Kolejna próba forsowania granicy. Ucierpiał żołnierz, migranci rzucali petardami hukowymi

Polski żołnierz został poszkodowany podczas nocnego ataku migrantów w okolicach Mielnika. Udzielono mu pomocy medycznej – poinformowała PAP w środę rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Migranci forsowali ogrodzenie graniczne w kilku miejscach. Rzucali w polskie służby kamieniami, kawałkami drzewa, stosowali też petardy hukowe. Wszystkie wyłapane osoby pouczono i odstawiono na granicę.

Rzeczniczka Straży Granicznej Anna Michalska powiedziała w środę, że w nocy z wtorku na środę doszło do trzech ataków migrantów z Białorusi na polskie służby i wojsko strzegące granicy.

– W Mielniku były dwie próby nielegalnego przekroczenia granicy. Około godz. 20.30 grupa ok. 40 migrantów próbowało się przedostać na terytorium Polski. Ok. 30 cudzoziemców przedostało się na teren naszego kraju. Atakujący rzucali kamieniami, kawałkami drzewa w funkcjonariuszy i żołnierzy. Jeden z żołnierzy doznał obrażeń głowy. Została mu udzielona pomoc medyczna – powiedziała PAP Michalska.

Grupa, która wdarła się do Polski, została zatrzymana. Migrantów pouczono o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzono do granicy. Przed północą kolejna ok. 30-osobowa grupa zaatakowała polskie służby i żołnierzy. W kierunki służb poleciały nie tylko znane już kamienie i kawałki drzew, ale i petardy hukowe. – Poza kamieniami, kawałkami drewna rzucali oni petardami hukowymi. Grupie tej udało się przejść na terytorium Polski, jednak wszystkie osoby zostały zatrzymane, pouczone o konieczności opuszczenia terytorium naszego kraju, a następnie doprowadzone do linii granicznej – powiedziała rzeczniczka SG.

Największa z nocnych prób forsowania granicy miała miejsce w okolicach Dubicz Cerkiewnych. Około godz. 20 grupa podjęło ją ok. 100 osób. – Te osoby były bardzo agresywne, rzucały kamieniami w kierunku polskich funkcjonariuszy, przerzucały kładki przez concertinę (zaporę z drutu kolczastego, red.), migranci cięli elementy zapory. Całemu zdarzeniu asystowali białoruscy żołnierze. Również pomagali cudzoziemcom – relacjonowała Michalska.

Podobnie jak we wcześniejszym przypadku, 100-osobowa grupa została zatrzymana, pouczona o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzona do granicy. 

Strażniczka przekazała, że dwaj z zatrzymanych w Polsce migrantów, uskarżali się na zły stan zdrowia. – To dwaj obywatele Iraku. Jeden z mężczyzn mówił, że boli go noga, drugi twierdził, że źle się czuje. Została do nich wezwana pomoc medyczna. Przewieziono ich do szpitala. Te osoby są w dobrym stanie zdrowia i nic nie zagraża ich zdrowiu i życiu – poinformowała Michalska.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejna próba nielegalnego przekroczenia granicy udaremniona

W okolicach Kuźnicy doszło do kolejnej próby nielegalnego przekroczenia granicy. Tym razem białoruskie wojsko próbowało siłą przepchnąć na polską stronę grupę około 35 migrantów. Próba została udaremniona przez polskie służby.

– Wczoraj (czwartek) około godz. 20 w rejonie Kuźnicy białoruskie wojsko przy użyciu siły próbowało przepchnąć na polską stronę 35 osób, w większości były to kobiety i dzieci. Białoruskie wojsko pchnęło te osoby w ogrodzenie wykonane z drutu kolczastego, próba została udaremniona przez funkcjonariuszy policji, Straży Granicznej i żołnierzy – podał rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa.

Dodał, że obecnie w tym miejscu przebywa grupa około dwustu osób, pilnowana przez białoruskich żołnierzy.

