Inowrocław: Protestowali podczas wizyty Jarosława Kaczyńskiego, policja użyła gazu. Jest decyzja prokuratury w sprawie śledztwa

Paweł Wnuk, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Słupsku poinformował o odmowie wszczęcia śledztwa w sprawie użycia miotacza gazu podczas zabezpieczania wizyty prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego w Inowrocławiu w czerwcu tego roku. Zdaniem prokuratorów, policjanci nie złamali przepisów. Prezydent Inowrocławia: to decyzja polityczna.

Nie będzie śledztwa w sprawie użycia gazu wobec przeciwników Prawa i Sprawiedliwości w Inowrocławiu. Według Prokuratury Okręgowej w Słupsku policjanci działali w granicach prawa w szczególności na podstawie ustawy o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej oraz nie popełnili przestępstwa.

– Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających została podjęta decyzja o odmowie wszczęcia śledztwa. Prokurator nie stwierdził znamion czynu zabronionego. Funkcjonariusze działali w granicach prawa – stwierdził Paweł Wnuk z Prokuratury Okręgowej w Słupsku.

Oburzony, ale nie zaskoczony

Badany był również wątek zamknięcia przez funkcjonariuszy policji miejskiego parkingu na czas spotkania. Tu również nie stwierdzono nieprawidłowości. Decyzja nie jest prawomocna. Strony mogą złożyć zażalenie na decyzję prokuratury. Ryszard Brejza, prezydent Inowrocławia, który składał w czerwcu zawiadomienie o możliwości popełnienia przez funkcjonariuszy przestępstwa, nie ma wątpliwości, że „decyzja prokuratury była polityczna”. – Jestem oburzony, ale nie zaskoczony. Prokuratura nie jest niezależna – skomentował nam. Już zapowiedział zażalenie na tę decyzję.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Rosja: Aleksiej Nawalny uznany za terrorystę

Aleksiej Nawalny poinformował, iż rosyjskie służby więzienne zakwalifikowały go jako ekstermistę i terrorystę. Jednocześnie został wykluczony z kategorii więźniów skłonnych do ucieczki. W komunikacie zamieszczonym na Instagramie opozycjonista wyjaśnił, że został wezwany na posiedzenie komisji, która rozpatrywała usunięcie go z kategorii „więźniów skłonnych do ucieczki”. Decyzja była pozytywna. Następnie komisja opowiedziała się za tym, by Nawalnego umieścić w kategorii ekstremistów i terrorystów.

„To dobra wiadomość. Rejestr »ekstremistyczny« i »terrorystyczny« nie są tak męczące, jak »uciekinier«” – dodał Nawalny. Przypomniał, że co dwie godziny musi potwierdzać swą obecność na terenie kolonii karnej. Teraz takie nieustanne kontrole nie będą potrzebne.

Nawalny wyjaśnił także, że większość więźniów uznanych w kolonii karnej za „ekstremistów” to muzułmanie, a także nacjonaliści i fanatyczni kibice piłkarscy.
Źródło info i foto: interia.pl

Areszt dla prezesa zarządu jednej z radomskich spółek

Sąd Rejonowy w Radomiu zastosował tymczasowe aresztowanie wobec 56-letniego mężczyzny, obecnego prezesa zarządu jednej z radomskich spółek gminnych, podejrzanego o żądanie i przyjmowanie korzyści majątkowych w związku z pełnieniem funkcji publicznej – dyrektora innej jednostki budżetowej. Postępowanie prowadzi Wydział dw. z Korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji zs. w Radomiu pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Radomiu.

Z ustaleń śledztwa wynika, że mężczyzna pełniąc funkcję dyrektora jednostki budżetowej w Radomiu żądał, a następnie przyjmował od męża jednej z pracownic, korzyści majątkowych w postaci telefonów komórkowych w zamian za zatrudnienie kobiety w dziale prawnym w ramach umowy o zastępstwo na czas nieobecności pracownika, awansowanie jej na stanowisko Inspektora Ochrony Danych Osobowych, przyznawanie jej nagród pracowniczych oraz sukcesywnego podwyższania wynagrodzenia. Proceder trwał od września 2017 roku do marca 2021 roku.

