Walia: 28-latek wielokrotnie zgwałcił kobietę i jej 14-letnia córkę

Wyrok dożywocia usłyszał 28-letni Joshua Carney z Cardiff w Walii. Mężczyzna siłą wszedł do przypadkowego domu, po czym wielokrotnie zgwałcił mieszkającą w nim kobietę i jej 14-letnią córkę. Podczas procesu ujawniono szokujące szczegóły sprawy. Carney dokonał zbrodni zaledwie po pięciu dniach… od wyjścia z więzienia.

Przed sądem Joshua Carney został przedstawiony jako „zawodowy włamywacz”. Pierwsze przestępstwa popełniał jako nastolatek, a przez kolejne lata dopuszczał się coraz poważniejszych przewinień. W lutym tego roku mężczyzna wyszedł z więzienia. Po pięciu dniach na wolności dopuścił się przerażającej zbrodni. Sędzia wydająca wyrok przyznała, że ofiary przeżyły koszmar, „który zmienił ich życie”.

1 marca 2022 r. mieszkanka domu w Cardiff, która nad ranem przygotowywała się do pracy usłyszała „dziwne odgłosy” dochodzące ze swojego ogrodu. Gdy wyszła zobaczyć co się dzieje, zauważyła Carneya – był pokryty błotem i krwią, miał bose stopy. „Gdy tylko go zobaczyłam, wiedziałam, że jestem w niebezpieczeństwie” – powiedziała później policji.

Chwilę później napastnik wtargnął do domu twierdząc, że chce skorzystać z telefonu kobiety. Szybko jednak stał się agresywny. Zatrzasnął za sobą drzwi, zaczął bić ofiarę i grozić jej nożem. Następnie zgwałcił ją.

W domu była również 14-letnia córka kobiety, która zamknęła się w swoim pokoju i zadzwoniła na policję. Mężczyzna jednak wszedł na górę i próbował wyważyć drzwi. Po kolejnych próbach zagroził, że zabije mieszkanki domu. Wtedy matka poprosiła córkę o otworzenie drzwi. Gdy mężczyzna gwałcił nastolatkę mówił do jej matki: patrz na mnie, zobacz co jej robię.

Przed przyjazdem policji na miejsce Carney kilkukrotnie zgwałcił zarówno matkę, jak i jej córkę. Ostatni atak tłumaczył karą za to, że dziewczynka zadzwoniła na numer alarmowy. Funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę, gdy ten wychodził z domu.

W pierwszym momencie Carney powiedział funkcjonariuszom, że nie pamięta niczego, bo wcześniej wziął tzw. spice – dopalacz, mieszankę ziół z dodatkiem substancji chemicznych. Jego zażycie może doprowadzić do utraty kontaktu z rzeczywistością, ataków paniki, duszności, a w najbardziej dramatycznych przypadkach – śmierci.
Źródło info i foto: interia.pl

Gwałt na dziecku w toalecie aquaparku. Pedofil bywał tam regularnie

Pedofil, który w sobotę zgwałcił we wrocławskim aquaparku 12-letniego chłopca, był tam częstym gościem – twierdzą dziennikarze jednego z lokalnych portali ze stolicy Dolnego Śląska. Jak wynika z ich ustaleń, mężczyzna miał nawet wyrobioną imienną kartę. Przemysław K. pokazał ją przy wchodzeniu do obiektu, tuż przed potwornym przestępstwem, którego dopuścił się w toalecie. Do brutalnego ataku na dziecko w basenowej toalecie doszło wczesnym popołudniem 16 lipca na terenie aquaparku przy ul. Borowskiej. Gwałciciela nie odstraszyły nawet tłumy gości, które przebywały wtedy na terenie obiektu. Umieszczone w pobliżu wejścia do toalety kamery zarejestrowały moment, gdy mężczyzna wychodzi z niej po dokonaniu przestępstwa.

– W wyniku zdarzenia chłopiec odniósł obrażenia ciała, które spowodowały u niego uszczerbek na zdrowiu w postaci naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na czas nie dłuższy niż siedem dni – brzmi komunikat Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Organy ścigania ustaliły, że prawdopodobnym sprawcą jest Przemysław K. Mężczyznę szybko zatrzymano i skierowano do tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Teraz grozi mu do 12 lat więzienia.

