49-latek miał zgwałcić uchodźczynię z Ukrainy, którą przyjął pod swój dach

Mężczyzna, który zaprosił pod swój dach 19-letnią uchodźczynię z Ukrainy, zamiast dać jej bezpieczne schronienie, miał dopuścić się gwałtu. Sprawą zajmuje się wrocławska policja. Pomoc uchodźcom z Ukrainy zaangażowała Polaków na wielką skalę. Ponad 1,3 miliona osób uciekających przed wojną trafiło już do naszego kraju, a miejsca do spania wielu z nich znajduje w prywatnych domach. Niestety zdarzył się mężczyzna, który, zamiast wesprzeć, postanowił wykorzystać sytuację. 49-latek z Wrocławia jest oskarżony o zgwałcenie 19-latki, którą przyjął pod swój dach. Sprawą zajęła się policja.

„Policjanci z Wrocławia zatrzymali 49-latka podejrzewanego o zgwałcenie 19-latki z Ukrainy, którą przyjął pod swój dach, kiedy uciekła z objętej wojną Ukrainy. Odpowie teraz przed sądem za popełnione czyny, a grozi mu 12 lat pozbawienia wolności” – poinformowała na Twitterze policja.

Ponieważ system pomocy uchodźcom opiera się w ogromnej części na wolontariuszach, wielu Ukraińców zdanych jest na dobrą wolę i otwarte serca zwykłych ludzi. Osoby uciekające przed wojną trafiają do prywatnych domów i mieszkań.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

David Fuller skazany. W kostnicach wykorzystywał ciała kobiet i dziewczynek

Ponad trzy dekady zajęło brytyjskim śledczym rozwiązanie zagadki zabójstw Wendy Knell i Caroline Pierce. Przełom w sprawie morderstw doprowadził policjantów do Davida Fullera, a przeszukania w jego domu pozwoliły odkryć, że mężczyzna ma znacznie więcej przestępstw na swoim koncie. Okazało się, że 67-latek, pracując jako elektryk w kilku szpitalach, przez lata wykorzystywał ciała zmarłych kobiet i dziewczynek. Dziś usłyszał wyrok za swoje zbrodnie.

Wybierając swoje ofiary spośród zmarłych, gdzieś w świecie ukrytych szpitalnych kostnic, stałeś się sępem (…) To, co zrobiłeś, będzie prześladować rodziny twoich ofiar. Zatrułeś i ukradłeś ich wspomnienia. Pozbawiłeś ich przekonania, że mogą ufać światu (…) Twoje działania są sprzeczne ze wszystkim co słuszne i humanitarne. Są niezrozumiałe – mówiła sędzia Bobbie Cheema-Grubb do Davida Fullera podczas ogłaszania wyroku. Mężczyzna został skazany na podwójne dożywocie za zabójstwa i jednocześnie na 12 lat więzienia za inne przestępstwa m.in. za zbezczeszczenie zwłok zmarłych i posiadanie dziecięcej pornografii – podaje BBC.

Fuller w końcu odpowiedział za swoje zbrodnie. Przez lata udawało mu się uciec przez sprawiedliwością – został aresztowany dopiero 3 grudnia 2020 roku, choć pierwszego zabójstwa dokonał w czerwcu 1987 roku. Jego pierwszą ofiarą była 25-letnia Wendy Knell. Kobieta została zgwałcona, a później pobita i uduszona w swojej kawalerce. 23 czerwca, dzień po zabójstwie, ciało znalazł jej chłopak. W listopadzie tego samego roku podobny los spotkał 20-letnią Caroline Pierce. Kobieta została uprowadzona przez Fullera sprzed swojego mieszkania. Mężczyzna zgwałcił ją, pobił i udusił, a ciało porzucił na polach ok. 70 km od miejsca jej zamieszkania. Ciało odkrył pracujący na farmie robotnik.

„Zgwałciłeś moje dziecko”

Śledczy przez lata nie potrafili wskazać osoby odpowiedzialnej za zabójstwa. Rozwój technologii działał jednak na ich korzyść. W 2019 roku dzięki nowoczesnej analizie DNA udało się wytypować podejrzanego. Po zatrzymaniu Davida Fullera policja przeszukała jego dom. Służby znalazły twarde dyski, na których były foldery – niektóre nazwane imionami ofiar – z nagraniami, na których Fuller wykorzystuje seksualne zwłoki kobiet i trzech dziewczynek. Mężczyzna wykorzystał 102 kobiety. Prokurator zdradził, że najmłodsza z ofiar miała 9 lat, a najstarsza – 100. Nagrania pochodziły z lat 2008-2020.