Mężczyzna został zatrzymany w ubiegłym tygodniu na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Radomiu przez funkcjonariuszy Wydziały dw. z Korupcją KWP zs. w Radomiu. Przedstawiono mu zarzuty z art. 228 par 4 k.k. w zb z art. 228 par 1 w zw. z art. 11 par 2 k.k. oraz z art. 228 par 4 k.k. W piątek sąd zastosował wobec podejrzanego tymczasowe aresztowanie. 56-latkowi grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności.
Źródło info i foto: Policja.pl

Polki wyłudziły 300 tys. funtów zasiłków

Dwie pochodzące z Polski siostry zostały skazane przez sąd w Londynie na 2,5 roku oraz 2 lata więzienia za wyłudzenie prawie 300 tys. funtów zasiłków, które pobrały w imieniu 49 Polaków sprowadzonych w tym celu do Wielkiej Brytanii – podały w piątek brytyjskie media.

Jak ustalił sąd, 29-letnia Monika G. i 35-letnia Edyta G. – mające stały adres zamieszkania w Polsce – w ciągu 14 miesięcy od sierpnia 2019 r. ściągnęły do Wielkiej Brytanii 49 Polaków, którym następnie zakładały fałszywe konta w systemie zasiłkowym ministerstwa pracy i emerytur, co umożliwiało pobieranie przez nich nienależnych im zasiłków.

Młodsza z sióstr zajmowała się sprowadzaniem ludzi do Wielkiej Brytanii, starsza – tworzeniem fałszywych kont i praniem brudnych pieniędzy. Łącznie wyłudziły 297 161 funtów.

Uwikłane trzy Polki 

Proceder nabrał tempa po wybuchu pandemii koronawirusa, gdy ministerstwo pracy poluzowało zasady weryfikowania tożsamości osób ubiegających się o zasiłki, dopuszczając to w formie zdalnej. W oszustwie pomagała im inna Polka, 40-letnia Karolina Ż., pracownica jednego z oddziałów banku Barclays, która omijając procedury zakładała konta bankowe dla podstawionych osób.

Monika G. i Edyta G. zostały zatrzymane w październiku zeszłego roku podczas próby ucieczki do Polski. Pierwsza z nich została skazana na 2,5 roku więzienia, druga na dwa lata, a Karolina Ż. – na półtora roku. 
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Stan Nawalnego pogarsza się. Jest apel Białego Domu

Wadim Kobziew, adwokat Aleksieja Nawalnego, który uskarżał się na silne bóle pleców i nóg, powiedział w środę agencji Interfax, że lekarze stwierdzili u niego dwie przepukliny kręgosłupa. Nawalny zaczyna też tracić czucie w rękach. „Wzywamy władze rosyjskie do podjęcia wszelkich niezbędnych działań” – powiedziała rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki.

Druga prawniczka Nawalnego, Olga Michajłowa, w niezależnej stacji Dożd również poinformowała o wykryciu u opozycjonisty dwóch przepuklin, ale nie podała, gdzie są zlokalizowane. Powiedziała, że jedna z nich jest trudna do wyleczenia, a neurolog, z którym konsultowała się organizacja Nawalnego, stwierdził, że leczenie zaordynowane w więzieniu jest nieskuteczne.

31 marca Nawalny rozpoczął strajk głodowy, by zaprotestować przeciwko – jak to określił – złej opiece medycznej w kolonii karnej w Pokrowie w obwodzie włodzimierskim, gdzie odbywa wyrok pozbawienia wolności. We wtorek szefowa związku zawodowego lekarzy Anastazja Wasiljewa została zatrzymana przez policję po tym, jak próbowała dostać się do więzienia, by porozmawiać z lekarzami.

