Szóste zatrzymanie ws. strzelaniny w Radomsku

Szósta osoba formalnie zatrzymana w sprawie bójki i strzelaniny w centrum Radomska w województwie łódzkim. Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. Ranne zostały 3 osoby. Do szarpaniny i strzelaniny doszło w sobotni wieczór przed jednym ze sklepów przy ul. Przedborskiej w centrum Radomska.

Okazało się, że dwóch mężczyzn ma rany postrzałowe – informowała wczoraj Joanna Kącka, rzeczniczka łódzkiej policji.

Trzeci ranny mężczyzna został uderzony nieustalonym narzędziem – mówiła z kolei wcześniej rzeczniczka radomszczańskiej policji kom. Aneta Wlazłowska.

Jak informuje reporter RMF FM Krzysztof Kot, od początku w rękach policjantów było 6 mężczyzn. Formalnie jednak zatrzymanych było pięciu i dlatego o tylu informowały policja i prokuratura. Szósty mężczyzna to jeden z poszkodowanych. Jak ustalił nasz dziennikarz, był on operowany i nieprzytomny, więc formalnie nie został zatrzymany ze względów medycznych. Nastąpiło to dopiero dzisiaj. Zatrzymani to mieszkańcy Radomska w wieku od 20 do 42 lat znani z wcześniejszych konfliktów z prawem – podaje łódzka policja. Funkcjonariusze podczas przeszukań zabezpieczyli różne niebezpieczne narzędzia, w tym broń palną.

Za udział w bójce z użyciem niebezpiecznego narzędzia grozi im do 8 lat więzienia.
Źródło info i foto: RMF24.pl

35-latek obmacywał 14-letnią dziewczynkę. Usłyszał zarzuty

35-letni Paweł O. zaczepił na ulicy nastoletnią dziewczynkę i zaczął ją dotykać po całym ciele. Do zdarzenia doszło 12 stycznia. Prokuratura postawiła mu zarzuty. Wstrząsające zdarzenie w Białej Podlaskiej. 35-letni mężczyzna obmacywał na ulicy 14-letnią dziewczynkę. Do zdarzenia doszło 12 stycznia ok. godziny 18:00 na osiedlu Kopernika.

Zgłoszenie wpłynęło na komisariat policji dzień później. Złożył je członek rodziny ofiary 35-latka. Prokuratura postawiła Pawłowi O. zarzuty. Mężczyzna trafił do aresztu, nie przyznaje się do winy.

Podejrzany 35-latek w tym samym dniu został zatrzymany przez naszych funkcjonariuszy – cytuje komisarz Barbarę Salczyńską-Pyrchlę, rzecznik bialskiej policji „Dziennik Wschodni”.

Mężczyzna miał proponować dziewczynce rozebranie się, poddanie dotykaniu w miejscach intymnych oraz całowaniu, jak ustalili śledczy. 14-latkę miał dotykać w okolicach ud, bioder, pleców, pocałować ją w policzek i usta. Prokuratura zarzuca Pawłowi O. „doprowadzenie małoletniej (…) do poddania się innej czynności seksualnej”.

Paweł O. trafił za kratki. Prokuratura złożyła wniosek o trzymiesięczny areszt, jak podaje lokalny serwis. Sąd przychylił się do tego wniosku. Za seksualne wykorzystanie małoletniej 35-latkowi grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: o2.pl

Lwów: Koktajl Mołotowa rzucony w rosyjski konsulat

W konsulat Rosji we Lwowie rzucony został koktajl Mołotowa. Rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych określiło to wydarzenie jako „akt terroru”, a do MSZ w Moskwie wezwany został przedstawicieli dyplomacji Ukrainy – poinformowała Agencja Reutera. Ukraińskie służby wszczęły dochodzenie. Według ukraińskiej policji w nocy z czwartku na piątek nieznany sprawca rzucił koktajlem Mołotowa w ogrodzenie konsulatu generalnego Rosji we Lwowie. W rezultacie zdarzenia nikt nie ucierpiał, nie uszkodzono też przedstawicielstwa dyplomatycznego – przekazano. Ukraińska policja wszczęła w tej sprawie śledztwo z artykułu dotyczącego chuligaństwa.

