Policjanci sprawdzili ponad 130 tys. osób przebywających na kwarantannie. Prawie połowa złamała zasady

Ostatniej doby policjanci w całym kraju skontrolowali ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie; w ok. 600 przypadkach stwierdzono uchybienia kwalifikujące się do ukarania – poinformował w piątek rzecznik KGP insp. Mariusz Ciarka. Z informacji przekazanej przez KGP wynika, że ostatniej doby policjanci sprawdzili ponad 130 tys. osób poddanych przymusowej kwarantannie. Ciarka zaznaczył, że podczas kontroli, w około 600 przypadkach policjanci stwierdzili uchybienia, które w ocenie funkcjonariuszy kwalifikują się do ukarania.

Przypomniał, że obecnie funkcjonariusze nie prowadzą już kontroli polegających na codziennym sprawdzaniu osób objętych kwarantanną, a tzw. kontrole wyrywkowe, co oznacza, że w niektórych przypadkach mogą sprawdzić te same osoby nawet kilka razy dziennie.

– Osoby poddane kwarantannie będziemy kontrolować w wybranych przez nas porach, bez zapowiedzi, nie tyle już codziennie każdą osobę, co wyrywkowo, ale nawet kilka razy dziennie te same rodziny”- zaznaczył insp. Mariusz Ciarka

Ona otworzyła salon fryzjerski, on chciał odwiedzić kolegę

Kilkaset złotych mandatu musiała zapłacić właścicielka otwartego wbrew nowym obostrzeniom zakładu fryzjerskiego. Podobne kary dostali mężczyźni, którzy zebrali się w kilkuosobowej grupie w centrum Gdańska i nie reagowali na prośby policjantów, by się rozejść. Gdańscy policjanci otrzymali m.in. sygnał o otwartym salonie fryzjerskim. Kobietę ukarano mandatem w wysokości 500 zł. Mandatem karnym w wysokości 500 zł został również ukarany mężczyzna, który mimo wydanej wobec niego decyzji o objęciu go kwarantanną, wyszedł ze swojego mieszkania po to, aby odwiedzić kolegę.

W ciągu 14 dni złamał kwarantannę 3 razy

Jak powiedział sierż. Andrzej Jurkun z policji w Olsztynie, dwa przypadki złamania przez 51-latka obowiązującej go kwarantanny ujawniono w trakcie policyjnej kontroli, a o kolejnym takim zdarzeniu funkcjonariusze „zostali poinformowani”.

– Za pierwszym razem podczas kontroli okazało się, że mężczyzna opuścił miejsce izolacji i wyszedł na spacer. Kilka dni później był widziany w pobliżu swojego bloku. Trzeci raz opuścił mieszkanie ostatniego dnia kwarantanny domowej, tym razem wyszedł do pobliskiego sklepu po papierosy – wyjaśnił. We wszystkich tych przypadkach policja sporządziła stosowną dokumentację i skierowała trzy wnioski do sądu o ukaranie 51-latka za nieprzestrzeganie obowiązujących przepisów.

Ukarani za siedzenie na parapecie

Pomimo obowiązującego ograniczenia wychodzenia z domu, trzech mężczyzna z Opola Lubelskiego urządziło sobie w środę spotkanie towarzyskie. Policjanci patrolujący ulice miasta wypatrzyli ich w momencie, kiedy siedzieli na parapecie jednego z budynków w centrum.

60-latek i dwóch 56-latków przekonywali funkcjonariuszy, że ich przepisy o konieczności zachowania zasad bezpieczeństwa w stanie epidemii nie dotyczą. Twierdzili, że mają prawo się spotykać. Po niespełna godzinie okazało się, że jeden z mężczyzn nadal nie opuścił miejsca, w którym spotkał mundurowych. Dopiero kolejny wniosek o ukaranie skłonił 60–latka do tego, by przestrzegać przepisów.

Ma zapłacić ponad 5 tys. zł za to, że chciała posprzątać klatkę schodową

Kobieta będzie musiała zapłacić ponad 5 tys. zł grzywny.- To pierwszy tego typu wyrok nie tylko w Chełmie, ale w całym powiecie – mówiła w rozmowie z „Radiem Lublin” oficer prasowy chełmskiej policji Ewa Czyż.

– 51-letnia chełmianka, zobowiązana decyzją służb sanitarnych do pozostania w domu, z uwagi na kwarantannę, która została na nią nałożona, wyszła z mieszkania. W budynku wielorodzinnym myła klatkę schodową – dodała. Zaobserwowały to osoby postronne i powiadomiły dyżurnego. Sytuacja zakończyła się wszczęciem czynności wyjaśniającej, a także skierowaniem wniosku o ukaranie. Kobieta została również obciążona kosztami postępowania sądowego.

