Atak nożownika we Włocławku. 22-latek oskarżony

Chwile grozy we Włocławku (woj. kujawsko-pomorskie). W nocy z 29 na 30 lipca ofiara została zaatakowana przez dwóch mężczyzn. Jeden z nich zadał mu cios nożem. Sprawca usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara nawet dożywotniego pozbawienia wolności.

Do tego niepokojącego zdarzenia doszło w nocy z 29 na 30 lipca po godzinie 23. Biuro prasowe KMP we Włocławku informuje nas, że dyżurny odebrał zgłoszenie o ugodzeniu nożem do jakiego doszło w centrum miasta. Ze zgłoszenia wynikało, że 44-latek został zaatakowany przez dwóch mężczyzn, po tym jak zwrócił im uwagę, że zbyt głośno się zachowują. – Ranny włocławianin trafił do szpitala, a sprawcy uciekli z miejsca zdarzenia – przekazuje nadkom. Joanna Seligowska-Ostatek.

– „Od chwili otrzymania zgłoszenia policjanci podjęli intensywne czynności zmierzające do wykrycia sprawców tego przestępstwa i wkrótce ustalili, że mogli go dokonać 22 i 34-latek. Już następnego dnia w godzinach porannych mężczyźni zostali zatrzymani do wyjaśnienia” – informuje w komunikacie policjantka z biura prasowego KMP we Włocławku.

22-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, zaś 34-latek odpowie za nieudzielenie pomocy poszkodowanemu. Obaj zostali doprowadzeni w sobotę (31.07.21) do prokuratury, gdzie wobec starszego z mężczyzn prokurator zastosował policyjny dozór wraz z zakazem zbliżania się i kontaktowania z pokrzywdzonym. – Z kolei młodszy podejrzany trafił przed oblicze sądu, który zadecydował, że najbliższe trzy miesiące spędzi on w areszcie tymczasowym – podsumowuje nadkom. Seligowska-Ostatek.
Źródło info i foto: se.pl

Są wyniki sekcji zwłok 19-latki zabitej przez kierowcę autobusu w Katowicach

Prokuratura podała wyniki sekcji zwłok 19-latki przejechanej przez autobus w Katowicach. – Przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – przekazano. Kierowca autobusu został w niedzielę aresztowany pod zarzutem zabójstwa.

– Według wstępnych wniosków po sekcji zwłok, przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – powiedziała Monika Łata z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Jak dodała prokurator, na potrzeby śledztwa zostanie przygotowana zapewne jeszcze opinia toksykologiczna. Pełna, pisemna opinia biegłych zostanie przygotowana prawdopodobnie w najbliższych tygodniach.

Tragedia w centrum miasta

Do tragedii doszło w sobotę przed godz. 6 rano niedaleko przejścia dla pieszych u zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na dostępnym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki, a następnie biegną za odjeżdżającym pojazdem.

31-letni kierowca Łukasz T. w niedzielę usłyszał zarzut zabójstwa 19-latki, a także zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, które były na torze jazdy autobusu. Został aresztowany na trzy miesiące. Jak opisywała prokuratura, w swoich wyjaśnieniach podejrzany częściowo przyznał się do przedstawionego zarzutu i stwierdził, że obawiał się o swoje życie i zdrowie; bał się, że zostanie zaatakowany przez grupę ludzi, dlatego ruszył autobusem. Jak oświadczył, absolutnie nie chciał nikogo przejechać, i że gdyby miał taką świadomość – że kogoś przejechał – to zatrzymałby się i udzielił pomocy.

Kierowcy – jak wyjaśniał śledczym – wydawało się, że ktoś z grupy stojącej po obu stronach autobusu kopie w drzwi pojazdu. Kiedy drzwi te miały się otworzyć, kierowca zamknął je i odniósł wrażenie – mówił w prokuraturze – że osoby z obu stron będą atakować autobus, dlatego ruszył. Słyszał też, że coś uderzyło w szybę. Gdy odjechał (już po potrąceniu nastolatki), myślał, że biegnące za autobusem osoby (krzyczące, że ktoś jest pod autobusem) ścigają go, by zaatakować.

Jak podała w poniedziałek prokuratura, badania toksykologiczne wykazały, że kierowca autobusu miał w organizmie trzy rodzaje leków – antydepresyjnych i przeciwbólowych. Nie stwierdzono w jego organizmie narkotyków ani alkoholu.

