34-latek zgubił torebkę z heroiną. Poprosił policjantów o pomoc w poszukiwaniach zguby

Do nietypowej sytuacji doszło w stolicy Włoch, Rzymie. Młody mężczyzna poprosił policję o pomoc w odszukaniu torebki z heroiną, którą zostawił w pociągu. Policjantom wytłumaczył, że w środku znajdowały się lekarstwa ratujące jego życie. O zdarzeniu poinformował portal Roma Today. Mężczyzna przyjechał do Rzymu w sobotę 18 lipca ze znajdującej się na północy miejscowości Viterbo. O zgubionej przez siebie torebeczce poinformował policjantów jeszcze na stacji kolejowej.

Funkcjonariusze policji nie potrzebowali dużo czasu, aby odnaleźć zgubę. Po zwróceniu się do kierownika pociągu udało im się odzyskać przedmiot. Podejrzenia policji wzbudziła nie tylko zawartość torebeczki, lecz także fakt, że mężczyzna, który poprosił ich o pomoc, miał – jak czytamy w artykule na włoskim serwisie – narkotykową przeszłość.

Zawartość torebki wysłano do laboratorium w celu analizy składu chemicznego. Wkrótce okazało się, że substancja, która według mężczyzny była lekarstwem ratującym jego życie, jest tak naprawdę heroiną. 34-latek został zatrzymany. Usłyszał zarzut posiadania narkotyków w celu ich sprzedania.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Rosja: Jak wpadli małżonkowie-kanibale?

Mordercy wpadli, gdy jedno z nich zgubiło telefon. Znajdowały się w nim wstrząsające zdjęcia rozczłonkowanych ciał. Zbrodnie zostały odkryte, gdy na terenie szkoły lotniczej w rosyjskim Krasnodarze znaleziono telefon komórkowy. Jak podaje CNN, znajdowały się w nim fotografie z fragmentami ciała, odciętą głową, a na jednym ze zdjęć mężczyzna trzymał w ustach oderwaną ludzką dłoń.

Rosyjska policja ustaliła, że aparat należy do 35-letniego Dmitrija Baksziwa. Początkowo mężczyzna twierdził, że znalazł szczątki na śmietniku, przyniósł do domu i „dla żartu” zrobił sobie z nimi zdjęcia. Potem zgubił telefon. Tłumaczył również, że głowę kobiety włożył do wiadra z zimną wodą, żeby ciało nie rozkładało się.
Zabijali przez 20 lat

Jak ustalili śledczy, mężczyzna oraz jego 42-letnia żona Natalia Baksziwa (pracowała jako pielęgniarka) mają związek z tajemniczymi zniknięciami okolicznych mieszkańców.

Zdaniem Komitetu Śledczego w Kraju Krasnodarskim para od 1999 roku mogła zamordować około 30 osób. Rosyjskie media podają, że małżonkowie zjadali fragmenty ciał swoich ofiar. Do tej pory policja zidentyfikowała siedem ofiar. Natomiast mężczyzna przyznał się do dwóch morderstw – kobiety zidentyfikowanej na zdjęciach w telefonie komórkowym oraz innej osoby w 2012 roku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policja rozkłada ręce. Oszust podrobił dowód Pana Marcina i bierze na ten dokument kredyty

Pan Marcin nigdy nie zgubił dowodu, nigdy też nie został mu ukradziony. Jednak na jego dane osobowe ktoś wziął – i nadal bierze – kredyty. Okazało się, że ktoś perfekcyjnie sfałszował jego dowód osobisty. Oszust jest nieuchwytny, policja bezradna, a do pana Marcina pukają komornicy. Sprawą zajęła się redakcja programu „Interwencja”. Pan Marcin mieszka z żoną i trojgiem dzieci nieopodal Kraśnika na Lubelszczyźnie. Rodzina wiodła spokojne życie aż do lutego 2015 roku, kiedy potrzebowała niewielkiej pożyczki.

– Chcieliśmy zrobić chrzciny średniemu synowi i mąż poszedł zapytać o kredyt. Wtedy zadzwoniła pani i powiedziała, że mamy już tyle rat, że nasze fundusze nie wystarczą na kolejny kredyt – mówi Katarzyna Wojciechowska, żona pana Marcina.

„Dowód mi nie zginął”

– W pierwszej kolejności sobie pomyślałem, że to jakaś pomyłka jest. Po chwili przeszło mi przez myśl, że ktoś mógł wziąć na mnie kredyt, ale dowód miałem w kieszeni, dowód mi nie zginął – mówi Marcin Wojciechowski, który padł ofiarą oszustw.

Okazało się, że ktoś podszywając się pod pana Marcina wziął kredyty w dziesięciu bankach i firmach pożyczkowych na kwotę ponad 40 tysięcy złotych. Oszust posłużył się sfałszowanym dowodem pana Marcina. Mężczyzna natychmiast zastrzegł dokument, ale było już za późno. Sfałszowany dowód już był w obiegu.

– Ktoś znał moje imię i nazwisko, numer dowodu, PESEL i nie wiem, w jaki sposób wykonał taki sam dowód osobisty jak mój – mówi pan Marcin.

