Dominikanin Paweł M. skazany na cztery lata więzienia za gwałt

Zapadł wyrok w sprawie dominikanina Pawła M. Były duszpasterz akademicki we Wrocławiu został skazany na 4 lata więzienia za zgwałcenie kobiety i zmuszanie do „innej czynności seksualnej”. Wyrok nie jest prawomocny. Jako pierwszy informację o wyroku podał portal więź.pl. Doniesienia potwierdził przełożony Polskiej Prowincji Dominikanów o. Łukasz Wiśniewski.

„Br. Paweł został skazany na cztery lata pozbawienia wolności. Wyrok nie jest prawomocny, a br. Paweł nadal przebywa w areszcie śledczym” – przekazał o. Wiśniewski. Dodał, że „równolegle i niezależnie od sprawy w sądzie cywilnym toczy się postępowanie kanoniczne”, które czeka na rozstrzygnięcie.

Proces był utajniony, a wyrok jest nieprawomocny.

Jak podaje tvn24.pl, czwartkowy wyrok Sądu Rejonowego w Częstochowie dotyczy siedmiu przestępstw, który dominikanin dopuścił się wobec jednej z kobiet w latach 2011-2018. M. był oskarżony o gwałt i doprowadzenie pokrzywdzonej do innej czynności seksualnej za pomocą manipulacji. Istnieje możliwość, że od wyroku odwoła się prokurator. Prokuratura Regionalna w Katowicach poinformowała, że decyzja w tej sprawie zapadnie po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Nowe informacje ws. porwania i zgwałcenia 14-latki

Na jaw wychodzą nowe, wstrząsające ustalenia ws. piątkowego porwania 14-latki w Poznaniu. Wczoraj sąd aresztował 39-letnią kobietę i 17-latka. Dziewczynka została porwana w biały dzień, sprzed sklepu. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, to właśnie dorosła kobieta zmusiła 14-latkę do wejścia do samochodu. Następnie odjechała. Poznański sąd zdecydował wczoraj o trzymiesięcznym tymczasowym aresztowaniu dwojga podejrzanych – 39-letniej kobiety oraz 17-latka.

Aresztowani wcześniej usłyszeli zarzuty m.in. uprowadzenia i pozbawienia wolności małoletniej, oraz zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem i utrwalania treści pornograficznych z przebiegu tego zdarzenia. Grozi im do 15 lat pozbawienia wolności.

Podejrzani składali wyjaśnienia. 17-latek przyznał się, opisał przebieg zdarzenia. Kobieta także opisała przebieg zdarzenia, oświadczyła, że się nie przyznaje, ale z treści tych wyjaśnień wynika, że częściowo do tych zarzutów przyznaje – mówił rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Łukasz Wawrzyniak.

Prokurator pytany o motywy działania podejrzanych powiedział, że „był to rzekomy dług za e-papierosa – 20 zł”.

Córka podejrzanej domagała się zwrotu tych pieniędzy. Dodatkowo podejrzana podczas składania wyjaśnień oświadczyła, że chciała też ukarać tę pokrzywdzoną dziewczynką – a to ukaranie miało – według podejrzanej – wynikać z tego, że ta pokrzywdzona dziewczynka nazwała podejrzaną w sposób wulgarny – powiedział.

Do zdarzenia doszło w piątek po południu. Matka dziewczynki zgłosiła się na komisariat i powiedziała, że jej córka została zabrana samochodem spod jednego z marketów znajdujących się na osiedlu Przyjaźni, na poznańskich Winogradach. Po około dwóch godzinach poszukiwań 14-latkę odnaleziono w Złotnikach koło Poznania.

W porwaniu brała udział także 13-letnia córka aresztowanej wczoraj kobiety oraz dwoje 14-latków. Trafili do schronisk dla nieletnich. Decyzję o ich dalszym losie podejmie sąd rodzinny.

Już po porwaniu kupili golarkę

Jak pisze dziś „Gazeta Wyborcza”, już po porwaniu porywacze zatrzymali się przy sklepie. Kupili w nim golarkę do włosów. Właśnie jej użyli do zgolenia brwi i części głowy uprowadzonej dziewczynki. Porywacze wywieźli 14-latkę w okolice Złotnik. Tam torturowali ją, przypalali papierosami.

17-latek miał zgwałcić uprowadzoną dziewczynkę. Gwałt filmowała telefonem komórkowym 39-latka. Jak pisze „Wyborcza”, gwałt nagrywali również pozostali nastolatkowie. „Nie tylko nie pomogli porwanej, ale wręcz dołączyli do pastwienia się nad nią” – czytamy w gazecie.