Fuller miał dostęp do szpitalnych kostnic, bo przez lata pracował w lecznicach jako elektryk. Od 1989 do 2011 roku w szpitalu Kent i Sussex, a po zamknięciu tej placówki w szpitalu Tunbridge Wells. Śledczy ustalili, że Fuller wchodził do kostnic, gdy innych pracowników już w nich nie było i „wielokrotnie odwiedzał te same ciała”.

Matka 9-letniej dziewczynki, która została wykorzystana przez Fullera, w sądzie odczytała swoje oświadczenie. Zgwałciłeś moje dziecko. Nie miała możliwości odmówić brudnemu, 66-letniemu mężczyźnie, który znęcał się nad jej ciałem. Nie miała możliwości odmówić, ale by to zrobiła – powiedziała i dodała, że „nigdy się nie pogodzi” z tym, co spotkało jej córkę.

Inna kobieta, której matka została wykorzystana, stwierdziła, że działania Fullera były „podłe, chore i wynaturzone”. Trudno pojąć coś tak niemoralnego – przyznała.

Minister Zdrowia Sajid Javid poinformował, że osobne dochodzenie wyjaśni jak to możliwe, że Fuller przez lata mógł dokonywać zbrodni w szpitalach niezauważony.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Atak na polską parę na Dominikanie

Para z Polski w czasie wakacji na Dominikanie została zaatakowana przez uzbrojonego mężczyznę, który chciał ich obrabować i zgwałcić kobietę. Udało im się uciec, choć polski turysta został ranny. Według ich relacji trudno było im uzyskać wsparcie od polskich placówek dyplomatycznych. Pan Łukasz spędzał z narzeczoną wakacje na Dominikanie. W sobotę – jak relacjonował w rozmowie z Onetem – w trakcie spaceru plażami zaczepił ich mężczyzna z bronią i w stroju przypominającym mundur. Początkowo wzięli go za ochroniarza, ponieważ wyszedł z opuszczonego budynku, który wyglądał jak hotel.

Jednak napastnik zażądał od nich pieniędzy, a później zaczął molestować kobietę. Grożąc im bronią zabrał parę do opuszczonego budynku. Pan Łukasz relacjonował, że proponował mężczyźnie, że odda mu wszystko, co ma przy sobie: pieniądze, telefon. Jednak napastnik zamierzał zgwałcić jego narzeczoną.

Wywiązała się szamotanina. Napastnik wystrzelił z broni w kierunku głowy, ale chybił. Ranił jednak Polaka maczetą w stopę. W końcu parze udało się uciec i po dwóch godzinach dostać do hotelu. Jednak bali się dalej o swoje bezpieczeństwo i postanowili zgłosić się po pomoc do polskich służb dyplomatycznych oraz jak najszybciej wyjechać z Dominikany. W obawie przed napastnikiem i jego ewentualnym wspólnikami nie pojechali nawet do szpitala, a jedynie lekarz w hotelu opatrzył ranę stopy.

„Skoro uciekli, to nie ma problemu”

Polacy – jak relacjonowali Onetowi i Interii – początkowo nie uzyskali od polskich placówek dyplomatycznych takiej pomocy, na jaką liczyli. W konsulacie w Dominikanie (w kraju nie ma polskiej ambasady) mieli usłyszeć, że „skoro uciekli, to nie ma problemu”. Skierowano ich też do ambasady w Panamie.

W nocy zadzwonił do nich pracownik ambasady w Panamie. Według turystów nie dowierzał im w to, co się stało i dopytywał o raport policji.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Policjant z Częstochowy z zarzutem gwałtu. Nie trafi do aresztu

Jeden z policjantów z Częstochowy usłyszał zarzut gwałtu, którego miał się dopuścić wobec swojej podopiecznej. Mężczyzna pełnił bowiem również funkcję kuratora społecznego, a pokrzywdzona znajdowała się pod jego kuratelą. Podejrzany nie został jednak aresztowany. Zdaniem sądu nie doszło do gwałtu, a do „seksualnego wykorzystania stosunku zależności”. Tak samo stwierdził sąd kolejnej instancji. Sprawą zajmuje się Prokuratura Rejonowa Częstochowa-Północ. Doświadczony policjant pełnił funkcję kuratora społecznego przy Sądzie Rejonowym w Częstochowie, a kobieta znajdowała się pod jego kuratelą – informował kilka tygodni temu „Dziennik Zachodni”.

