Powstanie serial o zamachu w Berlinie z 2016 roku. Zamachowiec najpierw zamordował polskiego kierowcę

Niemiecka telewizja ARD zapowiedziała produkcję sześcioodcinkowego serialu o zamachu terrorystycznym na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie, do którego doszło w grudniu 2016 roku. Jego pierwszą ofiarą był Polak, Łukasz Urban, którego ciężarówki zamachowiec Anis Amri użył, by wjechać w tłum w centrum stolicy Niemiec. Zginęło tam 11 osób, a ponad 60 zostało rannych.

Niemiecka telewizja ARD zleciła produkcję serialu o zamachu w Berlinie. 19 grudnia 1916 roku 11 osób zginęło, gdy terrorysta Anis Amri wjechał porwaną ciężarówką w ludzi, którzy odwiedzali jarmark bożonarodzeniowy na placu przy Kościele Pamięci Cesarza Wilhelma. Targ odbywał się wokół ewangelickiej świątyni położonej w Berlinie przy placu Breitscheidplatz, tuż przy reprezentacyjnej ulicy Kurfürstendamm w dzielnicy Charlottenburg i był tłumnie odwiedzany.

Fikcyjna interpretacja prawdziwych zdarzeń

Serial, który produkować mają m.in. firma NeueSuper z Monachium oraz spółka-córka telewizji – ARD Degeto GmbH, ma opowiadać o zamachu i sytuacji przed jego przeprowadzeniem, a jego bohaterami mają być dwaj śledczy policji w Berlinie. Scenariusz podkreśla, że policjanci mieli zbyt mało czasu i środków, by monitorować wszystkie zagrożenia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Londyn: Mężczyzna wstrzykiwał do produktów nieznaną substancję. Skażona żywność

W Londynie aresztowano mężczyznę za skażenie żywności w trzech supermarketach. Zatrzymany wstrzykiwał do produktów nieustaloną jeszcze substancję. Policja zaapelowała o wyrzucenie wszelkich artykułów zakupionych w sklepach, które odwiedził. Do zdarzeń doszło w zachodnim Londynie. Tamtejsza policja została wezwana w środę wieczorem po tym, jak podejrzany o wstrzykiwanie do żywności nieznanych substancji zaczął krzyczeć na ludzi na ulicy. Funkcjonariusze aresztowali mężczyznę.

Użył wielu igieł

Wcześniej odwiedził on trzy supermarkety – Tesco, Waitrose i Sainsbury’s na Fulham Palace Road. Podejrzany do wstrzyknięcia substancji miał użyć wielu igieł. Według służb zainfekowane produkty to przetworzone mięso i produkty do przyrządzenia w kuchence mikrofalowej. Policja twierdzi, że nie wiadomo jeszcze, w ilu produktach znalazła się substancja ani jaki jest jej skład. Trwają dochodzenia w celu ustalenia, czy podejrzany działał także w innych sklepach w okolicy.

Mężczyzna został aresztowany i oskarżony o usiłowanie wyrządzenia krzywdy lub niepokoju publicznego. Supermarkety zostały zamknięte. Policja zaapelowała do mieszkańców o wyrzucenie wszelkich artykułów spożywczych zakupionych w tych supermarketach.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Kolejny skandal. Krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował niepełnosprawną starszą kobietę

Przez kilka lat krakowska kuria ukrywała fakt, że jeden z księży molestował seksualnie niepełnosprawną starszą kobietę – do takich szokujących informacji dotarli reporterzy śledczy RMF FM. Do bulwersujących zdarzeń dochodziło na oddziale geriatrycznym w jednym ze szpitali na południu Polski. Wszystko działo się jeszcze w 2017 roku. Policja i prokuratura dowiedziały się o tym w lutym tego roku.

Na oddziale geriatrycznym szpitala na południu Polski (miejscowość i nazwa placówki znane redakcji – red.) w 2017 roku kapelanem był jeden z mieszkających w okolicy księży. Codziennie z religijną posługą odwiedzał chorych, leczonych w placówce. Jedna z pacjentek prawie po każdej wizycie duchownego była pobudzona. Co więcej, twierdziła, że odwiedzał ją szatan. Zachowanie kobiety zaniepokoiło personel oddziału.

