Wycofano apelację ws. procesu mężczyzny podejrzanego o zabójstwo żony

Sąd Apelacyjny w Gdańsku ogłosi w czwartek wyrok w procesie odwoławczym mieszkańca gminy Smołdzino (Pomorskie), oskarżonego o wieloletnie znęcanie się nad żoną i jej zabójstwo. Apelację od wyroku sądu niższej instancji wycofała prokuratura. O wycofaniu apelacji przez prokuraturę poinformował w środę na ostatniej rozprawie przewodniczący składu sędziowskiego Sądu Apelacyjnego w Gdańsku Włodzimierz Brazewicz.

W październiku zeszłego roku roku Sąd Okręgowy w Słupsku skazał Romana R. na 12 lat więzienia, zmieniając przy tym w istotny sposób kwalifikację karną czynu z zarzutu zabójstwa na usiłowanie zabójstwa.

Apelację od wyroku złożyli obrońca oskarżonego oraz prokuratura. Obrońca wniósł o uznanie Romana R. winnym tylko jednorazowego pobicia małżonki, które spowodowało u niej problemy zdrowotne poniżej siedmiu dni. Prokuratura zawnioskowała zaś w apelacji o uchylenie wyroku sądu niższej instancji i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania. Sąd w Słupsku uznał, ogłaszając wyrok, że Roman R. znęcał się nad żoną psychicznie i fizycznie, a między 11 a 16 września 2019 roku dotkliwie ją pobił, powodując ciężkie obrażenia ciała. Zmieniając kwalifikację karną przestępstwa z zabójstwa na jego usiłowanie sąd niższej instancji ocenił, że mężczyzna działał z zamiarem ewentualnym, lecz celu nie osiągnął wskutek interwencji rodziny pokrzywdzonej.

Operacja poszkodowanej

59-letnia Grażyna R. przeszła skomplikowaną operację głowy. Zmarła po prawie trzech miesiącach w szpitalu, 5 grudnia 2019 r. Powołanemu już na etapie procesu sądowego biegłemu nie udało się ustalić związku przyczynowego między stwierdzonymi obrażeniami a śmiercią kobiety.

W połowie czerwca przed Sądem Apelacyjnym w Gdańsku wystąpiła biegła z zakresu medycyny sądowej Jolanta Wilmanowska, która stwierdziła m.in., że osoba wykonująca sekcję zwłok Grażyny R. „nie stwierdziła widocznych zmian, które tłumaczyłyby przyczynę zgonu pokrzywdzonej”, a jednocześnie nie pobrała ze zwłok wycinków różnych organów do badań mikroskopowych.

Pytana przez sąd, czy jest szansa, aby po ewentualnej ekshumacji pobrać z ciała pokrzywdzonej odpowiednie wycinki narządów i jednoznacznie ustalić przyczyny jej śmierci, biegła odpowiedziała, że półtora roku po zgonie zmiany pośmiertne w organach są już na tyle zaawansowane, że takie działanie byłoby bezcelowe.

Biegła powodem apelacji

Aleksandra Pryputniewicz z Prokuratury Rejonowej w Słupsku powiedziała, że wycofanie przez prokuraturę apelacji ma związek z wnioskami przedstawionymi przez biegłą na czerwcowej rozprawie.

– Przeprowadzone dowody nie przesądzają kategorycznie o tym, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między obrażeniami, jakich doznała pokrzywdzona na wskutek pobicia we wrześniu 2019 roku, a jej zgonem na początku grudnia. W tej sytuacji nie możemy przypisać oskarżonemu zabójstwa. Na etapie kierowania aktu oskarżenia sytuacja wyglądała inaczej. Dopiero podczas postępowania sądowego poddano dowody pełnej weryfikacji. Zakwalifikowanie przez sąd I instancji czynu oskarżonego jako usiłowanie zabójstwa, jak i wysokość wymierzonej kary, uznajemy za słuszne – wyjaśniła Pryputniewicz.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Makabryczna zbrodnia. 33-latek zabił ojca siekierą

Policja zatrzymała 33-latka podejrzanego o zamordowanie siekierą własnego ojca. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa i przyznał się do winy – informuje „Super Express”. Trafił na trzy miesiące do aresztu. Grozi mu dożywotnie pozbawienie wolności.