Do prokuratury miały wpłynąć dwa zawiadomienia w tej sprawie – jedno samej pokrzywdzonej, a drugie Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, który został powiadomiony o zaistniałym zdarzeniu. Śledczy zdecydowali o postawieniu mężczyźnie zarzutu dotyczącego zgwałcenia. Mężczyzna nie przyznał się do winy. 

Do trzech lat więzienia

Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec policjanta-kuratora trzymiesięcznego aresztu. Podejrzany nie został jednak aresztowany, bo zdaniem sądu w tym przypadku nie doszło do gwałtu, ale do tzw. seksualnego wykorzystania stosunku zależności. Grozi za to do trzech lat więzienia. Wobec mężczyzny zastosowano zakaz kontaktowania się z kobietą, zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów, dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe w wysokości 10 tysięcy zł.

„Utrzymał w mocy”

Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję w sprawie aresztu. Zażalenie to rozpatrywał Sąd Okręgowy w Częstochowie.

– Sąd ten utrzymał w mocy postanowienie sądu rejonowego – powiedział polsatnews.pl sędzia Dominik Bogacz, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Częstochowie.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gwałt na 11-latce w Orzyszu. Policja i prokuratura bada sprawę

W Orzyszu w województwie warmińsko-mazurskim miało zostać zgwałcone 11-letnie dziecko. Okoliczności dramatu bada prokuratura i policja. O dramacie informuje „Super Express”. W Orzyszu w pow. piskim miała zostać zgwałcona 11-letnia dziewczynka. W związku ze sprawą zatrzymano 32-letniego mężczyznę. Gwałciciel usłyszał już zarzuty. Sprawę bada policja oraz prokuratura.

„Zatrzymano 32-letniego mężczyznę, któremu zarzuca się, że w czwartek (12 sierpnia) w Orzyszu dokonał innej czynności seksualnej wobec osoby małoletniej poniżej lat 15” – informuje Krzysztof Stodolny, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Olsztynie w rozmowie z „Super Expressem”.

Rzecznik prokuratury dodał, że wobec 32-latka postanowieniem Sądu Rejonowego w Piszu w piątek (13 sierpnia) zastosowano areszt tymczasowy na okres 3 miesięcy. Z uwagi na dobro śledztwa prokuratura nie ujawnia więcej szczegółów zbrodni.

„Z uwagi na dobro śledztwa, nie jest możliwe podanie innych informacji” – tłumaczy Krzysztof Stodolny, cyt. przez „Super Express”.

Jak nieoficjalnie ustalił „Super Express”, do gwałtu miało dojść w jednym z lokali gastronomicznych. Dwaj mężczyźni mieli się spotkać tam z dwoma dziewczynkami. Jedna z nich miała 11-lat. Jak podaje tabloid, mężczyźni to pracownicy jednego z lokali gastronomicznych.
Źródło info i foto: o2.pl

Zabił współwięźnia. 70-latek zgwałcił jego siostrę

26-letni Shane Goldsby zabił swojego 70-letniego współwięźnia, Roberta Mungera. Mężczyzna został skazany na 25 lat, wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu. Zabójca postanowił przeprosić rodzinę swojej ofiary. – Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było stracić w ten sposób ukochaną osobę – przekazał. 26-letni Shane Goldsby został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo współwięźnia, 70-letniego Roberta Mungera.

Jak podaje „New York Post”, Munger odsiadywał karę za przestępstwa seksualne na dzieciach. Okazało się, że jedną z jego ofiar był siostra Goldsby’ego. 70-latek zaczął opowiadać mu o szczegółach gwałtu na nieletniej.

– W tym momencie nie byłem stabilny emocjonalnie. On wciąż mówił o zdjęciach i filmach, na których robił te rzeczy. To wszystko we mnie narastało – mówił 26-latek.

Przeprosił rodzinę

Departament Więziennictwa w Waszyngtonie zapewnia, że osoby przydzielające współwięźniów nie miały pojęcia o związku między tymi dwoma przestępcami. Jak ujawniono, Goldsby zaatakował Mungera od tyłu i uderzył go w twarz 14 razy, a następnie kilka razy nadepnął mu na głowę. Po usłyszeniu wyroku Goldsby przeprosił rodzinę Mungera. – Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było stracić w ten sposób ukochaną osobę. Mam nadzieję, że zdołacie podnieść się z tego, co zrobiłem – przekazał.