Nawalny skarży się od dłuższego czasu na problemy ze zdrowiem – ból kręgosłupa i prawej nogi, a także na pozbawianie go snu. W nocy jest budzony przez funkcjonariusza służb więziennych, który co godzinę sprawdza, czy Nawalny, uznany za „więźnia skłonnego do ucieczki”, jest na miejscu.

Rosyjska państwowa służba więzienna oświadczyła, że Nawalny otrzymuje wszelką potrzebną pomoc medyczną.

Współwięźniowie chorzy na gruźlicę

W poniedziałkowym poście na Instagramie Nawalny przekazał, że u trzech z 15 osób, z którymi przebywa w celi, zdiagnozowano gruźlicę, przewlekłą chorobę zakaźną, która rozprzestrzenia się drogą kropelkową. Dodał, że ma silny kaszel i gorączkę 38,1 stopni Celsjusza. W poniedziałek państwowe służby penitencjarne poinformowały, że Nawalny trafił do więziennego oddziału sanitarnego po badaniu, które wykazało u niego „objawy choroby układu oddechowego, w tym wysoką gorączkę”.

Michajłowa powiedziała w środę, że gorączka Nawalnego spadła, ale nadal kaszle i jest osłabiony strajkiem głodowym.

– Niepokoją nas doniesienia o pogarszającym się stanie zdrowia Nawalnego. Wzywamy władze rosyjskie do podjęcia wszelkich niezbędnych działań w celu zapewnienia mu bezpieczeństwa. Dopóki przebywa w więzieniu, za jego zdrowie odpowiada rosyjski rząd – powiedziała w trakcie konferencji prasowej rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki.
Źródło info i foto: interia.pl

Przełomowa ustawa. Eksmisja za przemoc domową

Od dziś obowiązują regulacje, które mają pomóc w skuteczniejszej walce ze sprawcami przemocy domowej i lepiej chronić jej ofiary. Chodzi o nowelizację kodeksu postępowania cywilnego i szeregu innych ustaw (Dz.U. z 2020 r. poz. 956), która po sześciomiesięcznym vacatio legis wchodzi właśnie w życie.

Nakaz wyda policjant

Jedną z najważniejszych zmian tzw. ustawy antyprzemocowej jest przyznanie funkcjonariuszom policji i Żandarmerii Wojskowej uprawnienia do wydawania wobec sprawcy nakazu opuszczenia wspólnie zajmowanego mieszkania i zakazu zbliżania się do jego bezpośredniego otoczenia. Co najważniejsze, taki nakaz lub zakaz będzie miał natychmiastową skuteczność, a stosować można je również łącznie. Funkcjonariusz ma prawo je wykorzystać zarówno w przypadku skierowania go bezpośrednio na interwencję do osoby stosującej przemoc domową, jak i w sytuacji, gdy pozyska informacje o niepokojących zdarzeniach od jej ofiary. Dodany w kodeksie wykroczeń art. 66b stanowi, że za niezastosowanie się do wydanego zakazu lub nakazu grozi nałożeniem grzywny, karą aresztu lub ograniczeniem wolności.

Co istotne, nałożony nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się obowiązuje przez 14 dni. Przedłużyć go może jednak sąd, do którego z wnioskiem powinien się zwrócić pokrzywdzony. Postępowanie w tej sprawie będzie przeprowadzane w trybie przyspieszonym. Orzeczenie zostanie wydane w ciągu miesiąca od złożenia wniosku.

‒ Wprowadzenie nowych rozwiązań jest bardzo jasnym i wyraźnym komunikatem: to nie ofiara przemocy ma martwić się o swoje bezpieczeństwo, uciekać z domu, poszukiwać spokoju. To sprawca ma ponosić wszelkie konsekwencje swoich czynów. To kolosalna zmiana myślenia o przemocy, o dotychczasowej pozycji pokrzywdzonych i ich sprawców ‒ komentuje Monika Horna-Cieślak, adwokat.

