Zatrzymano podejrzanego o pobicie Pawła M. ps. „Misiek”

Jak poinformowała „Gazeta Krakowska”, policja zatrzymała sprawcę pobicia Pawła M. ps. „Misiek”. Ujęty przez funkcjonariuszy Robert B. usłyszał już zarzuty od prokuratora. Dotyczą one nie tylko spowodowania obrażeń ciała u pokrzywdzonego, lecz także gróźb i znieważania. Robert B. ma być tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. To kolejny rozdział sprawy, która ujrzała światło dzienne kilka dni temu. Jak informowała wówczas Wirtualna Polska, 24 września Paweł M. ps. „Misiek” – były lider bojówki Wisły Kraków – został zaatakowany na jednym z krakowskich osiedli.

Robert B., który miał pobić „Miśka” został zatrzymany i usłyszał zarzuty

Według doniesień „Gazety Krakowskiej” w ręce policji trafił już mężczyzna, który ma być odpowiedzialny za pobicie „Miśka”. To Robert B., który usłyszał już prokuratorskie zarzuty.

– W dniu 28 września zatrzymano Roberta B., natomiast 30 września prokurator Małopolskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej ogłosił mu zarzuty – przekazał Dział Prasowy Prokuratury Krajowej.

– Dotyczą one spowodowania u pokrzywdzonego obrażeń ciała, skutkującymi rozstrojem zdrowia na czas powyżej 7 dni, kierowania w trakcie zadawania uderzeń gróźb pozbawienia życia w celu wywarcia na niego wpływu jako świadka i oskarżonego w prowadzonych postępowaniach sądowych i prokuratorskich, a także znieważenia pokrzywdzonego – czytamy dalej.

Prokurator wystosował także wniosek o zastosowanie środka zapobiegawczego w formie tymczasowego aresztu, na co zgodził się sąd.

„Misiek” przez lata kierował grupą pseudokibiców „Wisła Sharks”. Mieli oni duże wpływy w klubie z Reymonta, gdy prezesem była Marzena S-Cz., która została oskarżona o działanie w zorganizowanej grupie przestępczej. Jej rządy naraziły klub na stratę ok. 10 mln zł.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejny atak antysemicki w stolicy Niemiec

33-latek jechał pociągiem S-Bahn (kolej miejska) przez Charlottenburg, kiedy został “antysemicko znieważony” przez pasażera – poinformowała w czwartek policja. Kiedy zaprotestował, napastnik złapał go za ramię. Dołączył też drugi mężczyzna. Obaj uderzali pięściami w głowę i tułów pasażera – pisze portal dziennika „Bild”.

Kiedy interweniował inny pasażer, napadnięty wysiadł na stacji Wedding S-Bahn, napastnicy pojechali dalej. Ofiara odniosła lekkie obrażenia. Policja kryminalna prowadzi dochodzenie w sprawie obrażeń ciała, zniewag i podżegania do nienawiści. Nie wiadomo, dlaczego napastnicy uznali mężczyznę za Żyda. Do ataku w kolejce miało dojść we wtorek. Również we wtorek rabin z Poczdamu został w Berlinie agresywnie antysemicko znieważony i poturbowany, kiedy prowadził rozmowę telefoniczną po hebrajsku. Jego ubiór również miał wskazywać na to, że jest Żydem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Areszt za znieważenie i naruszenie nietykalności funkcjonariuszy

Funkcjonariusze w codziennej służbie spotykają się z niebezpiecznymi zachowaniami osób zatrzymywanych za popełniane przestępstwa. Policjanci z Nowej Soli doświadczyli agresji ze strony poszukiwanego mężczyzny wobec którego podjęli interwencję, a jeden z nich został brutalnie zaatakowany. Na to nie może być zgody.

