12-latka urodziła córeczkę. Ojciec dziecka trafił do aresztu pod zarzutem gwałtu

12-latka z Oklahomy w USA została właśnie mamą. Ojciec dziecka, który jest od niej dwukrotnie starszy, został zatrzymany przez policję pod zarzutem gwałtu. 24-letni Juan Miranda-Jara przyszedł ze swoją partnerką w ciąży do szpitala w Oklahomie w Stanach Zjednoczonych. Nie byłoby w tym niczego szczególnego gdyby nie fakt, że przyszła mama miała zaledwie 12 lat. Personel centrum medycznego Hilcrest wezwał na miejsce policję, ponieważ zgodnie z obowiązującym prawem stanowym dolna granica, od której mówi się o obopólnej zgodzie na seks, wynosi 16 lat.

Funkcjonariusz z Tulsy Danny Bean powiedział w rozmowie z mediami, że mężczyzna nie widział żadnego problemu w kwestii wieku swojej dziewczyny, a wręcz był dumny, że wkrótce zostanie ojcem. Ze wstępnych ustaleń śledczych wynika, że para była ze sobą związana do października 2020 roku. O ich relacji miało wiedzieć wiele osób, ponieważ zakochani regularnie wrzucali wspólne zdjęcia na swoje profile w mediach społecznościowych.

W połowie lipca nastolatka urodziła córeczkę. Zarówno świeżo upieczona mama, jak i dziecko, czują się dobrze. Juan Miranda-Jara nie widział jeszcze noworodka. 24-latek został aresztowany pod zarzutem gwałtu pierwszego stopnia. Policja nie wyklucza postawienia mu dodatkowych zarzutów.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Brutalne zabójstwo w Ząbkach. Jest akt oskarżenia

Prokuratura Rejonowa w Wołominie skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Ryszardowi R., któremu zarzuca dokonanie brutalnego zabójstwa właściciela warzywniaka w Ząbkach. Sprawca ukradł 2 tys. zł. 57-latkowi grozi dożywocie.

Mężczyzna został oskarżony o zabójstwo w zamiarze bezpośrednim, w związku z dokonaniem rozboju – mówi prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Śledczy ustalili, że 57-latek uderzył swoją ofiarę w trzykrotnie metalową rurką w głowę, a także w tułów oraz w ręce.

Świadkowie wezwali pomoc

Do zdarzenia doszło 10 stycznia w Ząbkach. Około godz. 18 świadkowie przejeżdżający obok sklepu warzywnego u zbiegu ulic Powstańców i Generała Stanisława Maczka, powiadomili funkcjonariuszy Komendy Policji w Ząbkach o szarpaninie w lokalu. Osoby, które wezwały pomoc, widziały przez szybę, jak jedna osoba ciągnie drugą po podłodze. Następnie w lokalu zgasło światło i zasłonięto okna. Sprawca zbiegł.

Przybyła na miejsce załoga pogotowia ratunkowego zastała pokrzywdzonego właściciela sklepu spożywczo-warzywnego leżącego w kałuży krwi. Pokrzywdzonego z ciężkimi obrażeniami głowy przetransportowano do Szpitala WUM, gdzie w nocy zmarł – podała prok. Skrzeczkowska.

Podejrzany wytypowany dzięki nagraniom z monitoringu

Funkcjonariusze policji wytypowali kilka osób, które podejrzewano o dokonanie zbrodni, ale ich udział w zdarzeniu się nie potwierdził. Na nagraniu z kamer monitorujących okolice miejsca zbrodni zarejestrowano mężczyznę poruszającego się w charakterystyczny sposób. Policjanci ustalili, że wchodził on do sklepu w tym samym czasie, w którym świadkowie zaobserwowali szarpaninę. Udało się również odtworzyć, że sprawca po opuszczeniu sklepu przemieszczał się w kierunku ulicy Piłsudskiego.

21 stycznia funkcjonariusze Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw KSP zatrzymali pochodzącego z Wyszkowa Ryszarda R. Jego DNA ujawniono na materiałowej rękawiczce, którą policja zabezpieczyła na miejscu zbrodni. 57-latek został także przebadany wariografem.