Do zbrodni doszło w ubiegły czwartek we wsi Krzemienna (pow. łobeski, woj. zachodniopomorskie). Późnym wieczorem mieszkańcy małej miejscowości usłyszeli krzyk matki zatrzymanego. Kobieta wybiegła przed dom, wołając: „Ratunku! Pomocy!”.

„Super Express” informuje, że mieszkańcy zgromadzili się pod furtką domu, przy której stał Dariusz Z. z zakrwawionymi rękoma. W środku mieszkania znaleziono ciało Pawła Z., ojca zatrzymanego. Mężczyzna leżał w kałuży krwi. Jego głowa była niemal całkowicie odcięta od głowy. Dariusz Z. został zatrzymany przez policję. Następnego dnia funkcjonariusze znaleźli siekierę, która najprawdopodobniej była narzędziem zbrodni. 33-latkowi postawiono zarzut zabójstwa ojca. Mężczyzna przyznał się do winy. Sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec niego tymczasowy areszt na okres trzech miesięcy. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Dariusz Z. pracował ze swoim ojcem na fermie norek. Według mieszkańców Krzemiennej nic nie wskazywało na to, że 33-latek może dopuścić się zbrodni. Sąsiedzi twierdzą, że był spokojny i zamknięty w sobie.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Są wyniki sekcji zwłok 19-latki zabitej przez kierowcę autobusu w Katowicach

Prokuratura podała wyniki sekcji zwłok 19-latki przejechanej przez autobus w Katowicach. – Przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – przekazano. Kierowca autobusu został w niedzielę aresztowany pod zarzutem zabójstwa.

– Według wstępnych wniosków po sekcji zwłok, przyczyną zgonu były bardzo rozległe, wielonarządowe obrażenia, zarówno wewnętrzne, jak i zewnętrzne, które doprowadziły do zatrzymania krążenia – powiedziała Monika Łata z zespołu prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Jak dodała prokurator, na potrzeby śledztwa zostanie przygotowana zapewne jeszcze opinia toksykologiczna. Pełna, pisemna opinia biegłych zostanie przygotowana prawdopodobnie w najbliższych tygodniach.

Tragedia w centrum miasta

Do tragedii doszło w sobotę przed godz. 6 rano niedaleko przejścia dla pieszych u zbiegu ulic Mickiewicza i Stawowej – w ścisłym centrum Katowic. Na dostępnym w mediach społecznościowych amatorskim nagraniu widać, jak kierowca autobusu najeżdża na grupę młodych ludzi, z których część uczestniczyła w bójce na pasie ruchu. Nastolatka znika pod kołami pojazdu, który ciągnie ją przez kilkadziesiąt metrów, zaś jeden z mężczyzn jest popychany przez jadący autobus, inni uciekają na boki, a następnie biegną za odjeżdżającym pojazdem.

31-letni kierowca Łukasz T. w niedzielę usłyszał zarzut zabójstwa 19-latki, a także zarzuty usiłowania zabójstwa dwóch innych osób, które były na torze jazdy autobusu. Został aresztowany na trzy miesiące. Jak opisywała prokuratura, w swoich wyjaśnieniach podejrzany częściowo przyznał się do przedstawionego zarzutu i stwierdził, że obawiał się o swoje życie i zdrowie; bał się, że zostanie zaatakowany przez grupę ludzi, dlatego ruszył autobusem. Jak oświadczył, absolutnie nie chciał nikogo przejechać, i że gdyby miał taką świadomość – że kogoś przejechał – to zatrzymałby się i udzielił pomocy.

