Szef NIK skieruje zawiadomienie do prokuratury

Szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś oznajmił, że najważniejsze kontrole prowadzone obecnie przez instytucję dotyczą elektrowni w Ostrołęce i oczyszczalni Czajka. Banaś zapowiada, że w obu tych sprawach będą skierowane zawiadomienia do prokuratury.

Skierowanie zawiadomień do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w związku z nieprawidłowościami stwierdzonymi przez Najwyższa Izbę Kontroli w sprawie elektrowni w Ostrołęce i oczyszczalni ścieków Czajka zapowiedział w środę szef NIK Marian Banaś.

W rozmowie w TOK FM Banaś był pytany o kluczowe kontrole prowadzone przez NIK. Do najważniejszych z nich zaliczył kontrolę elektrowni w Ostrołęce. – Mamy bardzo poważne ustalenia, tj. rozliczenie inwestycji, która kosztowała olbrzymie pieniądze. 1 mld 300 mln zł zostało wydane na blok C. Tam są duże nieprawidłowości. Ja podjąłem już decyzję, że będziemy robić kontrolę specjalną, całościową, która ma na celu odpowiedź na pytanie, czy Polska rzeczywiście jest zabezpieczona pod względem bezpieczeństwa energetycznego – powiedział Banaś.

„Ktoś musi za to odpowiedzieć”

Według szefa NIK należy ustalić, kto odpowiada za te nieprawidłowości. Poinformował przy tym, że czynności kontrolne w sprawie elektrowni w Ostrołęce zostały już zakończone, a oficjalne wyniki zostaną opublikowane na początku września. Dopytywany, czy w tej sprawie do prokuratury trafią zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby z rządu odpowiadające za tę inwestycję, odparł: – Tak, jesteśmy w trakcie przygotowywania takich zawiadomień, bo to podlega art 296 Kk niegospodarności. Ktoś musi za to odpowiedzieć – powiedział.

Dodał, że po kontroli elektrowni Ostrołęka podjął decyzję o przeprowadzeniu kontroli specjalnej w celu ustalenia, czy zapewnione jest bezpieczeństwo energetyczne kraju. – Bo jest kwestia bardzo poważna i jest duży znak zapytania, czy rezygnacja z zasobów węgla, który stanowi podstawowy fundament zabezpieczenia energetycznego był decyzją słuszną, czy też nie – wskazał Banaś.

Jak poinformował, druga kluczowa kontrola NIK dotyczy stołecznej oczyszczalni ścieków Czajka. – Jest ona już fazie końcowej. Jesteśmy już po rozpatrzeniu zastrzeżeń. To jest oczyszczalnia ścieków Czajka. Też mamy do czynienia z dużą niegospodarnością i też będą przygotowane zawiadomienia do prokuratury – wskazał szef NIK. Dodał, że zawiadomienia w tej sprawie zostaną przygotowane w najbliższych tygodniach i będą dotyczyły urzędników warszawskiego ratusza.
Źródło info i foto: interia.pl

Szef NIK Marian Banaś zawiadamia prokuraturę ws. prezesa PiS

Szef Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś skierował do prokuratury zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o medialne wypowiedzi wicepremiera i prezesa PiS.

W oświadczeniu, do którego dotarło TVN24, Marian Banaś napisał, że „w związku z ostatnią medialną aktywnością wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego” złożył on zawiadomienie o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstw z art. 226 par. 3, art. 224 par. 2 oraz art. 212 par. 1 w zw. z art. 212 par. 2 kodeksu karnego.

Wymienione artykuły dotyczą m.in. publicznego znieważenia lub poniżenia konstytucyjnego organu; znieważenia, przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia funkcjonariusza publicznego albo osoby do pomocy mu przybranej do przedsięwzięcia lub zaniechania prawnej czynności służbowej oraz znieważenia.