Wrocław. Gwałt na dziecku w toalecie aquaparku

– Ustalenie, kim jest ten człowiek, nie było specjalnie trudne, bo chwilę wcześniej wchodził do obiektu, pokazując swoją imienną kartę – czytamy na łamach portalu. Wynika z tego, że Przemysław K. mógł być częstym gościem wrocławskiego obiektu i korzystać ze stref, w których przebywały też dzieci.

Basenowe toalety i szatnie pod nadzorem pracowników

Śledczy zajmą się teraz ustalaniem, czy w aquaparku przy Borowskiej dochodziło już wcześniej do przypadków molestowania. Osoby zatrudnione w obiekcie są uczulane, by zwracać szczególną uwagę na przestrzeń obiektu, która nie jest monitorowana, w tym np. toalety i prysznice, a zarząd spółki dodatkowo przeprowadził z pracownikami rozmowę na temat bezpieczeństwa.

Portal tuwroclaw.com ujawnia, że podejrzany o doprowadzenie małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego został nagrany przez monitoring. To dzięki jego zapisom udało się określić, kto jest podejrzanym. Jak przekazał wrocławskiemu portalowi rzecznik aquaparku Patryk Załęczny, cały teren znajduje się pod nadzorem niemal 300 kamer, a o spokój na basenie oprócz firmy ochroniarskiej dbają również ratownicy i personel sprzątający. Mimo tego nie udało się uniknąć najczarniejszego scenariusza.
Źródło info i foto: interia.pl

Nowe fakty ws. zgwałcenia 12-latka w aquaparku

Mężczyzna zgwałcił 12-letniego chłopca w aquaparku we Wrocławiu. We wtorek sąd zadecydował o tymczasowym aresztowaniu Przemysława K. Do bulwersującego zdarzenia doszło w sobotę, 16 lipca. 12-letni chłopiec został zgwałcony w toalecie we wrocławskim aquaparku przy ul. Borowskiej – informował portal tuwroclaw.pl. Wrocławska policja przekazała RadioZET.pl, że zatrzymano jedną osobę. Małgorzata Dziewońska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu, oświadczyła, że prokuratura nie informuje o postępowaniu ze względu na delikatność sprawy. – Wyjaśniamy wszystkie okoliczności – dodała.

We wtorek Dziewońska przekazała Polskiej Agencji Prasowej, że Prokuratura Rejonowa dla Wrocławia Krzyków skierowała do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego. Przemysławowi K. zarzucono, że „w dniu 16 lipca 2022 r. na terenie Aquaparku przy ul. Borowskiej we Wrocławiu, poprzez wykorzystanie przewagi fizycznej i przemocy, doprowadził małoletniego poniżej lat 15 do obcowania płciowego”.

– W wyniku zdarzenia chłopiec odniósł obrażenia ciała, które spowodowały u niego uszczerbek na zdrowiu w postaci naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na czas nie dłuższy niż siedem dni – podała prokurator.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratury zastosował wobec Przemysława B. tymczasowy areszt na okres 3 miesięcy. Rzeczniczka zaznaczyła, że śledztwo jest w toku i na razie nie może udzielić więcej informacji.

W poniedziałek zespół prasowy Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu potwierdził, że policjanci wspólnie z prokuraturą prowadzą czynności procesowe w związku ze zdarzeniem kryminalnym dotyczącym przestępstwa o charakterze seksualnym z udziałem osoby nieletniej, które – jak podano – zaistniało prawdopodobnie na terenie wrocławskiego aquaparku.

Poinformowano też, że „intensywne i skuteczne oraz podjęte natychmiast czynności policyjne doprowadziły do zatrzymania mężczyzny mogącego mieć bezpośredni związek z tym zdarzeniem”. Pomocny miał okazać się m.in. monitoring działający w kompleksie.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Zatrzymany zgwałcił i zabił pielęgniarkę w Białymstoku

Policjanci z podlaskiego Archiwum X ustalili tożsamość i miejsce pobytu mężczyzny podejrzanego o brutalny gwałt i zabójstwo 30-letniej pielęgniarki. Do zbrodni doszło w 2001 r. w Białymstoku. 43-latek ukrywał się w Anglii. Do wstrząsającej zbrodni doszło w sierpniowy wieczór 2001 r. na osiedlu Sienkiewicza w Białymstoku. 30-letnia pielęgniarka została zaatakowana kilkanaście metrów od bloku, w którym mieszkała. Sprawca brutalnie zgwałcił kobietę i ograbił z biżuterii.