W środę, 17 sierpnia 2022 roku, około godziny 8.00 w Nowej Soli funkcjonariusze ogniwa patrolowo-interwencyjnego nowosolskiej jednostki podjęli interwencję wobec mężczyzny, który z wyglądu przypominał osobę poszukiwaną. Na pytanie policjanta o jego dane osobowe ten w odpowiedzi uderzył funkcjonariusza pięścią w twarz, a następnie wyciągnął zza pleców szklaną butelkę, którą zaatakował policjanta chcąc doprowadzić do odstąpienia od wykonywanych z nim czynności. Mimo tego, że mundurowi wzywali 46-latka do zachowania zgodnego z prawem, ten nadal stawiał czynny i bierny opór, a ponadto znieważał interweniujących policjantów. Mężczyzna był bardzo pobudzony i agresywny, ale nie zważając na to funkcjonariusze szybko go obezwładnili i doprowadzili do jednostki Policji. Usłyszał on zarzut wywierania wpływu na czynności urzędowe podjęte przez funkcjonariuszy Policji, znieważenia jak i naruszenia nietykalności cielesnej policjantów przy przyjęciu dopuszczenia się zarzuconego jemu czynu w warunkach występku chuligańskiego. Za zarzucany czyn podejrzanemu grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

19 sierpnia 2022 roku, na wniosek Prokuratora Rejonowego w Nowej Soli, Sąd Rejonowy w Nowej Soli zastosował wobec podejrzanego środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania na okres 3 miesięcy.
Źródło info i foto: Policja.pl

Prokuratura chce dla Jakuba Żulczyka pięciu miesięcy prac społecznych. Chodzi o znieważenie prezydenta

Na 10 stycznia Sąd Okręgowy w Warszawie wyznaczył wyrok w procesie pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Prokuratura domaga się przeprosin oraz pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych; obrona chce uniewinnienia. Sprawa dotyczy wpisu na portalu społecznościowym z listopada 2020 r., w którym – komentując wpis prezydenta Andrzeja Dudy po wyborach prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał go „debilem”. Śledztwo w tej sprawie rozpoczęło się po zawiadomieniu osoby prywatnej. Akt oskarżenia wpłynął do warszawskiego Sądu Okręgowego pod koniec marca ub.r.

Na pierwszej, listopadowej rozprawie pisarz nie przyznał się do zarzutu znieważenia prezydenta. Tłumaczył, że wpis miał być wyrazem krytyki i zaniepokojenia działaniami Andrzeja Dudy – te, zdaniem Żulczyka, „narażały na szwank międzynarodową reputację Polski”.

W środę w charakterze świadka sąd przesłuchał językoznawcę Michała Rusinka, który sporządził opinię filologiczną dotyczącą wpisu Żulczyka. Jak przekonywał, wpis należy potraktować w kategorii felietonu nacechowanego hiperbolizacją. Podkreślał też, że dla formy tej charakterystyczna jest subiektywna ocena sprawy przez autora. Po krótkim przesłuchaniu proces zakończył się, a strony przeszły do wygłaszania mów końcowych.

Pierwsza głos zabrała prokuratura, która wniosła o wymierzenie pisarzowi kary 5 miesięcy ograniczenia wolności w postaci wykonywania prac społecznych w wymiarze 20 godzin miesięcznie. Oprócz tego – po uprawomocnieniu się wyroku – Żulczyk miałby opublikować przeprosiny na Facebooku. Jak wskazano, powinny tam widnieć co najmniej przez miesiąc.

– Trzeba przyznać, że prezydent jest często narażony na ostrzejszą krytykę niż inne osoby niebędące osobami publicznymi. Nie oznacza to, że może być ona dowolna i bez ograniczeń – argumentowano. Zdaniem prokuratury nie można twierdzić, że pociągnięcie Żulczyka do odpowiedzialności karnej ogranicza jego wolność słowa, bowiem w sprawie nie chodzi o samą krytykę, a o sposób jej wyrażenia. W opinii prokuratora wyrok uniewinniający będzie oznaczał zgodę na wulgaryzację debaty publicznej.