Rosyjska dyplomacja złożyła formalny protest dotyczący zdarzenia i domaga się przeprosin ze strony władz Ukrainy – pisze Reuters. Jak dodała agencja, ministerstwo spraw zagranicznych w Moskwie określiło wydarzenie jako „akt terroru”.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Atak nożownika w Świnoujściu

18-letni mężczyzna został ugodzony nożem w Świnoujściu (Zachodniopomorskie). Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia, ale jeszcze tego samego dnia został zatrzymany przez funkcjonariuszy. Sprawę bada teraz policja pod nadzorem prokuratury.

Do zdarzenia doszło w niedzielę około godziny 18 przy ulicy Piłsudskiego w Świnoujściu. Jak wstępnie ustalili policjanci, między dwoma pracownikami lokalu gastronomicznego doszło do kłótni. Sierż. Kamil Zwierzchowski z Komendy Miejskiej Policji w Świnoujściu przekazał, że jeden z mężczyzn, 18-latek, ugodzony został nożem w udo i pośladek.

Sprawca uciekł z miejsca zdarzenia. Został jednak jeszcze tego samego dnia zatrzymany w pobliżu swojego miejsca zamieszkania.

Funkcjonariusze podczas działań znaleźli nóż porzucony w okolicach ulicy Matejki. Poszkodowany 18-latek trafił do szpitala – jego stan jest w normie. Okoliczności zdarzenia wyjaśnia teraz policja pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Świnoujściu.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Poznań: Strzały podczas interwencji

Do szpitala trafił mężczyzna postrzelony w czwartek w Poznaniu w trakcie policyjnej interwencji. Funkcjonariusze sprawdzają okoliczności zdarzenia. W wyniku tego zdarzenia poszkodowany został też funkcjonariusz. Jak powiedział rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak, przed południem policjanci otrzymali zgłoszenie od mieszkańców poznańskiego Antoninka o zakrwawionym mężczyźnie przemieszczającym się ulicami.

– Na miejsce pojechał patrol policji. Mężczyzna nie reagował na polecenia policjantów. W pewnym momencie doszło do sytuacji, w której funkcjonariusze musieli użyć broni – postrzelili tego mężczyznę w nogę i w brzuch – podał Borowiak.

Na miejsce zostało wezwane pogotowie. Ratownikom udało się uratować życie postrzelonego; pacjenta w ciężkim stanie przetransportowano do szpitala. Rzecznik powiedział, że z informacji podawanych przez szpital wynika, że życiu mężczyzny nie zagraża niebezpieczeństwo. Ratownicy udzielili też pomocy medycznej poszkodowanemu w trakcie interwencji funkcjonariuszowi.

Andrzej Borowiak dodał, że trwa analiza przebiegu zdarzenia, o sprawie powiadomiony został prokurator. Na razie nieznane są bliższe okoliczności zdarzenia.
Źródło info i foto: TVP.info

Zabójstwo 11-letniego Sebastiana. Ojciec innego dziecka: „Dwa dni wcześniej zamaskowany mężczyzna gonił moją córkę”

W czwartek zamaskowany mężczyzna gonił 11-letnią dziewczynkę w Katowicach. Udało się jej uciec. Do zdarzenia doszło mniej niż kilometr od miejsca, gdzie w sobotę mężczyzna uprowadził 11-letniego Sebastiana, którego później zamordował. Rodzice zgłosili sprawę próby ataku na dziewczynkę na policję. Teraz zastanawiają się, czy mógł tego dokonać ten sam sprawca.

11-letni Sebastian zaginął w sobotę 22 maja. W niedzielę policjanci znaleźli jego ciało i zatrzymali mężczyznę, który przyznał się do porwania i zabójstwa chłopca. Dwa dni przed jego uprowadzeniem w tej samej części Katowic zgłoszono próbę ataku na 11-letnią dziewczynkę. Udało się jej uciec, a rodzice zgłosili to na policję.

Do zdarzenia doszło w czwartek po południu – mówi w rozmowie z Gazeta.pl mieszkaniec Katowic, Krzysztof Kret. On był wtedy w pracy, a zdarzenie zrelacjonowała mu później córka. Tego dnia razem z kolegami bawiła się w okolicy domu, na pustej działce przy ul. Hallera. – Później razem poszli do sklepu, a córka zorientowała się, że zostawiła na działce portfel – powiedział. Dziewczynka wróciła po niego sama.