Lepsza ochrona dzieci

Pozytywnym aspektem nowych przepisów jest też to, że wprowadzono w nich rozwiązania dedykowane małoletnim doświadczającym przemocy domowej. Jak podkreśla mec. Horna-Cieślak, to ważne zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa.

‒ Wiemy, że izolacja sprzyja przemocy. Celem nowych rozwiązań prawnych jest zagwarantowanie najmłodszym bezpieczeństwa w domu, w którym obecnie praktycznie cały czas funkcjonują, bo nie chodzą do szkoły, nie spotykają się z rówieśnikami ‒ mówi prawniczka.

Według niej dla małoletnich szczególnie istotne znaczenie mają trzy zapisy ustawy. Po pierwsze, funkcjonariusz nakładający nakaz eksmisji lub zakaz zbliżania się ma ocenić ryzyko zagrożenia życia lub zdrowia odrębnie wobec dziecka i wobec osoby dorosłej. Po drugie, w sytuacji, gdy dom zamieszkuje osoba małoletnia, o zgłoszeniu przemocy powiadomiony zostanie ‒ oprócz zespołu interdyscyplinarnego ‒ właściwy miejscowo sąd opiekuńczy. Po trzecie, przesłuchanie dziecka odbywać się będzie na specjalnych zasadach i tylko w sytuacjach, gdy jest absolutnie niezbędne. Prawniczka zwraca również uwagę na duże znaczenie tego, że to sprawca przemocy będzie musiał natychmiast opuścić mieszkanie.

‒ Dziecko nie musi się pakować, nie musi zmieniać otoczenia. W ten sposób minimalizujemy traumatyczne doświadczenia napięcie, lęk, zagrożenie i niepewność. Dlatego ta ustawa ma kolosalne znaczenie także dla ochrony najmłodszych – podkreśla Monika Horna-Cieślak.

Ryzyko nadużyć

Prawnicy generalnie dobrze oceniają zmiany, choć jest kilka kwestii, które budzą ich niepokój. Mowa zwłaszcza o potencjalnym nadużywaniu nowych regulacji np. w sytuacjach, gdy rodzice walczą o prawo do opieki nad dzieckiem.

‒ Idea ustawy jest generalnie bardzo słuszna. Rozwiązania, które zostały wprowadzone, mają chronić osoby najsłabsze, w tym również dzieci. Jednak w swojej praktyce zawodowej miałam okazję zaobserwować, że w wielu sprawach rozwodowych lub o opiekę nad dziećmi bardzo często zdarzają się fałszywe zawiadomienia o znęcaniu się. Są one składane tylko po to, by mieć większą szansę na wygraną w sądzie. Istnieje więc ryzyko, że eksmitowane będą w takich sytuacjach, na podstawie policyjnego nakazu, osoby niewinne ‒ przyznaje Katarzyna Stankiewicz, adwokat. Jak jednak dodaje, to właśnie te natychmiastowo skuteczne narzędzia, które daje ustawa, pozwolą realnie pomóc prawdziwym ofiarom przemocy domowej.

‒ Dostrzegam ryzyko, że rodzice walczący o prawo do opieki nad dzieckiem mogą chcieć posłużyć się narzędziami ustawowymi w złej intencji, np. po to, by uniemożliwiać kontakt z drugim rodzicem. Dlatego kluczową rolę będą pełnić funkcjonariusze policji oraz żandarmerii i rzetelne realizowanie przez nich obowiązków. Do nich będzie należeć ocena wiarygodności zeznań i sytuacji zastanej podczas interwencji ‒ zauważa Karolina Karlińska-Markiewicz, adwokat. Zwraca również uwagę na to, że potencjalnie problemem może być przestój w sądach związany z pandemią koronawirusa.

‒ Wydłuży to niewątpliwie nawet postępowania teoretycznie rozpatrywane w trybie przyspieszonym ‒ ocenia prawniczka.

To dopiero pierwszy krok

Prawnicy są zgodni co do tego, że ustawa jest dobrym początkiem, zapewniającym lepszą ochronę ofiar przemocy domowej. Nie można jednak na nim poprzestać.