Zdaniem Banasia Jarosław Kaczyński formułując swoje wypowiedzi działał jako wiceprezes Rady Ministrów, który „powinien szczególnie cenić sobie zasadę domniemania niewinności określoną w Konstytucji, Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, Karcie Praw Podstawowych, Kodeksie postępowania karnego oraz Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/343 z dnia 9 marca 2016 roku, a także baczyć na to, że prokuratura w okresie blisko dwóch lat nie sformułowała żadnych zarzutów”.

Szef NIK stwierdził, że jego zadaniem jako prezesa Izby jest stanie na straży niezależności tej instytucji i w związku z tym nie może dopuścić do sytuacji, w których „przedstawiciel jednej z instytucji podlegających kontroli w sposób bezprawny wywiera wpływ na czynności organu kontroli ustanowionego przepisami Konstytucji, a także pomawia konkretną osobę o takie postępowanie i właściwości, które mogą poniżyć go w oczach opinii publicznej oraz podległych pracowników”.

Marian Banaś dodał, że sala naruszeń jet na tyle duża, że niezbędnym stało się podjęcie „stanowczych działań w celu obrony niezależności Najwyższej Izby Kontroli, przy pełnej świadomości uwarunkowań politycznych i prawnych zależności organu, do którego Prezes Najwyższej Izby Kontroli zwrócił się o udzielenie ochrony prawnej”.
Źródło info i foto: polskatimes.pl

Wybory kopertowe. NIK wystosuje zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstw przez przedstawicieli najwyższych urzędów państwowych

Najwyższa Izba Kontroli skieruje do prokuratury zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstw przez przedstawicieli najwyższych urzędów państwowych – mówi RMF FM prezes NIK Marian Banaś. To pokłosie ogłoszonego w zeszłym tygodniu wyjątkowo krytycznego raportu izby na temat prezydenckich wyborów korespondencyjnych, które nie doszły do skutku, a kosztowały ponad 76 milionów złotych.

Marian Banaś, pytany o to, kto popełnił przestępstwo w związku z wyborami kopertowymi, nie chce jeszcze mówić o konkretnych osobach. Jak zaznacza, trwa analiza stanowisk instytucji, którym kontrolerzy wytknęli nieprawidłowości. Na tym etapie wiadomo już jednak, że w najbliższych dniach do śledczych zostaną skierowane wnioski o rozliczenie winnych uchybień.

Jeśli chodzi o te podmioty, czyli Kancelarię Premiera Rady Ministrów, czy Ministerstwo Aktywów Państwowych, czy MSWiA – na pewno te trzy jednostki będą objęte tym zawiadomieniem – mówi szef NIK.

Marian Banaś precyzuje, że chodzi o podejrzenie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez urzędników.

Chodzi o przestępstwa urzędnicze, bo tutaj mamy do czynienia z kwestią nadzoru i organizowaniem pewnych czynności – dodaje Banaś.

Zawiadomienia mają objąć tych, którzy podejmowali bezpodstawne decyzje, a także nie wykonali poleceń premiera.

Przypomnijmy, że 13 maja prezes Najwyższej Izby Kontroli Marian Banaś zaprezentował raport dotyczący przygotowań do wyborów korespondencyjnych Prezydenta RP, które miały się odbyć 10 maja 2020 r. Według NIK nie było podstaw prawnych do tego, żeby prezes Rady Ministrów wydawał jakiekolwiek polecenia Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych związane z wykonaniem i realizacją wyborów prezydenckich 10 maja ub.r. Izba skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z organizacją wyborów przez zarządy Poczty Polskiej i PWPW.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. doktoranta UW. Miał zgwałcić studentkę

Do Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzanie popełnienia przestępstwa na tle seksualnym przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Historię zgwałconej podczas wyjazdu integracyjnego studentki w minionym tygodniu nagłośnił Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała, że do tej jednostki prokuratury wpłynęło zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Mężczyzna miał – według zawiadamiającego – dopuścić się przestępstw z art. 197 par. 1 kk – czyli gwałtu – i przestępstw narkotykowych.