Podejrzani dość chłodno relacjonują przebieg zdarzenia – mówi prok. Łukasz Wawrzyniak. Jestem prokuratorem od ponad 20 lat. Nie przypominam sobie takiego zdarzenia – tak odhumanizowanego potraktowania ofiary. Nie znajduję żadnego usprawiedliwienia – dodaje.

Porwana 14-latka leży w szpitalu. Przesłuchał ją tam sędzia z Sądu Okręgowego w Poznaniu. Dzięki temu nie będzie już musiała zeznawać przed sądem.

39-latka ma troje dzieci – będzie wniosek o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej

39-letnia kobieta ma troje niepełnoletnich dzieci, w tym 13-latkę, która brała udział w tym zdarzeniu i została w tej sprawie zatrzymana. Prokuratura Rejonowa Poznań Stare Miasto w Poznaniu, bo ona jest kompetentna w tej sprawie, będzie występowała do sądu rodzinnego z wnioskami o pozbawienie władzy rodzicielskiej podejrzanej 39-latki – zapowiedział prokurator Łukasz Wawrzyniak. Dodał, że „takie wnioski już są formułowane i wystąpimy z nimi, żeby w związku z tą sprawą sąd również ‘przyjrzał’ się opiece i sprawowanej władzy rodzicielskiej przez tę kobietę nad dziećmi – ale to będą wnioski o pozbawienie jej władzy rodzicielskiej”.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Gwałt na 14-latce w Poznaniu. Jest akt oskarżenia

Dwie osoby usłyszały zarzuty w sprawie porwania 14-latki z Poznania – poinformowała prokuratura. To matka jednej z nastolatek, która także brała udział w porwaniu oraz 17-letni chłopak. Zarzuty dotyczą m.in. gwałtu ze szczególnym okrucieństwem. Zarówno kobieta, jak i nastolatek usłyszeli po cztery zarzuty. Dotyczą one uprowadzenia, doprowadzenie do określonego działania przy użyciu przemocy, zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem oraz nagrywanie telefonem komórkowym czynności o charakterze seksualnym. Obojgu grozi 15 lat pozbawienia wolności – dowiedział się Polsat News.

W porwaniu brało udział pięć osób. To także trójka innych nastolatków: dwie dziewczyny 13- i 14-letnia oraz 14-letni chłopak. Oni, z uwagi na wiek, będą odpowiadać przed sądem rodzinnym. 14-latka cały czas przebywa w szpitalu. Jak mówią lekarze, jej stan fizyczny jest dobry. 14-latka została porwana w piątek sprzed sklepu Biedronka w Poznaniu. Nastolatka została wciągnięta do samochodu na oczach swojej matki, która zawiadomiła policję. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania.

Dziewczynkę udało się odnaleźć po dwóch godzinach w podpoznańskich Złotnikach. 14-latka była w bagażniku samochodu zaparkowanego na jednej z polnych dróg. Jak się okazało, była torturowana.

Porywaczami okazało się kilkoro nastolatków oraz matka jednej z dziewcząt biorących udział w uprowadzeniu. Media podają, że przyczyną porwania miała być zemsta. 14-latka miała przepalić grzałkę w e-papierosie innej nastolatki.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe fakty ws. zgwałcenia 12-latka w aquaparku

Mężczyzna zgwałcił 12-letniego chłopca w aquaparku we Wrocławiu. We wtorek sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu Przemysława K. Do bulwersującego zdarzenia doszło w sobotę, 16 lipca. 12-letni chłopiec został zgwałcony w toalecie we wrocławskim aquaparku przy ul. Borowskiej – informował portal tuwroclaw.pl. Wrocławska policja przekazała RadioZET.pl, że zatrzymano jedną osobę. Małgorzata Dziewońska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, oświadczyła, że prokuratura nie informuje o postępowaniu ze względu na delikatność sprawy. – Wyjaśniamy wszystkie okoliczności – dodała.

We wtorek Dziewońska przekazała Polskiej Agencji Prasowej, że Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Krzyków skierowała do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego. Przemysławowi K. zarzucono, że „w dniu 16 lipca 2022 r. na terenie Aquaparku przy ul. Borowskiej we Wrocławiu, poprzez wykorzystanie przewagi fizycznej i przemocy, doprowadził małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego”.