Eksperyment wykazał, że podejrzany reagował na zadawane mu pytania jak osoba, która może być sprawcą, jednak podczas pierwszego przesłuchania nie przyznał się do winy. Zdanie zmienił dopiero podczas posiedzenia aresztowego i sam prosił sąd o zamknięcie go w areszcie śledczym. Mówił, że przed zdarzeniem obserwował warzywniak, a 10 stycznia zaatakował 67-letniego właściciela uderzając go metalową rurką w głowę. Podejrzany powiedział także, że w wyniku rabunku wzbogacił się o dwa tysiące złotych. Później znów zmienił wyjaśnienia.

Podejrzany kilkukrotnie zmieniał swoje stanowisko co do przyznania się do popełnienia zarzucanego mu czynu – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Ryszard R. spędził za kratkami ponad 20 lat

Oskarżony Ryszard R. w przeszłości był karany. w 1995 roku Sąd Wojewódzki w Ostrołęce skazał go za usiłowanie zabójstwa z użyciem broni palnej, do którego również doszło w związku z rozbojem. Jak ustaliła PAP, mężczyzna w zakładach karnych spędził ponad 20 lat. Obecnie jest tymczasowo aresztowany. Za zbrodnię w Ząbkach grozi mu kara od 8 lat do dożywocia.

Śledczy ustalili, że Ryszard R. przed zatrzymaniem mieszkał za granicą. Według funkcjonariuszy po dokonaniu zbrodni planował ucieczkę do Norwegii.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zarzut zabójstwa za brutalne pobicie 66-letniego sąsiada

Zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem usłyszał 25-latek z Będzina (woj. śląskie), który brutalnie pobił 66-letniego sąsiada. Mężczyzna zmarł w wyniku doznanych obrażeń. Podejrzany, który po dokonaniu zbrodni prawdopodobnie próbował uciec za granicę, został aresztowany po tym, jak policję zawiadomiła jego partnerka, której powiedział, że musi wyjechać. 

Będzin. Kom. Paweł Łotocki z tamtejszej Komendy Powiatowej Policji powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową, że do przestępstwa doszło w ubiegłym tygodniu. O tym, co się wydarzyło w jednym z będzińskich mieszkań, poinformowała policję partnerka 25-latka.

„Z jej relacji wynikało, że w nocy ze środy na czwartek para spędzała czas wspólnie, w mieszkaniu. W pewnej chwili znajdujący się pod wpływem alkoholu i narkotyków partner poszedł do sąsiada i dotkliwie go pobił. Kiedy napastnik zorientował się, że 66-latek nie oddycha, wrócił do swojego mieszkania, by zabrać swoje rzeczy i wyszedł, informując partnerkę, że musi wyjechać” – opisują policjanci.

Kobieta zawiadomiła policję. Okazało się, że sprawca prawdopodobnie próbował uciec za granicę. Udało się ustalić, że może przebywać w Tychach, w pobliżu dworca kolejowego. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, zanim zdążył wsiąść do pociągu. Za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem grozi mu nawet dożywcie. Sąd Rejonowy w Będzinie aresztował 25-latka na trzy miesiące. Nieznane są motywy tej zbrodni. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

31-latka przyszła na policję z martwym niemowlęciem. Usłyszała zarzut zabójstwa

Zarzut zabójstwa niemowlęcia usłyszała w sobotę 31-letnia kobieta z Gdańska. W czwartek przyszła na komisariat policji z martwym dzieckiem dodając, że przed chwilą je zabiła. Zabójstwo dwumiesięcznego niemowlęcia w Gdańsku. 31-letnia mieszkanka tego miasta przyniosła w czwartek na lokalny komisariat policji martwe niemowlę. Przyznała się policjantom, że niedawno je zabiła.

Dwa dni później prokuratura postawiła kobiecie zarzut zabójstwa. Informację potwierdziła PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Grażyna Wawryniuk.

Przesłuchanie kobiety odbyło się w szpitalu na oddziale psychiatrycznym, gdzie podejrzana trafiła po zatrzymaniu. Kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. „Na tym etapie śledztwa nie ujawniamy treści wyjaśnień podejrzanej” – dodała Wawryniuk.