„Sprawą doktoranta zajmuje się już prokuratura. Dalej można jednak zgłaszać popełnione przez doktoranta nadużycia. Oferujemy z tym pomoc. Ciągle również można uzyskać wsparcie od Konsultantki ds. przemocy seksualnej. Serdecznie zachęcamy do kontaktu” – podał we wtorek Studencki Komitet Antyfaszystowski.

W minionym tygodniu SKA opisał na Facebooku sytuację, podając pełne dane osobowe doktoranta, który miał dopuścić się przestępstwa wobec młodej kobiety.

SKA opisał, że ofiara zgłosiła się do komitetu z prośbą o pomoc w lutym, a do zdarzenia dojść miało jesienią ubiegłego roku. Na portalu wyborcza.pl ukazały się fragmenty wypowiedzi kobiety, która miała zostać skrzywdzona przez doktoranta UW.

Koleżanki ostrzegały mnie przed nim. Wszyscy mówili, że wykorzystuje młode studentki, częstuje narkotykami, a w zamian liczy na seks. Nikogo tam nie znałam, byłam kompletnie sama. On niemal codziennie próbował ze mną rozmawiać, proponował narkotyki, ale odmawiałam i traktowałam go chłodno – powiedziała cytowana przez portal studentka.

Z relacji kobiety wynika, że „nie wypiła dużo, ale w pewnej chwili dziwnie się poczuła”. Ocknęłam się na łóżku w jego pokoju. Byłam zupełnie naga, moje ciuchy leżały porozrzucane wokół. Znów odpłynęłam, ale świadomość wracała co kilka minut. Gwałcił mnie do rana, aż jego współlokator zaczął dobijać się do drzwi – relacjonowała kobieta.

Studentka miała zostać wykorzystana jeszcze dwukrotnie.

Dziennikarze portalu rozmawiali z doktorantem. Przekazał w rozmowie z „Wyborczą”, że „według jego informacji” studentka wyraziła zgodę na stosunek płciowy.

Wyborcza.pl podała, że komisja dyscyplinarna UW prowadzi wobec doktoranta postępowanie w sprawie posiadania środków odurzających i obrotu nimi. Jeśli w toku postępowania zostaną zasygnalizowane inne naruszenia, to takie wątki także będą podlegać wyjaśnieniu – przekazała portalowi rzeczniczka prasowa uniwersytetu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Kontrola CBA w gminie Pszczew. Jest zawiadomienie do prokuratury

Centralne Biuro Antykorupcyjne zawiadomiło prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa niedopełnienia obowiązków przez byłego wójta gminy Pszczew (Lubuskie) po przeprowadzeniu analizy przedkontrolnej w tym samorządzie.

Według CBA wójt, który sprawował ten urząd w latach 1998-2018, odpowiada za nieprawidłowości przy wykorzystaniu nieruchomości przekazanych nieodpłatnie gminie przez Agencję Nieruchomości Rolnych w 2005 r. Ponieważ gmina nie wywiązała się co do przeznaczenia tych gruntów z umowy z Agencją, ta nałożyła na gminę karę ponad 2 mln zł.

Wydział komunikacji społecznej CBA wyjaśnił, że podczas prowadzonej przez poznańską delegaturę Biura analizy okazało się, że ANR przekazała położone na terenie gminy Pszczew dwie nieruchomości.

Zgodnie z umową gmina miała 10 lat, by je przeznaczyć na ogólnodostępny teren usług rekreacyjnych i turystycznych oraz pod infrastrukturę komunalną i izolacyjną zieleń. Tymczasem były one użytkowane przez osoby trzecie, początkowo w ramach umów dzierżawy, a później w ramach bezumownego korzystania, w celach rolniczych, czyli niezgodnie z umową.

