Przełom w procesie żony „El Chapo”. Przyznała się do prowadzenia kartelu narkotykowego

Żona meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina Guzmana, znanego jako „El Chapo”, przyznała się w czwartek w sądzie federalnym w Waszyngtonie do pomagania mężowi w prowadzeniu jego kartelu Sinaloa – podała agencja Reutera.

Emma Coronel Aispuro w ramach ugody z prokuratorami federalnymi przyznała się do zarzutów, obejmujących świadome i umyślne spiskowanie w celu dystrybucji heroiny, kokainy, marihuany i metamfetaminy, prania brudnych pieniędzy i angażowania się w relacje finansowe z kartelem narkotykowym Sinaloa. Przyznała się również do spiskowania w celu pomocy mężowi w ucieczce z meksykańskiego więzienia w 2015 roku.

Dożywocie?

Za samą dystrybucję narkotyków może jej grozić nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator Anthony Nardozzi powiedział, że żona Guzmana pomogła w imporcie ponad 450 tys. kg kokainy, 90 tys. kg heroiny, 45 tys. kg metamfetaminy i około 90 tys. kg marihuany.

Nardozzi stwierdził, że Coronel „służyła jako pośrednik” w dostarczaniu wiadomości członkom kartelu po aresztowaniu jej męża, a także spiskowała z synami Guzmana w celu „planowania i koordynowania” jego ucieczek z więzienia. Coronel powiedziała, że rozumie zarzuty i konsekwencje przyznania się do winy.

Kiedy zapadnie wyrok?

Sędzia wyznaczył wstępną datę ogłoszenia wyroku na 15 września.

31-letnia była królowa piękności została aresztowana w lutym na lotnisku Waszyngton-Dulles w Wirginii; postawiono jej zarzut udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Coronel urodziła się w Kalifornii; posiada obywatelstwo amerykańskie i meksykańskie. W 2007 roku wyszła za mąż za „El Chapo”, który w 2019 roku został skazany w Nowym Jorku na karę dożywotniego pozbawienia wolności plus 30 lat, bez możliwości zwolnienia warunkowego. Zasądzono również wobec niego przepadek mienia w wysokości 12,6 mld dolarów.

Jako najpotężniejszy baron narkotykowy w Meksyku „El Chapo” był przywódcą kartelu, odpowiedzialnego za przemyt kokainy i innych narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Nowy świadek ws. zabójstwa Ziętary opowiedział o zbrodni po 28 latach milczenia

– Jarosław Ziętara, który zniknął 1 września 1992 r., interesował się przekrętami Elektromisu. Sądziłem, że firma go przekupi, ale sprawy wymknęły się spod kontroli. Został zabity, a ciało wrzucono do kwasu – zeznał w czwartek w sądzie nowy świadek, Zdzisław K. ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza śledczego. Mężczyzna milczał przez 28 lat.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Jak poinformował Onet, latem 2020 roku, po niemal 28 latach od zaginięcia dziennikarza Jarosława Ziętary, do redakcji „Głosu Wielkopolskiego” miał zgłosić się Zdzisław K., który chciał dowiedzieć się, kiedy odbędzie się najbliższa sprawa ws. zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Zdecydował się złożyć zeznania, które miały wzmocnić akt oskarżenia przeciwko Aleksandrowi G. Choć mężczyzna złożył wniosek do sądu blisko rok temu, został przesłuchany dopiero teraz – w czwartek 20 maja 2021 r.

Proces ws. podżegania o zabójstwo Ziętary. „To miał być taki przekręt ”

Aleksander G., poznański biznesmen, jest oskarżany o podżeganie do zabójstwa Jarosława Ziętary. Prokuratura utrzymuje, że mężczyzna miał zlecić zabójstwo dziennikarza w trakcie jednej z narad w firmie Elektromis w 1992 roku. Zdzisław K., nowy świadek w sprawie, był kolegą Mariusza Ś. (twórcy Elektromisu) z domu dziecka, a następnie z więzienia, obaj panowie później współpracowali ze sobą.

– W 1991 r., wspólnie z moim kolegą Mariuszem Ś., przejęliśmy poznańską spółkę Strefa Wolnocłowa. Zostałem jej prezesem. Wiedziałem od Mariusza, że dostaje informacje od Aleksandra G., mającego wtedy dobre kontakty i wiedzę o zmieniających się przepisach, że mamy szybko sprowadzić do Polski papierosy. To miał być taki przekręt „w białych kołnierzykach” – zeznał w czwartek w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, rozprawę relacjonował Łukasz Cieśla z Onetu.