– W wyniku zdarzenia chłopiec odniósł obrażenia ciała, które spowodowały u niego uszczerbek na zdrowiu w postaci naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na czas nie dłuższy niż siedem dni – podała prokurator.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratury zastosował wobec Przemysława B. tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. Rzeczniczka zaznaczyła, że śledztwo jest w toku i na razie nie może udzielić więcej informacji.

W poniedziałek zespół prasowy Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu potwierdził, że policjanci wspólnie z prokuraturą prowadzą czynności procesowe w związku ze zdarzeniem kryminalnym dotyczącym przestępstwa o charakterze seksualnym z udziałem osoby nieletniej, które – jak podano – zaistniało prawdopodobnie na terenie wrocławskiego aquaparku.

Poinformowano też, że „intensywne i skuteczne oraz podjęte natychmiast czynności policyjne doprowadziły do zatrzymania mężczyzny mogącego mieć bezpośredni związek z tym zdarzeniem”. Pomocny miał okazać się m.in. monitoring działający w kompleksie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Jest wyrok dla Mirosława Ż. za zgwałcenie i zabójstwo 22-letniej studentki

Według sądu, 27 lat temu Mirosław Ż. zgwałcił i zabił 22-letnią studentkę w jednym z łódzkich akademików. Przez 25 lat ukrywał się poza granicami Polski. Mirosław Ż., nazywany Bestią z Lumumbowa, został w czwartek, 31 marca skazany przez Sąd Okręgowy w Łodzi na 25 lat więzienia i 10 lat pozbawienia praw publicznych.

ZBRODNIA SPRZED LAT

Proces Mirosława Ż. toczył się od listopada 2021, ale zbrodnię popełnił wiele lat wcześniej. W akcie oskarżenia prokuratura zarzuciła mężczyźnie, że 18 czerwca 1995 r. na łódzkim osiedlu studenckim im. Lumumby zgwałcił i udusił 22-letnią Hannę S. – studentkę III roku Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.

DOWODY ZBRODNI

W toku śledztwa przeprowadzono badania śladów DNA. Stwierdzono, że na spodniach mężczyzny, znalezionych w jego mieszkaniu są ślady, z których wyizolowano profil zgodny z profilem ofiary. Natomiast na bluzce piżamy 22–latki ujawniono DNA o profilu męskim zgodnym z wyizolowanym ze śladów pobranych z odzieży podejrzanego.

NIE PRZYZNAŁ SIĘ DO WINY

Mirosław Ż. nie przyznał się do winy. Twierdzi, że nie pamięta wydarzeń z 1995 roku, nie pamięta też czy w dni zabójstwa był w pokoju studentki. Mężczyzna nigdy wcześniej nie był karany, według biegłych w momencie popełnienia zbrodni był w pełni poczytalny.

UKRYWAŁ SIĘ ZA GRANICĄ

Mężczyzna przez długi czas ukrywał się poza granicami kraju, między innymi w Rosji, w okolicach Iwanowa. W 2021 roku został zatrzymany i sprowadzony do Polski.
Źródło info i foto: lodz.tvp.pl

Rzeszów: Zabił psycholożkę w zakładzie karnym. Artur R. był osadzony za zgwałcenie kobiet

Rzeszów, 22.02.2022. Zak³ad Karny w Rzeszowie gdzie, 22 bm. odby³a siê konferencja nt. zabójstwa funkcjonariuszki S³u¿by Wiêziennej. Podczas konsultacji psychologicznej tymczasowo aresztowany zaatakowa³ funkcjonariuszkê SW. W wyniku obra¿eñ kobieta zmar³a. (aldg) PAP/Darek Delmanowicz

37-letni Artur R. zadźgał w Zakładzie Karnym w Rzeszowie funkcjonariuszkę Służby Więziennej. Psycholożka zmarła wskutek odniesionych ran. Mężczyzna usłyszał zarzuty, a śledczy podali też, że choć mężczyzna przebywał w areszcie, to nie miał statusu niebezpiecznego przestępcy. Okoliczności tego tragicznego zdarzenia są szczegółowo wyjaśniane przez prokuraturę, Ministerstwo Sprawiedliwości i Służbę Więzienną. Media podały, że mężczyzna zaatakował funkcjonariuszkę nożyczkami. Prokuratura na chwilę obecną nie potwierdza tej informacji. Wiadomo, że znaleziono i zabezpieczono nożyczki, ale konieczne jest przeprowadzenie badań.