Kierowcy – jak wyjaśniał śledczym – wydawało się, że ktoś z grupy stojącej po obu stronach autobusu kopie w drzwi pojazdu. Kiedy drzwi te miały się otworzyć, kierowca zamknął je i odniósł wrażenie – mówił w prokuraturze – że osoby z obu stron będą atakować autobus, dlatego ruszył. Słyszał też, że coś uderzyło w szybę. Gdy odjechał (już po potrąceniu nastolatki), myślał, że biegnące za autobusem osoby (krzyczące, że ktoś jest pod autobusem) ścigają go, by zaatakować.

Jak podała w poniedziałek prokuratura, badania toksykologiczne wykazały, że kierowca autobusu miał w organizmie trzy rodzaje leków – antydepresyjnych i przeciwbólowych. Nie stwierdzono w jego organizmie narkotyków ani alkoholu.

Zbiórka pieniędzy

Okoliczności bójki, jaka odbywała się w sobotni poranek na ulicy Mickiewicza, będą przedmiotem innego postępowania – materiały dotyczące tego wątku zostały w poniedziałek wyłączone ze sprawy śmierci 19-latki. 19-letnia Barbara Sz. mieszkała w Świętochłowicach, miała dwoje małych dzieci – w internecie zorganizowano zbiórkę pieniędzy na ich rzecz. W miejscu sobotniej tragedii pojawiły się znicze, ktoś przyniósł też misia i pluszowe serce.
Źródło info i foto: interia.pl

Nie tylko kierowca autobusu usłyszy zarzuty?

Kierowca autobusu usłyszał zarzut zabójstwa młodej kobiety oraz usiłowania zabójstwa dwóch innych osób. Śledczy zapowiedzieli odrębne postępowanie w sprawie bójki, z powodu której ofiara w ogóle znalazła się na jezdni.

Prokuratura Okręgowa w Katowicach zorganizowała konferencję prasową w sprawie wydarzeń z soboty, 31 lipca, kiedy na ul. Mickiewicza pod kołami autobusu zginęła dziewiętnastoletnia matka dwójki dzieci. Śledczy potwierdzili informacje, które kilka godzin wcześniej podaliśmy na portalu Wirtualnej Polski. Kierowca PKM Katowice był pod wpływem silnych środków antydepresyjnych oraz leków przeciwbólowych.

– „Badanie toksykologiczne potwierdziło obecność trzech leków w organizmie podejrzanego” – poinformował prok. Aleksander Duda. – „W toku dalszego śledztwa będzie prowadzone postępowanie pod kątem tego, jak wpływ miały te leki z puntu widzenia możliwości prowadzenia pojazdu przez podejrzanego” – dodał.

Do tej pory przesłuchano około 20 świadków, a trzydziestojednolatkowi przedstawiono zarzut zabójstwa oraz usiłowania zabójstwa dwóch innych osób.

Przypomnijmy, że do całego zdarzenia doszło tuż przed godz. 6.00 rano w centrum miasta. Na chodniku wywiązała się bójka, która szybko przeniosła się na jezdnię, brało w niej udział kilkanaście osób. Wówczas nadjechał autobus. Kierowca zatrzymał się i trąbił, po chwili ruszył delikatnie, a następnie mocno dodał gazu, nie zważając na ludzi, którzy wciąż znajdowali się przed nim. Mężczyznom udało się uciec, ale młoda kobieta zginęła pod kołami.

Prokurator zapowiedział, że w sprawie bójki przeprowadzone zostanie odrębne postępowanie, a zgromadzone dotąd materiały zostaną przekazane śledczym.

„Kierowca bał się tłumu”

Kierowca PKM Katowice złożył obszerne wyjaśnienia, w których zaprzeczył, aby leczył się psychiatrycznie. Leki, które przyjmował, były jednak wystawiane na receptę.

– „Z zeznań wnika, że kierowca bał się tłumu, który znalazł się przed autobusem. Wydawało mu się, że agresywne osoby atakują pojazd i chcą wedrzeć się do środka” – mówi WP prok. Monika Łata. Trzydziestojednolatek twierdzi, że był przerażony całą sytuacją i pojechał do zajezdni, ponieważ wiedział, że może się tam schronić.