– „Odwróciła się, a za nią – jak mówiła – stał zamaskowany mężczyzna, sporej postury, w kominiarce, ciemnych spodniach i bluzie. Chciała odejść, zaczęła iść powoli. On zaczął iść za nią. Zaczęła biec, on zaczął biec za nią. Działka była kiedyś ogrodzona, teraz został tylko drut nad ziemią. Ona o tym wiedziała i go przeskoczyła. Ten facet nie wiedział, potknął się o drut i przewrócił. Córka uciekła, pobiegła do koleżanki i kolegi” – mówił. 11-latka najpierw nie mówiła o zdarzeniu rodzicom, ale dowiedzieli się o tym od rodziców koleżanki.

– Pytałem córki, czy może weszli na prywatną posesję, ktoś mógł chcieć ich wygonić. Pojechaliśmy zobaczyć to miejsce, ale działka jest niemal pusta: rozerwany płot, trawa, altanka – powiedział Krzysztof Kret. Był czwartek, późny wieczór. Mężczyzna zadzwonił na policję, gdzie usłyszał, żeby przyjść na komisariat w piątek rano.

– Rano zebraliśmy się z córką, na komisariacie opowiedziała, jak wyglądało zdarzenie. Policjanci spisali notatkę i powiedzieli, że przyjęli zgłoszenie. Rozmowa na tym się skończyła, nie mówili, czy wyślą tam patrol lub zrobią coś innego – opowiedział.

W sobotę wieczorem 11-letni Sebastian wyszedł na plac zabaw obok swojej szkoły przy ul. Grzegorzka. To 900 m w linii prostej od miejsca, gdzie w czwartek ktoś ścigał córkę pana Krzysztofa.

Krzysztof Kret dowiedział się o zniknięciu chłopca. – Jestem strażakiem ochotnikiem, uczestniczyłem w akcji poszukiwawczej od południa w niedzielę aż do jej zakończenia. Gdy spotkałem policjantów, wspomniałem im, że w czwartek jakiś zamaskowany facet gonił moją córkę. Ale oni się zajmowali swoją sprawą – powiedział. – Wieczorem zadzwonili do mnie policjanci z komendy z Sosnowca, z wydziału kryminalnego. Funkcjonariusz powiedział, że dowiedział się o moim zgłoszeniu, pytał o okoliczności – dodał.

Krzysztof Kret w piątek opisał na Facebooku to, co przydarzyło się jego córce. Gdy doszło go uprowadzenia i – jak się okazało – zabójstwa chłopca, pod wpisem wywiązała się dyskusja: czy sprawy mogą być powiązane. Niektórzy komentujący pytali o to na facebookowej stronie śląskiej policji. Profil policji początkowo zaprzeczał, jakoby takie zgłoszenie wypłynęło: „Zaprzeczamy, aby takie zdarzenie w ogóle miało miejsce”. „Być może Pani nie wie, ale nie wszystkie informacje, które pojawiają się w sieci, są prawdziwe. Nasze działania polegają na czymś więcej niż internetowy research” – opisano na jeden z komentarzy.

Później komentarz został jednak edytowany. „Faktycznie potwierdzamy, że w piątek rano policjanci z komisariatu Policji V w Katowicach interweniowali w związku ze zgłoszeniem w opisanej sprawie. Czynności zostały podjęte niezwłocznie. Wcześniejszy błędny przekaz wynikał z opóźnienia w komunikacji pomiędzy administratorem strony internetowej a funkcjonariuszami” – napisano.

Wydział prasowy komendy wojewódzkiej skierował nas do komendy miejskiej w Katowicach, gdzie nie udało nam się dodzwonić. Wysłaliśmy pytania o zgłoszenie i o to, czy policja podejrzewa, że sprawy mogą być powiązane. Czekamy na odpowiedź.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

19 kwietnia ogromna grupa Żydów łamała obostrzenia na lotnisku Chopina. Gdzie była policja?

Na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie doszło do „widowiskowego” naruszenia obowiązujących restrykcji pandemicznych. Niemal setka Żydów zgromadziła się, by tańczyć i śpiewać, trzymając się za ręce – informuje polsatnews.pl.

Do zdarzenia doszło 19 kwietnia. W hali terminala lotniska im. Fryderyka Chopina na Okęciu zgromadziła się blisko setka osób żydowskiego pochodzenia. Na nagraniu wykonanym prawdopodobnie przez jednego z pracowników służb lotniskowych widać, jak podróżni nie przestrzegają dystansu.