Obrona przekonywała natomiast, że do znieważenia prezydenta w ogóle nie doszło, a Żulczyk powinien być uniewinniony. Adwokaci zwracali uwagę na znikomą szkodliwość społeczną czynu oraz fakt, że do skazań w sprawach o znieważenie głowy państwa dochodziło, gdy obelżywe słowa padły bez żadnego kontekstu. Jak wskazywali, pisarz ewentualnie mógłby być oskarżony o zniesławienie, które jest ścigane z oskarżenia prywatnego.

– Jeśli rzeczywiście prezydent Andrzej Duda czuje się pomówiony przez Jakuba Żulczyka o to, że intelektualnie nie dorasta do funkcji prezydenta, to ma ku temu specjalny tryb. Nie ma jednak podstaw do tego, by urząd prokuratorski, w imieniu Rzeczypospolitej, oskarżał Jakuba Żulczyka o znieważenie głowy państwa – mówił mec. Krzysztof Nowiński.

„To nie jest napis na płocie”

– „Andrzej Duda jest debilem” to nie jest napis na płocie, to nie jest napis na murze Pałacu Prezydenckiego – wskazywał z kolei inny z obrońców mec. Grzegorz Kucharski. Jak mówił, chodzi o fragment dłuższej, choć „mocno krytycznej wypowiedzi”. – Prokuratura nie ma racji w tym, że to sformułowanie jest wyjęte z kontekstu – podkreślił. Jak wskazał, kontekstem jest postępowanie prezydenta Andrzeja Dudy w związku z wygranymi wyborami prezydenckimi przez obecnego prezydenta USA Joe Bidena.

Sam Żulczyk podkreślił natomiast, że jego krytyczny stosunek do obecnych władz do Polsce nie jest tajemnicą, jednak to, czy „prezydent Duda jest osobą bardziej mądrą czy mniej mądrą”, niekoniecznie ma znaczenie dla jego sprawy. Jak wskazywał, znaczenie ma za to „możliwość krytyki i władzy i wyrażania sprzeciwu”.

– Jakie mamy możliwości działania, kiedy władza zachowuje się źle, głupio, kiedy kłamie? Czy władza może nas pouczać, w jaki sposób możemy ją krytykować? – pytał. Podkreślił przy tym, że w żaden sposób nie czuje się osobą prześladowaną, bo byłoby to obraźliwe w stosunku do ludzi, którzy faktycznie cierpią z tego powodu.

– Moją sprawę traktuję bardziej jako kłopot – trochę śmieszny, trochę straszny, a trochę istotny. Istotny, gdyż wierzę, że ta sprawa jest pewnym papierkiem lakmusowym, jednym z wielu drobnych testów, podczas których sprawdzamy jako społeczeństwo nasze możliwości obywatelskiego oporu – mówił.

 – Stojąc przed sądem za słowa, które napisałem na Facebooku, czuję się jak poddany, jak petent, jak członek ciemnego ludu, który władzę ma jedynie wielbić, bo od tego władza przecież jest. Nie uważam tak. W demokratycznym społeczeństwie (…) to władza jest dla nas, ma nas reprezentować, ma nam pomagać, a my mamy prawo, nawet obowiązek reagowania, gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivre’u, ładnej polszczyzny i dobrego wychowania – podsumował pisarz.

Wpis Jakuba Żulczyka

Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk.

„Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem” – napisał na Facebooku.

Pisarz oskarżony jest z art. 135 par. 2 Kodeksu karnego, który przewiduje karę do 3 lat więzienia. Sąd wyznaczył termin wydania wyroku na przyszły poniedziałek, 10 stycznia.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Wczoraj ruszył proces w sprawie pomnika ks. Henryka Jankowskiego. „Był on pedofilem, konfidentem SB i antysemitą”

Przed Sądem Rejonowym w Gdańsku rozpoczął się w poniedziałek proces trzech mieszkańców Warszawy, oskarżonych o znieważenie i uszkodzenie dwa lata temu pomnika ks. prałata Henryka Jankowskiego. Sprawcom grozi do pięciu lat więzienia. Proces trzech mieszkańców Warszawy – Michała Wojcieszczuka, Rafała Suszka i Konrada Korzeniowskiego (zgodzili się na podanie danych osobowych) – rozpoczął się w poniedziałek.