Na skutek poniesionych obrażeń, ofiara po kilku miesiącach zmarła w szpitalu. Nie udało się jednak ustalić sprawcy, dlatego w sierpniu 2002 r. śledztwo zostało umorzone. W 2020 roku śledczy ponownie zajęli się tą zbrodnią. Na początku ubiegłego roku nastąpił przełom w sprawie i funkcjonariusze ustalili podejrzanego o tę zbrodnię oraz miejsce jego pobytu. Okazało się, że 43-latek od ponad 15 lat ukrywa się w Anglii, w jednej z miejscowości na południe od Manchesteru. Mężczyzna został zatrzymany, a pod koniec lutego ekstradowano go do Polski.
Źródło info i foto: o2.pl

Gwałciciel zatrzymany po latach dzięki testom DNA

Sosnowieccy kryminalni zatrzymali 33-letniego mężczyznę, który w 2018 roku zgwałcił mieszkankę Sosnowca. Sprawca napadł na kobietę, brutalnie pobił i wykorzystał seksualnie. Pomimo upływu czasu, nie uniknie on odpowiedzialności. Do zdarzenia doszło w kwietniu 2018 roku, w bramie jednej z kamienic w centrum miasta. Wchodzącą wieczorem do podwórza kobietę napadł młody mężczyzna. Sprawca pobił brutalnie swą ofiarę, a następnie zgwałcił. Roztrzęsiona kobieta powiadomiła o wszystkim policję. Śledczy zabezpieczyli ślady na miejscu zdarzenia, w tym materiał biologiczny, z którego wyodrębniono profil DNA sprawcy. Niestety należał do osoby, która dotychczas nie została zarejestrowana w bazie.

Kiedy w policyjnej bazie danych zarejestrowano profil DNA mężczyzny, którego zatrzymali policjanci z Będzina, okazało się, że odpowiada on temu, który należał do sprawcy brutalnego zgwałcenia. Sosnowieccy policjanci zaczęli szukać mężczyzny. Okazało się to jednak trudne. Świadomy tego, jak wysoka kara może mu grozić, ukrywał się przez organami ścigania.

Policjanci w końcu namierzyli gwałciciela. Mężczyzna został zatrzymany pod koniec ubiegłego tygodnia w Będzinie, gdzie ukrywał się w jednym z mieszkań. Ponieważ 33-latek był już kiedyś karany za gwałt, będzie odpowiadał jako recydywista. Oznacza to, że czeka go znacznie surowsza kara i może spędzić w więzieniu wiele lat.
Źródło info i foto: twojezaglebie.pl

Gwałt na 22-latce w Warszawie

22-latka miała paść ofiarą gwałtu pod koniec stycznia. O zdarzeniu poinformował ratownik medyczny, który opisał interwencję w relacji na Instagramie. Sprawą zajęła się policja, jednak wciąż nie postawiono nikomu zarzutów.

Był czwartek, 27 stycznia, gdy 22-latka, cudzoziemka studiująca w Warszawie, zamówiła taksówkę przez aplikację. O tym, co się dalej stało, opowiedziała pracownikowi pogotowia. „Kierowca skręcił do parku w środku nocy, wyciągnął ją z samochodu, dotkliwie pobił, zgwałcił i zostawił zakrwawioną” – napisał ratownik na Instagramie.

Ambulans na miejsce zdarzenia dotarł pół godziny po przestępstwie. Ratownik opisywał, że „dziewczyna była cała w błocie i we krwi”. Była w szoku. „Nie radziła sobie z niczym, na chwile przestawała płakać, żeby odpowiedzieć na pytanie, a później widać było, że sobie przypomniała sytuację i znowu zaczynała płakać” – relacjonował.