Jak poinformował w środę rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie prok. Krzysztof Ciechanowski, mężczyzna usłyszał w środę zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem i z motywacji zasługującej na szczególne potępienie, ale też czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego i bezprawnego pozbawienia wolności połączonego ze szczególnym udręczeniem.

Prokurator dodał, że Artur R. w czasie przesłuchania nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Złożył wyjaśnienia, ale z uwagi na dobro śledztwa prokuratura nie ujawnia ich treści. Śledczy sprecyzowali, że R. zadał funkcjonariuszce uderzenia zaciśniętą dłonią i narzędziem ostrokończystym, czym spowodował u niej szereg obrażeń ciała, które doprowadziły do masywnego krwotoku wewnętrznego i zewnętrznego, a w efekcie do śmierci pokrzywdzonej.

37-latek był osadzony za gwałty z 2020 roku

Tymczasowo aresztowany Artur R. – w sprawie gwałtów dokonanych w 2020 roku – nie był dotychczas karany. Za zarzucaną mu teraz zbrodnię grozi kara nie mniejsza niż 12 lat pozbawienia wolności, 25 lat albo kara dożywotniego więzienia. Prokurator zapewnił, że w sprawie trwają intensywne czynności procesowe, mające na celu ustalenie przebiegu zdarzenia oraz weryfikacja wyjaśnień złożonych przez podejrzanego. W czwartek w Krakowie ma się odbyć sekcja zwłok funkcjonariuszki.

Wiceminister sprawiedliwości Michał Woś mówił na konferencji prasowej we wtorek 22 lutego, że osadzony, który był tymczasowo aresztowany, nie był zakwalifikowany jako niebezpieczny. Zapowiedział też, że sprawdzane będą wszystkie procedury, które w takich przypadkach powinny być zastosowane. Obecnie Artur R. ma status niebezpiecznego przestępcy. Jest mieszkańcem powiatu kolbuszowskiego, przebywa w areszcie w związku z tym, że odpowiada już przez sądem za zgwałcenie w 2020 roku trzech kobiet i usiłowanie gwałtu jednej. Według oskarżenia mężczyzna umawiał się z kobietami w celach towarzyskich, początkowo płacił za usługę seksualną, a następnie je bił, podduszał, szarpał. Groził kobietom, że je zabije, robił im nagie zdjęcia, a po zgwałceniu okradał z pieniędzy i bielizny, „którą traktował jak trofeum”; zabierał im dokumenty.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

27-latek skazany za zgwałcenie 16-latki wpadł w Wielkiej Brytanii

Zatrzymano 27-latka poszukiwanego listem gończym za udział w zbiorowym zgwałceniu 16-latki. Za popełnione przestępstwo mężczyzna został skazany na 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Skazany ukrywał się w Wielkiej Brytanii. Do gwałtu doszło w nocy z 20 na 21 grudnia 2013 roku w Pietrzykowicach koło Żywca w województwie śląskim. To właśnie wtedy znajomi bawili się w jednym z żywieckich lokali, a po jego zamknięciu razem z 16-letnią wówczas dziewczyną przenieśli się do willi w Pietrzykowicach.

Kiedy grupka znajomych i 16-latka znaleźli się już w willi, nastolatka została zmuszona do wypicia alkoholu. Po czym została wykorzystana seksualnie przez kilka osób, w tym zatrzymanego 27-latka. „Po całym zajściu sprawcy odwieźli pokrzywdzoną na przystanek autobusowy i tam ją zostawili. Po powrocie do domu 16-latka opowiedziała o wszystkim matce, która powiadomiła policję” – przypomnieli przebieg zdarzenia śląscy policjanci.

Wyrok w sprawie gwałtu zapadł w Sądzie Okręgowym w Bielsku-Białej pod koniec stycznia 2020 roku. Wtedy mężczyzna został skazany na 3 lata i 6 miesięcy więzienia. 27-latek wówczas zaczął ukrywać się przed organami ścigania.

„Od 11 lutego 2021 roku był poszukiwany w celu doprowadzenia do zakładu karnego najpierw przez policjantów z Komendy Powiatowej Policji w Żywcu, a następnie przez kryminalnych z Zespołu Poszukiwań Celowych Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, którzy po wystawieniu listu gończego przejęli sprawę” – czytamy w komunikacie policji.