Wszyscy trzej nie przyznali się do winy.

Jako pierwszy wyjaśnienia zaczął składać Wojcieszczuk.

– Kościół nie był, nie jest i nie będzie zainteresowany wyjaśnieniem postępowania księdza Jankowskiego. Nie mam żadnej wątpliwości, że gdyby nie nasze działania, to jego pomnik nadal by stał – powiedział.

Kiedy jednak oskarżony próbował dalej opowiadać o swoim czynie wskazując, że był motywowany m.in. tym, że – jego zdaniem – w sprawie przeszłości ks. Jankowskiego nie było żadnych reakcji organów państwa i władz Kościoła, sędzia Małgorzata Uszacka zwróciła mu kilkakrotnie uwagę, że ma ograniczyć komentarze nt. postawy instytucji publicznych i samego kapłana, gdyż są to „sprawy powszechnie znane”.

Podobnie sędzia przerywała Wojcieszczukowi wypowiedź, kiedy ten chciał przytaczać relacje osób, które miał wykorzystać seksualnie gdański kapłan.

Jeden z obrońców Paweł Murawski stwierdził, że swobodna wypowiedź oskarżonego stanowi jego podstawowe prawo procesowe. – To uniemożliwi sądowi poznanie punktu widzenia podsądnych – przekonywał.

W odpowiedzi na to sędzia odparła, że oskarżony skupia się w swoich wyjaśnieniach na okolicznościach pobocznych dla sprawy.

„Jego pomnik nie powinien stanąć”

– Ponieważ sąd nie pozwolił na wolność wypowiedzi mojemu przyjacielowi i współoskarżonemu rezygnuję z prawa do składania wyjaśnień. Oświadczam tylko, że ks. Jankowski był pedofilem, konfidentem SB i antysemitą, i jego pomnik nigdy nie powinien stanąć w przestrzeni publicznej. To policzek dla jego ofiar – powiedział kolejny oskarżony Konrad Korzeniowski.

Ze złożenia wyjaśnień odstąpił też Rafał Suszek, który jest doktorem fizyki matematycznej i adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim, aktywnie uczestniczy w manifestacjach organizowanych przez Obywateli RP i Studencki Komitet Antyfaszystowski UW.

– Absolutnie nie przyznaję się do zarzutów. Do czynu z lutego 2019 roku, będącego przedmiotem osądu, stanęło z podniesioną przyłbicą trzech dorosłych mężczyzn po solidnym wykształceniu, wyposażonych w istotną dla sprawy wiedzę m.in. historyczną i socjologiczną oraz świadomość prawną. Jeżeli nie ma w tym procesie miejsca na głos ofiar, to tego procesu nie ma – podkreślił Suszek.

Postawę sądu skrytykowała obecna na sali rozpraw posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus.

– Jestem bardzo zaskoczona takim zachowaniem sądu. Mam wrażenie, że sąd chce zrobić z tych aktywistów po prostu chuliganów, którzy przechodząc koło pomnika stwierdzili: »dobra, przewrócimy ten pomnik«. A przecież było zupełnie inaczej – powiedziała dziennikarzom parlamentarzystka.

Do przewrócenia monumentu, stojącego niedaleko kościoła św. Brygidy w Gdańsku, doszło w nocy z 20 na 21 lutego 2019 r.