Zbiórka pieniędzy

Okoliczności bójki, jaka odbywała się w sobotni poranek na ulicy Mickiewicza, będą przedmiotem innego postępowania – materiały dotyczące tego wątku zostały w poniedziałek wyłączone ze sprawy śmierci 19-latki. 19-letnia Barbara Sz. mieszkała w Świętochłowicach, miała dwoje małych dzieci – w internecie zorganizowano zbiórkę pieniędzy na ich rzecz. W miejscu sobotniej tragedii pojawiły się znicze, ktoś przyniósł też misia i pluszowe serce.
Źródło info i foto: interia.pl

Nie żyje skatowana 3-latka z Torunia

Sylwia M. i Przemysław O. 30 maja usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa: mieli znęcać się nad córką co najmniej od kwietnia. 28 maja, bijąc trzylatkę po głowie, doprowadzili do tego, że w stanie ciężkim trafiła do szpitala.

Z oddziału intensywnej terapii Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Toruniu, dokąd trafiła dziewczynka, od początku płynęły złe informacje. Trzylatka była w stanie krytycznym, a jej obrażenia okazały się niezwykle rozległe. Lekarze stwierdzili wiele poważnych obrażeń m.in. głowy i mózgu.

„Niestety dziewczynka zmarła w nocy z piątku na sobotę” – poinformował dzisiaj rzecznik prasowy toruńskiej placówki Janusz Mielcarek.

Teraz rodzice dziewczynki muszą liczyć się z zaostrzeniem zarzutów.

„23-letnia Sylwia M. i 32-letni Przemysław O. są podejrzani o to, że w okresie co najmniej od kwietnia tego roku do 28 maja, działając wspólnie i w porozumieniu, znęcali się fizycznie nad małoletnią córką w wieku 2 lat i 11 miesięcy. Zadali jej uderzenia przedmiotami, otwartą dłonią po całym ciele, w tym w szyję oraz w twarz, a także nie zapewnili jej niezbędnej pomocy koniecznej do zaopatrzenia złamania kości ramiennej prawej” – relacjonował wcześniej rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Toruniu prok. Andrzej Kukawski.

Jak dodał: „Do kulminacji doszło 28 maja. Wówczas rodzice mieli spowodować u dziecka urazy głowy. Zadając ciosy, doprowadzili do licznych zmian w obrębie mózgowia i masywnego obrzęku mózgu”.

Z relacji prokuratury wynika, że karetkę pogotowia wezwał ojciec dziewczynki. Lekarze, widząc jej obrażenia, natychmiast zawiadomili policję. Rodzice zostali wówczas zatrzymani. Nie przyznali się do usiłowania zabójstwa córki.

„Mając na uwadze dobro śledztwa, nie mogę ujawnić treści ich wyjaśnień. Zdecydowaliśmy się w niedzielę 30 maja na złożenie do sądu wniosku o tymczasowe aresztowanie podejrzanych na okres 3 miesięcy. Sąd przychylił się do tego wniosku” – wskazywał prok. Kukawski.

Teraz śledczy przyznał, że możliwa jest w tej sprawie zmiana kwalifikacji czynu na zabójstwo.

„Kolejnych czynności prokuratury w tej sprawie należy oczekiwać po weekendzie” – dodał.

Sylwia M. i Przemysław O. mają jeszcze dwoje dzieci, co więcej: 23-latka jest w ciąży. 32-latek był wcześniej karany za przestępstwa przeciwko mieniu i odsiadywał wyrok więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciężko i dotkliwie pobił swoją matkę. Usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa

Zarzut usiłowania zabójstwa matki usłyszał mieszkaniec Lubania (woj. dolnośląskie). We wtorek ciężko ją pobił w mieszkaniu w Lubaniu. Kobieta w stanie krytycznym trafiła do szpitala. Podejrzany w listopadzie napadał na strażników leśnych i w marcu wyszedł z aresztu, gdzie przebywał z powodu tej napaści.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze prok. Tomasz Czułowski poinformował w środę, że dzień wcześniej w mieszkaniu w Lubaniu (woj. dolnośląskie) 24-letni Krzysztof S. dotkliwie i ciężko pobił matkę. – Kobietę śmigłowcem LPR przetransportowano do szpitala w Legnicy, jest w stanie krytycznym. Krzysztofowi S. prokurator postawił zarzut usiłowania zabójstwa matki – powiedział, cytowany przez Polską Agencję Prasową. 