‒ W mojej ocenie rozważenia wymaga rozszerzenie zapisów ustawy także o wprowadzenie zakazu kontaktowania się osoby stosującej przemoc z jej ofiarą. Na pewno zwiększyłoby to poczucie bezpieczeństwa, pomogło w odseparowaniu się od traumatycznych doświadczeń. Myślę też, że środki ochrony dotyczące przesłuchiwania najmłodszych powinny zostać rozszerzone wobec wszystkich dzieci, bez względu na ich wiek, czyli do uzyskania przez nie pełnoletności ‒ postuluje mec. Monika Horna-Cieślak.

Przemoc (nie do opisania) w liczbach

Policja zapewnia, że monitoruje skalę zjawiska przemocy w rodzinie. – Pandemia to czas trudny dla wszystkich. Wyjątkowo dla tych, co pozostają w domach, które powinny być oazą bezpieczeństwa, a nie są – przekonuje Wioletta Szubska z biura prasowego Komendanta Głównego Policji.

Z danych KGP wynika, że formularzy Niebieska Karta (rozpoczynających procedurę mającą zapewnić bezpieczeństwo osobie, wobec której stosowana jest przemoc w rodzinie) w czasie pandemii, czyli od marca do października, wypełniono mniej niż w analogicznym okresie 2019 r. czy 2018 r. Odpowiednio: 48 166, 49 451 i 49 295. Najwięcej wypełniono ich w czerwcu – 6699, najmniej w październiku – 5382. Dla porównania w ubiegłym roku najwięcej było również w czerwcu – 6481, a najmniej we wrześniu – 5483.

– Musimy jednak pamiętać, że nie zawsze osoby, wobec których istnieje podejrzenie, że są dotknięte przemocą, szukają od razu pomocy policji. Czasem chcą tylko z kimś porozmawiać, upewnić się – dodaje Wioletta Szubska. Przypomina, że działa Policyjny Telefon Zaufania dedykowany takim sytuacjom. I tu od marca do sierpnia 2020 r. odnotowano wzrost liczby odebranych połączeń – 251 rozmów. Rok wcześniej było ich 186.

Jednak na dane policji trzeba nałożyć kilka filtrów. Po pierwsze, funkcjonariusze w dobie pandemii dostali dużo więcej zadań, jak choćby kontrolę osób na kwarantannie. Po drugie, tysiące samych policjantów są na kwarantannie lub zakażonych. Do tego dochodzą puste etaty mundurowe (według ostrożnych danych może być ich ok. 10 tys.).

W efekcie, jak słyszymy nieoficjalnie, brakuje rąk do pracy, by przyjąć zgłoszenie, pojechać do domu na interwencję. – System pomocy jest na skraju wydolności – dodaje Renata Durda, kierowniczka Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” przy Instytucie Psychologii Zdrowia PTP. Przekonuje, że osoby dyżurujące tu przy telefonach praktycznie nie odkładają słuchawki. – Dzwoniący do nas opisują często, że wcześniej na próżno szukali pomocy na policji. Tymczasem w rodzinach nasilają się problemy finansowe, szkolne kłopoty dzieci, rośnie też lęk o zdrowie. Ludzie są jak na beczce prochu, czasem wystarczy iskra.

Zdaniem Durdy wchodząca w życie ustawa antyprzemocowa jest korzystna również z perspektywy kłopotów kadrowych służb. Nadanie policji możliwości natychmiastowej izolacji sprawcy zdejmuje z funkcjonariuszy konieczność częstych odwiedzin w domu zagrożonym przemocą. – To teoretycznie najlepsze rozwiązanie, pod warunkiem że będzie stosowane – słyszymy w „Niebieskiej Linii”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Ojciec Rydzyk oskarża protestujących o satanizm

W Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i św. Jana Pawła II w Toruniu przez dziewięć najbliższych dni będą odbywały się msze, które mają wynagrodzić Panu Bogu i Maryi protesty przeciwników zaostrzenia prawa aborcyjnego. Do modlitwy zachęca ojciec Tadeusz Rydzyk.