Nie przyznali się do zarzutów

Michał Wojcieszczuk, Rafał Suszek i Konrad Korzeniowski (zgodzili się na podanie danych osobowych) przyczepili do pomnika linę i przewrócili go na przygotowane wcześniej opony samochodowe. Sama postać kapłana nie uległa uszkodzeniu, zniszczono jednak mocowanie postumentu. Mężczyźni ułożyli na figurze duchownego strój ministranta i dziecięcą bieliznę, jako symbole osób nieletnich, które miał molestować seksualnie zmarły w 2010 r. wieloletni proboszcz parafii św. Brygidy. Mężczyźni zadzwonili też na policję informując o dokonaniu czynu. Nagranie filmowe z tego zdarzenia udostępnił na portalu społecznościowym dziennikarz Tomasz Sekielski

Jednemu z portali internetowych sprawcy przesłali kilkustronicowy manifest, w którym oświadczyli m.in., że podjęli działanie, którego celem było „symboliczne strącenie ze wspólnotowego piedestału fałszywej pamięci i czci osoby Henryka Jankowskiego”.

W trakcie śledztwa mężczyźni nie przyznali się do zarzutów. Odmówili też złożenia wyjaśnień. Według prokuratury, szkody materialne wyrządzone przez oskarżonych wyniosły ok. 30 tys. zł.

23 lutego 2019 r. kilkudziesięciu pracowników Stoczni Gdańskiej ponownie ustawiło monument na skwerze przy ul. Stolarskiej. Jednak po dwóch tygodniach, zgodnie z uchwałą Rady Miasta Gdańska, pomnik zdemontowano i przekazano przedstawicielom komitetu m.in. z NSZZ Solidarność.

Pomnik ks. Jankowskiego

Pomnik kapelana gdańskiej „Solidarności” ks. Henryka Jankowskiego stanął w 2012 r. staraniem społecznego komitetu złożonego m.in. z działaczy Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”. Pieniądze na budowę pomnika pochodziły głównie ze zbiórki przeprowadzonej przez komitet. Za zgodą Rady Miasta Gdańska monument ustawiono na miejskim skwerze, który przy tej okazji otrzymał też imię ks. Jankowskiego. Odsłonięcia monumentu dokonał 31 sierpnia 2012 roku metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź, który objął też budowę pomnika swoim honorowym patronatem.

W grudniu 2018 r. w „Dużym Formacie”, magazynie „Gazety Wyborczej”, opublikowano reportaż „Sekret Świętej Brygidy. Dlaczego Kościół przez lata pozwalał księdzu Jankowskiemu wykorzystywać dzieci?”, w którym kapelan „Solidarności”, wieloletni proboszcz parafii św. Brygidy w Gdańsku, Henryk Jankowski został oskarżony m.in. o seksualną przemoc wobec nieletnich.

Publikacja wywołała falę protestów przeciwko bezczeszczeniu pamięci duchownego oraz sprzeciwiających się czczeniu ks. Jankowskiego w formie pomnika.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Gdańsk: 34-latek zatrzymany za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej policjanta

Policjanci zatrzymali 34-latka z Gdańska, który zniszczył drzwi wejściowe do mieszkania zgłaszającego. Dodatkowo mężczyzna odpowie za znieważenie interweniujących policjantów oraz za naruszenie nietykalności cielesnej jednego z nich. Sprawcy grozi teraz 5 lat więzienia.

Na początku tygodnia tuż po godz. 22.00 policjanci z komisariatu w Nowym Porcie odebrali zgłoszenie o pobiciu, do którego doszło w Brzeźnie. Funkcjonariusze pojechali do mieszkania, w którym doszło do zdarzenia. Na miejscu policjanci rozmawiali ze zgłaszającym i ustalili, że nietrzeźwy oraz agresywny mężczyzna, którego zgłaszający znał, uderzył go i zniszczył drzwi wejściowe do mieszkania jego znajomego. Pokrzywdzony nie potrzebował pomocy medycznej. Funkcjonariusze weszli do mieszkania, a tam wyraźnie pobudzony mężczyzna na ich widok stał się jeszcze bardziej agresywny. Policjanci próbowali go uspokoić, jednak ten nie reagował na ich polecenia, nie chciał też podać swoich danych. Podczas interwencji nagle zaatakował jednego z interweniujących mundurowych. W trakcie zatrzymania pijany agresor kopnął funkcjonariusza w klatkę piersiową i cały czas znieważał policjantów, używając przy tym wulgarnych słów. Funkcjonariusze użyli wobec agresywnego mężczyzny służbowego gazu pieprzowego, zastosowali chwyty obezwładniające oraz kajdanki.