Przypomniał, że podejrzany w listopadzie 2020 roku napadał w lesie na strażników leśnych. Zaatakował ich wówczas metalowym prętem. Jeden ze strażników użył wówczas broni palnej, by obezwładnić napastnika. Po tej napaści Krzysztof S. został tymczasowo aresztowany.

„Obserwacja i opinie biegłych potwierdziły, że Krzysztof S. jest niepoczytalny. Dlatego prokurator skierował do sądu wniosek o umorzenie postępowania karnego wobec niego i orzeczenie środka zapobiegawczego, nakazującego leczenie psychiatryczne w warunkach zamkniętych” – PROK. TOMASZ CZUŁOWSKI

Jednak sąd I instancji orzekł jedynie zwolnienie 24-latka z aresztu, co nastąpiło 31 marca tego roku. Prokurator złożył zażalenie na taką decyzję sądu I instancji i Sąd Okręgowy w Jelenie Górze 19 kwietnia 2021 r. uwzględnił zażalenie prokuratury, orzekając, że podejrzany ponownie trafi do aresztu. Jednak tego postanowienia nie zdążono już wykonać.

Prok. Czułowski poinformował również, że w czwartek, w związku z zarzutem usiłowania zabójstwa matki, prokurator złoży w sądzie wniosek o tymczasowy areszt dla mężczyzny. 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Brutalnie pobity ksiądz zmarł w szpitalu

Ksiądz prałat Adam Myszkowski zmarł w środę w łódzkim szpitalu. Duchowny był hospitalizowany od początku marca. Został brutalnie pobity przez napastnika. Do ataku doszło, gdy zamykał bramę plebanii.

Proboszcz parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu (woj. łódzkie) i dziekan dekanatu żarnowskiego zmarł w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Łodzi. Poinformowała o tym w środę diecezja radomska na swoim profilu w mediach społecznościowych. Na początku marca duchowny został ciężko pobity. W następstwie odniesionych ran był operowany. Przez dwa tygodnie pobytu na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Łodzi nie odzyskał przytomności.

Zarzut usiłowania zabójstwa księdza postawiła prokuratura 47-latkowi. W rozmowie ze śledczymi, mieszkaniec gminy Paradyż, przyznał się do napaści. W chwili popełnienia przestępstwa był nietrzeźwy. Mężczyźnie grozi kara dożywotniego więzienia.

Do napaści na kustosza Sanktuarium w Paradyżu doszło na początku marca. Policjanci zostali wówczas powiadomieni o poważnych obrażeniach ciała, w tym głowy, jakich doznał 69-letni ksiądz, wieloletni proboszcz paradyskiej parafii. Duchowny został zaatakowany, kiedy zamykał bramę na plebanię

43 lata posługi

Ks. prał. Adam Myszkowski urodził się 18 grudnia 1952 roku w Radoszycach. Pochodzi z parafii św. Apostołów Piotra i Pawła w Radoszycach. Wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Sandomierzu w 1971 roku. W czasie formacji seminaryjnej odbył dwa lata obowiązkowej służby wojskowej w kompanii kleryckiej w Szczecinie-Podjuchach. Święcenia kapłańskie otrzymał 3 czerwca 1978 roku z rąk Sł. Bożego bp. Piotra Gołębiowskiego.

Jako wikariusz był duszpasterzem w Brzeźnicy (1978-1980), Jastrzębiu koło Wierzbicy (1980-1988) i w parafii pw. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Starachowicach (1988-1992). W 1992 roku został proboszczem parafii w Wielkiej Woli – Paradyżu, zastępując ks. prał. Izydora Papiera oraz kustoszem Sanktuarium Chrystusa Cierniem Koronowanego oraz Krwi Zbawiciela. Od roku 2000 był dziekanem dekanatu żarnowskiego. W grudniu 2002 r. został kanonikiem honorowym Kapituły Świętego Bartłomieja w Opocznie, a w 2008 r. otrzymał godność kapelana honorowego Jego Świątobliwości (tytuł prałata).
Źródło info i foto: tvn24.pl

Kalifornia: 23-latek chciał wrzucić żonę do oceanu, a potem zakopać żywcem. Są zarzuty

23-letni mężczyzna chciał zakopać żywcem swoją żonę na jednej z plaż w Kalifornii, a wcześniej wrzucić do wody – podała lokalna policja. „Los Angeles Time” poinformował, że mężczyzna został zatrzymany, postawiono mu zarzut usiłowania zabójstwa.