Informacje o serii mszy można znaleźć na internetowej stronie Radia Maryja. Pierwsza odbyła się wczoraj. Kolejne mają odbywać się codziennie do 6 listopada w toruńskim sanktuarium. To monumentalna świątynia w zachodniej części Torunia, powstała kilka lat temu na terenie zajmowanym przez redemptorystów. Niektórzy nazywają ją „kościołem Rydzyka”.

Sam zakonnik gorąco zachęca do modlitwy. Robi to w zaskakujący sposób. W krótkiej odezwie do radiosłuchaczy, dotyczącej wspomnianej mszy, udało mu się dwukrotnie wspomnieć o satanizmie, który – jak można wnioskować – wyznaje część protestujących.

– Kochana Rodzino Radia Maryja! – zaczął ojciec Rydzyk. – W związku z ostatnimi wstrząsającymi, tragicznymi wydarzeniami w naszej ojczyźnie, bluźnierstwami, satanistyczną agresją, obrażaniem Pana Boga, Matki Najświętszej, dewastacją świątyń, przerywaniem w sposób satanistyczny mszy świętych zapraszamy ludzi dobrej woli do podjęcia aktów wynagrodzenia Panu Bogu i Matce Najświętszej za te grzechy.

Na samych mszach się jednak nie skończy.

„W trakcie nowenny szczególnym dniem będzie piątek, w którym organizatorzy zachęcają do postu o chlebie i wodzie” – czytamy w publikacji Radia Maryja.

Czy spór aborcyjny ma charakter antyreligijny?

Podczas pierwszych dni protestów rzeczywiście doszło do zakłóceń mszy oraz zawieszenia lub malowania haseł na kościołach. Były to jednak incydentalne przypadki, bez związku z satanizmem. Część członków rządu PiS wykorzystała to jednak, by nastawiać społeczeństwo przeciwko protestującym. Sam Jarosław Kaczyński wzywał do obrony świątyń i słownie poniżał uczestników demonstracji. To, jak bardzo karykaturalną postać przybrała ta obrona, pokazał casus sportowca Marina Najmana, który bez zastanowienia ruszył do Częstochowy bronić świątyń i na miejscu nikogo nie zastał.

W ostatnich dniach incydenty dotyczące kościołów już prawie w ogóle nie mają miejsca. Zdarzają się jednak inne, np. pod Toruniem, gdzie proboszcz wyszedł z bronią do protestujących.

Ojciec Rydzyk – szara eminencja zmian aborcyjnych?

O tym, że to ojciec Rydzyk, a nie Kaja Godek, mógłby zostać twarzą niedawnego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, pisaliśmy pod tym linkiem.

Redemptorysta, mimo wyśmienitych relacji z członkami rządu PiS, nie wahał się ich publicznie upominać za to, że w Polsce wciąż można dokonywać aborcji. Ganił ich, czynił im niewybredne uwagi, a dwa miesiące temu w toruńskim sanktuarium odbyła się nawet msza, podczas której wierni przepraszali za grzech aborcji i prosili o „ustanowienie w Polsce prawa, które uchroni każde nowe życie”.

Zaostrzenie prawa aborcyjnego w Polsce było jednym z największych marzeń ojca Tadeusza Rydzyka. To marzenia kilka dni temu się ziściło.
Źródło info i foto: onet.pl

Nowe nagranie ws. pasażera z hulajnogą w Jeleniej Górze. Mężczyzna podał swoją wersję

Grzegorz Gąska wsiadł do autobusu w Jeleniej Górze z elektryczną hulajnogą. Po tym, jak nie chciał wyjść z pojazdu, siłą wyprowadziła go policja. Działo się to na oczach jego niepełnoletnich córek. Funkcjonariusze twierdzą, że mężczyzna był agresywny i wulgarny, a przewoźnik dodał, że czuć było od niego alkohol. W rozmowie z Polsat News zatrzymany mówi, jak według niego przebiegła interwencja.