Ksiądz przyłapany na niewłaściwym zachowaniu, szpital zawiadamia kurię

Według nieoficjalnych informacji, w kwietniu 2017 roku ksiądz został przyłapany na kontaktach z półprzytomną pacjentką, gdy dotykał ją w sposób, który jednoznacznie wskazywał na molestowanie. Wtedy błyskawicznie zareagowały władze szpitala. Zakazały księdzu wstępu do placówki, a ordynator o wszystkim powiadomił kurię w Krakowie.

Jak tłumaczył w rozmowie z nami, przepis o obowiązku powiadomienia policji o takich sytuacjach wszedł w życie w drugiej połowie 2017 roku, już po wydarzeniach, które wyżej opisujemy.

4 lata milczenia krakowskiej kurii

Dopiero w lutym tego roku zawiadomienie trafiło do śledczych z Małopolski, a kapłan Kazimierz K. usłyszał zarzut molestowania seksualnego osoby niepoczytalnej. Będzie odpowiadał za czyn z art. 198 kk. Dziennikarz RMF FM dowiedział się nieoficjalnie, że mężczyzna nie przyznaje się do zarzutów. Rzecznik krakowskiej kurii nie potrafi wytłumaczyć, dlaczego Kościelne władze przez lata zwlekały z zawiadomieniem prokuratury. Ksiądz Łukasz Michalczewski potwierdza jedynie, że śledczym sprawę urzędnicy kurii zgłosili w tym roku.

„Nie mam informacji, jak to było zgłaszane, kiedy. Nie mogę tego ustalić” – powiedział w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Czy arcybiskup Marek Jędraszewski odpowie za ukrywanie faktu molestowania niepełnosprawnej kobiety przez księdza?
Z naszych ustaleń wynika, że to lekarze ze szpitala, w którym molestowana była pacjentka, kilka razy pisali do krakowskiej kurii z prośbą, by arcybiskup w końcu zajął się sprawą.

Prokuratorzy prawdopodobnie będą teraz badać, czy arcybiskup Marek Jędraszewski nie popełnił przestępstwa, nie zawiadamiając od razu policji o tym, że podległy mu ksiądz mógł molestować pacjentkę.

Kuria miała obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski mówi dziennikarzowi RMF FM, że abp Jędraszewski – zgodnie z prawem papieskim – miał obowiązek zawiadomić Stolicę Apostolską o fakcie wykorzystania seksualnego osoby „dorosłej bezbronnej” przez księdza oraz wszcząć kościelne dochodzenie.

„Uczciwość wobec ofiary nakazuje powiadomić także władze państwowe. W Kościele jest specyficzny sposób podlegania duchownych pod biskupa, więc on ma oczywiście także obowiązek zgłosić to do prokuratury świeckiej” – wyjaśnia w rozmowie z nami.

Ks. Isakowicz-Zaleski podkreśla przy tym, że ksiądz jest także obywatelem, i jak każdy obywatel ma prawa i obowiązki. „Jeżeli dochodzi do przestępstwa, a tutaj jest przynajmniej podejrzenie przestępstwa, musi być powiadomiona prokuratura” – zaznacza.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Publikacja „Gazety Wyborczej” dotycząca Daniela Obajtka. Jest oświadczenie prokuratury

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. (…) Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego” – napisała Prokuratura Krajowa w oświadczeniu.

Poniedziałkowa publikacja „Gazety Wyborczej” pt. „O co oskarżono Daniela Obajtka” dotyczy zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca. Ich opis znalazł się w akcie oskarżenia, który został przez sąd zwrócony na wniosek prokuratury z uwagi na ułomność materiału dowodowego. Decyzją prokuratora postępowanie przeciwko Danielowi Obajtkowi i czterem innym osobom zostało umorzone. Postanowienie o umorzeniu śledztwa zostało prawomocnie utrzymane przez Sąd Okręgowy w Krakowie, który czynności dowodowe przeprowadzone przez prokuratora ocenił jako skrupulatne, wnikliwe i rzetelne – napisano w oświadczeniu wystosowanym w poniedziałek przez Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

„Śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka”

Jak podaje poniedziałkowa „GW”, „W akcie oskarżenia, który prokuratura z Ostrowa Wielkopolskiego wysłała w październiku 2013 roku do sądu w Sieradzu, oskarżonych jest ośmiu mężczyzn. Czerech działa w grupie przestępczej Macieja C. Pozostałych, w tym ówczesnego wójta Pcimia i wschodząca gwiazdę PiS Daniela Obajtka, z bandą „Prezesa” łączy oszustwo przy sprzedaży granulatu do produkcji rur PCV i łapówka”. „GW” podaje, że „lista zarzutów jest pokaźna, prokurator zgłasza aż 61 świadków. (…) prokurator zapowiada, że na rozprawie ujawni ponad 160 dowodów – to m.in.: oględziny telefonów oskarżonych, analizy połączeń, protokoły przeszukań, dane bankowe i księgowa, faktury, notatki służbowe, opinie biegłych”.