Nieprawidłowości wykryto podczas kontroli prowadzonych przez ANR w latach 2008-2015. Wynikiem kontroli było naliczenie przez ANR kary umownej w wysokości 2 mln 162 tys. 373 zł 39 gr. za niezagospodarowanie – zgodnie z przeznaczeniem – nieruchomości przekazanej gminie przez Agencję w zapisanym okresie 10 lat.

Wydział postępowań kontrolnych poznańskiej delegatury CBA analizował dokumenty przedkontrolne w gminie Pszczew od 22 września do 16 grudnia 2020 r. i w połowie lutego przekazał do Prokuratury Okręgowej w Gorzowie Wielkopolskim zawiadomienie przeciw b. wójtowi.

Biuro w zawiadomieniu o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez byłego wójta oceniło, że samorządowiec swoim postępowaniem wyczerpał on znamiona czynu zabronionego zapisanego w Kodeksie karnym – nie dopełnił swoich obowiązków, działając na szkodę zarządzanej przez siebie gminy.
Źródło info i foto: portalsamorzadowy.pl

Będzie zażalenie ws. umorzenia śledztwa dot. kard. Stanisława Dziwisza

Europoseł Łukasz Kohut złożył zawiadomienie w Prokuraturze Okręgowej w Krakowie dot. kard. Stanisława Dziwisza, po po publikacji filmu „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza” w TVN24. Jak informuje RMF FM, śledztwa jednak nie będzie. Dlaczego?

Nie będzie śledztwa w sprawie kardynała Stanisława Dziwisza – dowiedziało się RMF FM.

Informację tę potwierdził PAP rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko. Prokurator przesłuchał zawiadamiającego oraz uzyskał z jednej ze stacji (telewizyjnych) materiał, na który powoływał się zawiadamiający. Dokonał analizy tych materiałów i uznał, że brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w tej sprawie – poinformował.

Według prokuratury brak jest podstaw do wszczęcia śledztwa w związku z ewentualnym niezawiadomieniem – jak wyjaśnił prok. Hnatko – w określonym czasie organów ścigania, czyli policji i prokuratury o „ewentualnym przestępstwie popełnionym przez księży, z uwagi na brak obowiązku prawnego zgłaszania o tego typu przestępstwach”. Prokuratura uznała także, że – jak wskazał rzecznik – „przeniesienie księdza do innej parafii nie jest utrudnianiem postępowania w sprawie, czy też ukrywaniem osoby”.

Do sprawy w mediach społecznościowych odniósł Łukasz Kohut. „W Polsce sojusz tronu z ołtarzem trwa w najlepsze – niektórzy są – na razie – bezkarni. Ale warto było – kropla drąży skałę, mam poczucie, że robię w tej sprawie wszystko, co w mojej mocy” – napisał europoseł w czwartkowym poście.

Europoseł Kohut zapowiada zażalenie na decyzję prokuratury

Niezwłocznie po otrzymaniu z prokuratury oficjalnego postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa złożę na to postanowienie stosowne zażalenie – poinformował w oświadczeniu przekazanym w czwartek mediom europoseł Łukasz Kohut. Krakowska prokuratura okręgowa odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie kard. Stanisława Dziwisza.

Europoseł Kohut zarzucił duchownemu, że ten uczestniczył w procederze ukrywania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

„Jako osoba, która złożyła zawiadomienie w tejże sprawie informuję, iż niezwłocznie po otrzymaniu z prokuratury oficjalnego postanowienia o odmowie wszczęcia śledztwa złożę na to postanowienie stosowne zażalenie” – napisał Kohut. „Ciężar gatunkowy przestępstw, których mógł dopuścić się kard. Stanisław Dziwisz jest tak ogromny, że zaniechanie zbadania tej sprawy w sposób oczywisty działa na szkodę interesu publicznego i interesu prywatnego osób poszkodowanych” – podkreślił.

„Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”

Zawiadomienie złożone przez europosła Kohuta o możliwości popełnienia przestępstw przez kard. Dziwisza wpłynęło do krakowskiej prokuratury 13 listopada. Polityk odwołuje się do filmu dokumentalnego „Don Stanislao. Druga twarz kardynała Dziwisza”, wyemitowanego 9 listopada w TVN24, w którym przedstawiono relacje i rozmowy, wskazujące, że kard. Dziwisz uczestniczył w procederze tuszowania nadużyć seksualnych księży wobec nieletnich.

Kard. Dziwisz w reakcji na reportaż TVN24 wydał oświadczenie, w którym zaproponował, żeby oceną działań podjętych przez stronę kościelną w kwestiach poruszanych w filmie TVN24 „Don Stanislao” zajęła się niezależna komisja. „Jestem gotowy do pełnej współpracy z taką komisją” – zadeklarował. „Zależy mi na transparentnym wyjaśnieniu tych spraw. Nie chodzi o wybielanie lub ukrywanie ewentualnych zaniedbań, ale o rzetelne przedstawienie faktów” – zaznaczył kardynał.

W oświadczeniu dla włoskiej agencji Ansa kardynał stwierdził, że stawiane mu zarzuty są „zniesławiające” i mają na celu podważenie jego „pokornej” służby na rzecz Świętego Jana Pawła II.
Źródło info i foto: kielce.wyborcza.pl

Posłanka spryskana gazem podczas strajku zawiadamia prokuraturę

Posłanka Lewicy Magdalena Biejat zawiadamia prokuraturę w sprawie użycia wobec niej gazu przez nieumundurowanego policjanta, zaznaczając, że uniemożliwiło jej to wykonywanie mandatu poselskiego. Biejat skierowała też pismo do Komendy Głównej Policji z pytaniami o podjęte przez funkcjonariuszy działania. Kroki, które podjęła Biejat, wiążą się z wydarzeniami, które miały miejsce 18 listopada na warszawskim placu Powstańców Warszawy, gdzie przed siedzibą TVP odbywała się demonstracja Ogólnopolskiego Strajku Kobiet.

Posłanka w piśmie adresowanym do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście relacjonuje, że podjęła tam interwencje w związku z tym, że „nieumundurowani policjanci brutalnie wyciągali z tłumu uczestników pokojowego zgromadzenia, głównie młode dziewczyny”, a później „nieumundurowani funkcjonariusze użyli wobec nich gazu i pałek teleskopowych”.

„Próbowałam interweniować, wzywając do zaprzestania nieuzasadnionego, prowadzącego do eskalacji użycia przemocy, trzymając na wysokości twarzy swoją legitymację poselską. W odpowiedzi policjant, do którego się zwróciłam, prysnął mi w twarz gazem pieprzowym. Ponieważ w tym momencie zwracałam się do niego, informując, że jestem posłanką, wnoszę, że zrobił to z premedytacją. Bezpośrednio po tym zdarzeniu funkcjonariusz ukrył się za szpalerem umundurowanych policjantów” – pisze Biejat.

Jak zaznacza w piśmie Biejat, działanie nieumundurowanego policjanta uniemożliwiło jej wykonywanie mandatu poselskiego. „Moją rolą jako posłanki jest ochrona obywateli przed nadużyciem władzy wykonawczej i podejmowanie interwencji poselskich w przypadkach, w których stwierdzono lub istnieje podejrzenie takiego nadużycia. Użycie przez funkcjonariusza środka przymusu bezpośredniego – miotacza gazu, przerwało podejmowanie przeze mnie interwencji poselskiej i uniemożliwiło swobodne przemieszczanie się podczas zgromadzenia publicznego” – dodaje. Podkreśla przy tym, że zwracając się do funkcjonariusza, który użył wobec niej gazu, zachowywała się spokojnie i domagała się „jedynie zaprzestania eskalacji działań policji”.

„W tym stanie rzeczy wnoszę o podjęcie czynności sprawdzających i działań prawnych celem ukarania osób winnych” – poinformowała posłanka Lewicy.