Papierosy sprzedawano wprost do Elektromisu bez odprowadzania podatku. Sprawą zainteresowała się prokuratura, jednak finalnie śledztwo zostało umorzone. Jarosław Ziętara nadal interesował się jednak tym procederem i prawdopodobnie posiadał już wiele informacji. Jak twierdził Zdzisław K., szef Elektromisu miał mówić, że „trzeba będzie uciszyć dziennikarza”. Mężczyzna miał odebrać to jednak jako zapowiedź przekupienia Ziętary. O samym zaginięciu miał dowiedzieć się dopiero kilka miesięcy po fakcie.

Świadek tłumaczył, że dwóch znajomych z firmy Mariusza Ś. opowiedziało mu o szczegółach zbrodni. Obaj mieli być zatrudnieni tam do „brudnej roboty”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Gubernator Nowego Jorku oskarżony o molestowanie. Kobiety składają zeznania

Prokuratura nowojorska wezwała cztery kobiety, które oskarżyły gubernatora Nowego Jorku Andrew Cuomo o molestowanie seksualne, do złożenia zeznań pod przysięgą. Polityk zaprzecza zarzutom. Śledztwo weszło w decydującą fazę – pisze „New York Times”. Śledztwo w sprawie gubernatora trwa od początku marca pod kierunkiem prokurator generalnej stanu Nowy Jork Letitii James. Dotychczas nie ujawniono szczegółów dochodzenia.

„Wydanie wezwań (…) świadczy o wyjściu poza wstępną fazę ustalania faktów, podczas której prawnicy przesłuchali wiele kobiet, ale nie pod przysięgą. (…) To najnowszy sygnał, że dochodzenie stanowego prokuratora generalnego w sprawie zachowania Cuomo weszło w decydującą fazę” – ocenił „New York Times”.

Pośród kobiet wezwanych do zeznań pod przysięgą nowojorski dziennik wymienia byłą asystentkę gubernatora, 25-letnią Charlotte Bennett. Obwinia ona Cuomo o „seksualne zaloty”, gdy byli sami w jego biurze w Albany. Przedłożyła ponad „120 stron dokumentów i zidentyfikowała ponad 25 ewentualnych świadków” – pisze „NYT”.

Zeznania mają też złożyć Lindsey Boylan, która pierwsza oskarżyła Cuomo o molestowanie seksualne, oraz była urzędniczka jego administracji Ana Liss, która zarzuciła gubernatorowi zachowanie powodujące, że czuła się niekomfortowo. Do sądu wezwano też adwokata niezidentyfikowanej kobiety twierdzącej, że Cuomo obmacywał ją w swojej rezydencji w Albany.

Gubernator wielokrotnie zaprzeczał, jakoby popełnił wykroczenie. W czwartek powiedział, że sprawianie, że ktoś „czuje się niekomfortowo”, nie jest molestowaniem.

„Jeśli po prostu sprawiłem, że poczuła się Pani niekomfortowo, nie jest to molestowanie, to uczucie dyskomfortu. (…) Nigdy nie powiedziałem niczego, co uważałem za niestosowne. Nigdy nie chciałem, by ktoś poczuł się w ten sposób” – wyjaśniał Cuomo.

„Oświadczenie wydaje się sprzeczne z prawem, które sygnował w 2019 roku. Prawo głosi, że molestowaniem seksualnym są też niechciane umizgi lub uwagi o charakterze seksualnym »obraźliwe lub budzące sprzeciw« albo »powodujące dyskomfort lub upokorzenie«” – zauważył „NYT”.

W następstwie oskarżeń do ustąpienia z urzędu wezwało gubernatora, który kończy trzecią kadencję, wielu polityków. Byli wśród nich także reprezentanci Partii Demokratycznej, do której należy.

Cuomo powtarzał, że nie złoży rezygnacji i zaprzeczał zarzutom. Za „lekkomyślne i niebezpieczne” uznał apele polityków w tego typu sprawach, zanim poznają wszystkie fakty.