Do rozpoczęcia procesu Obajtka i grupy Macieja C. nie dochodzi, bo zawsze brakuje kogoś z oskarżonych. Gdy PiS przejmuje w 2015 roku władzę, zmienia przepisy, tak by prokuratura Zbigniewa Ziobry mogła wycofać w 2016 roku akt oskarżenia z sądu. W czerwcu 2017 roku śledczy Ziobry umarzają sprawę Obajtka, który jest już wówczas prezesem państwowego koncernu Energa – pisze „GW”.

„Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka”

W sprawie, której dotyczy artykuł „Gazety Wyborczej” sąd kwestionował pierwotne ustalenia Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim odnośnie Daniela Obajtka już na etapie postępowania przygotowawczego. Prokurator, który zarzucił Danielowi Obajtkowi czyn korupcyjny wnioskował o zastosowanie wobec niego aresztu tymczasowego. Wniosek ten spotkał się z druzgoczącą krytyką Sądu Rejonowego w Ostrowie Wielkopolskim. Sąd zarządził natychmiastowe zwolnienie Daniela Obajtka stwierdzając, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, że zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przez Daniela Obajtka zarzucanego mu czynu – podkreśla Prokuratura Krajowa.

W oświadczeniu przypomniano, że w toku postępowania prokurator postawił Danielowi Obajtkowi kolejne dwa zarzuty dotyczące oszustw. Podkreślenia wymaga, że zarówno te zarzuty, jak i zarzut czynu korupcyjnego postawione zostały na podstawie wyjaśnień współoskarżonych, w tym osób karanych. Na dalszym etapie sprawy osoby te wycofały się ze swoich wyjaśnień lub ich wyjaśnienia okazały się sprzeczne ze zgromadzonym materiałem dowodowym – przypominają autorzy oświadczenia.

Pomimo niedostatku materiału dowodowego prokurator skierował w październiku 2013 r. do Sądu Okręgowego w Sieradzu akt oskarżenia przeciwko Danielowi Obajtkowi i innym osobom. Akt ten został zwrócony prokuraturze przez sąd w celu uzupełnienia śledztwa. Wskazane czynności – między innymi przesłuchanie kilkudziesięciu świadków – zostały wykonane. Po przeanalizowaniu uzupełnionego i kompletnego materiału dowodowego prokurator podjął decyzję umorzenia postępowania nie tylko wobec Daniela Obajtka, ale i czterech innych osób. Wskutek złożenia zażalenia decyzja prokuratora została poddana kontroli sądowej. Sąd Okręgowy w Krakowie utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu śledztwa i ocenił, że prokuratura w sposób skrupulatny, wnikliwy i rzetelny przeprowadziła postępowanie dowodowe, dokonując obszernej i szczegółowej oceny dowodów. Sąd w całości przychylił się do oceny faktycznej i prawnej dokonanej przez prokuratora, wskazując na bezzasadność zarzutów skarżącego – napisano w oświadczeniu PK.

Artykuł „Gazety Wyborczej” nie zawiera zatem opisu prawdziwych zdarzeń, a jedynie negatywnie zweryfikowanego aktu oskarżenia. Wszelkie rozpatrywanie opisanych tam rzekomych zdarzeń jako prawdy materialnej jest nieuprawnione. Fikcyjność tych informacji została wykazana zarówno przez prokuraturę, jak i niezawisły sąd. Prokuratura nie kwestionuje prawa dziennikarzy do relacjonowania i opisywania postępowań karnych. Sposób prezentowania biegu postępowania dotyczącego Daniela Obajtka musi jednak budzić sprzeciw. „Gazeta Wyborcza” nie daje czytelnikom możliwości poznania wskazanych powyżej okoliczności. Prezentowane są im szczątkowe, wybiórczo dobrane informacje, nie oddające całego kontekstu sprawy, w tym przede wszystkim zapadłych decyzji sądowych – podkreśla Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