26-letni Goldsby trafił do więzienia za kradzież policyjnego samochodu i zranienie funkcjonariusza w 2017 roku.
Źródło info i foto: interia.pl

Aktor i prezenter telewizyjny Bartłomiej M. zatrzymany. Miał zgwałcić trzy nastolatki

Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymano w środę aktora Bartłomieja M., byłego prezentera stacji Poland IN. Mężczyzna podejrzany jest o dokonanie gwałtów na trzech nieletnich kobietach – ustalił portal wPolityce.pl.

„Na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie został dziś (1 czerwca 2021 roku) zatrzymany aktor i fotograf Bartłomiej M. Usłyszał zarzut gwałtu na trzech nastolatkach – w wieku od 15 do 17 lat, a także nawiązywania kontaktów z małoletnimi w celu dokonywania na nich przestępstw seksualnych oraz posiadania pornografii z udziałem osób poniżej 15 roku życia. Prokuratura wystąpiła do sądu o jego tymczasowe aresztowanie” – poinformowała warszawska prokuratura, cytowana przez portal. Według wPolityce.pl śledczy ustalili, że Bartłomiej M. nawiązywał kontakty z nastolatkami pod pretekstem wykonywania sesji zdjęciowych, zwabiał je do siebie, a następnie wykorzystywał seksualnie.

– W ten sposób ofiarą gwałtu padły co najmniej trzy dziewczyny w wieku od 15 do 17 lat. Ofiar może być więcej, ponieważ do prokuratury zgłaszają się kolejne pokrzywdzone. Trwa intensywne śledztwo w tej sprawie i prokuratura nie wyklucza rozszerzenia zarzutów – podała prokuratura. Portal wPolityce.pl wskazuje, że Bartłomiej M. już rok temu usłyszał zarzut doprowadzenia podstępem 14-latki do obcowania płciowego.

„Zawiadomienie złożyła pokrzywdzona, a śledztwo pozwoliło na ustalenie kolejnych ofiar i postawienie dziś Bartłomiejowi M. nowych zarzutów. Grozi mu do 12 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna był już oskarżony o podobny czyn. W listopadzie 2017 roku sąd nieprawomocnie orzekł wobec niego 2 lata i 11 miesięcy pozbawienia wolności za gwałt. Sprawa jest na etapie rozpoznawania apelacji” – czytamy.

Jak wyjaśnia portal, Bartłomiej M. „zaczynał swoją karierę polityczną w Platformie Obywatelskiej, ale epizodyczne role w filmach sensacyjnych, serialach i reklamach zmieniał tak często jak barwy polityczne”. „Na początku maja media informowały o szokujących upodobaniach Bartłomieja M., który miał upijać nastoletnie dziewczynki i robić im nagie zdjęcia. Swoje ofiary miał wyszukiwać w popularnym wśród młodych i młodocianych modelek serwisie” – podaje wPolityce.pl.

M. w filmach, serialach i Poland IN

W ostatnich latach M. zagrał epizodyczne role m.in. w serialach „Ślad”, „Ojciec Mateusz”, „Na dobre i na złe”, „Świat według Kiepskich ”i „Barwy szczęścia”, przez kilka lat grał w „Pielęgniarkach”, wystąpił też m.in. w filmach „Jak zostałem gangsterem” i dwóch częściach „Kobiet mafii”. Był też związany jako prezenter z Poland In, uruchomionym w listopadzie 2018 roku anglojęzycznym kanale Telewizji Polskiej. W 2015 roku bez powodzenia startował z listy PiS w wyborach do Sejmu.
Źródło info i foto: wirtualnemedia.pl

Jest zawiadomienie do prokuratury ws. doktoranta UW. Miał zgwałcić studentkę

Do Prokuratury Okręgowej w Warszawie wpłynęło zawiadomienie dotyczące podejrzanie popełnienia przestępstwa na tle seksualnym przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Historię zgwałconej podczas wyjazdu integracyjnego studentki w minionym tygodniu nagłośnił Studencki Komitet Antyfaszystowski.

Prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie poinformowała, że do tej jednostki prokuratury wpłynęło zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego. Mężczyzna miał – według zawiadamiającego – dopuścić się przestępstw z art. 197 par. 1 kk – czyli gwałtu – i przestępstw narkotykowych.