Stanowe Zgromadzenie Nowego Jorku wszczęło procedurę zmierzającą do impeachmentu gubernatora.
Źródło info i foto: TVP.info

Tadeusz Rydzyk składał zeznania w sądzie. Wyjścia pilnowało kilkunastu funkcjonariuszy policji

08.12.2020 Bydgoszcz 29. urodziny Radia Maryja Msza celebrowana przez biskupa Jana Tyrawe w kosciele sw. Jadwigi Krolowej w Bydgoszczy, N/z Tadeusz Rydzyk fot Adam Juszkiewicz/REPORTER

Po dwóch rozprawach wciąż nie ruszył proces ws. nieudostępnienia informacji publicznej przez Fundację Lux Veritatis, na której czele stoi o. Tadeusz Rydzyk. W czwartek sąd oddalił wniosek jednego z obrońców o zawieszenie sprawy w związku z postępowaniem, które toczy się przed TK. Podczas pobytu zakonnika w sądzie w Toruniu – gdzie składał zeznania w formie online – wjazdu do budynku pilnowało kilkunastu policjantów i kilka radiowozów. 

Sprawa, którą Sieć Obywatelska Watchdog wytoczyła trzyosobowemu zarządowi Fundacji Lux Veritatis – w jego skład wchodzi o. Tadeusz Rydzyk, o. Jan Król i Lidia Kochanowicz-Mańk – dotyczy nieujawnienia wydatków fundacji z publicznych pieniędzy. Jak podkreślało stowarzyszenie, odpowiedzi ostatecznie udzielono, jednak była ona spóźniona i niepełna. Prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, a potem dwukrotnie je umorzyła. Stowarzyszenie złożyło więc do sądu subsydiarny akt oskarżenia.

Proces miał ruszyć na początku kwietnia tego roku, jednak w sądzie nie stawił się żaden z trzech oskarżonych. W czwartek w Sądzie Rejonowym Warszawa-Wola, przed którym toczy się proces, pojawiła się Lidia Kochanowicz-Mańk, natomiast o. Tadeusz Rydzyk oraz o. Jan Król obecni byli w Sądzie Rejonowym w Toruniu. Rozprawa miała formę wideokonferencji. Nie doszło jednak na niej do odczytania aktu oskarżenia, co oznacza, że proces wciąż formalnie nie ruszył. Przez trzy godziny sąd zajmował się wnioskami kierowanymi przez obronę oraz prokuraturę.

Tadeusz Rydzyk przed sądem. Wejścia do budynku pilnowała policja

Miejsce, w którym o. Rydzyk miał składać zeznania, niemal do samego końca owiane było tajemnicą. Część dziennikarzy, społeczników i feministek, wiedziało jednak, że chodzi o Sąd Rejonowy w Toruniu. Na redemptorystę czekała pod  budynkiem grupa protestujących z transparentami o treści m.in. „Nigdy nie będziesz szedł sam”.

Toruńska Brygada Feministyczna opublikowała w mediach społecznościowych nagranie spod toruńskiego sądu. Widać na nim kordon policjantów oraz radiowozów, broniący dostępu do bramy budynku. – Policjanci ustawili szpaler, jakbyśmy mieli rzucać grantami w ojca Rydzyka, a przecież nie chcieliśmy zrobić mu nic złego – relacjonowała w rozmowie z Onetem Agata Chyżewska-Pawlikowska z TBF.

Wręcz przeciwnie, ja do niego nawet krzyczałam, że życzę mu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Jesteśmy rozczarowani postawą policji, która zachowywała się tak, jakby chroniła swojego szefa. Zostaliśmy spisani i podejrzewamy, że na tym się nie skończy. Spodziewamy się mandatów albo spraw w sądzie, choć nie zrobiliśmy nic zakazanego przepisami – AGATA CHYŻEWSKA-PAWLIKOWSKA, TORUŃSKA BRYGADA FEMINISTYCZNA

Z kolei pod Sąd Rejonowym Warszawa-Wola zebrała się grupa zwolenników o. Rydzyka. Oni również trzymali transparenty, na których napisane było m.in: „dość agresji i nękania” oraz „won z Polski” (to przesłanie skierowane wobec oskarżającej szefa Radia Maryja organizacji Watchdog Polska). Osoby zgromadzone pod warszawskim sądem odmówiły również – co widać na poniższym nagraniu reportera Radia ZET Macieja Sztykiela – modlitwę w intencji toruńskiego redemptorysty.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zabójstwo George’a Floyda. Zeznania świadków obciążają policjanta

Sześcioro świadków składało we wtorek obciążające zeznania w procesie policjanta z Minneapolis Dereka Chauvina oskarżonego o zabicie Afroamerykanina George’a Floyda. Niektórzy nagrali fragmenty zdarzenia swoimi telefonami. Wśród świadków była dziewięcioletnia dziewczynka, licealistki, kobieta pracująca w straży pożarnej oraz profesjonalny zawodnik mieszanych sztuk walki MMA. Niektórzy usiłowali udzielić pomocy Floydowi albo zwrócić uwagę policji, że grozi mu niebezpieczeństwo.