Krupa poinformował też, że koło miejscowości Połowce, po stronie białoruskiej zgromadziła się grupa około stu imigrantów. – Osoby te nie podjęły próby przekroczenia granicy, na miejscu po stronie polskiej interweniowało kilkudziesięciu polskich policjantów wraz z funkcjonariuszami SG i Wojska Polskiego – dodał rzecznik.

„Przykład instrumentalnego traktowania”

W poniedziałek Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało nagranie, na którym widać migrantów biegnących wzdłuż ogrodzenia na granicy. „Kolejny przykład instrumentalnego traktowania migrantów przez Białoruś. Migranci są zmuszani do marszu wzdłuż ogrodzenia oddzielającego granicę” – napisał resort.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejna prowokacja na granicy. Białoruski żołnierz próbował strzelać w kierunku Polaków

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało o kolejnych prowokacjach ze strony białoruskich żołnierzy na granicy z Polską. Wczoraj jeden z białoruskich żołnierzy próbował oddać strzały w kierunku Polaków. „Kolejne prowokacje na granicy. Wczoraj białoruski żołnierz próbował oddać strzał z pistoletu sygnałowego w kierunku polskich żołnierzy. Na szczęście broń nie wystrzeliła” – poinformował MON na Twitterze.

„100 metrów dalej, pięciu uzbrojonych Białorusinów próbowało zniszczyć ogrodzenie, jednocześnie krzycząc, że zastrzelą polskich żołnierzy. Po wezwaniu na miejsce dodatkowych sił wojska i Straży Granicznej, Białorusini wycofali się” – dodano.

Groźby otwarcia ognia
Dzień wcześniej ministerstwo poinformowało o tym, że Białorusini zagrozili otwarciem ognia w kierunku Polaków. Do groźby miało dojść w środę, kiedy polscy wojskowi zlokalizowali grupę ok. 250 migrantów w pobliżu ogrodzenia granicznego.

Resort przekazał, że wojskowi nie dali się sprowokować. „Działania białoruskich żołnierzy wyglądały jak próba eskalowania sytuacji, ale również były próbą ukrycia faktu przejścia na teren RP grupy migrantów” – poinformowano.

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 30 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Patrol służb białoruskich oddał strzały w stronę polskich żołnierzy

„Patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy razem z nami patrolują granicę. Prawdopodobnie było to przy użyciu ślepej amunicji’ – przekazała na konferencji prasowej rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Nikomu nic się nie stało. Być może były to strzały celowo nietrafione, chybione. Tych prowokacji jest coraz więcej – przekazała.

Straż Graniczna: 14 osób w szpitalach

Obecnie w szpitalach przebywa dokładnie czternaście osób: ośmioro dzieci i sześć osób dorosłych – poinformowała Michalska. Wczoraj były dwa zdarzenia, w wyniku których wzywaliśmy karetkę pogotowia do dwójki dzieci – dodała.

Michalska przekazała w piątek, że „zatrzymano rodziny z dziećmi, czwórka dzieci trafiła do szpitali. Dwoje z tych dzieci ma porażenie mózgowe, jedno dziecko jest chore na covid. Cała czwórka ma zapalenie płuc, przebywają obecnie w szpitalu”. Podczas konferencji prasowej poinformowała też, że w czwartek zatrzymano również dziewięciu obywateli Turcji, w tym pięcioro dzieci.

Jeden z chłopczyków ma cukrzycę, te dzieci też są obecnie w szpitalach – przekazała Michalska.

Ponad 500 osób próbowało przekroczyć granicę

„Wczoraj tj. 07.10 na granicy funkcjonariusze SG odnotowali 523 próby nielegalnego przekroczenia granicy. Zatrzymali 35 nielegalnych imigrantów, wszyscy to obywatele Iraku. Pozostałym próbom zapobieżono. W październiku zatrzymano już 159 nielegalnych imigrantów, w tym 138 obywateli Iraku” – podała Straż Graniczna na Twitterze.