Funkcjonariusze zatrzymali go i przewieźli do policyjnego aresztu. 34-letni mieszkaniec Gdańska jeszcze dziś najprawdopodobniej usłyszy zarzuty zniszczenia mienia, naruszenia nietykalności cielesnej policjantów oraz znieważenia ich.

Za zniszczenie mienia grozi 5 lat więzienia. Naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego jest zagrożone karą 3 lat więzienia. Za znieważenie policjanta grozi kara 1 roku więzienia.
Źródło info i foto: Policja.pl

42-latka zatrzymana za znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej policjantów

Podczas interwencji na ul. Stalowej, nietrzeźwa kobieta znieważyła policjantów, ponadto chciała wymusić na nich odstąpienie od czynności służbowych. 42-latka wyzywała funkcjonariuszy, jednego z nich kopała i uderzała. Mieszkanka Pragi Północ trafiła do policyjnej izby zatrzymań, gdy wytrzeźwiała została przesłuchana. Prokurator zastosował wobec niej dozór policyjny.

Na ul. Stalowej w Warszawie po godzinie 15.00 policjanci interweniowali wobec osób w związku ze zgłoszeniem grupowania się. Czynności były prowadzone wobec mężczyzny, który był arogancki w stosunku do policjantów.

W pewnym momencie jedna z kobiet podeszła do policjanta, zaczęła na niego krzyczeć, żeby zostawił jej kolegę w spokoju, była pobudzona i agresywna. Kiedy funkcjonariusz zwrócił 42-latce uwagę, ta zaczęła na niego pluć i kasłać mu w twarz. Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń, policjant natychmiast zastosował wobec kobiety chwyty obezwładniające, jednak mieszkanka Pragi Północ nie odpuszczała, zaczęła kopać i uderzać funkcjonariusza, zrywając mu z twarzy maseczkę, ponadto używała wobec niego słów wulgarnych.

W związku z popełnionym przestępstwem kobieta została zatrzymana i przewieziona na komendę przy ul. Jagiellońskiej. Na miejscu dochodzeniowiec zebrał materiał dowodowy, a po wytrzeźwieniu 42-latka została doprowadzona do prokuratury.

Wobec mieszkanki Pragi Północ prokurator zastosował dozór policyjny, zobowiązując ją do stawiania się w komendzie raz w tygodniu, natomiast wobec mężczyzny został skierowany wniosek do sądu w związku z art. 54 KW.

Żadna osoba, która dopuszcza się ataku na policjanta bądź znieważa go, nie pozostanie bezkarna!
Źródło info i foto: Policja.pl

Biała Podlaska: Sąd uznał za bezzasadne zatrzymanie podejrzanego o znieważenie pomnika L. Kaczyńskiego

Sąd Rejonowy w Białej Podlaskiej uznał w piątek zatrzymanie podejrzanego o znieważenie pomnika Marii i Lecha Kaczyńskich za „całkowicie bezzasadne z powodu braku przesłanek do zastosowania tego środka przymusu w realiach sprawy”. 67-latek 2 sierpnia założył na postać b. prezydenta na cokole koszulkę z napisem „Konstytucja”. Mężczyzna został wówczas zatrzymany na 48 godzin.

Zażalenie ws. zatrzymania złożyła obrona 67-latka. Sąd w postanowieniu zaznaczył, że procedura jaką podjęli funkcjonariusze była w pełni legalna i prawidłowa. Mężczyzna otrzymał pouczenie, sporządzono protokół, a „pozbawienie wolności nie przekraczało ustawowych 48 godzin”. Środek przymusu był jednak nieadekwatny do przewinienia.

Mężczyźnie zarzuca się znieważenie pomnika, za co grozi kara grzywny lub ograniczenie wolności. Baner na pomniku pary prezydenckiej, Lecha i Marii Kaczyńskich, zauważyli policjanci rano 2 sierpnia. Imitował koszulkę z napisem „Konstytucja”, założony był na figurę Lecha Kaczyńskiego. Policjanci zdjęli baner i zabezpieczyli go. Według zapisu monitoringu, został założony około godz. 5 rano.