Prokuratura wystąpi do sądu o areszt tymczasowy dla kobiety w warunkach szpitalnych. Wstępna opinia sekcji zwłok 2-miesięcznej dziewczynki wskazała, że przyczyną jej śmierci było gwałtowne uduszenie. 31-letnia kobieta przyniosła martwe niemowlę w czwartek wieczorem na jeden z komisariatów policji w Gdańsku. Na miejscu policjanci podjęli akcję reanimacyjną, ale niemowlęcia nie udało się uratować. Za zabójstwo grozi 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Rosyjski naukowiec aresztowany za szpiegostwo w Niemczech

– „Rosyjski naukowiec pracujący na niemieckim uniwersytecie został aresztowany w piątek pod zarzutem szpiegostwa” – poinformowała w poniedziałek prokuratura federalna RFN.

Mężczyzna, przedstawiony jako Ilnur N., „jest podejrzewany o pracę dla rosyjskich służb specjalnych najpóźniej od początku października 2020 roku” – wynika z oświadczenia prokuratury. Do aresztowania Ilnur N. pracował jako asystent w katedrze naukowo-technicznej na jednym z uniwersytetów w w Niemczech.

Rosyjskie tajne służby

Między październikiem 2020 a czerwcem 2021 r. „co najmniej trzy razy spotkał się z funkcjonariuszem rosyjskich tajnych służb. Przynajmniej na dwóch z tych spotkań przekazywał informacje z terenu uczelni. W zamian oskarżony otrzymywał wypłaty gotówkowe” – twierdzi prokuratura.

Wielu rosyjskich dyplomatów oskarżonych o szpiegostwo zostało w ostatnich miesiącach wydalonych z Włoch, Bułgarii, Holandii, Austrii, Francji i Czech.
Źródło info i foto: TVP.info

Ciężko i dotkliwie pobił swoją matkę. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Zarzut usiłowania zabójstwa matki usłyszał mieszkaniec Lubania (woj. dolnośląskie). We wtorek ciężko ją pobił w mieszkaniu w Lubaniu. Kobieta w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Podejrzany w listopadzie napadał na strażników leśnych i w marcu wyszedł z aresztu, gdzie przebywał z powodu tej napaści.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski poinformował w środę, że dzień wcześniej w mieszkaniu w Lubaniu (woj. dolnośląskie) 24-letni Krzysztof S. dotkliwie i ciężko pobił matkę. – Kobietę śmigłowcem LPR przetransportowano do szpitala w Legnicy, jest w stanie krytycznym. Krzysztofowi S. prokurator postawił zarzut usiłowania zabójstwa matki – powiedział, cytowany przez Polską Agencję Prasową. 

Przypomniał, że podejrzany w listopadzie 2020 roku napadał w lesie na strażników leśnych. Zaatakował ich wówczas metalowym prętem. Jeden ze strażników użył wówczas broni palnej, by obezwładnić napastnika. Po tej napaści Krzysztof S. został tymczasowo aresztowany.

„Obserwacja i opinie biegłych potwierdziły, że Krzysztof S. jest niepoczytalny. Dlatego prokurator skierował do sądu wniosek o umorzenie postępowania karnego wobec niego i orzeczenie środka zapobiegawczego, nakazującego leczenie psychiatryczne w warunkach zamkniętych” – PROK. TOMASZ CZUŁOWSKI

Jednak sąd I instancji orzekł jedynie zwolnienie 24-latka z aresztu, co nastąpiło 31 marca tego roku. Prokurator złożył zażalenie na taką decyzję sądu I instancji i Sąd Okręgowy w Jelenie Górze 19 kwietnia 2021 r. uwzględnił zażalenie prokuratury, orzekając, że podejrzany ponownie trafi do aresztu. Jednak tego postanowienia nie zdążono już wykonać.

Prok. Czułowski poinformował również, że w czwartek, w związku z zarzutem usiłowania zabójstwa matki, prokurator złoży w sądzie wniosek o tymczasowy areszt dla mężczyzny. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Radny z Przemyśla z zarzutem zlecenia pobicia. Został zawieszony w prawach członka PO

Radny miejski Tomasz S. z Przemyśla, któremu prokuratura postawiła m.in. zarzut zlecenia pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia, został zawieszony w prawach członka Platformy Obywatelskiej – poinformował rzecznik PO Jan Grabiec. Tomaszowi S. grozi do ośmiu lat więzienia. Tomasz S. trafił na trzy miesiące do aresztu. Przemyscy śledczy zarzucają mu także kierowanie pobiciem oraz nakłanianie do zmiany obciążających zeznań.