„Będę pisał do władz lotniska w celu wyjaśnienia, dlaczego ci ludzie nie muszą przestrzegać restrykcji sanitarnych, które akurat na lotniskach są bardzo rygorystycznie pilnowane przez ochronę” – napisał użytkownik, który udostępnił film w mediach społecznościowych.

Stanowisko lotniska

– Potwierdzam, że nagranie zostało wykonane na lotnisku Chopina w Warszawie – powiedział w rozmowie z polsatnews.pl rzecznik lotniska Piotr Rudzki.

Jak przyznał, do zdarzenia doszło 19 kwietnia, czyli w dzień 78. rocznicy powstania w getcie warszawskim. – To jest grupa, która podróżowała przez Warszawę tranzytem. Przemieszczali się wielką grupą, długodystansowym lotem. Na lotnisku przebywali bardzo krótko, nie przekraczali polskiej granicy – doprecyzował Rudzki.

Rzecznik przyznał, że na lotnisku pojawiają się komunikaty dźwiękowe oraz oznaczenia informujące o konieczności zachowania odstępu i noszenia maseczek. – Apelujemy do rozsądku wszystkich pasażerów. Naganne jest to, że osoby nie przestrzegały dystansu, jednak nie jesteśmy w stanie fizycznie nikogo do tego zmusić – powiedział Rudzki.

– Będziemy podejmować działania, żeby taka sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości – zapewnił.
Źródło info i foto: interia.pl

Białystok: 32-latek uciekł przez okno prokuratury. Trwa policyjna obława

Trwa obława za 32-letnim mężczyzną, który uciekł przez okno prokuratury. Policja publikuje zdjęcie zbiega. Do zdarzenia doszło we wtorek w białostockiej prokuraturze. Mężczyzna miał być przesłuchany w sprawie rozboju, który miał miejsce 31 stycznia 2021 roku. Jak podaje RMF FM, 32-latek uciekł przez okno na parterze budynku.

Na drogach wyjazdowych z Białegostoku policjanci ustawili blokady. Kontrolowane są pojazdy wyjeżdżające z miasta – podaje radio. Poszukiwany to 32-letni Maciej Didiuk. Mężczyzna ma 180 cm wzrostu, ciemne włosy, szczupłą budowę ciała. Był ubrany w ciemną bluzę bez kaptura z białym napisem „illegal”, czarną kurtkę z kapturem, ciemne spodnie i białe buty.

Policja opublikowała też jego zdjęcie. „Wszystkie osoby, które widziały mężczyznę ze zdjęcia lub mogą przyczynić się do ustalenia jego miejsca pobytu, prosimy o kontakt pod numer alarmowy 112” – apelują służby.
Źródło info i foto: wp.pl

Ruszył proces ws. ataku w szkole w Brześciu Kujawskim

Prokuratura skierowała do Sądu Okręgowego we Włocławku akt oskarżenia przeciwko 19-letniemu Markowi N., który w maju 2019 r. dokonał ataku na szkołę podstawową w Brześciu Kujawskim. Sprawca strzelał do uczniów i woźnej, zdetonował także kilka ładunków wybuchowych. Mężczyźnie grozi dożywotnie pozbawienie wolności.

Dział Prasowy Prokuratury Krajowej przekazał w piątek, że Prokurator Pomorskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Gdańsku skierował pod koniec grudnia akt oskarżenia przeciwko 19-letniemu Markowi N., który 27 maja 2019 r. dokonał eksplozji materiałów wybuchowych na terenie Szkoły Podstawowej Nr 1 w Brześciu Kujawskim.

– Prokurator zarzucił mu sprowadzenie zdarzenia mającego postać eksplozji przy użyciu uprzednio skonstruowanych przez niego urządzeń wybuchowych w celu pozbawienia życia 17 uczniów oraz nauczyciela. Ponadto zarzuty aktu oskarżenia dotyczą usiłowania zabójstwa dwóch osób poprzez oddanie do nich strzałów z rewolweru czarnoprochowego. W następstwie zdarzenia uszkodzeń ciała zagrażających życiu doznała uczennica oraz pracownica szkoły – podała PK.