Zeznania świadków

Jak opisywała dziewięciolatka, wydawało się jej, że Floyd tracił oddech i jakby sprawiało mu to ból. – Byłam zasmucona i w pewnym sensie zagniewana – powiedziała.

Zawodnik MMA, Donald Wynn Williams II, zeznał, że zaniepokojony tym, co się dzieje zadzwonił pod numer alarmowy 911. – Wezwałem policję. (…) Uznałem, że jestem świadkiem morderstwa – uzasadniał.

Opierając się doświadczeniu z walk MMA, Williams wyjaśnił, że Chauvin uciskając szyję Floyda zastosował technikę zwaną „duszeniem tętniczym”. Polega to na pozbawianiu przeciwnika dopływu krwi do mózgu. Jak przyznał, chciał odsunąć policjanta od leżącego mężczyzny, ale inny funkcjonariusz polecił mu, aby się trzymał z daleka.

Kobieta ze straży pożarnej będąca dyplomowanym ratownikiem medycznym, Genevieve Hansen, mówiła, że chciała udzielić pomocy Floydowi i wielokrotnie prosiła policjantów bezskutecznie o sprawdzenie mu pulsu. – Starałam się być stanowcza, błagałam i byłam zdesperowana. (…) Byłam zdecydowana, aby udzielić pomocy – mówiła.

Nastolatka Darnella Frazier, która jako jedna z świadków nagrywała wydarzenie, opowiadała, że miała wrażenie jakby na miejscu Floyda był jej czarny ojciec, bracia, kuzyni i przyjaciele. – Patrzyłam na to i patrzyłam, jakby to mógł być jeden z nich – mówiła ze łzami.

Wystarczy uwierzyć własnym oczom?

Prokurator Jerry Blackwell w nawiązaniu do wideo pokazującym, jak Chauvin uciskał szyje Floyda, zwrócił się do sędziów przysięgłych twierdząc, że mogą wierzyć własnym oczom. – Możecie uwierzyć własnym oczom, że to zabójstwo – podkreślił. Adwokat policjanta Eric Nelson argumentował, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż to, co pokazuje wideo. W jego opinii przyczyną śmierci Floyda było zażywanie narkotyków i jego wcześniejsze problemy zdrowotne. Obrońca wskazywał też na groźny tłum, który rozpraszał funkcjonariuszy.

45-letni Chauvin nie przyznał się do zarzutów o nieumyślne morderstwo drugiego stopnia, zabójstwo trzeciego stopnia i zabójstwo drugiego stopnia.

Protesty Black Lives Matter

Śmierć Floyda doprowadziła do fali gwałtownych protestów Black Lives Matter w Stanach Zjednoczonych. Według telewizji CNN ustawodawstwo stanu Minnesota przewiduje karę do 12,5 roku więzienia za każdy zarzut o morderstwo i do czterech lat za zabójstwo. Zgodnie z przewidywaniami zeznania świadków potrwają około czterech tygodni. Następnie obradować będą sędziowie przysięgli.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

27-latek mówił, że tylko klepnął dziecko. Dziewczynka walczy o życie w szpitalu

27-letni Daniel P. z Siemirowic (woj. pomorskie) został oskarżony o usiłowanie zabójstwa oraz spowodowanie ciężkich obrażeń ciała u jednej z dziewczynek oraz spowodowanie lekkich obrażeń ciała u drugiej z 5-letnich bliźniaczek. Matka dzieci, 24-letnia Klaudia K., która miała nie reagować na krzywdę córek, odpowie za pomocnictwo w znęcaniu się nad 5-latkami. Danielowi P. grozi kara pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 8 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności albo dożywocie. Natomiast Klaudia K. może w więzieniu spędzić do 8 lat.

Klaudia K. wyszła z aresztu, ponieważ ponownie zaszła w ciążę

Wobec oskarżonego stosowany jest tymczasowy areszt. Klaudia K. opuściła go we wrześniu 2020 r. Stało się to na wniosek prokuratury.

– Z uwagi na to, iż Klaudia K. ponownie była w ciąży, stosowane wobec niej tymczasowe aresztowanie zostało uchylone – podał w piątek prokurator Paweł Wnuk.

