Piotr Sz. skazany. Zabił ciężarną żonę, by związać się z inną

Bielski sąd okręgowy skazał na 25 lat więzienia Piotra Sz., który zamordował żonę w ciąży. O wcześniejsze zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 20 latach. Do zbrodni doszło jesienią 2019 roku. Pracujący wówczas w straży miejskiej 35-latek udusił kobietę, która była w szóstym miesiącu ciąży. Wcześniej między małżonkami doszło do awantury. Bielski sąd okręgowy skazał na 25 lat więzienia Piotra Sz., który zamordował żonę w ciąży. Mężczyzna o wcześniejsze zwolnienie będzie mógł się ubiegać po 20 latach. Wyrok jest nieprawomocny.

Oskarżony wysłuchał wyroku na sali rozpraw. Gdy sędzia Jarosław Sablik wypowiedział frazę o wymiarze kary, miał opuszczoną głowę. Na sali obecni byli też bliscy ofiary.

Sędzia w ustnym uzasadnieniu wskazał m.in., że na wymiarze kary zaważyło to, iż oskarżony nie planował zbrodni. Sąd uznał, że działał pod wpływem kumulacji gniewu i złości po awanturze. Niezaprzeczalne jest jednak to, że to Piotr Sz. doprowadził do konfliktu w małżeństwie.

Zabił żonę, zwłoki wywiózł do lasu

Do zabójstwa doszło 17 października 2019 roku. Piotr Sz., wówczas funkcjonariusz straży miejskiej, tego dnia pokłócił się żoną Izabelą. Podczas awantury udusił kobietę. Jej ciało owinął w folię i autem wywiózł w okolice Będzina, gdzie porzucił w lesie. Poszedł jeszcze zagrać w piłkę, a następnego dnia poszedł do pracy. Dzwonił do teściowej, pytając o żonę. Dopiero potem zgłosił jej zaginięcie. Ruszyły poszukiwania.

9 października przypadkowa osoba natknęła się na ciało kobiety. Piotr Sz. został aresztowany.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Śmiertelne pobicie 25-latka w Zakopanem. Jest śledztwo

Jeszcze dziś zostanie wszczęte śledztwo w sprawie śmiertelnego w skutkach pobicia 25-letniego mężczyzny w Zakopanem. Sprawców tej brutalnej napaści do tej pory nie zatrzymano. Mieszkaniec powiatu bocheńskiego zostawił żonę w ciąży i 3-letnią córeczkę. Do stolicy Tatr przyjechał, żeby bawić się na wieczorze kawalerskim. Do tragicznych wydarzeń doszło na zakopiańskich Krupówkach w nocy z soboty na niedzielę.

Mężczyzna z powiatu bocheńskiego przyjechał pod Tatry z grupą przyjaciół na wieczór kawalerski. Według relacji policji, ok. godz. 2:00 na skrzyżowaniu Krupówek i ul. Kościuszki grupę zaatakowali nieznani mężczyźni. Wywiązała się bijatyka, w wyniku której 25-latek, najprawdopodobniej po uderzeniu w głowę, stracił przytomność. Zmarł po przewiezieniu do szpitala. Sprawcy tej brutalnej napaści są wciąż poszukiwani.

„Nie jest znana ich tożsamość. Kluczowe będą analizy monitoringu i przesłuchania świadków” – powiedział zastępca prokuratora rejonowego w Zakopanem Rafał Porębski.

Dziś ma zostać wszczęte śledztwo w związku ze śmiercią 25-latka. Mężczyzna pochodzący z powiatu bocheńskiego osierocił 3-letnią córeczkę, zostawił też żonę, która spodziewa się kolejnego dziecka. Na jutro zaplanowano natomiast sekcję zwłok – poinformował RMF FM prokurator Porębski.

Śledczy przesłuchali już w charakterze świadków osoby, które były w grupie pobitego 25-latka. Poszukiwani są także inni świadkowie, którzy mogą mieć wiedzę o tym, co się wydarzyło, ale nie brały udziału w samej bójce. Za pobicie, którego następstwem jest śmierć człowieka, grozi kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Zabójstwo Jaroszewiczów. Oskarżeni mogą opuścić areszt

Trzech oskarżonych w procesie dotyczącym morderstwa premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji będzie odpowiadać z wolnej stopy. Dwaj z nich mogą opuścić areszt, poza Dariuszem S., który w areszcie odbywał karę w innej sprawie. Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował o zamianie aresztu tymczasowego na policyjny dozór, zakaz kontaktu z innymi oskarżonymi i świadkami oraz zakaz opuszczania kraju.