W toku śledztwa ustalono, że Marek N. przyjechał pod szkołę na rowerze, miał przy sobie noże, ładunki wybuchowe i rewolwer. Niezauważony wszedł na drugie piętro budynku, gdzie znajdowały się sale lekcyjne.

– Podszedł do pomieszczenia jednej z klas, w której poza nauczycielem przebywało siedemnaścioro uczniów. Nie wchodząc do środka zainicjował eksplozję największego ładunku wybuchowego podpalając lont petardy, po czym wrzucił ładunek do wnętrza pomieszczenia. Ładunek uderzył w głowę jedną z uczennic, a następnie upadł pomiędzy ławki, gdzie nastąpiła eksplozja – przekazała prokuratura.

Dwa pociski ugodziły 11-latkę

Po eksplozji Marek N. oddał trzy strzały z rewolweru w kierunku osób uciekających z sali lekcyjnej. Dwa pociski ugodziły 11-letnią dziewczynkę, która utykając, wspólnie z innymi uczniami uciekła schodami na parter budynku szkolnego. Wtedy 18-letni wówczas sprawca zdetonował następny ładunek na terenie szkoły, a kolejny wyrzucił przez okno na chodnik pomiędzy budynkiem a boiskiem.

– W tym przypadku doszło do eksplozji petardy, natomiast nie nastąpiło zamierzone przez oskarżonego rozerwania pojemnika z gazem – podała PK. Sprawca oddał też trzy strzały z rewolweru w kierunku woźnej, która próbowała interweniować słysząc krzyki uczniów.

– Jeden z pocisków ugodził pokrzywdzoną, a jeden trafił w szczebel osłony okna w klatce schodowej. Oskarżony został zatrzymany przez woźnego, po tym jak na jego polecenie położył się na podłodze – przekazał oskarżyciel publiczny.

Przyznał się i złożył wyjaśnienia

Prokuratura Krajowa podała, że N. w latach 2015-2017 uczył się w gimnazjum, które mieściło się w budynku szkoły podstawowej w Brześciu Kujawskim. Nastolatek miał wykazywać zainteresowanie „tematyką związaną z zamachami o charakterze terrorystycznym w szkołach, bronią palną w tym czarnoprochową, materiałami wybuchowymi oraz szeroko pojętą przemocą”. Według ustaleń prokuratury, Marek N. planował zamach, a rewolwer i inne przedmioty, które uznał jako niezbędne do zrealizowania zamachu, nabył kilka tygodni przed zdarzeniem.

– Oskarżony przyznał się do popełnienia zarzucanych przestępstw. Złożył obszerne wyjaśnienia, które korelują z ustalonym stanem faktycznym – podała PK.

Marek N. leczył się w przeszłości psychiatrycznie, jednak z opinii biegłych wynika, iż oskarżony w chwili czynu był poczytalny i może odpowiadać za zarzucane mu przestępstwa przed sądem. Grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: interia.pl

Po policyjnym pościgu zatrzymano pirata drogowego. Okazał się, że ma…. 13 lat

Policjanci z Lubina zatrzymali po pościgu kierującego oplem, który próbował uniknąć kontroli drogowej. Jak się okazało uciekinierem był 13-latek. Nastolatek tłumaczył, że kluczyki od auta zabrał ojcu, a postanowił się przejechać, bo… nudził się i nie mógł zasnąć. Do zdarzenia doszło w środę kilka minut po północy. Policjanci ruchu drogowego patrolując ulice Lubina, zauważyli kierującego samochodem osobowym, którego sposób jazdy wzbudził ich podejrzenia. Postanowili więc zatrzymać pojazd do kontroli. Funkcjonariusze włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, nakazując kierowcy zatrzymanie auta. Jednak ten zignorował ich polecenia, gwałtownie przyśpieszył i zaczął uciekać.

Sposób na nudę

Ucieczka nie trwała jednak długo. Policjanci po chwili zatrzymali kierowcę, który po unieruchomieniu pojazdu próbował uciec po raz kolejny – tym razem pieszo.

Jak się okazało za kierownicą opla siedział 13-latek. Chłopak oświadczył funkcjonariuszom, że bez wiedzy ojca zabrał kluczyki od samochodu i wybrał się na przejażdżkę. Nastolatek tłumaczył, że postanowił się przejechać, ponieważ nie chciało mu się spać i się nudził.
Źródło info i foto: polsatnews.pl