Nie ma przepisów, które pozwalają na kontrolę kierowców

PKM Katowice wydał wyjaśnienie, w którym zaapelował o wyciszenie emocji i powstrzymanie się od niepotrzebnych ocen, które zalały internet. „Z wielkim niepokojem i smutkiem obserwujemy falę hejtu, jaką to nieszczęście wywołało. Złe emocje i obraźliwe komentarze osądzające tak ofiarę tego wypadku, jak i jego sprawcę, są w naszej ocenie nie tylko niestosowne, ale przede wszystkim raniące uczucia bliskich tych osób, którym to tragiczne wydarzenie odebrało spokój na długi czas” – napisano.

Ponadto dyrektor PKM w rozmowie z WP zapewnił, że kierowca pomyślnie przeszedł wszystkie konieczne badania, a prawo nie przewiduje przepisów, które pozwalałyby skutecznie kontrolować pracowników pod kątem zażywanych na co dzień substancji. W tej sprawie wielokrotnie interweniowała już Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej. Bezskutecznie.
Źródło info i foto: wp.pl

Włochy: 21-letni Polak podejrzany o morderstwo na tle satanistycznym

21-letni Polak mieszkający w Brunico w Trydencie na północy Włoch został aresztowany pod zarzutem zabójstwa swojego sąsiada. Było to, jak wszystko na to wskazuje, morderstwo na tle satanistycznym – podaje w czwartek lokalne wydanie dziennika „Corriere della Sera”.

Młody Polak, pracujący we Włoszech jako robotnik, zgłosił się na pogotowie cały we krwi i wyjaśnił lekarzom, że zranił się, zabijając swojego sąsiada. 30-letni Włoch został znaleziony martwy w swoim domu z licznymi ranami.

Czaszka i kości w domu

W domu aresztowanego Polaka karabinierzy znaleźli zaś czaszkę i kości wykorzystywane zapewne do satanistycznych rytuałów. Ustalono, że podejrzany o zabójstwo był znany w środowiskach satanistów i posługiwał się ich symbolami.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Córka zabiła matkę podczas alkoholowej libacji

Tragiczny finał miała libacja alkoholowa w Bruśniku (gm. Ciężkowice), do której doszło 9 lipca. Brały w niej udział dwie kobiety: 80-latka oraz jej 56-letnia córka. W pewnym momencie doszło między nimi do sprzeczki, która przerodziła się w bójkę. 56-latka wielokrotnie uderzyła swoją matkę oraz doprowadziła do jej śmierci przez uduszenie.

Kara dożywotniego pozbawienia wolności grozi 56-letniej kobiecie, która zabiła swoją matkę. Jak informuje portal tarnow.net.pl, do zdarzenia doszło w piątek (9 lipca) w Bruśniku (gm. Ciężkowice), podczas libacji alkoholowej. Alkohol spożywały tam dwie kobiety: 80-latka oraz jej 56-letnia córka. W pewnym momencie wywiązała się między nimi sprzeczka, a młodsza z kobiet zaczęła zachowywać się niezwykle agresywnie. Najpierw brutalnie pobiła swoją matkę, a następnie doprowadziła do jej śmierci przez uduszenie. 56-latka sama zadzwoniła na policję i poinformowała o tym, co zaszło w jej domu. Kobieta została zatrzymana, w jej organizmie było wówczas 1,5 promila alkoholu. Po wytrzeźwieniu usłyszała zarzut zabójstwa. Przyznała się do winy, choć nie potrafiła wytłumaczyć śledczym motywów swojego postępowania. Twierdziła również, że nie chciała zabić swojej matki. Sąd zastosował wobec niej środek zapobiegawczy w postaci trzymiesięcznego aresztu.