Pismo do KGP

Z kolei w drugim piśmie, którego adresatem jest Komendant Główny Policji, Biejat zadaje szereg pytań, które dotyczą działań funkcjonariuszy podczas interwencji na placu Powstańców Warszawy. Pyta m.in., jakie było uzasadnienie dla zacieśniania kordonu policyjnego, co uniemożliwiało demonstrującym zachowanie bezpiecznego dystansu, czy KGP zidentyfikowała lub potwierdziła bezpośrednio po zajściach tożsamość nieumundurowanych policjantów, którzy używali przymusu bezpośredniego, a nie wylegitymowali się, a także, czy zostaną wyciągnięte konsekwencje wobec funkcjonariuszy, którzy nie wylegitymowali się w trakcie przeprowadzania czynności i czy policja zidentyfikowała i potwierdziła tożsamość funkcjonariuszy, którzy użyli środków przymusu bezpośredniego w stosunku do posłanek i posłów, w tym także do niej.

Biejat ma także złożyć skargę na czynności funkcjonariusza policji i wnieść o wszczęcie postępowania.

Rzecznik komendanta głównego policji, insp. Mariusz Ciarka, mówił w poniedziałek (23 listopada), że użycie gaz pieprzowego wobec posłanki Biejat wyjaśni prokuratura.
Źródło info i foto: interia.pl

Torturowani Polacy składają zawiadomienie w sprawie również na Białorusi

Trzej Polacy torturowani na Białorusi zamierzają walczyć o swoje prawa również w Mińsku. Składają zawiadomienie do tamtejszych władz. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Prokuratura Krajowa wszczęła śledztwo w sprawie zatrzymania, pobicia i torturowania trzech Polaków na Białorusi. Mężczyźni byli zatrzymani po protestach w Mińsku. Po powrocie do kraju przeszli badania i zostali przesłuchani przez ABW.

Teraz, jak przekazuje RMF FM, ich pełnomocnik mecenas Tomasz Wiliński złoży zawiadomienie w tej sprawie również na Białorusi. Mężczyznom udało się zidentyfikować jedną z brutalnych funkcjonariuszek – milicjantkę Karynę. Miała ich bić kijem bejsbolowym. Zawiadomienie będzie także dotyczyć innych osób zatrzymanych i bitych na Białorusi.

Według nieoficjalnych informacji Polacy dostali symboliczne zadośćuczynienie na pokrycie kosztów leczenia z funduszu obywatelskiej inicjatywy, która powstała na Białorusi.

Sprawą brutalności białoruskiej milicji wobec Polaków zajmuje się Mazowiecki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Prokuratury Krajowej i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Białoruś. Nie milkną protesty

Na Białorusi nie milknie fala protestów przeciwko wynikom wyborów prezydenckich, które odbyły się w tym kraju w sierpniu. Cały czas są one brutalnie tłumione przez milicję oraz żołnierzy. Według danych ekspertów ONZ, milicja dopuściła się tortur na blisko 450 osobach. Odnotowano też przypadek gwałtu. W niedzielę na „Marszu Jedności” w Mińsku zgromadziło się około 100 tys. osób. Niezależne media informują o brutalnych zatrzymaniach ze strony milicji.

Ci, którzy zdecydowali się wyrazić swój sprzeciw wobec Łukaszenki, spotkali się z brutalną reakcją milicji. Jak informuje telewizja Biełsat, zatrzymanych zostało co najmniej 105 uczestników marszu.
Źródło info i foto: wp.pl

Wszczęto śledztwo ws. przecieków maturalnych

Jest śledztwo w sprawie przecieków maturalnych – dowiedział się reporter RMF FM. Właśnie wszczęła je Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Chodzi o egzaminy dojrzałości z języka polskiego oraz matematyki.

Zawiadomienie złożyła Centralna Komisja Egzaminacyjna, która otrzymała kilkanaście zgłoszeń o możliwości ujawnienia arkuszy egzaminacyjnych nieuprawnionym osobom – mowa o egzaminie z polskiego w dniu 8 czerwca i matematyki dzień później.