Radny, który jest członkiem klubu Koalicji Obywatelskiej w radzie miasta Przemyśla, należy do Platformy Obywatelskiej. – Decyzją rzecznika dyscyplinarnego pan Tomasz S. został 2 kwietnia zawieszony w prawach członka partii do czasu wyjaśnienia sprawy – powiedział rzecznik Platformy Jan Grabiec.

Pobicie kijem bejsbolowym

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu, prok. Marta Pętkowska poinformowała we wtorek, że do pobicia mężczyzny, które miał zlecić Tomasz S., doszło 28 marca.

– Pobity doznał licznych otarć naskórka, zasinień poniżej siedmiu dni. Tomasz S. usłyszał zarzut zlecenia pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Jest to zarzut, w którym dochodzi do narażenia pobitego na wystąpienie poważniejszych skutków – wyjaśniła prok. Pętkowska. Jak dodała, do pobicia mężczyzny użyto kija bejsbolowego.

Radny jest podejrzany także o kierowanie tym pobiciem oraz o nakłanianie pobitego mężczyzny do zmiany zeznań obciążających sprawców pobicia.

Nie ujawniają treści zeznań

W czasie przesłuchania Tomasz S. złożył wyjaśnienia, ale prokuratura na razie nie podaje ich treści. Nie ujawnia też, na obecnym etapie postępowania, powodów dla których S. zlecił pobicie. Podejrzanemu grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Lublin: Ciężko pobite dziecko w szpitalu. Rodzice z zarzutem usiłowania zabójstwa

Dwoje obywateli Bułgarii zostało aresztowanych w Lublinie pod zarzutem usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń swojego 5-tygodniowego synka. Niemowlę w ciężkim stanie jest pod opieką lekarzy w szpitalu – poinformowała miejscowa prokuratura. O tej sprawie pisze m.in. lubelska „Gazeta Wyborcza”. Według ustaleń dziennikarzy rodzina z Bułgarii – para i matka kobiety – mieszkała w Lublinie na stałe, wynajmując piętro w domu jednorodzinnym. Apanasca R. i Sasho M. mieli zajmować się handlem nieruchomościami.

Ich dziecko urodziło się zdrowe, tuż przed Wigilią. W czwartek kobieta udała się z chłopczykiem do jednej z lubelskich przychodni. Niemowlak miał obrażenia głowy, a matka tłumaczyła lekarzom, że dziecko „wypadło jej z rąk”. Jak pisze „GW”, jeszcze tego samego dnia chłopiec trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie, gdzie medycy przeprowadzili skomplikowaną operację głowy. 

Lekarze z lubelskiego USD zawiadomili policję oraz prokuraturę. – Dziecko było w bardzo ciężkim stanie, teraz jego stan jest lepszy  – zaznaczyła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Okazało się, że chłopczyk został skatowany. 

Jak ustalili śledczy, sprawcami pobicia niemowlaka są jego rodzice, obywatele Bułgarii, 22-letnia Apanasca R. oraz 27-letni Sasho M. Według śledczych, chcieli oni zabić swoje dziecko. Usłyszeli już zarzuty usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń swojego synka.

„Prokurator zarzucił im, że działając w zamiarze pozbawienia życia syna, co najmniej dwukrotnie uderzyli jego głową o twarde podłoże, powodując złamania kości czaszki, krwiak przymózgowy, co spowodowało u dziecka chorobę zagrażającą życiu” – AGNIESZKA KĘPKA, PROKURATURA OKRĘGOWA W LUBLINIE

Zarzut nieudzielenia pomocy dziecku znajdującemu się w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia, postawiono również jego babci 42-letniej Sevdzan V. Rodzice dziecka zostali aresztowani na trzy miesiące, natomiast babcia objęta została dozorem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Potrącił siedmiolatkę, uciekł i podpalił auto. Dziecko nie żyje. Będzie zmianę kwalifikacji czynu

Nie żyje siedmiolatka, która na początku stycznia została potrącona na jednym z przejść dla pieszych w Legnicy. Kierowca, który wjechał w dziecko, uciekł z miejsca zdarzenia. Gdy kilka godzin później zatrzymali go policjanci, był pod wpływem narkotyków. Mężczyzna usłyszał już zarzut, ale – po śmierci dziecka – śledczy zapowiadają zmianę kwalifikacji czynu.