– Podczas wspólnego spożywania alkoholu 56-latka zadawała pokrzywdzonej uderzenia po całym ciele, na skutek czego ta doznała licznych wielonarządowych obrażeń, w tym obrzęku mózgu. Bezpośrednią przyczyną zgonu było gwałtowne uduszenie – powiedział portalowi tarnow.net.pl prokurator Mieczysław Sienicki, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnowie.
Źródło info i foto: se.pl

31-latka przyszła na policję z martwym niemowlęciem. Usłyszała zarzut zabójstwa

Zarzut zabójstwa niemowlęcia usłyszała w sobotę 31-letnia kobieta z Gdańska. W czwartek przyszła na komisariat policji z martwym dzieckiem dodając, że przed chwilą je zabiła. Zabójstwo dwumiesięcznego niemowlęcia w Gdańsku. 31-letnia mieszkanka tego miasta przyniosła w czwartek na lokalny komisariat policji martwe niemowlę. Przyznała się policjantom, że niedawno je zabiła.

Dwa dni później prokuratura postawiła kobiecie zarzut zabójstwa. Informację potwierdziła PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Grażyna Wawryniuk.

Przesłuchanie kobiety odbyło się w szpitalu na oddziale psychiatrycznym, gdzie podejrzana trafiła po zatrzymaniu. Kobieta przyznała się do winy i złożyła wyjaśnienia. „Na tym etapie śledztwa nie ujawniamy treści wyjaśnień podejrzanej” – dodała Wawryniuk.

Prokuratura wystąpi do sądu o areszt tymczasowy dla kobiety w warunkach szpitalnych. Wstępna opinia sekcji zwłok 2-miesięcznej dziewczynki wskazała, że przyczyną jej śmierci było gwałtowne uduszenie. 31-letnia kobieta przyniosła martwe niemowlę w czwartek wieczorem na jeden z komisariatów policji w Gdańsku. Na miejscu policjanci podjęli akcję reanimacyjną, ale niemowlęcia nie udało się uratować. Za zabójstwo grozi 
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Szczecin: Matka przyznała się do zabójstwa noworodka

Zarzut zabójstwa usłyszała matka noworodka, który zmarł w Szczecinie; dziecko najprawdopodobniej zostało uduszone – poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. Matka dziecka przyznała się do winy.

– W wyniku sprawnie podjętych czynności, zarówno przez policję, jak i przez prokuraturę, ustalono, iż do śmierci dziecka doszło najprawdopodobniej w wyniku uduszenia – poinformowała w środę rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Alicja Macugowska-Kyszka. Dodała, że matka dziecka została zatrzymana, usłyszała zarzut zabójstwa.

Jak powiedziała prok. Macugowska-Kyszka, „kobieta przyznała się do zarzucanego jej czynu”. Prokurator złożył do sądu wniosek o tymczasowy areszt dla kobiety. Ma być rozpoznawany w środę. Policja została wezwana przez matkę dziecka do mieszkania przy ul. Emilii Plater w niedzielę wieczorem, na miejscu było też pogotowie – stwierdzono zgon niemowlęcia.

Według informacji lokalnych mediów, dziecko miało nie żyć już kilka godzin przed wezwaniem służb.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Jest wyrok ws. zabójstwa noworodka. Alicja B. skazana na 12 lat więzienia

Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał prawomocny wyrok skazujący w sprawie 32-letniej Alicji B. Kobieta zabiła swojego nowo narodzonego syna, a jego zwłoki ukryła w szafie. Noworodek żył kilkanaście minut. Jego zgon nastąpił w wyniku obrażeń głowy zadanych przez matkę.

Do zdarzenia doszło w lipcu 2019 r. 30-letnia wówczas mieszkanka Miejskiej Górki w Wielkopolsce trafiła do szpitala w Rawiczu, gdzie lekarze stwierdzili, że niedawno urodziła dziecko. Zawiadomieni o sprawie funkcjonariusze policji pojechali do miejsca zamieszkania kobiety. Ciało noworodka znaleźli ukryte w szafie.

Według ustaleń śledczych dziecko urodziło się żywe. Żyło co najmniej kilkanaście minut. Śmierć chłopczyka spowodowały obrażenia głowy. Alicji B. przedstawiono zarzut zabójstwa. Trafiła do aresztu.

We wrześniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał kobietę na 12 lat więzienia. Nakazał jej także wypłacenie 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia ojcu dziecka. Mężczyzna o tym, że Alicja B. była w ciąży i urodziła jego dziecko, dowiedział się od prokuratora podczas przesłuchania.

Apelację od tego wyroku złożył obrońca oskarżonej oraz pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego – biologicznego ojca dziecka – który domagał się 150 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Prokuratura natomiast chciała utrzymania wyroku w mocy.

Kwalifikacja czynu

W środę Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał prawomocny wyrok w tej sprawie i wymierzył Alicji B. karę ośmiu lat więzienia. Uchylił także w całości zasądzone przez sąd pierwszej instancji zadośćuczynienie dla biologicznego ojca dziecka.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Marek Kordowiecki odniósł się m.in. do kwestii przyjętej kwalifikacji prawnej czynu. Jak wskazał, kobieta odpowiadała za zbrodnię zabójstwa, a nie za dzieciobójstwo, czyli zabicie dziecka w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu. Według kodeksu karnego art. 149 kk, czyli dzieciobójstwo, zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat pięciu.

Sędzia zaznaczył, że co prawda nie ulega wątpliwości, że Alicja B. zabiła dziecko „w okresie porodu”, ale – jak mówił – zabójstwo to nie nastąpiło pod wpływem jego przebiegu. Sędzia wskazał w tym miejscu m.in. na opinie biegłych oraz na wyjaśnienia oskarżonej, która „drobiazgowo opisała cały przebieg akcji porodowej, poczynając już od skurczów, jakie pojawiły się w godzinach nocnych, a kończąc na ‚wywiezieniu’ jej do szpitala”.

– Ona dokładnie wszystko wyjaśniła – co robiła, jaka była skala bólu i jak szybko trwała akcja porodowa mówiąc: jeszcze ból był do wytrzymania i wszystko odbyło się dosyć szybko i sprawnie. Nota bene, oskarżona w czasie akcji porodowej posługiwała się w tym pokoju w trakcie akcji porodowej lusterkiem oraz nożyczkami – co również dokładnie opisywała – mówił sędzia.

„Niewspółmiernie wysoka kara”

Zdaniem Sądu Apelacyjnego kara wymierzona przez sąd pierwszej instancji była jednak niewspółmiernie wysoka. Jak zaznaczył sędzia, „to, że zostało brutalnie zamordowane dziecko, człowiek, nie oznacza, że kara musi być szczególnie surowa”.

– Należy zauważyć, że każde przestępstwo zabójstwo jest okrutne z uwagi na to, że pozbawia się człowieka życia, jednakże ustawodawca w tych okolicznościach przewidział karę nie 12, 25 lat do dożywocia, ale przewidział „widełki”, w jakich należy orzekać tę karę, a więc „widełki” od ośmiu do 15 lat pozbawienia wolności, plus kary nadzwyczajne, czyli 25 lat pozbawienia wolności i dożywotniego pozbawienia wolności – tłumaczył.

Sędzia podkreślił, że w realiach tej sprawy sąd pierwszej instancji „zbyt mało wniknął w stan rozumowania Alicji B., co bez wątpienia doprowadziło do wymierzenia bardzo surowej kary pozbawienia wolności”. Dodał, że w wyroku nie wskazano też na żadne szczególnie obciążające oskarżoną okoliczności, które przemawiałyby za tak surową karą.

– Nie można bowiem zapominać, że oskarżona znalazła się w wyjątkowo krytycznej sytuacji życiowej. Ta okoliczność wynika wprost właśnie z opinii biegłych psychiatrów, a zwłaszcza biegłego psychologa, który zbadał osobowość oskarżonej i doszedł do jednoznacznego wniosku, że oskarżona z uwagi na swoją niedojrzałość emocjonalną, cechy osobowościowe nie była w stanie – w pewnym sensie – wyjść z tej „matni”, w jakiej się znalazła – wskazał sędzia. Dodał, że według biegłych oskarżona była introwertyczką, nikomu nie zwierzała się ze swoich problemów, „tłumiąc wszystko w sobie”, a na jej stan wpływ miała także sytuacja rodzinna i fakt, że ciąża była wynikiem romansu.