Pan Marcin usiłował sprawę wyjaśnić. Skierował się do kraśnickiej komendy policji. Śledczy nie zdołali jednak ustalić, kim jest oszust.

„Bank nie był w stanie zweryfikować danych”

– Sprawca był czujny, za każdym razem, za każdym wyłudzeniem zmieniał miejsce pobytu – mówi Janusz Majewski z Komendy Powiatowej Policji w Kraśniku.

– Bank nie był w stanie zweryfikować tych danych ze względu na sposób podrobienia tego dokumentu, jak widać był on podrobiony dosyć skutecznie – mówi Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Państwo Wojciechowscy poinformowali wszystkie banki i biura pożyczkowe, że padli ofiarą oszustwa. Byli pewni, że sprawę udało się odkręcić.

– Rok później chciałem wziąć abonament telewizyjny. Nie mogłem wziąć, bo w Krajowym Rejestrze Długów widniały kolejne dwie pożyczki.

„Prawie 10 tysięcy złotych mi zniknęło z konta w jednej chwili”

Trzy dni temu chciałem wyciągnąć pieniądze bankomatu, pieniędzy nie było. Okazało się, że komornik sądowy zajął mi pieniądze na koncie, prawie 10 tysięcy złotych mi zniknęło z konta w jednej chwili – mówi pan Marcin.

– Znowu musimy wysyłać dokumenty, znowu spotykamy się z niechęcią udzielenia nam informacji, bo jak to możliwe, że to nie nasze kredyty, skoro jest windykacja – mówi pani Katarzyna.

Państwo Wojciechowscy po raz kolejny złożyli zawiadomienie na policji. Boją się, że ich problemy nie skończą się nigdy.

– Największy strach jest przed tym, że kolejne placówki bankowe zgłosiły się do windykacji i kolejne kredyty ujawnią się – mówi pan Marcin.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Prokurator skazany za nieumyślne zgubienie broni w zespole smoleńskim

W zespole smoleńskim Zbigniewa Ziobry zasiada prokurator prawomocnie skazany za nieumyślne zgubienie broni, podaje „Gazeta Wyborcza”. Robert B., bo o nim mowa, w latach 2006-2007 był szefem Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie.

„Od początku ciągnęła się z nim sprawa zgubionej broni. Służbowy pistolet zginął w lutym 2006 roku. B. twierdził, że broń zostawił w pancernej szafie w gmachu prokuratury przed wyjściem z pracy, a kiedy wrócił, już jej tam nie było. Pistoletu nigdy nie odnaleziono – prokurator zapewniał, że został on skradziony”, opisuje „Gazeta Wyborcza”.
Żródło info i foto: Dziennik.pl

42-latka zgubiła plecak z narkotykami

O prawdziwym pechu może mówić 42-letnia mieszkanka Zielonej Góry. W minioną sobotę zgubiła plecak, a w niedzielę uczciwy znalazca odniósł go na komisariat policji. Funkcjonariusze zajrzeli do środka i oniemieli. Okazało się, że wewnątrz znajduje się amfetamina i kokaina, starannie zabezpieczone w woreczkach strunowych.

Oprócz narkotyków były także dokumenty osobiste właścicielki. 42-latka została zatrzymana pod zarzutem posiadania narkotyków, ale nie przyznaje się do winy. Tłumaczy się, że nie ma pojęcia, w jakich okolicznościach zgubiła plecak i twierdzi, że narkotyki włożył do środka ktoś inny. Kobiecie grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Żródło info i foto: se.pl

Zaginęli w Bułgarii

Joanna Stanik i Maksymilian Marek zaginęli już tydzień temu! Do tej pory nie znaleziono żadnego śladu, który mógłby pomóc zlokalizować miejsce ich pobytu. Joanna Stanik i Maksymilian Marek zaginęli 9 dni temu w Bułgarii. Szuka ich policja, a rodzina próbuje wszelkich możliwych sposobów, by odnaleźć najbliższych. Po studentach z Polski nie ma śladu. Na Facebooku dalej aktywne jest wydarzenie, króre powstało po to by znaleźć zaginionych studentów.

Do tej pory nie znaleziono Asi i Maksa. Jak wyglądali? Jak byli ubrani? Jeden z postów zamieszczonych w wydarzeniu brzmi:

SZCZEGÓŁY POMOCNE OSOBOM NA MIEJSCU W BUŁGARII !!!!
!!!!!DLA OSÓB CHĘTNYCH W POSZUKIWANIACH!!!!

„Maks ubrany był w niebieską koszulę i szare spodnie. Był bez okularów. Jedyny dokument, jaki miał przy sobie to legitymacja studencka, ale nie wiadomo, czy jej nie zgubił oraz mógł mieć przy sobie kartę płatniczą. Miał przy sobie portfel, w którym było dużo pieniędzy. Nie zabrał ze sobą telefonu. Asia miała na sobie różową bokserkę i krótką dżinsową spódniczkę. Włosy miała zebrane w kok. Miała też sandałki. Asia nie miała przy sobie dokumentów i telefonu.”
Żródło info i foto: se.pl