Artykułem, na który wszczynając śledztwo powołała się prokuratura, jest przepis kodeksu karnego mówiący o „ujawnieniu informacji uzyskanej w związku z wykonywaną funkcją lub czynnościami służbowymi”. Wstępnie przyjęto więc, że źródłem przecieku może być urzędnik.

Postępowanie rozpoczęło się dopiero teraz, bo CKE zawiadomienie złożyło w zwykłym komisariacie. Stamtąd trafiło do komendy rejonowej, potem po kolei do dwóch rejonowych prokuratur. Następnie przejęcie sprawy zapowiedziała Prokuratura Okręgowa, do której dopiero przedwczoraj spłynęły brakujące dokumenty z Centralnej Komisji Egzaminacyjnej.

Podejrzane wyszukiwania o poranku

8 czerwca ok. godz. 6.30 w woj. podlaskim zanotowano wzrost wyszukiwań w Google frazy „wesele elementy fantastyczne”. Jak podał na Twitterze profil Emocje w sieci, analizujący nastroje internautów, ok. godz. 7.00 – dokładny temat tegorocznej matury z polskiego na poziomie podstawowym: Jak wprowadzenie elementów fantastycznych do utworu wpływa na przesłanie tego utworu? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do podanych fragmentów “Wesela”.

Zauważono, że działo się tak tylko w woj. podlaskim. Załączono przy tym wykresy z Google Trends pokazujące zainteresowanie wyszukiwanymi frazami w ujęciu czasowym. Między godz. 7.00 a 9.00 zanotowano też pojedyncze wyszukiwania frazy „Anna Kamieńska”.

Wyciek pytań maturalnych? „Nie będzie unieważnienia matur z polskiego w całym kraju”

Dzień później 9 czerwca w dniu egzaminu z matematyki w mediach społecznościowych – na Twitterze oraz Facebooku pojawiły się zdjęcia odpowiedzi na pytania zamknięte. Te odpowiedzi pokrywają się z tym, co znaleźć można w udostępnionych już przez CKE arkuszach.

Centralna Komisja Egzaminacyjna przyznaje, że dostała kilkadziesiąt sygnałów w tej sprawie, ale nie można na tę chwilę określić, gdzie mogło dojść do tego wycieku i czy rzeczywiście taki był jego przebieg. To ma wyjaśnić policja, do której trafi zawiadomienie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA odnośnie spółek związanych z Łukaszem Szumowskim już w 2016 roku

Ciąg dalszy afery związanej z Łukaszem Szumowskim i związanymi z nim spółkami. Jarosław Gowin w kwietniu 2016 roku miał złożyć zawiadomienie do CBA w związku z podejrzeniem korupcji w spółkach ministra zdrowia – wynika z pisma, do którego dotarli posłowie PO.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA. Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

Chodzi o pismo z 27 kwietnia 2016 roku, które opublikowali posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński z Koalicji Obywatelskiej. Parlamentarzyści od wybuchu afery prowadzą kontrolę poselską w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jarosław Gowin złożył zawiadomienie do CBA

„Proszę o podjęcie czynności mających na celu (…) zbadanie, czy przy planowaniu i realizacji przedsięwzięć z grupy BRIdge nie doszło do zachowań i zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – czytamy w opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” fragmencie pisma Jarosława Gowina do szefa CBA.

Szczególną uwagę zwraca data, którą zostało opatrzone pismo ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Pół roku później, 24 listopada 2016 roku powoła on Łukasza Szumowskiego na stanowisko wiceministra w resorcie nauki.

Zobacz także: Dymisja Szumowskiego? „Tak ohydne, że musi być wniosek”

Jarosław Gowin a kontrola spółek związanych z Łukaszem Szumowskim

Z pisma Jarosława Gowina nie wynika, jakie spółki związane z Łukaszem Szumowskim mogły brać udział w procederze korupcyjnym. Były wicepremier wspomniał jednak o programach, w ramach których spółki te ubiegały się o granty z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Chodzi o BRIdge Classic i BRIdge Alfa.