Pełnomocnik Daniela Obajtka: Zaprzeczam zmanipulowanym informacjom

Należy podkreślić, że Daniel Obajtek nigdy nie był oskarżony o współdziałanie z zorganizowaną grupą przestępczą. Ani jeden z zarzutów, przytaczanych przez „GW” nie został potwierdzony, a Daniel Obajtek nigdy nie został skazany wyrokiem jakiegokolwiek sądu. Przeciwnie, to nie tylko prokurator jak sugeruje „Gazeta Wyborcza”, ale przede wszystkim niezawisły sąd oczyścił Pana Daniela Obajtka z wszelkich zarzutów i potwierdził, że zostały one oparte na niespójnych, niejasnych i sprzecznych z innymi dowodami zeznaniach osób, których wiarygodność została oceniona jako znikoma – napisał Maciej Zaborowski, pełnomocnik Daniela Obajtka, przypominając, że chodziło o m.in. wyjaśnienia Macieja C., oskarżonego o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą zajmującą się np. wymuszeniami z użyciem przemocy, a także Romana L., wielokrotnie prawomocnie skazanego, m.in. za nakłanianie do składania fałszywych zeznań oraz za wyłudzenia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Wbrew twierdzeniom opublikowanym przez „Gazetę Wyborczą” niezawisły sąd, przychylając się do finalnych ustaleń prokuratury, potwierdził, że Daniel Obajtek nie tylko nie współdziałał z żadną grupą przestępczą, ale podjęte przez niego decyzje były oczywiście sprzeczne z interesem tej grupy. Dlatego też, już w 2013 roku został zaatakowany pomówieniami przez osoby oskarżone o działanie w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, które wcześniej próbowały zastraszaniem wymusić na Danielu Obajtku korzystne dla siebie decyzje. Dzisiaj, tymi samymi pomówieniami usiłuje atakować Pana Daniela Obajtka „Gazeta Wyborcza” w celu zdyskredytowania jego osoby oraz zniszczenia jego dobrego imienia. Świadczy o tym ponowne przytaczanie fałszywych zarzutów, z których został on prawomocnie oczyszczony. Sugerowanie, że Pan Daniel Obajtek miał jakiekolwiek związki z zorganizowaną grupą przestępczą jest manipulacją, zmierzającą do celowego wprowadzenia opinii publicznej w błąd – podkreśla pełnomocnik Daniela Obajtka.

Pełnomocnik przypomina, że sam Maciej C. oświadczył, iż pomówienia, które kierował przeciwko Danielowi Obajtkowi, wynikały wyłącznie z dążenia do złagodzenia jego własnego wyroku. „Osoby obciążające Pana Daniela Obajtka, tymi pomówieniami, usiłowały uzyskać dla siebie jak najniższe wymiary kary. Początkowo to się udało, bo wniosek prokuratora o dobrowolne poddanie się karze m.in. przez Macieja C. uwzględnił Sąd Okręgowy w Sieradzu wyrokiem z dnia 13 stycznia 2015 r. Nieprawidłowości z tym związane dostrzegł jednak nawet ówczesny Prokurator Generalny Andrzej Seremet, czego efektem było wniesienie przez niego kasacji od wyroku łagodzącego kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie wydał Sąd Najwyższy, który w sierpniu 2015 r. uchylił wyrok łagodzący kary dla pomawiających Pana Daniela Obajtka osób stwierdzając, że w sposób rażący narusza on prawo” – napisał Zaborowski.

W związku z kolejną publikacją przez „Gazetę Wyborczą” treści naruszających dobra osobiste Pana Daniela Obajtka podjęte zostaną stosowne kroki prawne – zapowiada pełnomocnik w oświadczeniu.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Sprawa uprowadzenia 14-letniej Roksany ma drugie dno?

Rodzice 14-letniej Roksany drżeli z obawy o swoją córeczkę, która nagle zniknęła. Nie wiedzieli, że od pewnego czasu dziewczynka planuje ucieczkę. Pomóc jej w tym miała „rówieśniczka” z Dolnego Śląska. Kiedy nastolatka pojawiła się na bolesławieckim peronie, spotkała… 37-latka. To właśnie on przez trzy miesiące pisał z 14-latką. Mężczyzna, choć miał okazję, nie skrzywdził Roksany. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy, nie pohamowałby się – ocenia w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy. Dlaczego 37-latek działał inaczej? Biegły kreśli szokujący scenariusz zdarzeń!