Do zdarzenia doszło w niedzielę 30 sierpnia około godziny 21:00 w Jeleniej Górze. Kierowca miejskiego autobusu wezwał policję do pasażera Grzegorza Gąski, który wsiadł do pojazdu z dwoma córkami w wieku 8 i 14 lat.

MZK: szofer wyczuł alkohol. Mężczyzna zaprzecza

35-latek chciał przewieźć hulajnogę elektryczną, co jest niezgodne z regulaminem przewoźnika. Taki jednoślad posiada bowiem akumulator, który w przypadku ewentualnego rozszczelnienia lub wybuchu stwarza zagrożenie dla innych pasażerów.

– Ponadto, szofer wyczuł od niego alkohol, a po drugie stwierdził, że ten człowiek jest pobudzony – wyjaśnił Polsat News Zbigniew Rzońca, rzecznik MZK w Jeleniej Górze.

Spółka pokazuje także nagrania z monitoringu, na których widać, jak Gąska wlewa jakiś płyn do butelki z napojem, a także skacze w miejscu przeznaczonym dla stojących pasażerów. Mężczyzna zaprzeczył, że w tamtym dniu pił alkohol. – Dzień wcześniej tak, ale to nie miało znaczenia. Skorzystałem z komunikacji miejskiej, ponieważ rozładował się akumulator w hulajnodze i chciałem dostać się do domu – tłumaczył.

Sporny przebieg interwencji

W pewnym momencie kierowca zatrzymał autobus i poprosił 35-latka o wyjście. Ten odmówił, powołując się na regulamin MZK. Wtedy szofer wezwał policję. Gdy mundurowi zjawili się na miejscu, nie przebadali Grzegorza Gąski alkotesterem. Nie wiadomo więc, czy pasażer faktycznie wsiadł do autobusu pod wpływem alkoholu i czy płyn, który wlewał do butelki, również był „wyskokowy”.

Policja zapewniła, że interwencja początkowo przebiegała spokojnie. – Funkcjonariusze wielokrotnie informowali go o tym, że może kontynuować jazdę bez hulajnogi, bądź też z nią wysiąść – mówiła podinsp. Edyta Bagrowska z Komendy Miejskiej Policji w Jeleniej Górze.

Pod koniec, jeden z policjantów powiedział Gąsce, że ma „wziąć hulajnogę i wysiąść”, a dyskusja „jest skończona”.

– Ale mogę zadać pytanie? – powiedział 35-latek.

– Nie, proszę pana – odparł funkcjonariusz, po czym wraz z kolegami siłą wyprowadził mężczyznę z miejskiego autobusu i obezwładnili go na chodniku.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Zmiany w kodeksie karnym. Więzienie za błędy medyczne dla lekarzy?

Lekarze rozważają protest przeciwko zaostrzeniu kar za błędy medyczne. Ich zdaniem znowelizowany – przy okazji tarczy antykryzysowej 4.0 – przepis 37a kodeksu karnego uderzy przede wszystkim w ich środowisko – donosi w piątek „Rzeczpospolita”.

Jak podaje gazeta, protest w Warszawie, pójście na zwolnienia, wyjątkowo skrupulatne przestrzeganie procedur (strajk włoski), odejście od łóżek pacjentów – to niektóre z form protestu nad którymi zastanawiają się medycy. To propozycje przedstawione przez jednego z lekarzy na facebookowej grupie Porozumienia Rezydentów liczącej ponad 45,6 tys. osób. Na razie są to jednak propozycje pojawiające się w przestrzeni internetu.