Sąd Okręgowy w Warszawie zwalnia z aresztu tymczasowego byłych członków tak zwanego gangu karateków. Chodzi o proces dotyczący zabójstwa byłego premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony. Według prokuratury Robert S. miał zamordować małżeństwo, Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zbrodni.

Wobec całej trójki areszt w związku z tą sprawą stosowany był przez ponad trzy lata. Sąd argumentuje swoją decyzję coraz słabszą – w miarę trwającego od roku procesu – wiarygodnością dowodów i przewlekłością dotychczasowego aresztu.

W dodatku, ponieważ oskarżeni złożyli już zeznania, zdaniem sądu, nie ma obaw matactwa. Prokuratura już zapowiedziała odwołanie od decyzji sądu. „Nie podzielamy tego stanowiska i planujemy tę decyzję zaskarżyć” – oświadczyła Katarzyna Płończyk z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

„Decyzja podjęta przez sąd z urzędu jest zaskakująca” – czytamy w oświadczeniu krakowskiej prokuratury przesłanym do naszej redakcji – „Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie oznacza, iż oskarżeni o zbrodnię zabójstwa, w tym jeden z nich o zabicie czterech osób i usiłowanie pozbawienia życia kolejnej osoby, opuszczą areszt śledczy i będą odpowiadali z tzw. „wolnej stopy”. Jest tym bardziej zaskakująca, że sąd wydał ją, mimo że żaden z oskarżonych nie składał wniosku o uchylenie tymczasowego aresztowania, a prokurator złożył do sądu wniosek o przedłużenie tymczasowego aresztowania wobec wszystkich oskarżonych”.

Obrońcy nie chcieli komentować decyzji sądu.

Oskarżeni powinni dziś opuścić areszt, poza Dariuszem S., który w areszcie odbywał karę w innej sprawie.

Sąd nabrał wątpliwości co do winy oskarżonych? Kaczmarek komentuje

Robert S., Marcin B. i Dariusz S. to członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 1993-1995 dokonał kilkudziesięciu wyjątkowo brutalnych napadów rabunkowych w całej Polsce. Robertowi S. zarzucono również dokonanie 18 stycznia 1991 roku w Gdyni zabójstwa małżeństwa S. oraz usiłowanie 12 września 1993 r. w Izabelinie zabójstwa mężczyzny.

Decyzją warszawskiego sądu zdziwiony jest Janusz Kaczmarek – pełnomocnik części pokrzywdzonych w procesie o zabójstwo małżeństwa w Gdyni. Według niego, rozstrzygnięcie zezwalające oskarżonym odpowiadać z wolnej stopy może oznaczać, że trzeba się liczyć z tym, że sąd nabrał wątpliwości co do winy trzech oskarżonych mężczyzn.

„Inny wniosek nie przychodzi mi do głowy, bo chodzi o mężczyzn z groźnego gangu karateków, którzy odpowiadają w sumie za zabójstwa czterech osób. Moje doświadczenie mówi mi, że w tego typu sytuacji należałoby spodziewać się wyroku, który nie oscylowałby w kierunku pójścia w stosunku do sprawców, że są winni tych zabójstw” – stwierdził Kaczmarek w rozmowie z dziennikarzem RMF FM.

Prawnik obawia się też, że oskarżeni na wolności będą ustalać między sobą wersje – a robili to we wcześniejszych procesach, mimo że siedzieli za kratami. Do tego – jak twierdzi – mogą zastraszać innych świadków.

Zaplanowana zbrodnia w willi Jaroszewiczów i przebieg napadu

Do napadu rabunkowego na posesję Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji w warszawskim Aninie doszło w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 roku. Według prokuratury, w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu przez uchylone okno łazienki Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną.

Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska-Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Oskarżeni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, 5 złotych monet oraz damski zegarek.

Prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już w godzinach wczesnoporannych, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił. Po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i ją zastrzelił.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Nowe informacje w procesie dotyczącym zabójstwa Jaroszewiczów

„Jestem osobą spokojną i spokojnie przebiegała też większość napadów z moim udziałem” – mówił w czwartek przed sądem główny oskarżony ws. zabójstwa małżeństwa Jaroszewiczów Robert S. To kolejna rozprawa w trwającym od niemal roku procesie, podczas której mężczyzna odpowiadał na pytania stron.