14-letnia Roksana z Bielska Podlaskiego (woj. podlaskie) to spokojna dziewczyna, która dotychczas nie sprawiała problemów rodzicom. Ostatnimi czasy nastolatka coraz więcej czasu spędzała w internecie. Kiedy w poniedziałkowy ranek, 7 września, 14-latka wyszła do szkoły, nikt się nie spodziewał, że może stać się coś złego. Roksana zniknęła…

Rozpoczęły się gorączkowe poszukiwania dziewczyny. Policja ustaliła, że nastolatka pojechała pociągiem do Bolesławca na Dolnym Śląsku. To tam uchwyciły ją kamery monitoringu. Na nagraniach był widoczny także nieznany mężczyzna, za którym szła Roksana. Rozesłano rysopis podejrzanego, a sprawę nagłośniły media. Po prawie tygodniu mężczyzna sam zgłosił się na policję i przekazał informację, gdzie znajduje się 14-latka. W sobotę odnaleziono ją w pustostanie ukrytym w lesie na terenie powiatu lwóweckiego. Roksana była cała i zdrowa.

Tymczasem 37-letni mieszkaniec okolic Bolesławca trafił na trzy miesiące do aresztu. Prokuratura zarzuca mężczyźnie, że za pośrednictwem internetu, podając się za rówieśniczkę Roksany, nawiązał kontakt z dziewczynką (poniżej 15. roku życia) i podstępem skłonił ją do spotkania w celu wykorzystania seksualnego. Podejrzany naraził też zdrowie, a nawet życie nastolatki poprzez „ukrywanie jej w pustostanach, gdzie była narażona na negatywne oddziaływania warunków atmosferycznych, w szczególności niskiej temperatury”.

Wobec Roksany nie była jednak stosowana żadna przemoc. Podejrzany utrzymywał, że nie chciał zrobić jej krzywdy, ani tym bardziej wykorzystać seksualnie. Z drugiej strony nie potrafił wyjaśnić, dlaczego zwabił Roksanę do Bolesławca…

Zaginięcie 14-latki z Bielska Podlaskiego. Podejrzany nie jest pedofilem?

– To nie jest typowe działanie pedofila, jest to absolutnie wyjątkowe – podkreślił w rozmowie z Fakt24 dr Jerzy Pobocha, psychiatra i biegły sądowy, odnosząc się do zachowania 37-latka. – „Rasowy” pedofil wykorzystałby sytuację pokusy. Był sam na sam z dziewczynką w odludnym miejscu, miał poczucie bezpieczeństwa, ale nie wykorzystał jej. Pedofil nie pohamowałby się, nie wytrzymałby takiej sytuacji.

– Być może mężczyzna nie jest w ogóle pedofilem albo ma bardzo silne mechanizmy kontrolne – zaznaczył nasz rozmówca. – Może działał dla kogoś, na czyjeś zlecenie i nie chciał spłoszyć ofiary. Może miał ją tylko gdzieś dostarczyć, a w takim przypadku musiał być ostrożny, w grę mogły wchodzić duże pieniądze – powiedział dr Pobocha.

Ekspert z zakresu psychiatrii sądowej zaznaczył też, że zastanawiające jest zachowanie dziewczynki.

– Nie uciekała, czekała na coś, co jej obiecano, nie miała poczucia zagrożenia. To musiała być jakaś atrakcyjna propozycja, może pod względem finansowym. Mężczyzna mógł też podać jej środek uspokajający, który ją zobojętnił na całą tę sytuację – tłumaczył dr Pobocha. – Trzeba też wspomnieć o tym, że podejrzany „pracował” nad nią przez trzy miesiące. Musiał być bardzo przekonywający w wiadomościach przesyłanych nastolatce – przyznał nasz rozmówca. Jak dodał, początki ich „znajomości” są typowe dla pedofila.

Dlaczego więc mężczyzna później zgłosił się na policję?

