Ojciec zostawił 7-miesięczne dziecko „na chwilę”. Już nie wrócił

Policjanci zajęli się 7-miesięcznym dzieckiem, które ojciec miał „na chwilę” zostawić ze swoim bratem. – Miał wrócić za godzinę, ale nie wrócił wcale – przekazała Irmina Sulich z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI. Matka niemowlęcia przebywa w zakładzie karnym.

Policja zajęła się niemowlęciem kilka dni temu, ale informacja w tej sprawie pojawiła się dopiero w czwartek, 31 grudnia. – Na numer alarmowy zatelefonował mężczyzna, który oświadczył, że jest u niego siedmiomiesięczny bratanek. Miał się nim opiekować tylko przez godzinę – tak zapowiedział ojciec chłopca, lecz po syna nie wrócił – przekazała mł. asp. Irmina Sulich.

Zakłopotany mężczyzna, na którego spadł ciężar opieki, powiedział mundurowym, że nie ma jak zająć się młodziutkim bratankiem. – Poprosił, aby zajęli się nim policjanci – podała policja.

Ojciec porzucił 7-miesięczne dziecko. Matka przebywa w zakładzie karnym 

Sprawą zajęli się funkcjonariusze z wydziału wywiadowczo-patrolowego z Targówka, którzy natychmiast udali się do mieszkania zgłaszającego. – Na miejscu okazało się, że ojciec chłopca już ponad dobę nie okazuje zainteresowania, natomiast matka od kilku dni przebywa w zakładzie karnym – przekazali mundurowi.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

Ojciec zostawił 3-letnią córkę w oknie życia. Mężczyzna jest poszukiwany przez policję

Trwają poszukiwania 26-latka z Katowic. Mężczyzna wyszedł na spacer z trzyletnią córką, po czym zostawił ją w oknie życie. Matka dziewczynki o niczym nie wiedziała. Matka trzylatki była w pracy, kiedy ojciec zabrał dziewczynkę na spacer, po czym zostawił dziecko w oknie życia w katowickiej dzielnicy Bogucice w Domu Prowincjalnym Sióstr św. Jadwigi. Mężczyzna jest poszukiwany.

Jak podaje portal wyborcza.pl, do zdarzenia doszło w czwartek. Dziecko zostało przewiezione do szpitala na badania. Na szczęście jego zdrowiu nic nie zagrażało.

Dziewczynka powiedziała policji, jak się nazywa. Funkcjonariusze skontaktowali się z matką trzylatki. Ojciec nie mieszkał z dziewczynką i jej matką, ale miał pełnię praw rodzicielskich i regularnie zabierał córkę na spacery. 26-latek nie ma stałego miejsca zamieszkania.
Źródło info i foto: wp.pl

Wrocław: 35-latek zostawił dziecko w rozgrzanym samochodzie. Grozi mu więzienie

26.07.2016 Krakow Swiatowe Dni Mlodziezy Pielgrzymi w Krakowie Msza inauguracyjna na krakowskich bloniach fot Jakub Wlodek/REPORTER

Nawet pięć lat więzienia grozi 35-letniemu mężczyźnie, który na czas upału zostawił w samochodzie 7-letniego syna. Na policję zadzwonili klienci supermarketu, w którym mężczyzna robił zakupy. Upały dają o sobie znać szczególnie w samochodach. Te zatrzymane i zamknięte nagrzewają się do kilkudziesięciu stopni. Służby przestrzegają przed pozostawaniem w nagrzanych autach.

Komunikat zbagatelizował dziś 35-letni mieszkaniec Wrocławia. Mężczyzna wybrał się na zakupy. Zdecydował, że zostawi w aucie swojego 7-letniego syna. Temperatura na zewnątrz przekraczała 30 stopni.
Źródło info i foto: Radio ZET.pl

USA: Porzucił chore niemowlę na parkingu

18-letni mężczyzna zatrzymał się na parkingu przed centrum handlowym, wyjął z samochodu fotelik ze swoim szesnastodniowym dzieckiem, postawił na ziemi i odjechał. Do zdarzenia doszło w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych. Pracownicy salonu fryzjerskiego zauważyli porzucony fotelik z dzieckiem. Wezwana na miejsce policja przejrzała monitoring i zidentyfikowała mężczyznę, który zostawił dziecko.

Okazało się, że w chwili namierzenia go przebywał w szpitalu z powodu urazów doznanych w wypadku. Po zostawieniu syn na parkingu spowodował kolizję samochodową, a następnie uciekł z miejsca zdarzenia. Niemowlę zawieziono helikopterem do szpitala. „Los Angeles Times” informuje, że noworodek cierpi na ciężką chorobę, która wymaga specjalistycznego leczenia. Chłopiec jest w stanie ciężkim, ale stabilnym.
Źródło info i foto: wp.pl

Zostawił 2-letniego synka na śmierć w aucie. Został skazany na dożywocie

Justin Ross Harris dostał dożywocie za umyślne zabicie swojego 22-miesięcznego synka. Kiedy dziecko umierało w rozgrzanym samochodzie, miał wysyłać nagie zdjęcia m.in. nieletniej kochance. Dwa lata temu 35-letni Justin Ross Harris z Atlanty zostawił swojego niespełna dwuletniego synka w rozgrzanym samochodzie i poszedł do pracy. Mężczyzna tłumaczył się poważnymi problemami z pamięcią. Sąd uznał jednak, że zebrane dowody jednoznacznie świadczą o zabójstwie z zimną krwią.
Zapomniał odwieźć synka do żłobka

Harris zeznał, że pojechał z synkiem na śniadanie, wsadził go z powrotem do samochodu, dał mu buziaka, po czym pojechał do pracy. Zapomniał tylko, że nie odwiózł dziecka do żłobka. Temperatura sięgała tego dnia 32 st. C. Mężczyzna około 16:00 pojechał do kina. Dopiero na parkingu miał zauważyć synka. Według świadków wydawał się zrozpaczony. Chłopiec umarł z powodu hipertermii.