Wcześniej informował także, że ze względu na zgromadzony już materiał dowodowy w sprawie obawa matactwa ze strony Klaudii K. jest nieaktualna. Oboje oskarżeni nie byli dotychczas karani sądownie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Halle: Atak na synagogę. Stephan Balliet żałował jednego: że zamiast Żydów zastrzelił białych Niemców

Równo rok temu społecznością żydowską w niemieckiej miejscowości Halle wstrząsnął atak prawicowego ekstremisty. Napastnik próbował wedrzeć się do synagogi – zabił dwie osoby. Zeznania przed niemieckim sądem ujawniły kulisy ataku z 9 października 2019 roku.

28-letni neonazista Stephan Balliet zeznawał przed sędzią niedługo po przeprowadzeniu ataku. Pojawił się też na rozprawie w lipcu i wrześniu tego roku. Jak pisze BBC, podczas procesu za każdym razem, gdy padało słowo „Holokaust”, śmiał się, a kiedy sędzia informował oskarżycieli i świadków, że koszty przyjazdu będą pokrywane przez sąd, wykonywał lekceważący gest pocierania kciuka o palec symbolizujący „pieniądze”.

Kiedy zaczął zeznawać 22 lipca, oświadczył, że jego atak na synagogę w Halle „nie był pomyłką”, a ludzie znajdujący się wewnątrz budynku „byli jego wrogami”. Skruchę wyraził w jednym momencie – że dwie osoby, które zastrzelił, okazały się białymi Niemcami niezwiązanymi ze społecznością żydowską.

Podczas rozprawy we wrześniu wyraził też raz współczucie względem niemieckiej pielęgniarki, która zobaczyła jedną z ofiar na ziemi. Kobieta powiedziała przed sądem, że tylko wiara chrześcijańska pomogła jej przetrwać przez ten trudny czas. Wówczas Balliet przeprosił i powiedział, że nie chciał wyrządzić jej krzywdy.

„Dołączyłam w szeregi ocalałych”

Jedną z uczestniczek odbywającej się w synagodze uroczystości z okazji święta Jom Kippur była Mollie. Dziewczyna na chwilę wyszła z budynku, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza. Chwilę później napastnik oddał pierwsze strzały z broni palnej w stronę drzwi, przez które wychodziła. Mollie siedziała na ławce w parku nieopodal – nie było jej widać z wysokości wieży ciśnień, z której Stephan Balliet przypuścił atak.

Kiedy usłyszała hałas, szybko zorientowała się, że dochodzi od strony synagogi – intuicja podpowiedziała jej, żeby się nie ruszać. Kiedy zaczęła w końcu wracać do synagogi, zobaczyła funkcjonariuszy policji i ciało leżące na ziemi. 40-letnia Jana L. była pierwszą ofiarą strzelaniny w Halle. Mollie weszła do budynku, ale sprawca ataku wciąż był na wolności. Zabił kolejną osobę, 20-letniego Kevina S., stojącego niedaleko restauracji serwującej kebaby.

Mollie jest prawnuczką ocalałego z Holokaustu. Kiedy stanęła przed sądem, powiedziała, że to dla niej możliwość przedstawienia ponad 100 członków rodziny zamordowanych przez nazistów w czasie drugiej wojny światowej. – Przez wiele lat mój pradziadek był jedynym ocalałym w naszej rodzinie – powiedziała. – 9 października 2019 roku dołączyłam w szeregi ocalałych. Stoję teraz obok mojego pradziadka – dodała.

U Mollie zdiagnozowano stan stresu pourazowego. Pod koniec zeznań przyznała, że codzienne obowiązki sprawiają jej trudności. – Po dzisiejszym dniu sprawca ataku już nie będzie mnie niepokoił. Dzisiaj się to kończy – podkreśliła, a zebrani w sądzie podziękowali Mollie oklaskami.

Policjanci nie rozumieli, czemu tłumnie się modlą w środku tygodnia

Podczas postępowania przed sądem dowody wskazały, że służby bezpieczeństwa nie były dostatecznie przygotowane na atak. Christina, jedna z oskarżycielek, powiedziała że w czasie największego żydowskiego święta Jom Kippur w okolicy nie było żadnej policji – wówczas oskarżony parsknął i pokiwał głową. Pojawiło się pytanie, jak to możliwe, że sprawca ataku mógł wiedzieć więcej na temat świąt żydowskich od niemieckiej policji.