Usiłowanie zabójstwa na plaży w Kalifornii. Do zdarzenia doszło w czwartek wieczorem na kompleksie w Coronado. Para pokłóciła się, a 23-latek zezłościł się do tego stopnia, że zaatakował kobietę. Najpierw Jose Luis Mares III (tak zidentyfikowała go policja) próbował wrzucić żonę do oceanu. Następnie zaprowadził kobietę w pobliże wieży ratowniczej, do wykopanego głębokiego dołu z piasku. Tam próbował zakopać żonę żywcem.

Agresor uciekł po pewnym czasie. „Nie wiemy, co go odstraszyło. Może to był ktoś przechodzący obok” – powiedział Ryan Brennan z policji w Coronado. Kobieta wydostała się z pułapki, po wyjściu z plaży pomógł jej przechodzień. Uzyskała pomoc psychologiczną w San Diego. Poinformowała służby, że mężczyzna próbował ją zabić. 23-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa. Zarzuca się mu również napaść i spowodowanie poważnych obrażeń u żony.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Lublin: Ciężko pobite dziecko w szpitalu. Rodzice z zarzutem usiłowania zabójstwa

Dwoje obywateli Bułgarii zostało aresztowanych w Lublinie pod zarzutem usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń swojego 5-tygodniowego synka. Niemowlę w ciężkim stanie jest pod opieką lekarzy w szpitalu – poinformowała miejscowa prokuratura. O tej sprawie pisze m.in. lubelska „Gazeta Wyborcza”. Według ustaleń dziennikarzy rodzina z Bułgarii – para i matka kobiety – mieszkała w Lublinie na stałe, wynajmując piętro w domu jednorodzinnym. Apanasca R. i Sasho M. mieli zajmować się handlem nieruchomościami.

Ich dziecko urodziło się zdrowe, tuż przed Wigilią. W czwartek kobieta udała się z chłopczykiem do jednej z lubelskich przychodni. Niemowlak miał obrażenia głowy, a matka tłumaczyła lekarzom, że dziecko „wypadło jej z rąk”. Jak pisze „GW”, jeszcze tego samego dnia chłopiec trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Lublinie, gdzie medycy przeprowadzili skomplikowaną operację głowy. 

Lekarze z lubelskiego USD zawiadomili policję oraz prokuraturę. – Dziecko było w bardzo ciężkim stanie, teraz jego stan jest lepszy  – zaznaczyła rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Agnieszka Kępka, w rozmowie z Polską Agencją Prasową. Okazało się, że chłopczyk został skatowany. 

Jak ustalili śledczy, sprawcami pobicia niemowlaka są jego rodzice, obywatele Bułgarii, 22-letnia Apanasca R. oraz 27-letni Sasho M. Według śledczych, chcieli oni zabić swoje dziecko. Usłyszeli już zarzuty usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkich obrażeń swojego synka.

„Prokurator zarzucił im, że działając w zamiarze pozbawienia życia syna, co najmniej dwukrotnie uderzyli jego głową o twarde podłoże, powodując złamania kości czaszki, krwiak przymózgowy, co spowodowało u dziecka chorobę zagrażającą życiu” – AGNIESZKA KĘPKA, PROKURATURA OKRĘGOWA W LUBLINIE

Zarzut nieudzielenia pomocy dziecku znajdującemu się w bezpośrednim niebezpieczeństwie utraty życia, postawiono również jego babci 42-letniej Sevdzan V. Rodzice dziecka zostali aresztowani na trzy miesiące, natomiast babcia objęta została dozorem policji.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Są już zarzuty po napadzie na kantor

Prokurator przedstawił 35-letniemu Jakubowi D. zarzut usiłowania zabójstwa dwóch osób z użyciem broni palnej i dokonanie rozboju. Chodzi o piątkowy napad na kantor w centrum Olsztyna. Podejrzany przyznał się do winy – poinformował PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

Prokurator Krzysztof Stodolny poinformował w niedzielę PAP, że o napad na kantor, do którego doszło w piątek wieczorem, podejrzany jest 35-letni Jakub D. Mężczyzna postrzelił dwoje pracowników kantoru – jedna osoba jest ranna w brzuch, druga w klatkę piersiową. Stodolny podał, że stan obu ranionych z ostrej broni osób jest poważny.