Proces dotyczący zabójstwa b. premiera Piotra Jaroszewicza i jego żony ruszył przed Sądem Okręgowym w Warszawie w sierpniu ub.r. Prokuratura oskarża Roberta S. o uduszenie Piotra Jaroszewicza oraz zastrzelenie jego żony, a Dariusz S. i Marcin B. oskarżeni są o współudział w zabójstwie b. premiera. Wszyscy trzej to b. członkowie tzw. gangu karateków, który w latach 90. dokonał kilkudziesięciu napadów rabunkowych.

Na pierwszej rozprawie po letniej przerwie Robert S. skończył odpowiadać na pytania prokuratury. W następnej kolejności pytania zaczęli zadawać mu oskarżyciele posiłkowi – jednym z nich jest syn tragicznie zmarłego premiera Andrzej Jaroszewicz. Jego pełnomocnik mec. Beata Czechowicz pytała m.in. o to, czy S. określiłby się jako osobę skłonną do agresji. Oskarżony zaprzeczył. Jestem spokojną osobą, panuję nad emocjami dużo lepiej niż pan Dariusz S. – powiedział.

Na pytanie, czy w czasie wspólnie organizowanych napadów mimo wszystko zdarzyło mu się stracić panowanie nad emocjami, Robert S. odparł, że doszło do tego w momencie, kiedy śmiertelnie postrzelono jego kolegę z grupy. Z wnętrza domu zaczął dobiegać wydawany przez niego odgłos (…) Wtedy oddałem strzał w kierunku domu, ale nie strzelałem do żadnej osoby, tylko w kierunku domu – powiedział.

Niejednokrotnie mówiłem o tym, żeby podczas napadów zachowywać się spokojnie, bo nasz spokój udziela się pokrzywdzonym. Jak wpadniemy z wrzaskiem i zaczniemy kogoś bić, to sytuacja wymknie się spod kontroli – tłumaczył. Jak dodał, zgodnie z jego zaleceniami większość napadów przebiegała w spokojny sposób. Ja nie stosowałem drastycznych metod – mówił. Podkreślił, że nie określiłby się jako osobę agresywną oraz nigdy nie zachowywał się agresywnie w stosunku do bliskich.

Na kolejnej rozprawie zaplanowanej na poniedziałek Robert S. ma kontynuować odpowiadanie na pytania stron – za wyjątkiem pytań współoskarżonych oraz ich pełnomocników. Tym panom nie mam nic do powiedzenia – wskazał. Chęć odniesienia się do dotychczasowych wyjaśnień S. zapowiedział współoskarżony Marcin B. Następnie proces wejdzie w fazę postępowania dowodowego. Zgodnie z zapowiedzią w pierwszej kolejności odtworzone mają być nagrania z oględzin miejsca zbrodni oraz przebiegu badań wariograficznych.

Zabójstwo Jaroszewiczów

Prokuratura zarzuciła trzem mężczyznom zasiadającym na ławie oskarżonych napad rabunkowy na posesję Piotra Jaroszewicza i jego żony Alicji w warszawskim Aninie w nocy z 31 sierpnia na 1 września 1992 r., podczas którego mieli wspólnie zamordować Piotra Jaroszewicza, zaś Robert S. miał zabić Alicję Solską-Jaroszewicz. Robertowi S. zarzucono również zabójstwo małżeństwa S. w 1991 r. w Gdyni oraz usiłowanie zabójstwa mężczyzny w Izabelinie w 1993 r. Grozi im kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Według prokuratury, w dniu napadu oskarżeni przez wiele godzin obserwowali posesję ofiar. Po wejściu do domu Jaroszewiczów przez uchylone okno łazienki Robert S. obezwładnił Piotra Jaroszewicza uderzeniem w tył głowy znalezioną bronią palną. Oskarżeni przywiązali mężczyznę do fotela. Z kolei Alicja Solska–Jaroszewicz została skrępowana i położona na podłodze w łazience. Oskarżeni przeszukali dom, zabrali z niego – poza dwoma pistoletami – 5 tys. marek niemieckich, pięć złotych monet oraz damski zegarek.

Jak wskazuje prokuratura, prawdopodobnie w momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już w godzinach wczesnoporannych, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. Napastnicy znów posadzili go w fotelu. Następnie, gdy dwaj sprawcy trzymali go za ręce, Robert S. go udusił.