W ramach programu BRIdge Classic do NCBiR złożono 74 wnioski. Grant trafił tylko do spółki Simplicardiac, w której udziały ma spółka Szumowski Investments. Ta należy obecnie do brata i żony Łukasza Szumowskiego.

Grant był formą pożyczki na realizację projektu pt. „Rozwój i komercjalizacja nowej, innowacyjnej opaski uciskowej stosowanej do zabiegów cewnikowania serca metodą przezpromieniową”. Jak wynika z pisma Jarosława Gowina do CBA, pożyczka wyniosła 1,3 miliona złotych, co różni się o 100 tys. złotych od kwoty zgłoszonej przez prezesa Simplicardiac.

Z kolei w programie BRIdge Alfa, którego założeniem było współfinansowanie projektów badawczo-rozwojowych, w 2014 roku spółka Life Science Innovation (LSI), gdzie udziałowcami również są Szumowscy, otrzymała 16 milionów złotych.

Oba programy zostały w 2015 roku poddane kontroli Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W przypadku BRIdge Classic głównym zarzutem okazał się brak transparentności i rzetelnej oceny złożonego wniosku. „Zawarto jedną umowę z podmiotem, w którym osoby kluczowe dla realizacji projektu oraz udziałowcy byli jednocześnie ekspertami dokonującymi oceny pozostałych wniosków” – alarmowali kontrolerzy z resortu nauki.

W sprawie projektu „opaski uciskowej” okazało się też, że spółka Simplicardiac otrzymała na ten projekt dofinansowanie z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości już w 2013 roku. Dotacja wyniosła 266 tysięcy złotych.

Ocena projektu BRIdge Alfa wypadła niewiele lepiej. Problemem okazało się żonglowanie terminami składania wniosków. W październiku 2013 roku ogłoszono zawieszenie naboru ofert na czas nieokreślony. Ogłoszenie o tym, że wznowiono przyjmowanie wniosków, się nie ukazało. Z kolei 10 kwietnia 2014 r. NCBiR przyjął ofertę spółki, która, w opinii kontrolerów, oficjalnie nie istniała.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, chodzi właśnie o Life Science Innovation, w której udziałowcami byli wtedy bracia Szumowscy. Te została zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym dopiero w czerwcu 2014 roku.

Jarosław Gowin i CBA nie komentują sprawy

W związku ze stwierdzonymi nieprawidłowościami, Jarosław Gowin zawnioskował do CBA o wszczęcie śledztwa ws. możliwości popełniania korupcji. „Uwzględniając złożoność spraw i zakres stwierdzonych nieprawidłowości, a także fakt licznych powiązań osobowych występujących pomiędzy uczestnikami przedsięwzięć oraz ekspertami dokonującymi selekcji wniosków o przyznanie wsparcia, wątpliwości budzi, czy w ramach naboru, oceny i realizacji projektów nie doszło do zdarzeń o charakterze korupcyjnym” – pisał w kwietniu 2016 roku lider Porozumienia.

Dziennikarze „GW” próbowali uzyskać w CBA informacje dotyczące prowadzonego postępowania. Do dnia publikacji artykułu odpowiedź nie nadeszła.

Komentarza w sprawie unika też Jarosław Gowin, który głos ws. Szumowskiego zabrał tylko raz. Były wicepremier bronił ministra zdrowia w innej aferze związanej z LSI i NCBiR.

Chodzi o grant, o który wnioskowała spółka w momencie, gdy Szumowski zastępował innego wiceministra, który sprawował nadzór nad Narodowym Centrum Badań i Rozwoju. Kilka miesięcy później LSI otrzymało dotację, o którą się ubiegało. Więcej o podwójnej roli Łukasza Szumowskiego pisaliśmy 29 maja.
Źródło info i foto: wp.pl