Szczecińska prokuratura również umorzyła dochodzenie

Z kolei szczecińska prokuratura w piątek umorzyła dochodzenie ws. koszulek z napisem „Konstytucja” na pomnikach w stolicy woj. zachodniopomorskiego. Jak informuje szczecińska „Gazeta Wyborcza”, w uzasadnieniu podano, że ani posąg Lecha Kaczyńskiego, ani rzeźba szczecińskiego marynarza nie zostały znieważone.

Akcja z „ubieraniem pomników” zaczęła się właśnie od Szczecina. Zawiadomiona w tej sprawie policja, podobnie jak w przypadku 67-latka z Białej Podlaskiej prowadziła dochodzenie z artykułu 261 Kodeksu karnego.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Trzej Niemcy zatrzymani w Warszawie odpowiedzą za znieważenie polskiej flagi

​Policja zatrzymała trzech młodych obywateli Niemiec, którzy z jednego z budynków w centrum Warszawy zdjęli, a następnie zdeptali biało-czerwoną flagę – dowiedziała się w poniedziałek PAP w Komendzie Stołecznej Policji. Za to przestępstwo grozi nawet rok więzienia. Do zdarzenia doszło w okolicy skrzyżowania ulic: Chmielnej i Żelaznej, przy gmachu Zarządu Dróg Miejskich.

Pytany przez PAP o szczegóły sprawy rzecznik KSP kom. Sylwester Marczak powiedział, że trzech młodych mężczyzn – w wieku od 21 do 25 lat – zauważył w nocy operator monitoringu miejskiego. W pewnym momencie zdjęli oni ze ściany budynku biało-czerwoną flagę i ją zdeptali. Zgodnie z artykułem 137. kodeksu karnego, kto znieważa, niszczy, uszkadza lub usuwa godło, sztandar, chorągiew, banderę, flagę lub inny znak państwowy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zarzuty w sprawie rasistowskiego ataku na zagranicznych studentów

Zarzuty stosowania przemocy i gróźb oraz publicznego znieważenia grupy osób z powodu przynależności narodowej usłyszeli dwaj mężczyźni, którzy mieli zaatakować kilka dni temu studentów z Bułgarii i Turcji. Do zdarzenia doszło w jednym z bydgoskich tramwajów. Napastnicy byli pod wpływem alkoholu. Grozi im do pięciu lat więzienia. Pokrzywdzeni to pięciu studentów z Turcji i jeden student z Bułgarii.

Całe zdarzenie zarejestrował jeden z pasażerów bydgoskiego tramwaju. Na nagraniu widać, jak grupa ubliża obcokrajowcom, a po chwili dochodzi do rękoczynów. Ataku dopuścili się dwaj mężczyźni w wieku 26 i 27 lat. Za napaść na tle narodowościowym podejrzanym grozić nawet do pięciu lat więzienia. Policja zakwalifikowała zdarzenie jako chuligański wybryk na tle narodowościowym.

Jeden uspokajał

Jak poinformował podkom. Przemysław Słomski ze zespołu prasowego kujawsko-pomorskiej policji, przesłuchano pokrzywdzonych w obecności tłumacza i zabezpieczono monitoring z tramwaju. Na podstawie zebranego materiału dowodowego ustalono, że trzeci z zatrzymanych nie brał aktywnego udziału w zajściu i starał się uspokoić sytuację; został zwolniony.

To kolejny tego typu przypadek w regionie. W maju na bulwarze nad Brdą sześciu młodych mężczyzn zaatakowało grupę studentów z Turcji, Czech i Słowacji. Przed bydgoskim sądem wkrótce rozpocznie się proces oskarżonych. W Toruniu w tym roku dwukrotnie doszło do ataków na obcokrajowców.
Żródło info i foto: TVP.info