– Najprawdopodobniej liczył, że to mu pomoże i może nawet uniknie aresztu, a jego zeznania będą korzystniejsze. Nieważne, jak bardzo bajkowe i różowe światło na nie rzuci, to liczy się tu to, co powie nastolatka – podkreślił biegły psychiatra.

Na 37-latka mogła mieć wpływ także inna osoba, doradca. – Być może ktoś mu doradził, że powinien zgłosić się na policję i w ten sposób uniknie większych problemów – wskazał dr Pobocha.

Jak działa pedofil?

– Na początku, jak w omawianej historii, pedofil upatruje sobie ofiarę, najczęściej z najbliższych kręgów, np. znajomych, krewnych. Do takiej ofiary łatwiej jest dotrzeć. Pedofil może też szukać ofiary w miejscach publicznych, ogólnie dostępnych, np. na placach zabaw. Wtedy przekonuje dzieci do siebie za pomocą np. słodyczy, pokazania czegoś ciekawego – wyjaśnił Fakt24 dr Pobocha. – Zdarza się też i tak, że pedofil napada na ofiarę, obezwładnia ją i wykorzystuje, czasem powodując uszkodzenia ciała lub nawet śmierć – zaznaczył nasz rozmówca.

Jak działa później? To wszystko zależy od jego „pomysłowości”, tzw. modus operandi, czyli sposobu działania przestępcy.

– Pedofil rzadko skupia się na jednej osobie – podkreślił ekspert psychiatrii sądowej. Trzeba też pamiętać, jak przyznał dr Pobocha, że pedofil to osoba, która często ma zaburzenia osobowości (osobowość dysocjacyjną).
Źródło info i foto: Fakt.pl

Olsztyn: 40-letni mężczyzna zaatakował dwie kobiety i 10-latka

W Olsztynie około 40-letni mężczyzna miał zaatakować dwie kobiety i 10-latka. Policja obserwuje okolice, w których doszło do zdarzeń, a tymczasem Olsztynianka, która miała styczność z mężczyzną półtora roku temu, dotarła do jego matki i dowiedziała się, że napastnik jest chory.

Serwis olsztyn.wm.pl informuje o agresywnym mężczyźnie, który od jakiegoś czasu „bez powodu bije ludzi po twarzach” i ucieka. Pierwszy atak miał mieć miejsce 14 stycznia, kiedy nieznany mężczyzna spoliczkował dwie kobiety. Następny – 25 stycznia, kiedy zaatakował dziesięciolatka. Jak relacjonuje matka chłopca, 10-latek i jego kolega szli w kierunku dyskontu, mężczyzna szedł przed nimi. Nagle odwrócił się, dwa razy powiedział „Ty tępa świnio” i uderzył chłopca, na tyle mocno, że rozciął mu wargę.

Zaatakowany zapamiętał, że napastnik był grubszym mężczyzną po czterdziestce i „miał coś z okiem” tj. „albo go nie miał, albo miał zszyte”.

Śledztwo Olsztynianki

Matka chłopca i inne poszkodowane osoby zaczęły się ze sobą kontaktować i niebawem odezwała się też kobieta, która twierdzi, że spotkała tego człowieka półtora roku temu. Mężczyzna miał wyglądać „jakby był wściekły”, szedł w jej stronę i wymachiwał torbą. Olsztynianka zrobiła mu zdjęcie i choć – „wkurzył się jeszcze bardziej” – to po chwili zniknął.

Kobieta złożyła zawiadomienie, ale ponieważ uznała, że działania policji nie przynoszą efektów, sama wszczęła śledztwo. Udało jej się zdobyć numer telefonu do matki napastnika, która miała powiedzieć, że syn jest chory na schizofrenię, a jeśli zaś chodzi o jego oko – ma tik nerwowy i wciąż je mruży.

Co zrobić z niebezpiecznym chorym?