Według prokuratury, po zamordowaniu Piotra Jaroszewicza Robert S. zabrał z gabinetu pokrzywdzonego jego sztucer, poszedł do łazienki, w której leżała związana Alicja Solska-Jaroszewicz i miał ją zastrzelić.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Jakub Banaś wpłacił poręczenie majątkowe

Jakub Banaś wpłacił 200 tys. złotych poręczenia majątkowego za siebie i żonę. Jak dowiedział się reporter RMF FM, jego adwokat złożył też zażalenie na zatrzymanie syna prezesa NIK, Mariana Banasia. Jakub Banaś i jego małżonka uiścili poręczenie majątkowe w wysokości 200 tys. złotych – tak wynika z informacji podawanych przez reportera RMF FM, Krzysztofa Zasadę. W rozmowie ze stacją radiową adwokat Dariusz Raczkiewicz podkreślał, że kwestionował zarówno wysokość, jak i zasadność orzeczonej przez sąd kaucji.

Pełnomocnik Jakuba Banasia za bezpodstawne uważa również samo zatrzymanie swojego klienta przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Przypominał, że tego typu działania podejmuje się, kiedy zachodzi obawa ukrywania się czy utrudniania postępowania.

Mecenas Raczkiewicz złożył zażalenie zarówno na fakt zatrzymania, jak i ustaloną kaucję.

Syn prezesa NIK Mariana Banasia we wcześniejszej rozmowie z RMF FM podkreślał, że nie ma wątpliwości co do rzeczywistego celu działań służb w jego sprawie. – Chodziło o to, żeby zrobić show medialne. To rzeczywiście zostało dobrze zrobione, cel został osiągnięty, ponieważ nie ja jestem celem. Ja jestem zwykłą płotką biznesową. Celem jest mój ojciec, celem jest Najwyższa Izba Kontroli – mówił.

Zaznaczał również, że nie ma zarzutów co do samego przebiegu zatrzymania. – Agenci zachowywali się bardzo profesjonalnie, kulturalnie – od samego momentu zatrzymania aż do wypuszczenia w sobotę w prokuraturze. Natomiast uważam, że była to po prostu operacja medialna i taki miała cel – oceniał.

Zatrzymanie syna Mariana Banasia

Funkcjonariusze krakowskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego prowadzą pod nadzorem Prokuratury Regionalnej w Białymstoku śledztwo dotyczące składania fałszywych oświadczeń majątkowych przez osobę pełniącą funkcję publiczną.

Jak czytamy w komunikacie CBA, w toku postępowania śledczy zgromadzili obszerny materiał dowodowy, który został poddany analizie. W związku ze śledztwem w piątek 23 lipca zatrzymano społecznego doradcę prezesa NIK – Jakuba Banasia. Marian Banaś poinformował w mediach społecznościowych, że jego syn został zatrzymany na lotnisku Kraków Balice, gdy w towarzystwie małżonki wracał z urlopu. Agenci CBA zatrzymali także dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie – Tadeusza G.

Zarzuty dla Jakuba Banasia

Prokuratura Regionalna w Białymstoku poinformowała w oficjalnym komunikacie, że Jakub Banaś, syn prezesa NIK, usłyszy siedem zarzutów popełnienia przestępstw, w tym dwóch oszustw w związku z wyłudzeniem w 2016 r. ze środków Narodowego Funduszu Rewaloryzacji Zabytków Krakowa dofinansowania w łącznej kwocie około 120 000 zł na realizację prac renowacyjnych w kamienicy położonej w Krakowie.

Prokuratura przekazała, że zarzuty obejmują również podrobienie przez Jakuba Banasia umowy o wykonanie robót budowlanych w kamienicy, na których realizację wyłudzono dofinansowanie ze środków Skarbu Państwa, a także popełnienie przestępstw skarbowych polegających na dwukrotnym posłużeniu się podrobionymi fakturami VAT na kwotę ponad 310 000 zł w celu rozliczenia powyższego dofinansowania i wyłudzenia podatku VAT w kwocie prawie 80 000 zł.
Źródło info i foto: Wprost.pl

Żona zamordowanego prezydenta Haiti wróciła do kraju

Wdowa po prezydencie Haiti powróciła do kraju po pobycie w szpitalu na Florydzie. Martine Moise po wyjściu z samolotu na lotnisku w Port-au-Prince miała na sobie kamizelkę kuloodporną. W ubiegłym tygodniu została ranna w czasie zamachu na życie jej męża – Jovenela Moise.