„Sprawą doktoranta zajmuje się już prokuratura. Dalej można jednak zgłaszać popełnione przez doktoranta nadużycia. Oferujemy z tym pomoc. Ciągle również można uzyskać wsparcie od Konsultantki ds. przemocy seksualnej. Serdecznie zachęcamy do kontaktu” – podał we wtorek Studencki Komitet Antyfaszystowski.

W minionym tygodniu SKA opisał na Facebooku sytuację, podając pełne dane osobowe doktoranta, który miał dopuścić się przestępstwa wobec młodej kobiety.

SKA opisał, że ofiara zgłosiła się do komitetu z prośbą o pomoc w lutym, a do zdarzenia dojść miało jesienią ubiegłego roku. Na portalu wyborcza.pl ukazały się fragmenty wypowiedzi kobiety, która miała zostać skrzywdzona przez doktoranta UW.

Koleżanki ostrzegały mnie przed nim. Wszyscy mówili, że wykorzystuje młode studentki, częstuje narkotykami, a w zamian liczy na seks. Nikogo tam nie znałam, byłam kompletnie sama. On niemal codziennie próbował ze mną rozmawiać, proponował narkotyki, ale odmawiałam i traktowałam go chłodno – powiedziała cytowana przez portal studentka.

Z relacji kobiety wynika, że „nie wypiła dużo, ale w pewnej chwili dziwnie się poczuła”. Ocknęłam się na łóżku w jego pokoju. Byłam zupełnie naga, moje ciuchy leżały porozrzucane wokół. Znów odpłynęłam, ale świadomość wracała co kilka minut. Gwałcił mnie do rana, aż jego współlokator zaczął dobijać się do drzwi – relacjonowała kobieta.

Studentka miała zostać wykorzystana jeszcze dwukrotnie.

Dziennikarze portalu rozmawiali z doktorantem. Przekazał w rozmowie z „Wyborczą”, że „według jego informacji” studentka wyraziła zgodę na stosunek płciowy.

Wyborcza.pl podała, że komisja dyscyplinarna UW prowadzi wobec doktoranta postępowanie w sprawie posiadania środków odurzających i obrotu nimi. Jeśli w toku postępowania zostaną zasygnalizowane inne naruszenia, to takie wątki także będą podlegać wyjaśnieniu – przekazała portalowi rzeczniczka prasowa uniwersytetu.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zbiorowy gwałt pod Olesnem. Ruszył proces

Gwałt pod Olesnem (woj. opolskie). Przed Opolskim Sądem Okręgowym ruszył proces Sebastiana K. i Mateusza B. Dwóch młodych mężczyzn po zakrapianej imprezie miało zgwałcić nastolatkę. Sprawa została wyłączona z jawności ze względu na dobro pokrzywdzonej. Do brutalnego gwałtu miało dojść w czerwcu w 2020 roku w jednej z miejscowości w powiecie oleskim. Według ustaleń śledczych, młodzi mężczyźni; 18-letni wówczas Sebastian K., wraz z pięć lat starszym Mateuszem B. mieli „wspólnie” i „w porozumieniu” zgwałcić 19-latkę, podczas gdy jeden z nich wszystko nagrywał.

Dramat miał się rozegrać po opuszczeniu imprezy, oskarżeni mieli wykorzystać fakt, że pokrzywdzona była pod wpływem alkoholu. Jak informuje portal nto.pl, zarówno Sebastian K., jak Mateusz B. po zatrzymaniu zostali tymczasowo aresztowani. Później jednak, środek zapobiegawczy w postaci aresztu został… zniesiony. Tym samym, oskarżeni odpowiadali w poniedziałek (15.03.21 r.) przed sądem z wolnej stopy, a na sali rozpraw spotkali się z pokrzywdzoną 19-latką.

Sprawa została wyłączona z jawności ze względu na dobro pokrzywdzonej 19-latki. Zarzut w postaci gwałtu zbiorowego jest traktowany jako zbrodnia i grozi za nią od 3 do 15 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: se.pl

Jarosław Jakimowicz miał zgwałcić kobietę? Gwiazdor TVP dementuje oskarżeniom

Przysięgam na zdrowie moich dzieci, że nikogo nie zgwałciłem. Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Onetowi aktor i prezenter TVP Info Jarosław Jakimowicz. Wczoraj we wpisie na Facebooku dziennikarz Piotr Krysiak napisał, że „gwiazda publicystyki TVP INFO miała zgwałcić uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tak utrzymuje kobieta, która uciekła ze zgrupowania i zgłosiła sprawę policji”.