Rabin Jeremy Borovitz w rozmowie z BBC zwrócił uwagę, że niemieckie służby w czasie ataku traktowały zgromadzonych w synagodze „jak obciążenie”. – Z pewnością brakowało im znajomości naszej kultury – dodał. Policjanci nie rozumieli, czemu w środku tygodnia modlą się wspólnie. Rabin wierzy, że zwracając na to uwagę w sądzie, uda się zmienić system.

W związku z tym wydarzeniem lokalne władze zdecydowały się przekazać środki na szkolenie policjantów, jak efektywnie postępować w przypadku antysemickich ataków.

„Muszę być teraz silny za nas obu”

Synagoga w Halle nie była jedynym celem ataku. Stephan Balliet chwilę po oddaniu strzałów w stronę drzwi świątyni, skierował się w stronę restauracji serwującej kebaby, znajdującej się dwa bloki dalej – sądząc, że uda mu się tam spotkać muzułmanów lub migrantów. To tam zginął Kevin S.

Traumę po ataku przeżyło dwóch właścicieli restauracji – bracia Ismet i Rifat Tekin. Mężczyźni przybyli do Niemiec z Turcji 12 lat temu. – Mój brat odczuł głębokie skutki tego ataku. Muszę być teraz silny za nas obu – powiedział Ismet.

Mężczyzna nigdy wcześniej nie martwił się, że spotka się z rasistowskim atakiem – aż do ataku sprzed roku. Teraz boi się o bezpieczeństwo swoich dzieci.

Skutki ataku odczuł również właściciel restauracji – przez długi czas nikt nie chciał przychodzić w to miejsce, bo miejscowym przypominało o straszliwym ataku. Prawnik Onur Ozata zwrócił się do niemieckiego rządu o pomoc dla mężczyzn, ponieważ poza tym, że zdarzenie odbiło się na ich psychice – wpłynęło również na ich finanse. Pomocy udzielił niemiecki związek zrzeszający studentów, który zorganizował zbiórkę pieniędzy, dzięki której udało się zebrać dla braci kilka tysięcy euro.

Proces w sprawie ataku na synagogę w Halle ma się ku końcowi – przewiduje się, że wyrok zapadnie pod koniec tego roku. Stephan Balliet oskarżony jest o zabicie dwóch osób i próbę zabójstwa kolejnych 68, a także o inne przestępstwa. Jeśli zostanie uznany winnym – grozi mu kara dożywotniego pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Mowy końcowe ws. zabójstwa Marka Papały w 1998 roku

Po blisko pięciu latach procesu warszawski sąd planuje we wtorek rozpocząć wysłuchiwanie mów końcowych ws. zabójstwa b. szefa policji Marka Papały w 1998 r. To drugi proces ws. jednej z najgłośniejszych zbrodni ostatniego 30-lecia. Pierwszy, w 2013 r., zakończył się uniewinnieniem oskarżonych. Jak poinformowała sekcja prasowa Sądu Okręgowego w Warszawie na rozprawie wyznaczonej we wtorek zaplanowane są mowy końcowe stron. Kolejny termin sąd wyznaczył na 16 października, wówczas prawdopodobnie mowy końcowe będą kontynuowane.

Proces pierwotnie ruszył w październiku 2015 r. O zabójstwo Papały oskarżono złodzieja samochodów Igora M., ps. Patyk. Według łódzkiej prokuratury M. (dawniej – Ł., jest on świadkiem koronnym od lat współpracującym z organami ścigania; był wcześniej karany) zastrzelił Papałę w trakcie próby kradzieży jego daewoo espero o wartości „co najmniej 31 tys. zł”. Wraz z M. oskarżono sześć osób, którym zarzucono kradzieże w końcu lat 90. kilkudziesięciu samochodów osobowych. Trzem z nich zarzucono także usiłowanie dokonania rozboju wobec Papały. W kwietniu 2016 r. – wobec choroby ławnika – proces musiał się zacząć od nowa.

Śledztwo przedłużano wielokrotnie

Papała został zastrzelony w Warszawie 25 czerwca 1998 r. w samochodzie przed blokiem, w którym mieszkał. Śledztwo w sprawie przedłużano wielokrotnie, a w 2009 r. przekazano z Warszawy do Łodzi. W śledztwie przesłuchano ok. 400 świadków; kilkudziesięciu wiele razy. Czynności śledcze podejmowały UOP, ABW i prokuratura m.in. w USA, Szwecji, Austrii i w Niemczech.

W 2009 r. do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił pierwszy akt oskarżenia dotyczący zabójstwa gen. Papały – przeciwko Andrzejowi Z. „Słowikowi” i Ryszardowi Boguckiemu, zarzucający im m.in. nakłanianie do tego mordu.