Ratownik przyznał, że interwencja z 27 stycznia była jedną z najgorszych w jego życiu. – 11 lat jeżdżę w pogotowiu, widziałem dużo złych rzeczy, ale to, co stało się tej dziewczynie, działa bardzo silnie na moją psychikę. Wciąż o tym myślę – tłumaczy mężczyzna w rozmowie ze „Stołeczną”.

Napisał post, by ustrzec inne dziewczyny przed takimi sytuacjami. – Ta dziewczyna chyba nigdy wcześniej nie doświadczyła przemocy. Była bardzo daleko od domu, od rodziny i spotkało ją coś strasznego. Była w rozpaczy – dodał.

Dziennikarze „Stołecznej” skontaktowali się z prokuraturą, policją oraz z firmą, którą miała wskazać pokrzywdzona. Policji udało ustalić się tożsamość osoby, którą podejrzewa o popełnienie czyny, jednak wciąż nie postawiono jej zarzutów i nie zatrzymano jej. Śledztwo ma być na wczesnym etapie, a prokuratura nadal gromadzi dowody.

Z kolei wskazana firma wysłała komunikat. „Bolt bardzo poważnie traktuje tego typu zarzuty i stosując w takich przypadkach zero tolerancji, nie akceptujemy takiego zachowania wśród kierowców i kierowczyń zatrudnionych przez floty współpracujące z Bolt” – podkreśla firma.
Źródło info i foto: wp.pl

Seryjny gwałciciel Mustafa Kayirici zmarł w więzieniu

31-letni Mustafa Kayirici, który brutalnie zgwałcił co najmniej sześć kobiet i 13-letnią dziewczynę ​​zmarł w więzieniu zaledwie rok, po tym, jak zaczął odsiadywać wyrok. Sadystyczny gwałciciel, który terroryzował Sydney zmagał się z nieuleczalną chorobą. Seryjny gwałciciel Mustafa Kayirici został skazany na 34 lata więzienia w sierpniu ubiegłego roku za przerażającą, pięciogodzinną napaść seksualną na 13-letniej dziewczynce. Do gwałtu doszło w 2016 roku.

Wcześniej 31-latek został skazany na 38 lat za gwałty i napad na siedem innych kobiet, których dopuścił się także w 2016 r. Władze Nowej Południowej Walii w Australii potwierdziły, że Mustafa Kayirici, który walczył z nieuleczalną chorobą, zmarł we wtorek rano 25 stycznia br. w więziennym w szpitalu Prince of Wales w Sydney.

Gwałciciel zmarł w więziennej celi

Skazany pedofil i gwałciciel w zeszłym roku usłyszał, że zostało mu 12 miesięcy życia po zdiagnozowaniu śmiertelnej choroby. 31-latek przeszedł chemioterapię w więzieniu.

„Znaleziono go nieprzytomnego w celi i o 10.25 rano ogłoszono jego zgon. W związku z tym służby wszczęły śledztwo, gdyż wszystkie zgony w areszcie są przedmiotem dochodzenia koronnego” – przekazały władze.
Źródło info i foto: o2.pl

Samosąd na pedofilu, który wykorzystywał jego córkę. Mieszkańcy bronią ojca

Rosjanin Wiaczesław M. podczas spotkania ze Olegiem Swiridowem zwracał uwagę na to, że jego przyjaciel często zagląda to telefonu. Gdy Swiridow zasnął, jego towarzysz odblokował urządzenie i znalazł na nim pedofilskie treści. Na jednym z nagrań M. rozpoznał swoją własną córkę. Kilka dni później, ciało pedofila znaleziono w lesie. Mordercę, ojca wykorzystywanego dziecka, uznano za bohatera.

Szczegóły wydarzeń z rosyjskiego regionu Samara opisuje Gazeta.ru 32-letni Oleg i 34-letni Wiaczesław byli przyjaciółmi ze wsi Pribrezny w regionie Samara. W przeszłości Oleg miał wielokrotnie opiekować się dziećmi Wiaczesława i okolicznych mieszkańców.