Muszą się liczyć z surowymi konsekwencjami

Policja ostrzega, że osoby, które naruszają prawo i unikają kwarantanny muszą liczyć się z surowymi konsekwencjami, podobnie jak osoby gromadzące się w większej liczbie niż dwie, czy naruszające nakazy i zakazy w zakresie przemieszczania się. Rzecznik policji dodał, że na ulicach można zobaczyć więcej policjantów pełniących służbę z funkcjonariuszami innych służb, „którzy bezwzględnie egzekwują przepisy dotyczące ograniczenia w przemieszczaniu się”.

Grzywna od 5 do 30 tys. zł

– W rażących sytuacjach informujemy inspekcję sanitarną, której inspektorzy w trybie decyzji administracyjnej z rygorem natychmiastowej wykonalności nakładają grzywny od 5 do 30 tys. zł – podkreślił insp. Mariusz Ciarka.

Kwarantanna nakładana jest na osoby zdrowe, które miały styczność z osobami zakażonymi lub podejrzanymi o zakażenie koronawirusem. Trwa 14 dni. W jej czasie nie wolno opuszczać miejsca zamieszkania. Policjanci ostatniej doby otrzymali również ponad 70 próśb o pomoc w sprawie zakupu żywności, wyniesienia śmieci z domu, czy wysłania przesyłki.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Bydgoszcz: 8-miesięczny Kubuś miał powykręcane rączki i nóżki. Sąsiadka uratowała mu życie

W Walentynkowy wieczór do szpitala w Bydgoszczy (woj. kujawsko-pomorskie) z ciężkimi obrażeniami trafił malutki chłopiec. 8-miesięczny Kubuś miał powykręcane rączki i nóżki. Lekarze doszli do wniosku, że tak rozległe obrażenia nie powstały na skutek wypadku. Dziecko zostało dotkliwie pobite. W sprawie zatrzymano matkę i jej partnera. Jak się okazuje, Kubusia uratowała sąsiadka.

W walentynkowy wieczór do Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy trafił 8-miesięczny Kubuś. Chłopca przywieziono z Mroczy, gdzie mieszka z matką, jej partnerem i 4-letnią siostrzyczką Wiktorią. U chłopca stwierdzono złamanie obu kości podudzia prawej nogi, zwichnięty prawy staw łokciowy, podejrzenie złamania lewej kości promieniowej łokciowej oraz liczne obrzęki.

Matka twierdzi, że Kubuś wypadł z łóżeczka

W nocy z piątku na sobotę lekarze poinformowali policjantów, że nad chłopcem ktoś mógł się znęcać. W związku z tym 15 lutego, funkcjonariusze zatrzymali matkę dziecka. Stało się to, gdy przyjechała ponownie do szpitala. Do wyjaśnienia zatrzymano także 28-letniego Radosława, partnera kobiety.

25-letnia Katarzyna O. twierdzi, że syn wypadł z łóżeczka. Sąsiedzi kobiety uważają, że to niemożliwe. Opisują również awantury i bijatyki w mieszkaniu pary, które były codziennością.

Awantury, wizyty policji i płacz dzieci po nocach

– Policja często tam bywała, dzieciak płakał po nocach, były awantury, kłótnie. Nie ma takiej opcji, żeby ten chłopiec wypadł z łóżeczka. Ten jej konkubent bił ją i dziecko. W piątek słyszałam trzaskanie drzwiami i łomot. Mój mąż myślał że ktoś rąbie drzewo. A to się później okazało, że to tego Kubusia bili – relacjonowała sąsiadka Katarzyna O., pani Sabina.

Katarzyna O. była notowana

Inna prawdopodobnie ocaliła dziecku życie. – Jak zobaczyłam chłopca to powiedziałam, że jak nie pojedzie z nim do szpitala, to zgłoszę to na policję i do opieki społecznej – wyjawiła pani Magdalena. Nie potrafiła znieść widoku nienaturalnie wykręconej rączki dziecka, która jak się potem okazało była złamana.

Sąsiedzi twierdzą, że w tej rodzinie już wcześniej dochodziło do znęcania się nad dziećmi. Katarzyna O. miała ich czworo, ale dwoje z nich została odebrana. Miała krzywdzić własne pociechy przypalając je papierosami.

Życie Kubusia nie jest zagrożone. Jego matka jest znana policji. Była notowana za przestępczość przeciwko mieniu, a także narkotykową.

Matka i jej partner trafili do aresztu

– Matce dziecka został postawiony zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad ośmiomiesięcznym synkiem Jakubem i 4 letnią córką Wiktorią. Kodeks karny przewiduje za to karę do 10 lat więzienia – powiedział prokurator Piotr Glanc, szef prokuratury rejonowej w Nakle, Piotr Glanc.