– Jakubowi D. prokurator przedstawił dziś zarzut usiłowania zabójstwa dwóch osób przy użyciu broni palnej oraz dokonanie rozboju z użyciem broni palnej, w wyniku którego dokonał on zaboru złotych monet o wartości 440 tys. zł – podał PAP Stodolny. Prokurator poinformował, że Jakub D. przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

– Zaprzeczył, że działał z zamiarem zabójstwa pracowników kantoru – podał Stodolny.
Źródło info i foto: TVP.info

Jakub D. z zarzutami za napad na kantor i postrzelenie dwóch osób

Prokurator przedstawił 35-letniemu Jakubowi D. zarzut usiłowania zabójstwa dwóch osób z użyciem broni palnej i dokonanie rozboju – chodzi o piątkowy napad na kantor w centrum Olsztyna. Podejrzany przyznał się do winy – poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

Prokurator Krzysztof Stodolny poinformował w niedzielę, że o napad na kantor, do którego doszło w piątek wieczorem, podejrzany jest 35-letni Jakub D. Mężczyzna postrzelił dwoje pracowników kantoru – jedna osoba jest ranna w brzuch, druga w klatkę piersiową. Stodolny podał, że stan obu ranionych z ostrej broni osób jest poważny.

– Jakubowi D. prokurator przedstawił dziś zarzut usiłowania zabójstwa dwóch osób przy użyciu broni palnej oraz dokonanie rozboju z użyciem broni palnej, w wyniku którego dokonał on zaboru złotych monet o wartości 440 tys. zł – podał Stodolny. Prokurator poinformował, że Jakub D. przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia, które będą teraz weryfikowane.

– Zaprzeczył, że działał z zamiarem zabójstwa pracowników kantoru – podał Stodolny.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Areszt dla rodziców trzymiesięcznego chłopca. Złamane żebra, poparzenia na ciele dziecka

Są zarzuty dla rodziców maltretowanego trzymiesięcznego chłopca z Torunia. Jak informuje prokuratura, 28-letni ojciec usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem. Z kolei matka odpowie za znęcanie się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Oboje nie przyznali się do winy. Sąd podjął decyzję o aresztowaniu pary na trzy miesiące.

Rodzice trafili z chłopcem do przychodni, bo puchła mu nóżka. Po zbadaniu okazało się, że ma złamane kości piszczelowe obu nóg (urazy powstałe w różnym okresie), złamane żebra oraz oparzenia w obrębie klatki piersiowej i jamy brzusznej. Policję o sprawie maltretowania trzymiesięcznego Remigiusza poinformowali lekarze.

28-letni ojciec dziecka usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa z zamiarem ewentualnym ze szczególnym okrucieństwem. 25-letnia matka odpowie za znęcania się fizyczne nad małoletnim ze szczególnym okrucieństwem – poinformował Jarosław Kilkowski z Prokuratury Okręgowej w Toruniu. Jak dodał, ojcu chłopca grozi dożywocie, a matce – do 10 lat więzienia.

Rodzice nie przyznali się do winy. Ojciec odmówił wyjaśnień, a tego, co przekazała nam matka, z uwagi na dobro śledztwa nie mogę w tej chwili ujawnić – podkreślił Kilkowski. Prokuratura skierowała do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie rodziców chłopca na trzy miesiące. Sąd przychylił się do niego.

Chłopiec nadal jest w szpitalu

Rzecznik prasowy wojewódzkiego szpitala w Toruniu Janusz Mielcarek poinformował, że chłopiec nadal jest hospitalizowany. Wymaga opieki, ale jego stan określany jest jako dobry. Z informacji PAP wynika, że rodzina mieszkająca na toruńskim Rubinkowie nie była wcześniej znana policji. Nie miała założonej niebieskiej karty, nie notowano tam też interwencji.
Źródło info i foto: RMF24.pl