Jak podaje BBC, Martine Moise wylądowała na lotnisku w stolicy Haiti w sobotę 17 lipca. Na płycie lotniska przywitał ją pełniący obowiązki premiera Claude Joseph. Moise miała założony temblak oraz kamizelkę kuloodporną. Jeden z haitańskich urzędników przekazał na Twitterze, że wdowa po Jovenelu Moise powróciła do kraju, aby przygotować się na pogrzeb męża, który odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Do zamachu na życie prezydenta Haiti doszło w nocy z 6 na 7 lipca. Do prywatnej rezydencji Jovenela Moise w Port-au-Prince wdarli się napastnicy. Zamachowcy zastrzelili prezydenta, a następnie ranili jego żonę. Martine Moise powiedziała, że atak przebiegł tak szybko, że jej mąż nie był w stanie „wypowiedzieć ani jednego słowa”.

Po ataku Martine Moise została przetransportowana do szpitala w Miami na Florydzie. „Dziękuję za zespół aniołów stróżów, którzy pomogli mi przetrwać ten straszny czas. Z waszym delikatnym dotykiem, życzliwością i troską udało mi się wytrzymać. Dziękuję wam! Dziękuję wam! Dziękuję wam!” – napisała na Twitterze, przebywając w szpitalu.

Po zamachu tymczasowy premier Claude Joseph ogłosił stan wyjątkowy oraz wezwał Organizację Narodów Zjednoczonych do zwołania w trybie pilnym Rady Bezpieczeństwa. Zabójstwo prezydenta Haiti potępiły zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska.

Kilka dni po ataku haitańska policja poinformowała o zastrzeleniu czterech uczestników zamachu oraz zatrzymaniu kolejnych 11. Szef policji Leon Charles oświadczył podczas konferencji prasowej, że ujęto ich na terenie ambasady Tajwanu, na który wtargnęli. W zamachu brało udział 28 napastników – 26 obywateli Kolumbii i dwóch Amerykanów, pochodzących z Haiti. Według szefa policji była to dobrze wyszkolona grupa, której część stanowili dawni kolumbijscy żołnierze. Charles podkreślił, że wciąż „trwa ustalanie inicjatorów zamachu”.

Jovenel Moise został wybrany na prezydenta Haiti w listopadzie 2016 roku, urząd objął trzy miesiące później. Przed rozpoczęciem kariery politycznej, Moise zajmował się działalnością gospodarczą. Był właścicielem m.in. 10-hektarowej plantacji bananów, a w 2001 r. zaangażował się w działalność związaną z gospodarką wodną. Opozycja twierdziła, że Moise wygrał wybory w wyniku fałszerstwa i zarzucała mu próbę zwiększenia swojej władzy poprzez zmniejszenie sądowej kontroli nad rządowymi kontraktami. Domagała się również, by po czterech latach rządów oddał władzę. Moise odmawiał rozpisania nowych wyborów prezydenckich.
Źródło info i foto: Gazeta.pl

Zbigniew S. z zarzutami. Oszustwa, wyłudzenia i pranie pieniędzy

Oszustwa, wyłudzenie 2 mln zł podatku VAT i pranie pieniędzy – to Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zarzuca Zbigniewowi S. Do sądu w czwartek trafił akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, jego żonie Iwonie oraz dwóm wspólnikom. S. grozi do 15 lat pozbawienia wolności. O skierowaniu aktu oskarżenia poinformowała w piątek prok. Katarzyna Skrzeczkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

– W dniu 15 lipca 2021 r. prokurator skierował do Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie akt oskarżenia przeciwko Zbigniewowi S., jego żonie Iwonie S. i dwóm wspólnikom Zbigniewa S. W stosunku do Zbigniewa S. akt oskarżenia obejmuje sześć zarzutów oszustwa lub usiłowania oszustwa, sześć zarzutów wyłudzenia zwrotu podatku VAT i dwa zarzuty dotyczące prania pieniędzy – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga ustaliła, że „w okresie od maja 2011 roku do czerwca 2013 roku Zbigniew S. wykorzystując przepisy, dzięki którym spółki nabywające nieruchomości miały prawo do odliczeń podatkowych, wyłudził od Skarbu Państwa ponad 2 mln złotych”. Miał również usiłować wyłudzić kwotę niemal 5 mln złotych, do czego jednak nie doszło w wyniku działań kontrolnych urzędów skarbowych.