Partnerowi Karoliny O. także został postawiony zarzut znęcania się nad dziećmi. Kodeks Karny przewiduje za to karę do 8 lat więzienia. – Zastanawiamy się czy nie wystąpić do sądu o zastosowanie wobec podejrzanych środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu – dodał prokurator Glanc.
Źródło info i foto: Fakt.pl

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź był pilotowany przez radiowóz do rezydencji prezydenta w Juracie. Złamano przepisy

Kierownictwo gdańskiej policji przydzieliło arcybiskupowi Sławojowi Leszkowi Głódziowi radiowóz, który na sygnałach pilotował duchownego z Gdańska do letniej rezydencji prezydenta Andrzeja Dudy w Juracie. Dzięki temu metropolita w przeddzień swoich urodzin ominął wakacyjne korki nad morze i spotkał się z prezydentem. Informator „Wyborczej”: złamano wszelkie przepisy.

Eskapada miała miejsce rok temu, ale do dziś była trzymana w tajemnicy. Sobota, 11 sierpnia 2018 r., upalne lato, samo południe. Oznakowany radiowóz gdańskiej policji na sygnale pilotuje samochód z arcybiskupem Sławojem Leszkiem Głódziem i jego kierowcą przez całe Trójmiasto, aż do letniej rezydencji prezydenta Andrzeja Dudy w Juracie. Kolumna aut z dużą prędkością omija stojących w korkach nad morze kierowców, przejeżdża na czerwonych światłach. Jak się dowiadujemy.
Źródło info i foto: trojmiasto.wyborcza.pl

FBI udało się złamać zabezpieczenia w telefonie Apple’a

FBI udało się złamać zabezpieczenia i uzyskać dostęp do danych zawartych w telefonie zamachowca z San Bernardino – poinformowały w poniedziałek władze USA. Oznacza to koniec sporu między firmą Apple, która jest producentem iPhone’a, a amerykańskimi władzami.
Żródło info i foto: Wyborcza.pl

Policjanci zatrzymali 27-letniego ojca podejrzanego o pobicie 6-tygodniowego syna

Stołeczni policjanci zatrzymali 27-letniego mężczyznę, który jest podejrzewany o pobicie sześciotygodniowego synka – dowiedział się reporter RMF FM Krzysztof Zasada. Dziecko trafiło do szpitala ze złamanymi czterema żebrami, a także z siniakami na twarzy.Życiu dziecka nic nie grozi. Chłopca wczoraj do szpitala przywieźli rodzice – oboje byli trzeźwi. Personel zawiadomił policje, bo obrażenia niemowlęcia budziły podejrzenia, że zostało pobite. Policja wszczęła w tej sprawie dochodzenie i już na wstępnym etapie zdecydowała o zatrzymaniu ojca. Jak dotąd nie postawiono mu zarzutów. Żródło info i foto: RMF24.pl

Rosja: pobity dziennikarz walczy o życie

Stan dziennikarza rosyjskiej gazety „Kommiersant”, pobitego przed swym domem w Moskwie jest ciężki, ale stabilny. Koledzy po fachu wiążą napad z jego działalnością zawodową. – „Napaści na dziennikarzy, zwłaszcza tych, którzy prowadzą śledztwa, w tym związane z problemami politycznymi, stają się u nas systematyczne” – ocenia rzecznik praw człowieka Władimir Łukin. Oleg Kaszyn, dziennikarz rosyjskiej gazety „Kommiersant” został ciężko pobity w nocy z piątku na sobotę przed swoim domem w Moskwie. Ze złamanymi nogami, pękniętą żuchwą, wyłamanymi palcami i uszkodzoną czaszką, został przewieziony do szpitala, gdzie poddano go operacji. Obecnie stan pobitego lekarze oceniają jako ciężki, ale stabilny. Przez kilka dni będzie utrzymywany w stanie śpiączki farmakologicznej. Żródło info i foto: TVP.info

16-latka oskarżona o zabójstwo

Lekarzom nie udało się uratować 55-latka, brutalnie pobitego półtora tygodnia temu przez swoją 16-letnią partnerkę. Mężczyzna zmarł wszpitalu w Zabrzuu. Do tragedii doszło na imprezie. Nastolatka kopała mężczyznę i skakała po nim. O śmierci pacjenta, który skopany przez swoją nieletnią partnerkę, doznał poważnych obrażeń głowy, poinformował we wtorek rzecznik policji w Zabrzu, Marek Wypych. Stan mężczyzny od początku był bardzo ciężki, miał m.in. złamane kości czaszki oraz uszkodzenia mózgu. 16-latka i jej ofiara, mimo dużej różnicy wieku, uchodzili wśród znajomych za parę. Do tragedii doszło w niedzielę 16 maja podczas zakrapianej alkoholem imprezy w mieszkaniu, określanym przez sąsiadów jako melina. 55-latek przyszedł tam z dziewczyną. Gdy się pokłócili, nastolatka zaczęła kopać i skakać po ciele mężczyzny. Potem uciekła. Żródło info i foto: Dziennik.pl