Do tragicznego wypadku doszło po południu 8 stycznia na przejściu dla pieszych na ulicy Chojnowskiej w Legnicy. – Z ustaleń pracujących na miejscu funkcjonariuszy wynikało, że kierujący volkswagenem na oznakowanym przejściu dla pieszych nie ustąpił pierwszeństwa przechodniom i potrącił siedmioletnią dziewczynkę – informował wówczas Przemysław Ratajczyk z biura prasowego dolnośląskiej policji.

Mężczyzna nawet się nie zatrzymał, by sprawdzić, co stało się z dziewczynką, i odjechał z miejsca zdarzenia. Po wypadku dziecko w ciężkim stanie trafiło do szpitala. Walka o życie dziewczynki trwała kilkanaście dni. Teraz prokuratorzy otrzymali informację o jej śmierci.

– Poszkodowana w tym zdarzeniu dziewczynka zmarła. Podejrzany w tej sprawie ma na razie zarzut spowodowania wypadku drogowego z następstwem w postaci spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jednak stan faktyczny – po śmierci dziecka – się zmienił – podkreśla Lidia Tkaszczyn z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. I dodaje, że prowadzący sprawę będzie podejmował decyzję o zmianie kwalifikacji czynu, a tym samym zarzutu dla kierowcy. 34-latek może odpowiedzieć za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Potrącił siedmiolatkę, uciekł i podpalił auto

8 stycznia kierowca – po tym, jak wjechał w przechodzące przez pasy dziecko – porzucił samochód, którym jechał.

– Już kilka chwil po zdarzeniu mundurowi znaleźli samochód, którym poruszał się sprawca. Został porzucony i podpalony na jednej z ulic. Sprawca wypadku chciał w ten sposób zatrzeć ślady – relacjonował wtedy policjant.

Kilka godzin później 34-latek wpadł w ręce policjantów. Miał przy sobie marihuanę, a badanie narkotestem wykazało, że znajdował się wtedy pod wpływem narkotyków.
Źródło info i foto: tvn24.pl

30-latek pod wpływem narkotyków potracił pieszego

Zarzut prowadzenia auta pod wpływem amfetaminy usłyszał 30-letni kierowca, który jadąc samochodem w Gdyni śmiertelnie potrącił pieszego. Biegły wstępnie orzekł, że kierowca nie przyczynił się do wypadku – poinformowała prokuratura. 30-latek usłyszał zarzut prowadzenia pojazdu pod wpływem amfetaminy. Poinformowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Do potrącenia doszło w sobotę ok. godz. 20 w Gdyni na ul. Chwaszczyńskiej. Kierowca potrącił śmiertelnie mężczyznę. Po zatrzymaniu okazało się, że prowadził samochód po wpływem narkotyków. Nie miał też żadnych uprawnień do prowadzenia pojazdów.

Sprawą zajęła się prokuratura. Mężczyzna nie usłyszał jednak zarzutów spowodowania wypadku pod wpływem narkotyków, a prowadzenia pojazdu pod wpływem narkotyków za co grożą jedynie dwa lata pozbawienia wolności.

Za spowodowanie wypadku pod wpływem narkotyków grozi nawet 12 lat więzienia.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Według ustaleń, w chwili potrącenia poszkodowany znajdował się na środku jezdni. Wstępna opinia z zakresu rekonstrukcji wypadków mówi, że kierowca nie przyczynił się do wypadku – dodała prokurator Wawryniuk.

Na razie nie wiadomo dlaczego ofiara znajdowała się na środku jezdni. Po wypadku mężczyzna został przewieziony do szpitala, ale mimo udzielonej pomocy zmarł. Policja nie ustaliła jeszcze danych ofiary wypadku. Sekcja zwłok ma też wyjaśnić, czy w chwili wypadku mężczyzna był trzeźwy.
Źródło info i foto: RMF24.pl