Proces Boguckiego i „Słowika” ruszył w Warszawie w 2010 r. W jego toku pojawiło się kilka sprzecznych i niepowiązanych ze sobą wersji, kto miał dokonać samego zabójstwa. Warszawska prokuratura zażądała 15 lat więzienia dla Boguckiego za obserwowanie miejsca zabójstwa Papały i bezskuteczne nakłanianie za 30 tys. dolarów gangstera Zbigniewa G. do zabicia b. szefa policji. Wobec „Słowika” – oskarżonego o nakłanianie za 40 tys. dolarów płatnego zabójcy Artura Zirajewskiego, ps. Iwan, do zabójstwa Papały – prokuratura wnosiła o 8 lat. Obrońcy i podsądni wnosili o uniewinnienie.

„Sąd nie wie, dlaczego zabito gen. Marka Papałę”

SO w lipcu 2013 r. uniewinnił Boguckiego i „Słowika”, bo uznał, że zebrane dowody były „kruchymi, rozrzuconymi ogniwami, które tylko w swoim przekonaniu prokurator zestawił w mocny łańcuch”. „Sąd nie wie, dlaczego zabito gen. Marka Papałę” – przyznał wtedy sędzia Paweł Dobosz. Zaznaczył jednocześnie, że wyrok nie jest porażką wymiaru sprawiedliwości, tylko porażką organów ścigania i prokuratury, bo nie dostarczyła sądowi wystarczających dowodów.

„Wobec stwierdzenia braku możliwości wywiedzenia skutecznego środka odwoławczego odstąpiono od sporządzenia apelacji od wyroku uniewinniającego oskarżonych” – uznała w 2014 r. warszawska prokuratura, a wyrok się uprawomocnił.

Tymczasem – zanim zakończył się pierwszy z procesów – w 2012 r. łódzka prokuratura ujawniła, że – według ustaleń opartych na zeznaniach świadka koronnego Roberta P. – do zabójstwa Papały doszło w wyniku napadu rabunkowego, a sprawcy zamierzali ukraść samochód Papały. Podczas napadu „Patyk” miał oddać śmiertelny strzał do b. szefa policji.

Posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców

W maju 2015 r. do sądu trafił akt oskarżenia w tej drugiej ze spraw. Według tych ustaleń były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść jego auto i prawdopodobnie nie wiedzieli, do kogo ono należy. Według śledczych „Patyk” – jeszcze przed zabójstwem – w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

Obciążający „Patyka” Robert P. był jego kompanem z gangu złodziei samochodów. Sam Igor M. oceniał zeznania P. jako niewiarygodne i podyktowane przez policję. Według niego zeznania P. różniły się, gdy składał je najpierw jako podejrzany, potem jako świadek koronny i w końcu na rozprawie. „Jedne zeznania przeczą drugim, m.in. co do mojego +ćpania+ i noszenia przeze mnie broni” – oświadczał M.

Wtorkowa rozprawa – podobnie jak kolejna październikowa – ma się odbyć w kompleksie budynków sądowych przy ul. Kocjana, w specjalnej sali sądowej, która jest położona w oddzielnym, ogrodzonym budynku. W sali tej w przeszłości sądzeni byli najgroźniejsi przestępcy; zeznają tam też osoby, których bezpieczeństwo jest szczególnie chronione. W sali tej – z wyłączeniem jawności – odbyło się także w ostatnich latach wiele rozpraw tego procesu.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Niemcy: 71-letni jubiler zastrzelił dwóch rabusiów

71-letni jubiler z Celle w Dolnej Saksonii, na północnym zachodzie Niemiec, który w poniedziałek oddał śmiertelne strzały do dwóch mężczyzn próbujących obrabować jego sklep, wyjaśnił, że popełnił ten czyn w obronie swej zaatakowanej żony – podał w środę dziennik „Bild”. Jak poinformował rzecznik prokuratury w Celle, mężczyzna za pośrednictwem swego adwokata, wyraził gotowość złożenia zeznań. Obecnie trwa ustalanie terminów przesłuchań. Wcześniej jubiler konsekwentnie korzystał z prawa do milczenia.

„Jest mi niezmiernie przykro”

Według „Bilda” obecnie deklaruje on, że użył pistoletu w obronie koniecznej. – Jest mi niezmiernie przykro. Musiałem jednak ratować swoją żonę – cytuje gazeta słowa mężczyzny. Powiedział on, że jeden z napastników, rzekomy inwalida, zerwał się znienacka z fotela na kółkach, przeskoczył przez ladę i rzucił się na kobietę.