Od sierpnia Straż Graniczna udaremniła ok. 15 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. We wszystkich ośrodkach straży granicznej przebywa obecnie ponad 1,5 tys. nielegalnych migrantów. Tego samego dnia 5 kolejnych osób zostało zatrzymanych za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – poinformowała w piątek PAP rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Od początku miesiąca zatrzymano już 57 osób.

Zatrzymani to: 3 obywateli Gruzji, z czego jeden ma polski dokument pobytowy, 1 obywatel Białorusi też z polskim dokumentem pobytowym, 1 obywatel Ukrainy. Od początku tego miesiąca zatrzymano 57 osób za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – powiedziała rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią – w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego – obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. W czwartek wieczorem Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni. W piątek (1 października) w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie prezydenta w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polska wzmacnia granice. Dwa tysiące żołnierzy Wojska Polskiego na granicy z Białorusią

Jesteśmy gotowi do tego, aby na granicy z Białorusią wsparcia udzielało nawet dwa tysiące żołnierzy Wojska Polskiego; obecnie jest ich niespełna tysiąc, w ciągu najbliższych dni ta liczba wzrośnie – zapowiedział minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. O sytuację na granicy z Białorusią szef MON pytany był na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia.

– Mamy do czynienia z atakiem na Polskę, można powiedzieć, że to jest wojna hybrydowa. Jest to próba destabilizacji Unii Europejskiej i Polski, jest to próba wywołania kryzysu migracyjnego – mówił Błaszczak.

Minister podkreślił, że Straż Graniczna wsparta przez Wojsko Polskie „wypełnia swoje obowiązki”.

– Jesteśmy gotowi do tego, aby na granicy wsparcia udzielało nawet 2 tys. żołnierzy Wojska Polskiego. Dziś jest niespełna tysiąc i w ciągu najbliższych dni ta liczba wzrośnie – zapowiedział.

– Jesteśmy też przygotowani w ten sposób, że już w lipcu, przez Wojsko Polskie, położone zostały zasieki, które służą nie tylko Wojsku Polskiemu, są takim elementem ochronnym – dodał.

„To są ofiary handlarzy ludźmi”

Porównując sytuację w Polsce z sytuacją na Litwie, Błaszczak stwierdził: „Problemem jest to, że strażnicy graniczni, Wojsko Polskie zostało zaatakowane przez niektóre media i przez polityków totalnej opozycji”.

– To jest różnica między sytuacją na Litwie, gdzie cała klasa polityczna jest solidarna (…), a sytuacją w Polsce, gdzie część klasy politycznej zadaje, można powiedzieć, ciosy w plecy – ocenił szef MON.

Odnosząc się do osób koczujących po białoruskiej stronie granicy z Polską, Błaszczak ocenił, że nie są to uchodźcy.

– To są ofiary handlarzy ludźmi – powiedział.

Rośnie liczba nielegalnych migrantów

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach tzw. wojny hybrydowej.

Od kilkunastu dni po białoruskiej stronie granicy z Polską w okolicy miejscowości Usnarz Górny koczuje grupa cudzoziemców, którzy chcą się dostać do Polski i deklaruje chęć ubiegania się o udzielenie im ochrony międzynarodowej.

Osoby te nie są wpuszczane do Polski, a nie chcą cofnąć się w głąb Białorusi. Według informacji Straży Granicznej z poniedziałku grupa liczy obecnie 24 osoby.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Na granicy z Białorusią powstanie płot

Płot o wysokości 2,5 metra, który ma powstać na granicy z Białorusią, zapowiedział minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Przekazał też, że będzie więcej żołnierzy zaangażowanych w pomoc Straży Granicznej. Dodał, że wkrótce przekaże szczegóły. „Na granicy z Białorusią powstanie nowy, solidny płot o wysokości 2,5 metra. Więcej żołnierzy będzie zaangażowanych w pomoc Straży Granicznej. Wkrótce przedstawię szczegóły dotyczące dalszego zaangażowania Sił Zbrojnych RP” – przekazał w poniedziałek szef MON na Twitterze.

„W razie potrzeby jesteśmy w stanie natychmiast zwiększyć zaangażowanie” – dodał.

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach tzw. wojny hybrydowej.

W poniedziałek rano w miejscowości Usnarz Górny funkcjonariusze policji wzmocnili działania Straży Granicznej i wojska. Kilkaset metrów od obozowiska migrantów, które znajduje się po białoruskiej stronie, pilnują dostępu do granicy z Białorusią.

Polska Straż Graniczna wskazuje, że w całym ubiegłym roku na odcinku podlaskim zatrzymano 122 osoby, które nielegalnie przekroczyły granice. W tym roku to już około 780 cudzoziemców. SG odnotowała dotychczas ponad dwa tysiące prób nielegalnego przekroczenia granicy, z czego około 1350 próbom pogranicznicy zapobiegli.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Afganistan: Strzelanina na lotnisku w stolicy

W poniedziałek nad ranem afgańscy żołnierze otworzyli ogień na lotnisku w Kabulu. Do strzelaniny doszło między afgańskimi siłami bezpieczeństwa a nieznanymi napastnikami. Jedna osoba zginęła, a trzy zostały ranne.

W poniedziałek rano doszło do strzelaniny w pobliżu północnej bramy kabulskiego lotniska – informuje agencja Reutera. Nieznani napastnicy zaatakowali posterunek. Ogniem odpowiedziały afgańskie siły bezpieczeństwa, a po chwili także amerykańskie i niemieckie wojska. Według ustaleń agencji w wyniku strzelaniny zginął jeden afgański żołnierz, a trzech zostało rannych.

Tłumy Afgańczyków czekają na możliwość wejścia na teren lotniska w Kabulu, by móc wylecieć z kraju. – Chcemy lecieć do Niemiec. Teraz w Afganistanie ludzie boją się cokolwiek mówić, bo obawiają się talibów – mówi Afganka Hasiba, cytowana przez IAR. – My spędziliśmy tutaj pod lotniskiem już dwie noce. Mamy tylko suchy chleb i wodę – dodaje kobieta.

Stany Zjednoczone i inne kraje NATO przysłały po kilka tysięcy żołnierzy, by opanować chaos, ale operują oni wyłącznie na lotnisku. Poza murami portu porządku pilnują talibowie. NATO informuje, że w ciągu tygodnia w rejonie lotniska zginęło 20 osób. To Afgańczycy, którzy albo zostali zadeptani w tłumie, albo zginęli w strzelaninach. Na samym lotnisku czekają nie tylko afgańskie rodziny, ale także tysiące obcokrajowców. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Wielka Brytania informują, że ewakuacja w ostatnich godzinach przyspieszyła.

– Nasze siły utrzymują ścisłą odległość od zewnętrznych obszarów lotniska w Kabulu, tak aby zapobiec jakimkolwiek starciom z talibami – przekazał jeden z urzędników NATO cytowany przez dziennik „The Guardian”.

Świadkowie, z którymi rozmawiali dziennikarze agencji Reuters, donieśli, że w niedzielę talibowie strzelali w powietrze i używali pałek, aby zmusić ludzi do ustawienia się w uporządkowane kolejki przed głównymi bramami lotniska. „Guardian” donosi, że w ostatnich godzinach bojownicy oddzielili od siebie osoby oczekujące na wylot do USA oraz Wielkiej Brytanii.

Rządzący Afganistanem od tygodnia talibowie oskarżyli tymczasem Stany Zjednoczone o sianie paniki w kraju. Jeden z wysoko postawionych przywódców ruchu Amir Khan Mutaki powiedział, że informacje o chaosie w rejonie lotniska miałyby „przykryć porażkę Amerykanów w Afganistanie”. Talibowie oczekują też, że obce państwa przedstawią im „dokładny plan wyjścia z Afganistanu”.