Pod koniec sierpnia Oleg pomagał przyjacielowi wnieść szafę do mieszkania. Mężczyźni wykorzystali okazję i zaczęli spożywać alkohol. W pewnym momencie Wiaczesław zwrócił uwagę, że jego przyjaciel jest „zapatrzony w telefon”, co wydało mu się podejrzane. Gdy tylko Oleg zasnął, Mieczysław sprawdził pliki na urządzeniu. Na jednym z nagrań rozpoznał swoją 8-letnią córkę – dziecko było wykorzystywane seksualnie przez Swiridowa.

„Wiaczesław zaatakował gwałciciela, zaczął go bić i chwycił za nóż. Obu mężczyzn rozdzielili sąsiedzi, którzy przybiegli do mieszkania. Oleg uciekł, zostawiając telefon. Wiaczesław znalazł na nim kolejne filmy w tym jeden z 2016 r., na którym Swiridow wykorzystał córkę swojego byłego współlokatora” – relacjonuje gazeta.ru.

Wiaczesław M. powiadomił rodziców drugiego wykorzystywanego dziecka. Wspólnie zgłosili sprawę na policję, a za pedofilem wysłano list gończy. Z ustaleń „The Sun” wynika, że Swiridow miał też wykorzystywać córkę swojej byłej partnerki. Poszukiwania podejrzanego trwały kilka dni. Swój nieoczekiwany finał miały w ostatni czwartek, 2 września. Ciało Olega, przysypane ziemią, zostało znaleziono w lesie, niedaleko sąsiedniej wioski. Ktoś zadał mu kilka ciosów nożem.

„Bronił córki i dzieci”

Z ustaleń rosyjskich mediów wynika, że do zabicia mężczyzny przyznał się Wiaczesław M., który sam zgłosił się na policję i wskazał miejsce ukrycia ciała. Źródła agencji „RIA Novosti” podają, że mężczyzna nie zgadza się jednak z zarzutami o morderstwo, tłumacząc, że Swiridow „sam nadział mu się na nóż”.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zabił współwięźnia. 70-latek zgwałcił jego siostrę

26-letni Shane Goldsby zabił swojego 70-letniego współwięźnia, Roberta Mungera. Mężczyzna został skazany na 25 lat, wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu. Zabójca postanowił przeprosić rodzinę swojej ofiary. – Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było stracić w ten sposób ukochaną osobę – przekazał. 26-letni Shane Goldsby został skazany na 25 lat więzienia za zabójstwo współwięźnia, 70-letniego Roberta Mungera.

Jak podaje „New York Post”, Munger odsiadywał karę za przestępstwa seksualne na dzieciach. Okazało się, że jedną z jego ofiar był siostra Goldsby’ego. 70-latek zaczął opowiadać mu o szczegółach gwałtu na nieletniej.

– W tym momencie nie byłem stabilny emocjonalnie. On wciąż mówił o zdjęciach i filmach, na których robił te rzeczy. To wszystko we mnie narastało – mówił 26-latek.

Przeprosił rodzinę

Departament Więziennictwa w Waszyngtonie zapewnia, że osoby przydzielające współwięźniów nie miały pojęcia o związku między tymi dwoma przestępcami. Jak ujawniono, Goldsby zaatakował Mungera od tyłu i uderzył go w twarz 14 razy, a następnie kilka razy nadepnął mu na głowę. Po usłyszeniu wyroku Goldsby przeprosił rodzinę Mungera. – Nie potrafię sobie wyobrazić, jak by to było stracić w ten sposób ukochaną osobę. Mam nadzieję, że zdołacie podnieść się z tego, co zrobiłem – przekazał.

26-letni Goldsby trafił do więzienia za kradzież policyjnego samochodu i zranienie funkcjonariusza w 2017 roku.
Źródło info i foto: interia.pl

Odpowie za gwałt i zabójstwo studentki. Zatrzymano go po 25 latach od zbrodni

Sprawa sprzed ćwierć wieku wraca na wokandę. Podejrzany 56-letni Mirosław Ż. został zatrzymany po 25 latach od dokonania zabójstwa ze zgwałceniem 22-letniej studentki w Łodzi. 56-latek przez ćwierć wieku ukrywał się m.in. w Rosji, gdzie został zatrzymany. Grozi mu kara więzienia od 12 lat do dożywocia. O skierowaniu do sądu aktu oskarżenia poinformował rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi Krzysztof Kopania.