Nie będzie wypłaty zadośćuczynienia

Odnosząc się do uchylenia kwoty 10 tys. zł zadośćuczynienia dla biologicznego ojca dziecka, sędzia przypomniał, że takowe zadośćuczynienie może być zasądzone na rzecz najbliższych członków rodziny, za których uznaje się nie tylko osoby spokrewnione, ale także związane silną więzią emocjonalną.

Sędzia podkreślił, że biologiczny ojciec dziecka – zanim jeszcze doszło do zabójstwa – nie wykazywał żadnej chęci utrzymywania kontaktu z Alicją B., a mając podstawy do podejrzeń, że może ona być z nim w ciąży – ani razu z nią na ten temat nawet nie porozmawiał.

– Jak w toku już postępowania karnego dowiedział się, że jest biologicznym ojcem zamordowanego dziecka, to również – do protokołu przesłuchania wprost wyjaśnił – że on nie będzie, w ogóle nie ma zamiaru angażować się w tę sprawę. Nawet się nie interesował, gdzie dziecko zostało pochowane (…) Dopiero jak przyszło już do rozprawy sądowej, to nagle pojawia się i poprzez swoich pełnomocników żąda zasądzenia od Alicji B. 150 tys. zł – mówił.

– W tej konkretnej sytuacji – jaką rodziną dla zmarłego był „pokrzywdzony”? Poza tym, że był biologicznym ojcem, nie był żadną rodziną. Nie interesował się wcześniej ani Alicją B., ani tym, czy jest w ciąży, czy nie, nawet po śmierci nie interesował się, gdzie dziecko jest pochowane – ale zainteresował się pieniędzmi. Taka postawa zasługuje na pełne potępienie – dodał sędzia.
Źródło info i foto: interia.pl

30-latek z zarzutem zabójstwa 17-latka na imprezie urodzinowej w Mędrzechowie

30-letni Piotr R. usłyszał zarzut zabójstwa 17-latka podczas imprezy urodzinowej w Mądrzechowie. Mężczyzna twierdzi, że nie pamięta, co się stało. 17-latek został zabity nożem w sobotę, w czasie imprezy urodzinowej w wynajętym domku letniskowym w Mądrzechowie w powiecie bytowskim (woj. pomorskie). W poniedziałek w Prokuraturze Rejonowej w Bytowie przesłuchiwany był w charakterze podejrzanego 30-letni Piotr R. Przedstawiono mu trzy zarzuty. Zarzut zbrodni zabójstwa 17-letniego mężczyzny oraz spowodowania u innego 17-letniego uczestnika imprezy obrażeń ciała na czas poniżej 7 dni, a u kolejnego z uczestników, 19-latka, naruszenia nietykalności cielesnej – relacjonował Ryszard Krzemianowski, prokurator rejonowy w Bytowie. Jak dodał, podejrzany nie odniósł się do stawianych zarzutów i stwierdził, że „nie pamięta przebiegu zdarzenia”.

Jeszcze w poniedziałek prokuratura ma skierować do Sądu Rejonowego w Bytowie wniosek o tymczasowe aresztowanie Piotra R. na trzy miesiące. Za zabójstwo grozi mu nawet kara dożywocia. Czterech uczestników imprezy urodzinowej zostało już przesłuchanych w charakterze świadków. Prawdopodobnie jeszcze w poniedziałek śledczy wysłuchają piątego, który został ranny.

W sobotę około godz. 21 policja otrzymała zgłoszenie o awanturze na imprezie urodzinowej w Mądrzechowie. Miało tam dojść do ugodzenia nożem. Policjanci pojechali na miejsce i znaleźli zwłoki 17-latka, jednego z siedmiu uczestników imprezy. Kolejny trafił do szpitala. Do późnych godzin nocnych policja przeprowadzała oględziny i zabezpieczała ślady pod nadzorem prokuratora.
Źródło info i foto: RMF24.pl