Mieli prać pieniądze

Zbigniew S. miał wykorzystać powiązane z nim spółki, które sporządziły fałszywe umowy kupna i sprzedaży trzech nieruchomości. W nielegalnym procederze brać miała udział żona podejrzanego, Iwona S. oraz dwaj wspólnicy.

Po wyłudzeniu pieniędzy podejrzani podjęli działania zmierzające do wyprania pieniędzy. W przypadku małżeństwa S. czynności te umożliwiły im kupno domu o wartości ponad 1 mln zł, w którym Zbigniew S. mieszkał przed ucieczką z Polski przed organami ścigania. „Nieruchomość ta została zabezpieczona przez prokuraturę na poczet orzeczenia przepadku korzyści osiągniętej z przestępstwa” – przekazała prok. Skrzeczkowska.

Rzeczniczka prokuratury dodała, że oskarżeni nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im czynów. Zbigniewowi S. grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności, natomiast pozostałym do 10 lat pozbawienia wolności.

Ukrywał się w Holandii

Zbigniew S. został w tej sprawie przesłuchany w charakterze podejrzanego dopiero w połowie czerwca. Wcześniej unikał kontaktu z prokuraturą i ukrywał się m.in. w Holandii, skąd został sprowadzony na początku czerwca na podstawie 7 międzynarodowych listów gończych. Obecnie przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: interia.pl

Wielka Brytania: 68-latek zamordował żonę z zazdrości

68-letni Leslie Winnister – jeden z dyrektorów komunikacyjnego giganta BT – zabił swoją żonę. Wszystko przez niefortunny SMS kobiety do znajomego fachowca. Zeznania Brytyjczyka z chwili zbrodni są przerażające. Tragiczny finał nieporozumienia w Wielkiej Brytanii. 68-letni dyrektor w brytyjskim gigancie komunikacyjnym BT Group zabił swoją żonę przez SMS wysłany do zaznajomionego fachowca.

Mężczyzna zabił żonę marmurową deską do krojenia. Bił nią kobietę po głowie tak długo, aż ta przestała się ruszać. By mieć pewność, że kobieta nie żyje, 68-latek podciął jej gardło. Następnie Leslie Winnister udał się w zakrwawionych ubraniach do pobliskiego baru. Po wypiciu sporej dawki alkoholu udał się na cmentarz. Tam namierzyli go śledczy, których przywitał słowami „miałem dziś ciężki dzień panowie”. Ciało zmarłej Suznane Winnister odnaleziono w wartym 1,5 miliona funtów domu w dzielnicy Baxley. Jak orzekli śledczy, kobieta miała straszliwe obrażenia głowy oraz okolic szyi.

Gdy mężczyzna wytrzeźwiał, przystąpiono do przesłuchania. Jak zeznał służbom Wielkiej Brytanii, pierwsze problemy w małżeństwie zaczęły się w 2019 roku, po tym, jak kobieta w wiadomości wysłała mężczyźnie znak „buziaka”, co rozsierdziło 68-letniego Leslie Winnistera.

Mężczyzna przypuszczał, że jego żona ma romans. Raz nawet skonfrontował się z majstrem, gdy ten pojawił się w ich mieszkaniu. Winnister wybił wtedy szyby, a mężczyźnie groził łomem. Policja nie zajęła się sprawą, bo fachowiec nie złożył żadnej skargi.

To jednak przelało czarę goryczy. Suzanne kazała mężowi opuścić dom i zamieszkać w hotelu. Ten, jak przyznał przed sądem, przystał na prośbę, jednak nie mieszkał tam zbyt długo. Po czasie spotkał się z żoną, która zauważyła, że mężczyzna schudł i wygląda na zaniedbanego. Pozwoliła mu wrócić do domu.

Wielka Brytania. Zabójstwo z zazdrości. Ciało znalazła rodzina
Dwa dni później Leslie Winnister pobił żonę na śmierć. Brak kontaktu z Suzanne zaniepokoił jej rodzinę, która pojechała do posiadłości małżeństwa. Tam znaleźli kobietę w kałuży krwi. Obok leżała deska do krojenia i nóż, którym Leslie podciął gardło żonie.

