jej były partner

Do tragedii doszło w miejscowości Neustadt an der Weinstraße w zachodnich Niemczech. Jak podaje niemiecki dziennik „Bild” pochodząca z Jastrzębia-Zdroju Nikola miała 7-miesięcznego synka, którego ojcem był Osman Y. Ojciec dziecka i były partner kobiety stosował wobec niej przemoc fizyczną, dlatego dziewczyna zdecydowała się od niego odejść. W rozmowie z „Bildem” koleżanka zamordowanej powiedziała, że w trakcie ciąży jej partner pobił ją tak dotkliwie, że prawie straciła dziecko. Sąd zdecydował jednak o zawieszeniu kary wobec oprawcy.

Ucieczka od brutalnego partnera. Ofiara morderstwa uciekła przed przemocą fizyczną
19-letnia Nikola przeprowadziła się do Neustadt an der Weinstraße trzy miesiące temu, zabierając ze sobą siedmiomiesięcznego syna. Jak donosi niemiecka prasa, dziewczyna miała tam zamieszkać z nowym chłopakiem. Jej były partner nie mógł się pogodzić z rozpadem ich związku. W nocy z 9 na 10 lipca zdecydował się na drastyczny krok. Przyszedł do bloku, w którym mieszkała jego była dziewczyna i zaatakował ją nożem.

Śmierć 19-letniej Nikoli. Sąsiad próbował ją uratować, sam został ranny

22-letni Osman Y. rzucił się na byłą partnerkę na klatce schodowej i zadał jej kilkanaście ciosów nożem. W wyniku ataku ranny został sąsiad dziewczyny, który próbował pomóc 19-latce. Kiedy karetka przyjechała na miejsce zdarzenia, było już za późno. Agresora zatrzymano kilka godzin później. Dziecko zamordowanej kobiety trafiło pod opiekę babci.
Źródło info i foto: Gazeta.pl