Co na to policja? Obserwuje teren i czeka na sygnały. Jak wyjaśnił oficer prasowy olsztyńskiej policji, jeśli okaże się, że mężczyzna jest chory, lekarz uzna, że nie stwarza zagrożenia, a jednak przesłanki powiedzą co innego, prokurator ma kilka opcji. – Może wyznaczyć kuratora sądowego, który będzie nadzorował jego zachowanie. Może również przydzielić pracownika socjalnego, który też będzie sprawdzał, jak mu się żyje. Ostatecznie może skierować mężczyznę na badania psychiatryczne, na podstawie których będzie można przedsięwziąć kolejne kroki. Na przykład umieścić go w zakładzie zamkniętym – powiedział rzecznik.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Europejskie państwa chcą wiarygodnego śledztwa ws. Jamala Khashoggiego

Wielka Brytania, Francja i Niemcy w niedzielę wezwały Arabię Saudyjską i Turcję do wszczęcia „wiarygodnego śledztwa” ws. zaginięcia opozycyjnego saudyjskiego dziennikarza Jamala Khashoggiego. Państwa te podkreśliły, że sprawę traktują z „największą powagą”.

„Konieczne jest wiarygodne śledztwo w celu ustalenia prawdziwej wersji zdarzeń, a w razie potrzeby także wskazania osób odpowiedzialnych za zaginięcie Jamala Khashoggiego, oraz w celu zapewnienia, że zostaną one ukarane” – napisali we wspólnym oświadczeniu ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec: Jeremy Hunt, Jean-Yves Le Drian i Heiko Maas.

Szefowie resortów dyplomacji zachęcili Arabię Saudyjską i Turcję do współpracy w tej sprawie i wyrazili oczekiwanie, że „rząd saudyjski udzieli pełnej i szczegółowej odpowiedzi” na związane z nią pytania.

Dodali, że oświadczenie zostało przekazane bezpośrednio władzom w Rijadzie. W komunikacie nie wskazano, czy rządy w Londynie, Paryżu i Berlinie przewidują ewentualne działania karne wobec Arabii Saudyjskiej.

Zamordowany w konsulacie?

2 października publikujący m.in. w „Washington Post” Khashoggi wszedł do konsulatu Arabii Saudyjskiej w Stambule, by załatwić formalności związane ze ślubem, po czym ślad po nim zaginął. Turcja podejrzewa, że krytyczny wobec rządów następcy saudyjskiego tronu księcia Muhammada ibn Salmana dziennikarz został zamordowany w konsulacie, a jego ciało zostało stamtąd wywiezione; Rijad zaprzecza.

Trump o „surowej karze”

Prezydent USA Donald Trump w opublikowanym w sobotę fragmencie wywiadu powiedział, że Arabia Saudyjska zostanie „surowo ukarana”, jeśli potwierdzi się, że Khashoggi został zabity na jej zlecenie. Wykluczył jednak wstrzymanie dostaw broni do Arabii Saudyjskiej, która jest jej największym światowym importerem.

Groźba objęcia Rijadu sankcjami wywołała nerwowe nastroje na saudyjskiej giełdzie, gdzie główny indeks Tasi stracił ok. 7 proc. wartości. Ponadto z udziału w zaplanowanym na koniec października forum inwestycyjnym w Arabii Saudyjskiej wycofała się część zaproszonych gości, w tym szef Ubera Dara Khosrowshahi czy twórca systemu operacyjnego Android Andy Rubin.
Źródło info i foto: interia.pl

USA: To 234. strzelanina w tym roku. „Większość nie ma związku z działalnością terrorystyczną”

Strzelanina w Jacksonsville na Florydzie, w której zginęły dwie osoby, a około dziesięciu zostało rannych była już 234. tego rodzaju zdarzeniem w tym roku w Stanach Zjednoczonych.

– Amerykanie od dłuższego czasu informują, że ten rok jest wyjątkowo tragiczny, jeżeli chodzi o liczbę tego typu zdarzeń. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest dla nich to problem nowy. Większość takich wydarzeń nie ma związku z działalnością terrorystyczną, są to raczej tak zwani aktywni napastnicy. Pojedyncze osoby dokonują takich aktów pod wpływem choroby psychicznej lub jakiejś traumy czy depresji – mówił na antenie TVN24 dr Krzysztof Liedel z Collegium Civitas. Ekspert ds. bezpieczeństwa zwrócił też uwagę na dość łatwy dostęp do broni w Stanach Zjednoczonych.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Zwłoki pięciu osób znalezione w czasie ostatniej doby w Olsztynie

Zwłoki pięciu osób znaleziono w Olsztynie ostatniej doby, policja nie łączy tych zdarzeń. Trwa wyjaśnianie okoliczności pod nadzorem prokuratury – powiedziała PAP Izabela Kołpakowska z Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie.