Jeden z domniemanych rabusiów zmarł jeszcze w sklepie, a drugi w kilka godzin później w szpitalu. Śledczy badają, czy w sprawie tej doszło do skorzystania z obrony koniecznej. Znana jest już tożsamość przynajmniej jednego z zastrzelonych, 35-letniego Niemca.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ruda Śląska: Wyłudziła 2 mln złotych. Usłyszał ponad 10 tys. zarzutów

Policjanci z Rudy Śląskiej zajmujący się przestępczością gospodarczą zakończyli prowadzoną prawie 3 lata sprawę dotyczącą wyłudzenia blisko 2 milionów złotych od różnych firm z terenu całego kraju. 36-letnia katowiczanka prowadząca firmę w Rudzie Śląskiej wprowadzała w błąd przedsiębiorców, pozyskując od nich środki, które zgodnie z jej deklaracją miały pozwolić na zakup pomocy dydaktycznych dla szkół i przedszkoli. W rzeczywistości wpłaty zasilały jej prywatne konto.

Pieniądze miały być przeznaczone na zakup pomocy dydaktycznych

Działalność firmy, którą podejrzana prowadziła na terenie Rudy Śląskiej, opierała się na telemarketingu. Ona sama lub jej pracownicy w trakcie rozmowy z wybranym przedsiębiorcą starali się nakłonić go do dokonania wpłaty pieniężnej, która według zapewnień miała być przeznaczona na zakup pomocy dydaktycznych i artykułów biurowych dla placówek oświatowo-wychowawczych z ich okolicy.

– Policjanci z Rudy Śląskiej ustalili, że prowadzona przez katowiczankę działalność tylko imitowała legalnie działającą firmę, w rzeczywistości ograniczała się wyłącznie do wystawiania faktur, które w znikomym procencie odzwierciedlały rzeczywistości – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Wartość zakupionych i przeznaczonych dla ośrodków oświatowych środków rzeczowych stanowiła jedynie około 2% wysokości otrzymanych na ten cel wpłat. Tym samym realizacja deklaracji dotyczących wyposażenia placówek oświatowych w pomoce dydaktyczne ograniczała się wyłącznie do absolutnego minimum, stanowiąc swoistą zasłonę dla faktycznego celu, jakim było pozyskiwanie pieniędzy od przedsiębiorców.

W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych

Właścicielka firmy nie miała zamiaru wywiązywania się z żadnych zobowiązań zaciąganych wobec wpłacających pieniądze przedsiębiorców. Pracownicy podejrzanej przekonywali pokrzywdzonych, że wpłacane środki przeznaczane będą na zakupy dla konkretnej, a często położonej blisko siedziby przedsiębiorcy placówki oświatowej, do której niejednokrotnie uczęszczali oni sami, lub uczęszczają ich dzieci.

– W trakcie ponad 5 lat działalności sprawczyni wyłudziła blisko 2 miliony złotych, z czego na pomoce dydaktyczne przekazane do szkół i przedszkoli wydała zaledwie 36 tysięcy zł, czyli nawet niecałe 2 procent wpłat otrzymanych od darczyńców. Policjanci z komendy w Rudzie Śląskiej przeszukali mieszkanie i biura 36-latki, zabezpieczając dokumentację finansową firmy, w skład której weszło między innymi prawie 13 tys. faktur VAT – czytamy na stronie KMP Ruda Śląska.

Materiał dowodowy zgromadzony został w 190 tomach akt

W czasie dochodzenia przesłuchano ponad 5500 osób, a całą zabezpieczoną dokumentację w tym historię kont bankowych poddano szczegółowej analizie. Materiał dowodowy w prowadzonym przez 2,5 roku dochodzeniu, zgromadzony został w 190 tomach akt, na które składały się zeznania świadków, analizy rachunku bankowego, przelewów pocztowych oraz analiza 12 930 faktur.

Zwieńczeniem tak ciężkiej i mozolnej pracy rudzkich policjantów było przedstawienie 36-letniej właścicielce firmy łącznie 10 042 zarzutów oszustwa. Sporządzony przez śledczych z Wydziału do walki z Przestępczością Gospodarczą rudzkiej komendy akt oskarżenia, został zatwierdzony i przekazany do sądu przez nadzorującego sprawę prokuratora. Nieuczciwej katowiczance grozi kara pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat.
Źródło info i foto: rudaslaska.com.pl