Brytyjska sędzia orzekła o psychicznym podłożu choroby 68-latka. Jak przyznała, takie orzeczenie wydano jednak stanowczo za późno. Leslie Winnister został skazany na bezterminową odsiadkę w specjalistycznym szpitalu pod nadzorem lekarzy. To oni mają zdecydować kiedy i czy w ogóle Winnister kiedykolwiek wyjdzie na wolność.
Źródło info i foto: wp.pl

Nie było zamachu na żonę Prokuratora Krajowego Bogdana Święczkowskiego

Prokuratura w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie rzekomego zlecenia zamachu na sędzię Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Jak informuje „Gazeta Wyborcza” nie było dowodów, aby ktoś planował taką akcję wobec żony Bogdana Święczkowskiego, który jest szefem Prokuratury Krajowej.

„Gazeta Wyborcza” w tekście Marcina Pietraszewskiego informuje, że w ubiegłym roku służby zdobyły informacje o tym, że jeden ze śląskich przestępców miał planować zlecenie zamachu na Małgorzatę Hencel-Święczkowską. Na co dzień jest ona prezesem Sądu Rejonowego w Sosnowcu.

Śledztwo, które było prowadzone bardzo skrupulatnie, w tej sprawie wszczęła Prokuratura w Gliwicach. Śledczy nie znaleźli jednak żadnych dowodów, aby planowany był zamach na sędzie. Postępowanie zostało więc umorzone, a decyzja jest prawomocna.

„GW” przypomina, że Małgorzata Hencel-Święczkowska była przez wiele miesięcy ochraniana przez specjalny zespół z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Miało to związek z innym postępowaniem dotyczącym jej męża. Dolnośląski oddział Prokuratury Krajowej oskarżyła dwóch gangsterów o planowanie zamachu na Bogdana Święczkowskiego.
Źródło info i foto: onet.pl

Przełom w procesie żony „El Chapo”. Przyznała się do prowadzenia kartelu narkotykowego

Żona meksykańskiego barona narkotykowego Joaquina Guzmana, znanego jako „El Chapo”, przyznała się w czwartek w sądzie federalnym w Waszyngtonie do pomagania mężowi w prowadzeniu jego kartelu Sinaloa – podała agencja Reutera.

Emma Coronel Aispuro w ramach ugody z prokuratorami federalnymi przyznała się do zarzutów, obejmujących świadome i umyślne spiskowanie w celu dystrybucji heroiny, kokainy, marihuany i metamfetaminy, prania brudnych pieniędzy i angażowania się w relacje finansowe z kartelem narkotykowym Sinaloa. Przyznała się również do spiskowania w celu pomocy mężowi w ucieczce z meksykańskiego więzienia w 2015 roku.

Dożywocie?

Za samą dystrybucję narkotyków może jej grozić nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Prokurator Anthony Nardozzi powiedział, że żona Guzmana pomogła w imporcie ponad 450 tys. kg kokainy, 90 tys. kg heroiny, 45 tys. kg metamfetaminy i około 90 tys. kg marihuany.

Nardozzi stwierdził, że Coronel „służyła jako pośrednik” w dostarczaniu wiadomości członkom kartelu po aresztowaniu jej męża, a także spiskowała z synami Guzmana w celu „planowania i koordynowania” jego ucieczek z więzienia. Coronel powiedziała, że rozumie zarzuty i konsekwencje przyznania się do winy.

Kiedy zapadnie wyrok?

Sędzia wyznaczył wstępną datę ogłoszenia wyroku na 15 września.

31-letnia była królowa piękności została aresztowana w lutym na lotnisku Waszyngton-Dulles w Wirginii; postawiono jej zarzut udziału w międzynarodowym handlu narkotykami. Coronel urodziła się w Kalifornii; posiada obywatelstwo amerykańskie i meksykańskie. W 2007 roku wyszła za mąż za „El Chapo”, który w 2019 roku został skazany w Nowym Jorku na karę dożywotniego pozbawienia wolności plus 30 lat, bez możliwości zwolnienia warunkowego. Zasądzono również wobec niego przepadek mienia w wysokości 12,6 mld dolarów.

Jako najpotężniejszy baron narkotykowy w Meksyku „El Chapo” był przywódcą kartelu, odpowiedzialnego za przemyt kokainy i innych narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Źródło info i foto: Dziennik.pl