Od maja 2021 roku „łowcy głów” ze Śląska zaczęli sprawdzać wszystkie informacje oraz doniesienia dotyczące skazanego mężczyzny. Funkcjonariuszom udało się namierzyć go w Wielkiej Brytanii, po czym ustalono jego adres i poproszono brytyjskie służby o pomoc w schwytaniu 27-latka. Funkcjonariusze kontaktowali się z oficerem łącznikowym polskiej Policji w Londynie, który przekazał informacje w sprawie poszukiwanego 27-latka brytyjski mundurowym. „Wspólne działania stróżów prawa doprowadziły do zatrzymania ukrywającego się 27-latka” – wyjaśnili śląscy policjanci. W tej chwili mężczyzna przebywa w brytyjskim areszcie i czeka na ekstradycję do Polski.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zapadł wyrok ws. wielokrotnego gwałtu na obywatelce Mołdawii

Zapadły prawomocne wyroki ws. wielokrotnego gwałtu na obywatelce Mołdawii. Na kary 8 i 9 lat więzienia Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazał w piątek dwóch mężczyzn oskarżonych o to przestępstwo. Po porwaniu kobieta ratowała się skokiem z IV piętra przez okno, doznając poważnych obrażeń. Informację o wyroku przekazała PAP koordynator ds. kontaktów Sądu Apelacyjnego w Gdańsku ze środkami masowego przekazu Joanna Organiak. Jego uzasadnienie z uwagi na charakter sprawy miało charakter niejawny.

Pokrzywdzoną jest 35-letnia obywatelka Mołdawii Swietłana I. Pod koniec maja 2017 r. przyjechała na Pomorze, gdzie miała dostać pracę przy zbiorze owoców. Kiedy się to nie udało, przyjęła ofertę poznanego w Gdyni taksówkarza, który zaproponował jej pokój w zamian za sprzątanie mieszkania.

Według prokuratury, na miejscu mężczyzna zamknął drzwi na klucz, który ukrył. Mołdawianka zaczęła sprzątanie. Mężczyzna zaproponował jej współżycie, na co się nie zgodziła. Wykorzystując przewagę fizyczną i stosując przemoc, Andrzej S. wielokrotnie zgwałcił kobietę. W nocy przyszedł do niego znajomy, Kamil G., i obaj, stosując przemoc, zgwałcili pokrzywdzoną. Nagrali to telefonem komórkowym. Po opuszczeniu mieszkania przez Kamila G. Andrzej S. ponownie dopuścił się gwałtu.

Z ustaleń śledztwa wynika, że ratując się przed przemocą, kobieta wyskoczyła przez okno z mieszkania na czwartym piętrze. Doznała przy tym licznych obrażeń, w tym obrzęku mózgu, pęknięć kości miednicy, złamania nogi i obrażeń wewnętrznych. Trafiła do gdańskiego Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego. Przez miesiąc była nieprzytomna. Gdy odzyskała świadomość, złożyła zeznania.

Historię Swietłany opisała w lipcu 2017 r. „Gazeta Wyborcza”. Według tej relacji kobieta przyjechała do Polski, by zarobić na remont domu, w którym mieszka z trojgiem wychowywanych samotnie dzieci. Na propozycję gdyńskiego taksówkarza, oferującego pokój za sprzątanie, miała się zgodzić po tym, jak bezskutecznie szukała pracy, a noce spędzała w parku. Po tym reportażu Fundacja Gdańska zaczęła zbiórkę pieniędzy na leczenie Mołdawianki. Przez kilkadziesiąt godzin zebrano ponad 253 tys. zł. Kobieta przeszła w gdańskim szpitalu kilka operacji.

W maju 2020 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Andrzeja S. na karę 8 lat więzienia, Kamilowi G. wymierzono karę 9 lat więzienia. Ponadto sąd orzekł wobec Kamila G. środki zabezpieczające w postaci terapii dla sprawców przestępstw związanych z zaburzeniami preferencji seksualnych oraz terapii uzależnienia od środków psychoaktywnych.

Apelację od wyroku sądu niższej instancji wnieśli obrońcy oskarżonych, pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego i prokurator. Andrzej S. i Kamil G. byli oskarżeni o zbiorowy wielokrotny gwałt na obywatelce Mołdawii, za co grozi nie mniej niż 3 lata więzienia. Jeden z mężczyzn został też oskarżony o uwięzienie kobiety, co jest zagrożone karą do 12 lat więzienia.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zgwałcił i zabił studentkę. Wpadł po 26 latach

Mirosław Ż. przez 25 lat ukrywał się Iwanowie w Rosji, gdzie ułożył sobie życie, a mieszkańcom przedstawiał się jako Marc Rosso. W ubiegłym roku mężczyzna wpadł w ręce policji. Teraz odpowie za brutalne zabójstwo 22-letniej Hanny, do którego doszło w 1995 roku. To jeden z najdłużej ściganych przestępców w III RP.