Do zbrodni doszło 18 czerwca 1995 roku przed południem na łódzkim osiedlu studenckim Lumumby. Jak wynika z dokonanych ustaleń, 22-letnia studentka Uniwersytetu Łódzkiego w nocy poprzedzającej zdarzenie wraz ze swoim znajomym bawiła się w klubie „Medyk”. Wyszli razem ok. godz. 3 i poszli do akademika, w którym kobieta mieszkała. Po pewnym czasie pojawił się tam także podejrzany, który był wówczas pracownikiem ochrony klubu studenckiego „Medyk” wraz z grupą swoich znajomych. W jednym z pokoi wspólnie pili alkohol.

Studentka ze swoim znajomym niebawem udała się do swojego pokoju, gdzie położyła się spać. Została sama. Przed godziną 6 jej znajomy, który do niej na chwilę wszedł, stwierdził, że śpi. Podejrzany – jak wynika z zebranych dowodów – ok. godz. 7 wraz ze znajomymi wyszedł z akademika.

– Wszystko jednak wskazuje na to, że mężczyzna wrócił, gdyż przed godziną 8 próbował ustalić, który pokój zajmuje 22-latka. Około godz. 12, jej znajomy po wejściu do pokoju stwierdził, że młoda kobieta nie żyje. Wyniki oględzin i przeprowadzonej sekcji zwłok nie pozostawiły wątpliwości co do tego, że została ona w bardzo brutalny sposób zamordowana i stała się ofiarą przemocy seksualnej – wyjaśnił prok. Kopania. Dodał, że na ciele ofiary stwierdzono liczne obrażenia, wygląd części z nich wskazywał na to, że próbowała się bronić.

Następnego dnia policjanci starali się dotrzeć do podejrzanego. Nie zastali go w miejscu zamieszkania. Mężczyzna przestał utrzymywać jakiekolwiek kontakty ze swoją matką i znajomymi.

Badania DNA potwierdzają

W toku śledztwa przeprowadzono badania śladów DNA. Stwierdzono, że na spodniach mężczyzny, znalezionych w jego mieszkaniu są ślady, z których wyizolowano profil zgodny z profilem ofiary. Natomiast, na bluzce piżamy 22-latki ujawniono DNA o profilu męskim zgodnym z wyizolowanym ze śladów pobranych z odzieży podejrzanego.

– Uwzględniając materiał dowodowy prokuratura śródmiejska prowadząca śledztwo w tej sprawie wydała postanowienie o przedstawieniu Mirosławowi Ż. zarzutu dokonania ze szczególnym okrucieństwem zbrodni zabójstwa i zgwałcenia 22-latki – powiedział Kopania.

Informatyk z fałszywymi papierami

Z ustaleń wynikało, że mężczyzna uciekł z Polski, najprawdopodobniej zmieniając tożsamość i wygląd. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania. Podczas prowadzonych czynności policjanci uzyskali szereg informacji o miejscu rzekomego ukrywania się poszukiwanego. Początkowo tropy prowadziły do Niemiec, później do Grecji.

– Ostatecznie stwierdzono, że przebywa w Rosji, zamieszkując w jednej z małych miejscowości w regionie Iwanowo. Szeroko zakrojone działania podejmowane przy udziale policji i biura Interpolu doprowadziły do jego zatrzymania. Ukrywał się pod fałszywymi danymi osobowymi. Jak twierdzi, był informatykiem – dodał rzecznik Prokuratury.

Nie przyznaje się do winy

W lutym 2021 r. mężczyzna został przekazany do Polski. Prokurator przesłuchał go w charakterze podejrzanego. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie.

W śledztwie 56-latek nie przyznał się do zarzutów, wyjaśnił, że słabo pamięta noc z 17 na 18 czerwca 1995 r. W ocenie prokuratury zebrany materiał dowodowy, zwłaszcza zeznania przesłuchanych świadków, wyniki badań genetycznych, opinia biegłych psychiatrów i psychologów uzasadnia skierowanie aktu oskarżenia. Mężczyzna nie był wcześniej karany. W opinii biegłych w chwili popełnienia zarzucanej mu zbrodni był w pełni poczytalny.
Źródło info i foto: interia.pl