Z ustaleń Onetu wynika, że Krysiakowi chodziło właśnie o Jakimowicza, a domniemana ofiara mieszka w Wielkiej Brytanii. Według Krysiaka, od ośmiu miesięcy trwa śledztwo w tej sprawie.

– Potwierdzam, że śledztwo się toczy. Obecnie jest zawieszone, ponieważ zwróciliśmy się o pomoc prawną do Wielkiej Brytanii. Postępowanie toczy się „w sprawie”, a nie przeciwko komuś – mówi w rozmowie z Onetem Agnieszka Kępka, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Wiadomo, że dziewczyna była już przesłuchana. Pytamy, czy poszkodowana wskazała sprawcę. – Nie mogę udzielać tak szczegółowych informacji na temat postępowania – dodaje Agnieszka Kępka.

Dziennikarz stawia zarzuty

„Gwiazda publicystyki TVP Info”, o której pisze Krysiak, miała w hotelu Parisel Palace w Klimkach pod Łukowem wepchnąć do pokoju uczestniczkę konkursu Miss Generation 2020. Tam następnie doszło do gwałtu. Dzień później ofiara uciekła z hotelu, udała się do szpitala ginekologiczno-położniczego w Warszawie. Policji pokazała swojego oprawcę w materiałach, jakie miała w galerii zdjęć i filmów w telefonie.

Krysiak wylicza szereg nieprawidłowości, do których miało dojść podczas śledztwa, takich jak np. zaniechania przebadania poszkodowanej kobiety. Ofiara twierdzi, że gwałciciel straszył ją konsekwencjami, jeśli opowie komuś o gwałcie.

Krysiak nie wskazał, kto miałby być sprawcą gwałtu, ale wiemy, że na zgrupowaniu wraz z kobietami był właśnie Jakimowicz – wskazują na to zdjęcia.

Jakimowicz: „Jak mam się bronić?!”

Aktor i prezenter w emocjonalnej rozmowie z Onetem bardzo stanowczo zaprzeczył oskarżeniom. — Dlaczego od wielu miesięcy trwa śledztwo, a ja – podobno podejrzewany o gwałt – nawet nie zostałem przesłuchany?! Nikogo nie zgwałciłem! Przysięgam na zdrowie moich dzieci! Nie jestem zdolny do takich czynów, brzydzę się agresją wobec kobiet — mówi Jakimowicz. Aktor jest rozgoryczony, bo jego zdaniem wpis Krysiaka, choć anonimowy, to wskazywał na niego. — Jak mam się w tej sytuacji bronić? Jestem, jaki jestem. Pracuję w TVP, co nie każdemu się podoba. Przyzwyczaiłem się do ataków, ale zarzuty o gwałt to przekroczenie wszelkich zasad. Jestem w każdej chwili gotowy zeznawać w prokuraturze.

Na Twitterze pojawiły się już informacje, że publicysta ma zostać odsunięty z prowadzenia programów TVP Info. Z informacji Onetu wynika, że nie jest to prawda.

TVP go nie zawiesi

– Łączenie Telewizji Polskiej z opisaną w internecie historią rzekomego gwałtu jest całkowicie nieuprawnione. Nawet z ww. postu (wpisu Piotra Krysiaka – red.) jasno wynika, że przywoływane zdarzenie nie ma związku z produkcją realizowaną przez TVP – stwierdził dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej Jarosław Olechowski w rozmowie z portalem WirtualneMedia.

Powiedział, że do dyrekcji TAI „nie wpłynęły żadne informacje wskazujące na nieobyczajne zachowanie któregokolwiek z prowadzących czy gości programów publicystycznych TVP Info”.

– Opisane w internecie zdarzenie miało mieć miejsce w lutym 2020 roku. Od tamtej porty – tj. w przeciągu blisko roku – żadne instytucje państwowe, takie jak policja czy prokuratura, nie wystąpiły do Telewizji Polskiej z pytaniami lub wnioskami w ww. sprawie – dodał Olechowski.

Według informacji Onetu, Olechowski rozważał zawieszenie Jakimowicza, ale po jego kategorycznych zaprzeczeniach nie zdecydował się tego zrobić.

„Dyrekcja TAI przeprowadziła postępowanie wyjaśniające dotyczące internetowych informacji na temat jednego ze współpracowników TVP Info.Nie stwierdzono nieprawidłowości w funkcjonowaniu redakcji publicystyki TVP Info. W toku postępowania dyrekcja TAI otrzymała poniższe oświadczenie” – napisał Olechowski na Twitterze.
Źródło info i foto: onet.pl