We wtorek przed Sądem Okręgowym w Łodzi ruszy proces w sprawie zgwałcenia i brutalnego zabójstwa 22-letniej studentki prawa na Uniwersytecie Łódzkim. Do zdarzenia doszło w nocy z 17 na 18 czerwca 1995 roku. Na ławie oskarżonych zasiądzie Mirosław Ż. – podaje TVN24.

Wieczorem Hanna wyszła ze swoim przyjacielem do klubu, gdzie ochroniarzem był Mirosław Ż. Dziewczyna bawiła się ze znajomymi, którzy znali ochroniarza. Jak wynika z relacji świadków, studentka przez kilka godzin ignorowała zaloty podpitego wykidajło.

Około godziny trzeciej wróciła do akademika w towarzystwie kolegi. Wkrótce do domu studenckiego przybyła także grupa znajomych, by kontynuować zabawę. Był wśród nich Mirosław Ż. Imprezowicze wyszli dopiero nad ranem. Kilka godzin później przyjaciel znalazł skatowane ciało Hanny w jej pokoju. Mirosław Ż. był pierwszym podejrzanym. Znajomi zabitej zeznali bowiem, że mężczyzna gorliwie podrywał dziewczynę, w dodatku był już wcześniej karany. Policja chciała go zatrzymać, ale nie zastała go w domu.

W mieszkaniu znaleziono natomiast zakrwawione spodnie. Badania DNA wykazały, że krew może należeć do Hanny. Na piżamie ofiary z kolei zabezpieczono DNA, pasujące do Ż. Po latach dzięki nowoczesnym technikom kryminalistycznym potwierdzono te wyniki.

Śledczy zaocznie postawili Mirosławowi Ż. zarzuty zgwałcenia i zabójstwa. Funkcjonariuszom jednak nie udało się zlokalizować sprawcy. Zabójca po prostu zniknął. Dopiero w 2019 roku policja ustaliła, że oskarżony może przebywać w małej miejscowości w regionie Iwanowo.

Jak ustalono, Ż. w Rosji ułożył sobie życie i założył rodzinę, zmienił tożsamość i przedstawiał się jako Marc Rosso. Ostatecznie wpadł po tym, jak pobił swoją konkubinę, która zgłosiła atak na policję. Został zatrzymany w sierpniu 2020 roku.
Źródło info i foto: o2.pl

Policjant z Częstochowy z zarzutem gwałtu. Nie trafi do aresztu

Jeden z policjantów z Częstochowy usłyszał zarzut gwałtu, którego miał się dopuścić wobec swojej podopiecznej. Mężczyzna pełnił bowiem również funkcję kuratora społecznego, a pokrzywdzona znajdowała się pod jego kuratelą. Podejrzany nie został jednak aresztowany. Zdaniem sądu nie doszło do gwałtu, a do „seksualnego wykorzystania stosunku zależności”. Tak samo stwierdził sąd kolejnej instancji. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ. Doświadczony policjant pełnił funkcję kuratora społecznego przy Sądzie Rejonowym w Częstochowie, a kobieta znajdowała się pod jego kuratelą – informował kilka tygodni temu „Dziennik Zachodni”.

Do prokuratury miały wpłynąć dwa zawiadomienia w tej sprawie – jedno samej pokrzywdzonej, a drugie Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, który został powiadomiony o zaistniałym zdarzeniu. Śledczy zdecydowali o postawieniu mężczyźnie zarzutu dotyczącego zgwałcenia. Mężczyzna nie przyznał się do winy. 

Do trzech lat więzienia

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec policjanta-kuratora trzymiesięcznego aresztu. Podejrzany nie został jednak aresztowany, bo zdaniem sądu w tym przypadku nie doszło do gwałtu, ale do tzw. seksualnego wykorzystania stosunku zależności. Grozi za to do trzech lat więzienia. Wobec mężczyzny zastosowano zakaz kontaktowania się z kobietą, zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów, dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe w wysokości 10 tysięcy zł.

„Utrzymał w mocy”

Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję w sprawie aresztu. Zażalenie to rozpatrywał Sąd Okręgowy w Częstochowie.

– Sąd ten utrzymał w mocy postanowienie sądu rejonowego – powiedział polsatnews.pl sędzia Dominik Bogacz, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Częstochowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl