Kadyrowcy mieli urządzić w Buczy salę tortur

Ukraińska rzeczniczka praw obywatelskich potwierdziła, że w podkijowskiej Buczy Rosjanie zamordowali co najmniej 360 cywilów, wśród nich co najmniej 10 dzieci. Z informacji przekazanych przez Ludmyłę Denisową wynika, że żołnierze Ramzana Kadyrowa urządzili w mieście „salę tortur”. Relacja jest porażająca. Ludmyła Denisowa poinformowała na Telegramie, że dane dotyczące ofiar cywilnych w Buczy zebrała rada miejska. Rzeczniczka praw obywatelskich poinformowała, że przy ulicy Jabłońskiej istniała „sala tortur”. Według ocalałych mieszkańców miasta, kwaterę główną mieli tam kadyrowcy.

„Strzelali ludziom w twarz, wypalali oczy, odcinali części ciała, torturowali na śmierć nie tylko dorosłych, ale i dzieci” – czytamy we wpisie Denisowej. „Według władz miasta, w sumie w Buczy zabito 360 cywilów, w tym 10 dzieci” – dodaje.

Liczba podawana przez Denisową może wzrosnąć. Anatolij Fedoruk, mer Buczy, mówił w środę w wywiadzie dla Deutsche Welle, że „liczba odnajdywanych ciał rośnie z każdym dniem”. Fedoruk podkreślił, że 90 proc. cywilów zabitych w jego mieście zginęło od ran postrzałowych, a nie odłamków bomb.
Źródło info i foto: gAZETA.pl

Andżelika Borys zwolniona z białoruskiego więzienia

Andżelika Borys, szefowa Związku Polaków na Białorusi, została zwolniona z więzienia w mieście Żodzina pod Mińskiem. Przetrzymywana była tam od marca ubiegłego roku. Zatrzymano ją za organizację wydarzenia upamiętniającego żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego na Białorusi.

„Pozostaje na terytorium Białorusi. Jest w kontakcie z polskimi dyplomatami i zostanie objęta odpowiednią opieką. Czuje się dobrze, ale pobyt w areszcie odcisnął na niej piętno”- napisał na Twitterze wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz. „Dziękuje polskiej służbie dyplomatyczno-konsularnej za nieustające wysiłki w tej sprawie. Sprawa zwolnienia z aresztu redaktora Andrzeja Poczobuta pozostaje naszym najwyższym priorytetem” – dodał wiceminister.

Telewizja Biełast informuje z kolei, że więzienie zostało zamienione na areszt domowy, a sama Andżelika Borys ma zakaz kontaktowania się z polską dyplomacją.

Prezes Oddziału Związku Polaków na Białorusi w Wołkowysku Maria Tiszkowska powiedziała, że wśród Polaków na Białorusi zapanowała wielka radość. „Dzwonią znajomi, koledzy, koleżanki, w jednej sekundzie wszyscy od razu dowiedzieli się, że Andżelika Borys jest na wolności. Przepełnia nas ogromna radość, jakby tam nie było, ona jest w domu i teraz tylko życzymy jej, żeby szybko wracała do normalnego życia i oczywiście powracała do zdrowia”.

Prezes Podlaskiego oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska Anna Kietlińska powiedziała w rozmowie z IAR, że z wielką radością przyjęła informację o wyjściu z więzienia działaczki. „Jest uczucie ogromnej radości, chociaż nie do końca, bo wiemy, że Angelika nie jest wolna tak zupełnie, zamieniono formę aresztu. Jest w domu z rodziną, wiemy, że ma być do dyspozycji sędziów śledczych. Najważniejsze, że jest w domu, nie jest w więzieniu, to są zupełnie inne warunki”.

Anna Kietlińska powiedziała, że z Andżeliką Borys kontakt jest bardzo utrudniony, ale w krótkiej rozmowie telefonicznej podziękowała wszystkim, którzy ją wspierali. „Angelika zadzwoniła do jednego z członków Związku Polaków na Białorusi, więc mamy taką informację bezpośrednio od niej. Ona pozdrawia wszystkich, którzy kibicowali, którzy zabiegali o to, żeby krok w tej sprawie poszedł w dobrym kierunku. Jest zmęczona, ale nie można się dziwić, bo to jest rok odosobnienia, samotności”.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Co zabija amerykańskich żołnierzy na Alasce?

W ciągu trzech miesięcy na Alasce zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach pięciu żołnierzy. Ostatnią, piątą ofiarę śmiertelną znaleziono 30 grudnia. Rozwikłaniem zagadki tajemniczych zgonów zajął się wojskowy wydział kryminalno-śledczy. St. sierżant 41-letni Wesley Woods z 1. Zespołu Bojowego Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty w Fort Wainwright został uznany za zmarłego po nieudanej akcji reanimacyjnej w jego domu 30 grudnia – podało „Anchorage Daily News”. 

– Jesteśmy głęboko zasmuceni stratą sierżanta Woodsa – oświadczył podpułkownik Matthew Chase, dowódca 70. Brygady Batalionu Inżynieryjnego. – Był oddanym przywódcą. Nasze szczere współczucie kierujemy do jego rodziny i wszystkich, którzy się nim opiekowali w tym czasie – dodał.

Przyczyna śmierci st. sierż. Woodsa jest przedmiotem śledztwa prowadzonego przez żołnierzy stanowych z Alaski, którzy badają również śmierć czterech innych członków służby, wszyscy zginęli w ciągu trzech ostatnich miesięcy. 21-letni Hunter Trey Stafford został znaleziony martwy 8 grudnia w swoim domu w Fairbanks – donosił „Stars & Stripes”. Stafford naprawiał silniki lotnicze w 1. Batalionie 25. Pułku Lotniczego. 26 i 28 listopada Isaiah Nicholas Oneal (22 lata) i sierż. Miles Jordan Tarron (30 lat) zostali znalezieni martwi w swoich pojazdach.

Oneal był mechanikiem wojskowych pojazdów kołowych w 25. Batalionie Wsparcia Brygady, 1. Zespole Bojowym Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty. Z kolei Tarron był specjalistą w zakresie broni chemicznej, biologicznej, radiologicznej i nuklearnej w 6. Brygadowym Batalionie Inżynieryjnym, 4. Brygadowym Zespole Bojowym (Airborne), 25. Dywizji Piechoty w Joint Base Elmendorf-Richardson.

Dwa tygodnie przed ich odnalezieniem, 12 listopada, znaleziono ciało 22-letniego sierż. Christiana Josepha D’Andrea. Wojskowy był strzelcem i szefem zespołu amunicyjnego z 2. Batalionu 8. Pułku Artylerii Polowej, 1. Zespołu Bojowego Brygady Stryker, 25. Dywizji Piechoty.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Szturm migrantów na polską granicę

We wtorek na polsko-białoruskiej granicy niedaleko Mielnika na Podlasiu polski pojazd wojskowy migranci obrzucili kamieniami, żołnierzy zaatakowano też laserami – poinformowało MON na Twitterze i opublikowało nagranie. „Kolejny akt agresji ze strony migrantów. Tym razem w okolicach Mielnika obrzucono kamieniami jeden z wojskowych pojazdów patrolujących obszar wzdłuż tymczasowego ogrodzenia na #granica. Kolejny raz także użyte zostały lasery przez służby białoruskie” – napisano na profilu Ministerstwo Obrony Narodowej.

Na filmie zamieszczonym przez MON widać, jak polski pojazd wojskowy jest atakowany przy granicy z Białorusią. Migranci rzucają w polski pojazd kamieniami, a lasery służb białoruskich oślepiają kierującego. Kierowca, by jechać, musi polegać na ustnych wskazówkach innych żołnierzy.

O tej niebezpiecznej sytuacji na granicy poinformował też rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. „Żołnierze broniący naszej granicy zostali kolejny raz zaatakowani laserami oraz obrzuceni kamieniami” – napisał na Twitterze Stanisław Żaryn.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Niger: Starcie z islamistami

Co najmniej 12 żołnierzy i „kilkudziesięciu terrorystów” poniosło w sobotę śmierć w rezultacie zaciętych walk na zachodzie Nigru – poinformowało w niedzielę ministerstwo obrony tego kraju. Ten rejon Nigru jest od 2017 r. penetrowany przez ugrupowania zbrojne powiązane z Al Kaidą i z tzw. Państwem Islamskim. Do starcia z liczącym kilkuset islamistów oddziałem doszło – według opublikowanego komunikatu – w rejonie wioski Fantio, w departamencie Tera, gdzie żołnierze dostali się pod silny ogień.

Islamiści – jak podało ministerstwo obrony – ponieśli ciężkie straty. Co najmniej kilkudziesięciu poniosło śmierć. Zniszczono też pojazdy, którymi poruszali się napastnicy i zdobyto środki łączności, którymi się posługiwali. Jak poinformowano, 12 żołnierzy wojsk rządowych poległ a ośmiu zostało rannych. Siły rządowe wsparło lotnictwo.

Do najbardziej zaciętych starć dochodzi w przygranicznych rejonach Nigru graniczących z Mali i Burkina Faso. W rezultacie trwających od 2017 r. walk poległy tam tysiące cywilów a miliony musiały opuścić swoje miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: TVP.info

Kolejna próba forsowania granicy. Ucierpiał żołnierz, migranci rzucali petardami hukowymi

Polski żołnierz został poszkodowany podczas nocnego ataku migrantów w okolicach Mielnika. Udzielono mu pomocy medycznej – poinformowała PAP w środę rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Migranci forsowali ogrodzenie graniczne w kilku miejscach. Rzucali w polskie służby kamieniami, kawałkami drzewa, stosowali też petardy hukowe. Wszystkie wyłapane osoby pouczono i odstawiono na granicę.

Rzeczniczka Straży Granicznej Anna Michalska powiedziała w środę, że w nocy z wtorku na środę doszło do trzech ataków migrantów z Białorusi na polskie służby i wojsko strzegące granicy.

– W Mielniku były dwie próby nielegalnego przekroczenia granicy. Około godz. 20.30 grupa ok. 40 migrantów próbowało się przedostać na terytorium Polski. Ok. 30 cudzoziemców przedostało się na teren naszego kraju. Atakujący rzucali kamieniami, kawałkami drzewa w funkcjonariuszy i żołnierzy. Jeden z żołnierzy doznał obrażeń głowy. Została mu udzielona pomoc medyczna – powiedziała PAP Michalska.

Grupa, która wdarła się do Polski, została zatrzymana. Migrantów pouczono o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzono do granicy. Przed północą kolejna ok. 30-osobowa grupa zaatakowała polskie służby i żołnierzy. W kierunki służb poleciały nie tylko znane już kamienie i kawałki drzew, ale i petardy hukowe. – Poza kamieniami, kawałkami drewna rzucali oni petardami hukowymi. Grupie tej udało się przejść na terytorium Polski, jednak wszystkie osoby zostały zatrzymane, pouczone o konieczności opuszczenia terytorium naszego kraju, a następnie doprowadzone do linii granicznej – powiedziała rzeczniczka SG.

Największa z nocnych prób forsowania granicy miała miejsce w okolicach Dubicz Cerkiewnych. Około godz. 20 grupa podjęło ją ok. 100 osób. – Te osoby były bardzo agresywne, rzucały kamieniami w kierunku polskich funkcjonariuszy, przerzucały kładki przez concertinę (zaporę z drutu kolczastego, red.), migranci cięli elementy zapory. Całemu zdarzeniu asystowali białoruscy żołnierze. Również pomagali cudzoziemcom – relacjonowała Michalska.

Podobnie jak we wcześniejszym przypadku, 100-osobowa grupa została zatrzymana, pouczona o obowiązku opuszczenia terytorium Polski i doprowadzona do granicy. 

Strażniczka przekazała, że dwaj z zatrzymanych w Polsce migrantów, uskarżali się na zły stan zdrowia. – To dwaj obywatele Iraku. Jeden z mężczyzn mówił, że boli go noga, drugi twierdził, że źle się czuje. Została do nich wezwana pomoc medyczna. Przewieziono ich do szpitala. Te osoby są w dobrym stanie zdrowia i nic nie zagraża ich zdrowiu i życiu – poinformowała Michalska.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Kolejna próba nielegalnego przekroczenia granicy udaremniona

W okolicach Kuźnicy doszło do kolejnej próby nielegalnego przekroczenia granicy. Tym razem białoruskie wojsko próbowało siłą przepchnąć na polską stronę grupę około 35 migrantów. Próba została udaremniona przez polskie służby.

– Wczoraj (czwartek) około godz. 20 w rejonie Kuźnicy białoruskie wojsko przy użyciu siły próbowało przepchnąć na polską stronę 35 osób, w większości były to kobiety i dzieci. Białoruskie wojsko pchnęło te osoby w ogrodzenie wykonane z drutu kolczastego, próba została udaremniona przez funkcjonariuszy policji, Straży Granicznej i żołnierzy – podał rzecznik podlaskiej policji Tomasz Krupa.

Dodał, że obecnie w tym miejscu przebywa grupa około dwustu osób, pilnowana przez białoruskich żołnierzy.

Krupa poinformował też, że koło miejscowości Połowce, po stronie białoruskiej zgromadziła się grupa około stu imigrantów. – Osoby te nie podjęły próby przekroczenia granicy, na miejscu po stronie polskiej interweniowało kilkudziesięciu polskich policjantów wraz z funkcjonariuszami SG i Wojska Polskiego – dodał rzecznik.

„Przykład instrumentalnego traktowania”

W poniedziałek Ministerstwo Obrony Narodowej opublikowało nagranie, na którym widać migrantów biegnących wzdłuż ogrodzenia na granicy. „Kolejny przykład instrumentalnego traktowania migrantów przez Białoruś. Migranci są zmuszani do marszu wzdłuż ogrodzenia oddzielającego granicę” – napisał resort.
Źródło info i foto: interia.pl

Kolejna prowokacja na granicy. Białoruski żołnierz próbował strzelać w kierunku Polaków

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało o kolejnych prowokacjach ze strony białoruskich żołnierzy na granicy z Polską. Wczoraj jeden z białoruskich żołnierzy próbował oddać strzały w kierunku Polaków. „Kolejne prowokacje na granicy. Wczoraj białoruski żołnierz próbował oddać strzał z pistoletu sygnałowego w kierunku polskich żołnierzy. Na szczęście broń nie wystrzeliła” – poinformował MON na Twitterze.

„100 metrów dalej, pięciu uzbrojonych Białorusinów próbowało zniszczyć ogrodzenie, jednocześnie krzycząc, że zastrzelą polskich żołnierzy. Po wezwaniu na miejsce dodatkowych sił wojska i Straży Granicznej, Białorusini wycofali się” – dodano.

Groźby otwarcia ognia
Dzień wcześniej ministerstwo poinformowało o tym, że Białorusini zagrozili otwarciem ognia w kierunku Polaków. Do groźby miało dojść w środę, kiedy polscy wojskowi zlokalizowali grupę ok. 250 migrantów w pobliżu ogrodzenia granicznego.

Resort przekazał, że wojskowi nie dali się sprowokować. „Działania białoruskich żołnierzy wyglądały jak próba eskalowania sytuacji, ale również były próbą ukrycia faktu przejścia na teren RP grupy migrantów” – poinformowano.

Od początku roku Straż Graniczna zanotowała ponad 30 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej, z czego blisko 17,3 tys. w październiku, prawie 7,7 tys. we wrześniu i ponad 3,5 tys. w sierpniu.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Patrol służb białoruskich oddał strzały w stronę polskich żołnierzy

„Patrol służb białoruskich oddał strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy razem z nami patrolują granicę. Prawdopodobnie było to przy użyciu ślepej amunicji’ – przekazała na konferencji prasowej rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Nikomu nic się nie stało. Być może były to strzały celowo nietrafione, chybione. Tych prowokacji jest coraz więcej – przekazała.

Straż Graniczna: 14 osób w szpitalach

Obecnie w szpitalach przebywa dokładnie czternaście osób: ośmioro dzieci i sześć osób dorosłych – poinformowała Michalska. Wczoraj były dwa zdarzenia, w wyniku których wzywaliśmy karetkę pogotowia do dwójki dzieci – dodała.

Michalska przekazała w piątek, że „zatrzymano rodziny z dziećmi, czwórka dzieci trafiła do szpitali. Dwoje z tych dzieci ma porażenie mózgowe, jedno dziecko jest chore na covid. Cała czwórka ma zapalenie płuc, przebywają obecnie w szpitalu”. Podczas konferencji prasowej poinformowała też, że w czwartek zatrzymano również dziewięciu obywateli Turcji, w tym pięcioro dzieci.

Jeden z chłopczyków ma cukrzycę, te dzieci też są obecnie w szpitalach – przekazała Michalska.

Ponad 500 osób próbowało przekroczyć granicę

„Wczoraj tj. 07.10 na granicy funkcjonariusze SG odnotowali 523 próby nielegalnego przekroczenia granicy. Zatrzymali 35 nielegalnych imigrantów, wszyscy to obywatele Iraku. Pozostałym próbom zapobieżono. W październiku zatrzymano już 159 nielegalnych imigrantów, w tym 138 obywateli Iraku” – podała Straż Graniczna na Twitterze.

Od sierpnia Straż Graniczna udaremniła ok. 15 tys. prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. We wszystkich ośrodkach straży granicznej przebywa obecnie ponad 1,5 tys. nielegalnych migrantów. Tego samego dnia 5 kolejnych osób zostało zatrzymanych za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – poinformowała w piątek PAP rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Od początku miesiąca zatrzymano już 57 osób.

Zatrzymani to: 3 obywateli Gruzji, z czego jeden ma polski dokument pobytowy, 1 obywatel Białorusi też z polskim dokumentem pobytowym, 1 obywatel Ukrainy. Od początku tego miesiąca zatrzymano 57 osób za pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy z Białorusi do Polski – powiedziała rzecznik Straży Granicznej ppor. Anna Michalska.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w przygranicznym pasie z Białorusią – w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego – obowiązuje stan wyjątkowy. Został on wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. W czwartek wieczorem Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni. W piątek (1 października) w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie prezydenta w tej sprawie.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Polska wzmacnia granice. Dwa tysiące żołnierzy Wojska Polskiego na granicy z Białorusią

Jesteśmy gotowi do tego, aby na granicy z Białorusią wsparcia udzielało nawet dwa tysiące żołnierzy Wojska Polskiego; obecnie jest ich niespełna tysiąc, w ciągu najbliższych dni ta liczba wzrośnie – zapowiedział minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. O sytuację na granicy z Białorusią szef MON pytany był na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia.

– Mamy do czynienia z atakiem na Polskę, można powiedzieć, że to jest wojna hybrydowa. Jest to próba destabilizacji Unii Europejskiej i Polski, jest to próba wywołania kryzysu migracyjnego – mówił Błaszczak.

Minister podkreślił, że Straż Graniczna wsparta przez Wojsko Polskie „wypełnia swoje obowiązki”.

– Jesteśmy gotowi do tego, aby na granicy wsparcia udzielało nawet 2 tys. żołnierzy Wojska Polskiego. Dziś jest niespełna tysiąc i w ciągu najbliższych dni ta liczba wzrośnie – zapowiedział.

– Jesteśmy też przygotowani w ten sposób, że już w lipcu, przez Wojsko Polskie, położone zostały zasieki, które służą nie tylko Wojsku Polskiemu, są takim elementem ochronnym – dodał.

„To są ofiary handlarzy ludźmi”

Porównując sytuację w Polsce z sytuacją na Litwie, Błaszczak stwierdził: „Problemem jest to, że strażnicy graniczni, Wojsko Polskie zostało zaatakowane przez niektóre media i przez polityków totalnej opozycji”.

– To jest różnica między sytuacją na Litwie, gdzie cała klasa polityczna jest solidarna (…), a sytuacją w Polsce, gdzie część klasy politycznej zadaje, można powiedzieć, ciosy w plecy – ocenił szef MON.

Odnosząc się do osób koczujących po białoruskiej stronie granicy z Polską, Błaszczak ocenił, że nie są to uchodźcy.

– To są ofiary handlarzy ludźmi – powiedział.

Rośnie liczba nielegalnych migrantów

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z UE gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu i innych krajów. Najwięcej osób trafiło dotąd na Litwę, która zarzuciła Białorusi zorganizowanie przerzutu imigrantów na jej terytorium w ramach tzw. wojny hybrydowej.

Od kilkunastu dni po białoruskiej stronie granicy z Polską w okolicy miejscowości Usnarz Górny koczuje grupa cudzoziemców, którzy chcą się dostać do Polski i deklaruje chęć ubiegania się o udzielenie im ochrony międzynarodowej.

Osoby te nie są wpuszczane do Polski, a nie chcą cofnąć się w głąb Białorusi. Według informacji Straży Granicznej z poniedziałku grupa liczy obecnie 24 osoby.
Źródło info i foto: polsatnews.pl