Dziennik podkreśla, że chodzi o sprzeciw wobec wprowadzonej w tarczy 4.0 nowelizacji art. 37a k.k., który zdaniem Naczelnej Rady Lekarskiej bezpośrednio wpływa na zasady wymierzania przez sądy kar za nieumyślne spowodowanie śmierci (art. 155 k.k.) i narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (art. 160 § 1 i 2 k.k.). Według gazety tak sformułowane zapisy sprzyjają dużej różnorodności interpretacji przez sędziów. Środowisko lekarskie, w ostatnich miesiącach tak bardzo ignorowane przez rząd, nie przejdzie obok takich zapisów obojętnie. Lekarze w mediach społecznościowych coraz częściej poruszają temat protestu – mówi w rozmowie z „Rz” Krzysztof Hałabuz, prezes Porozumienia Chirurgów SKALPEL.

Z kolei cytowany przez gazetę Damian Patecki z Naczelnej Rady Lekarskiej, współzałożyciel Porozumienia Rezydentów twierdzi, że przepis sprawi, że lekarze będą unikać wykonywania ryzykownych procedur. Wybiorą np. zabiegi medycyny estetycznej. Za ostrzykiwanie ust kwasem hialuronowym nie idzie się do więzienia. Wiele osób nie ma świadomości, że każdy zabieg obarczony jest ryzykiem powikłań” – dodaje Patecki.

„Bili brawo, teraz będą wsadzać do więzień”. NRL o pomyśle surowszego karania lekarzy

„Niosąc niezbędną pomoc pacjentom, nie podejmujcie nadmiernego ryzyka. To może prowadzić do odpowiedzialności surowszej niż obecnie”. Taką kampanię informacyjną – skierowaną do lekarzy – zamierza rozpocząć Naczelna Rada Lekarska.

Samorząd lekarski chce zaproponować, żeby podobnie jak w innych krajach stworzyć np. fundusz odszkodowań za błędy popełnione nieumyślnie i które nie wynikają z zaniedbań, czy celowego działania, ale np. z podjętej nowej metody terapeutycznej. Jesteśmy ludźmi. Każdy lekarz przynajmniej raz w życiu popełni jakiś błąd. Ale po to się je raportuje, żeby wyciągać z nich wnioski. Zapisy można jeszcze zmienić. Większość z błędów w tych zapisach prawdopodobnie wynika z jakiś zmian organizacyjnych, czy systemowych. Barykadowanie i straszenie ludzi będzie służyło temu, że nie będziemy raportować błędów i nie będziemy się uczyć, jak je naprawiać – mówił kilka dni temu z rozmowie z RMF FM Jarosław Biliński, wiceprezes warszawskiej Izby Lekarskiej.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Wielkie zmiany w CBA. Z czego wynikają?

Ciekawe zmiany zapowiadają się w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Szef formacji – o którego powołaniu informował jako pierwszy dziennikarz Super Expressu – zaczął wprowadzać nowe porządki w formacji. Obsadził m.in. jedno z kluczowych stanowisk w Biurze zaufanym człowiekiem.

Jak informuje portal TVN24, powołany do kierowania Biurem płk Andrzej Stróżny obsadził jedno z najważniejszych stanowisk w CBA zaufanym policjantem, który nigdy nie pracował w służbach specjalnych. Stanowisko to było dotąd obsadzane przez ludzi bardzo bliskich obecnemu koordynatorowi służb specjalnych. Portal pisze, że naciskać na powołanie Łuszcza na stanowisko mógł wywrzeć premier Mateusz Morawiecki.

Chodzi o stanowisko dyrektora pionu bezpieczeństwa wewnętrznego (czyli swoistej „policji w policji”), którym będzie dowodził młodszy inspektor Robert Łuszcz.

Łuszcz to policjant, jeszcze do niedawna komendant miejski w Gliwicach. To doświadczony policjant z wieloletnim stażem. Ale ciekawsze jest co innego – jak mówią rozmówcy portalu, powołanie Łuszcz to człowiek spoza CBA. Nie jest związany ani z ministrem koordynatorem, Mariuszem Kamińskim ani jego zastępcą, Maciejem Wąsikiem. Portal wskazuje, że nowy szef CBA – były policjant i oficer ABW – jest bardziej niezależny od swojego poprzednika, Ernesta Bejdy, który był najbliższym współpracownikiem Kamińskiego.
Źródło info i foto: se.pl