Wcześniej Stany Zjednoczone zaapelowały do swoich obywateli czekających na ewakuację z kraju, by nie jechali sami w kierunku lotniska, ze względu na potencjalne zagrożenie zamachami ze strony Państwa Islamskiego. Amerykanie są odbierani z jednego z hoteli w Kabulu i stamtąd transportowani na lotnisko.

Generał William Taylor z Kolegium Połączonych Szefów Sztabów powiedział w trakcie sobotniej odprawy w Pentagonie, że na lotnisku w Kabulu obecnych jest 5,8 tys. amerykańskich żołnierzy, a obiekt „pozostaje bezpieczny”. Dodał, że w ciągu tego tygodnia USA ewakuowały z Kabulu 17 tys. osób, w tym 2,5 tys. Amerykanów.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Komandosi GROM-u lecą do Afganistanu

Prezydent Andrzej Duda w środę podpisał decyzję dotyczącą wysłania stu polskich żołnierzy do Afganistanu. Według informacji Onetu mają znaleźć się tam komandosi GROM-u, medycy, logistycy czy lotnicy, którzy pomogą w ewakuacji ludzi. O pomoc w operacji Polskę poprosiły o to NATO oraz Stany Zjednoczone.

Postanowienie prezydenta Andrzeja Dudy zostało opublikowane w środę 18 sierpnia. Dotyczy ono użycia Polskiego Kontyngentu Wojskowego od 18 sierpnia do 16 września w Afganistanie opanowanym przez talibów. Misja wojskowa jest przygotowana przez Sztab Generalny Wojska Polskiego razem z Dowództwem Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych.

Z informacji Onetu wynika, że do składu polskiego kontyngentu zaliczono przede wszystkim komandosów z jednostki specjalnej GROM, medyków wojskowych, logistyków oraz lotników. – Zadaniem Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie będzie współpraca z siłami innych państw przy ewakuacji, PKW nie będzie miał zadań bojowych – informował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch w rozmowie z portalem.

Pierwsi operatorzy GROM-u polecieli już do Afganistanu, gdzie ich zadaniem jest głównie zabezpieczanie ewakuacji polskich obywateli, afgańskich współpracowników, a także obywateli innych państw znajdujących się na miejscu.

– Operacje podobnego typu były ćwiczone przez GROM. Przerzucaliśmy sprzęt i żołnierzy na przykład do Jordanii, aby wykonać operacje uderzeniowe na obiekty zajęte przez terrorystów, odbić i ewakuować polski personel dyplomatyczny. Polska ma więc możliwości, by taką operację wykonać w rzeczywistości nie tylko na ćwiczeniach – mówił przed kilkoma dniami płk Piotr Gąstał, były dowódca elitarnej jednostki GROM, w wywiadzie dla Onetu.

Drugi cywilny samolot z grupą osób ewakuowanych z Afganistanu wylądował w czwartek o godzinie 10 w Warszawie. W środę na pokładzie pierwszego samolotu oprócz Polaków do Polski przylecieli także Niemcy oraz Holendrzy.

Szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk dziś informował również, że do kraju wraca dziennikarka Jagoda Grondecka, która pomagała w ewakuacji w Kabulu. Szef KPRM podkreślał, że największym wyzwaniem dla osób, które chcą uciec z Afganistanu, jest dostanie się na lotnisko.

– Mieliśmy bardzo nerwowe ostatnie kilkadziesiąt godzin. Dwie duże grupy osób, które miały zostać ewakuowane, nie mogły dotrzeć do lotniska, ponieważ utrudniali im to talibowie. Udało się to dopiero dzisiaj nad ranem. Obecnie czeka 90 osób, za jakieś dwie godziny będzie kolejny transport – mówił. Z informacji Polskiego Radia 24 wynika, że w sumie do Warszawy przyleciało blisko 80 ewakuowanych osób, a kolejna grupa osób jest przygotowywana do wylotu.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

CBA zatrzymało 8 żołnierzy za korupcję

Ośmiu żołnierzy 6. Batalionu Dowodzenia w Krakowie zostało zatrzymanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i Żandarmerię Wojskową. Mieli oni wręczać łapówki za skierowanie ich m.in. na misję do Kosowa.

Jak podaje w komunikacie CBA, w wyniku wspólnej operacji funkcjonariuszy krakowskiej delegatury Biura i Oddziału Żandarmerii Wojskowej w Krakowie, zatrzymano ośmiu żołnierzy. Wszyscy pełnili służbę w 6. Batalionie Dowodzenia w Krakowie. Jednostka ta jest częścią 6. Brygady Powietrznodesantowej w Krakowie.

Z uwagi na szeroki zasięg przestępczego procederu o korupcyjnym charakterze, prokuratura powierzyła dalsze prowadzenie postępowania delegaturze CBA w Krakowie. Zatrzymani usłyszeli już zarzuty w Wydziale do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Jak podaje CBA, są oni podejrzani o wręczanie, za pośrednictwem ustalonej osoby, korzyści majątkowych dowódcy jednostki wojskowej – ppłk. Marcinowi M. – w zamian za skierowanie ich na misję zagraniczną do Kosowa w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego KFOR.

W grę wchodziły kwoty rzędu 5 tys. zł. Jednemu z zatrzymanych przedstawiono dodatkowo zarzut złożenia fałszywych zeznań. Prokurator zastosował wobec zatrzymanych wolnościowe środki zapobiegawcze, w tym m.in. dozór policji, poręczenie majątkowe i zakaz kontaktowania się z innymi podejrzanymi.

Kolejne zatrzymania

Jak informują śledczy, to ciąg dalszy zatrzymań w tej sprawie, w której dotychczas zarzuty usłyszało już 21 podejrzanych, m.in. o przestępstwa o charakterze korupcyjnym. Trzech z nich jest w areszcie – w tym dowódca 6. batalionu Dowodzenia w Krakowie ppłk. Marcin M. Śledczy nadal analizują zgromadzony w sprawie materiał dowodowy.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Egzekucja żołnierzy w Korei Północnej

Kim Dzong Un nie miał litości. „Daily NK” przekazało, że dwóch funkcjonariuszy straży granicznej i dwóch żołnierzy zamieszanych w niedawną sprawę przemytu w Korei Północnej zostało rozstrzelanych.

Źródło "Daily NK" z prowincji Ryanggang podało, że 22 listopada rozstrzelano dowódcę, oficera politycznego i dwóch żołnierzy z 25. Brygady Dowództwa Ochrony Pogranicza. Egzekucja została przeprowadzona na lotnisku Ryonbong pod kierownictwem funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Państwowego, którzy przybyli z Pjongjangu.

Żołnierzy oskarżono o nawiązywanie kontaktu z Chińczykami i próbę przemytu złota. Urzędnicy kierujący egzekucjami stwierdzili, że byli oni "zdrajcami, którzy nie zaznają przebaczenia nawet po śmierci" i podkreślili, że "taka zdrada nigdy się nie powtórzy".

Do próby przemytu miało dojść w mieście Hyesan. Gdy spotkania funkcjonariuszy z Chińczykami wyszły na jaw, miasto zostało zamknięte na 20 dni. Blokada została zniesiona 21 listopada, czyli dzień przed egzekucją żołnierzy.

Dowódca kompanii i oficer polityczny zostali oskarżeni o zatrzymanie personelu Korpusu Szturmowego, który próbował strzelić do funkcjonariusza straży granicznej oraz żołnierza. Zostali oni przyłapani na gorącym uczynku podczas operacji przemytniczej i próbowali uciec z miejsca zdarzenia.
Źródło info i foto: o2.pl