Na ulicy Kościuszki w centrum miasta z 4. piętra w sobotę wieczorem wypadł 25-letni mężczyzna, obywatel Szwecji. Zmarł na miejscu. Pięciu mężczyzn, którzy przebywali z nim wcześniej w mieszkaniu, zatrzymano do wyjaśnienia sprawy. Policja wyjaśnia także okoliczności wypadnięcia z okna szpitala przy ulicy Żołnierskiej 88-letniej kobiety. Kobieta wypadła z 4. piętra. Zmarła na miejscu. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich.

Przy ulicy Żeromskiego w dzielnicy Zatorze znaleziono 26-letniego mężczyznę, podjęta reanimacja nie przyniosła rezultatu. Zwłoki w stanie rozkładu znaleziono w lesie miejskim w rzece Łyna oraz przy al. Piłsudskiego przy hali sportowej Urania. Ciało odnalezione w rzece jest w stanie daleko posuniętego rozkładu, dlatego nie znana jest ani tożsamość ani płeć. Natomiast zwłoki przy hali Urania to ciało mężczyzny.

Policja nie łączy zdarzeń i ocenia, że są to oddzielne zdarzenia. „Okoliczności wyjaśnia policja pod nadzorem prokuratury” – podała Izabela Kołpakowska.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Podkarpacie: Matka zabiła 2-letnie dziecko?

W pożarze domu w Śliwnicy niedaleko Przemyśla zginął dwuletni Wiktorek. Przynajmniej tak brzmiała początkowa wersja zdarzeń. Teraz śledczy poinformowali, że śmierć chłopca nie była przypadkowa! Okazuje się bowiem, że dwulatek miał rany kłute klatki piersiowej zadane nożem. O zabójstwo dziecka podejrzana jest jego matka Andrea P. (30 l.), która w ciężkim stanie trafiła do szpitala.

– Doszło do zabójstwa dziecka. Dzisiaj w nocy zatrzymana została matka. Jest podejrzewana o pozbawienie życia 2-latka – powiedziała w rozmowie z portalem nowiny24.pl Marta Pętkowska z Prokuratury Okręgowej w Przemyślu.

Według śledczych chłopiec miał rany kłute klatki piersiowej zadane nożem. Matka dziecka również miała obrażenia, które prawdopodobnie zadała sobie po zabójstwie synka.

Jak udało nam się ustalić, matka zmarłego chłopca z pochodzenia jest Brazylijką. Po zadaniu ciosów nożem synkowi, kobieta podpaliła pomieszczenie, w którym rozegrał się dramat.

W poniedziałek ma zostać przeprowadzona sekcja zwłok dziecka.

Do tragicznego pożaru doszło w sobotę przed godz. 19. – Na miejsce skierowanych zostało sześć zastępów straży pożarnej. W sumie z ogniem walczyło 25 strażaków. W domu paliło się jedno pomieszczenie, ale było bardzo duże zadymienie. Jeszcze przed przybyciem jednostek pomocy poszkodowanym udzielił strażak, który mieszka w pobliżu. Wyniósł z domu nieprzytomnego 2-letniego chłopczyka – mówił w rozmowie z Fakt24.pl rzecznik prasowy podkarpackich strażaków Marcin Betleja.

Dwulatek i jego matka trafili do szpitala. Niestety, na pomoc chłopcu było już za późno. Stan kobiety jest ciężki.

Sąsiedzi są w szoku. Jeszcze kilka godzin wcześniej widzieli matkę spacerującą ze swoim synkiem. – To był taki śliczny i wesoły chłopczyk – opowiadają. Nie mają pojęcia, co się wydarzyło. Słabo znają kobietę. Barierą jest język. Ona sama po polsku zna zaledwie kilkanaście zwrotów. – Ze swoim mężem rozmawiała po angielsku. Poznali się w pracy. Kiedy przyszedł na świat ich synek Wiktorek, zamieszkali u nas na wsi i wzięli ślub – opowiadają mieszkańcy. Według nich na zewnątrz wyglądali na normalną, szczęśliwą rodzinę.

Kiedy doszło do tragedii, mąż kobiety miał być na ćwiczeniach Wojsk Obrony Terytorialnej. Wrócił, gdy trwała akcja ratunkowa. – Ratujcie moje dziecko! – rozpaczliwie krzyczał do lekarzy.
Źródło info i foto: Fakt.pl