Niefortunna historia przeglądarki?

Śledczy Phil Stoddard, który gromadził dowody przeciwko Harrisowi, twierdził, że mężczyzna sprawdzał wcześniej w internecie, jak wygląda śmierć przez przegrzanie w samochodzie. Miał też czytać artykuły o zaletach życia bez dzieci. Obrona twierdziła, że trafił na te informacje przypadkiem. Kiedy kolega pokazał mu felieton o bezdzietności miał nawet odpowiedzieć „Okropieństwo! Podziękuję”.

Przede wszystkim pogrążyły go jednak sprośne SMS-y, które wysyłał do różnych kobiet w czasie, w którym jego syn umierał. Sąd uznał, że liczne kochanki świadczyły o znudzeniu się mężczyzny życiem rodzinnym, co mogło być powodem zabójstwa. W dodatku okazało się, że jedna z osób, którym wysyłał nagie zdjęcia, była nieletnia. Jak przekonywał adwokat skazanego, nie miało to związku ze sprawą i miało uczynić z niego potwora w oczach opinii publicznej.

Surowa kara

Mężczyzna za zabójstwo z premedytacją został skazany na dożywocie. Dodatkowo dostał 20 lat za szczególne okrucieństwo wobec dzieci i 10 lat za wykorzystywanie seksualne dzieci, czytamy w CNN.

Była żona Harrisa nie zgadza się z wyrokiem. Choć twierdzi, że mężczyzna „zrujnował jej życie”, nie wierzy, że mógłby celowo zabić syna, którego kochał. Mężczyzna płakał, kiedy w czasie rozprawy sąd pokazał mu zdjęcie dziecka. Prokurator Chuck Boring nie ma jednak wątpliwości, że skazany zasłużył na karę.

Wydaje mi się, że to jedyny odpowiedni wyrok w przypadku, kiedy ktoś z premedytacją odbiera życie 22-miesięcznemu dziecku – i to w tak bolesny i rozmyślny sposób – powiedział Boring.
Żródło info i foto: Gazeta.pl

Szczeniaki zamknięte w gorącym aucie

Te rozkoszne maluchy mogły zginąć w męczarniach. W piątek przy ul. Poloneza na Ursynowie bezmyślny właściciel zostawił je w samochodzie. Z każdą godziną słońce rozgrzewało pojazd, a szczeniaczki piszczały i wołały o pomoc.

– Kilkumiesięczne szczeniaki w bmw około południa zauważyła mieszkanka pobliskich bloków. Powiadomiła ochroniarzy, a oni nas – mówi starszy strażnik Tomasz Dudek z Referatu ds. Ekologicznych Straży Miejskiej m.st. Warszawy. Okazało się, że zwierzęta były w ten okrutny sposób uwięzione od bladego świtu. – Temperatura w pojeździe była wysoka. Kiedy braliśmy psy na ręce, były gorące. Nie stawiały oporu, dyszały. Natychmiast dostały wodę do picia – dodaje Tomasz Dudek. Maleństwa trafiły do schroniska na Paluchu. Właściciel pojazdu odpowie za narażenie życia psiaków. Grożą mu za to nawet 2 lata więzienia.
Żródło info i foto: se.pl

Policja poszukuje kierowcy bmw

Policja w Głogowie (woj. dolnośląskie) poszukuje kierowcy BMW, który uderzył w latarnię, po czym uciekł pozostawiając zniszczony samochód. „Sprawca wypadku uciekł zostawiając pasażerkę koło samochodu. Ona po chwili też uciekła” – napisał @aro, autor zdjęcia. Jak poinformował nas Bogdan Kaleta z Komendy Powiatowej Policji w Głogowie, informację dotyczącą tego zdarzenia policjanci przyjęli w niedzielę o godzinie 5.45.
„Na Starym Mieście w Głogowie, na skrzyżowaniu ulic Garncarskiej i Balwierskiej, zauważono samochód marki BMW, który uderzył w słup. Poszukujemy kierowcy tego pojazdu. Ochroniarze, którzy zgłosili zdarzenie widzieli pasażerkę, która oddaliła się z miejsca. Samochód ma niemieckie tablice rejestracyjne” – poinformował oficer prasowy. Żródło info i foto: kontakt24.tvn24.pl

Ojciec zostawił dziecko w samochodzie. Trzyletnia dziewczynka nie żyje

W Rybniku znaleziono ciało trzyletniej dziewczynki. Dziecko spędziło w zamkniętym samochodzie 8 godzin. Wszystko wskazuje na to, że ojciec zapomniał zawieźć je do przedszkola. Do tragedii doszło na parkingu przy elektrowni Rybnik. Kilka minut po godzinie 15 40-letni mężczyzna znalazł w samochodzie ciało swojej 3-letniej córki. Dziewczynka spędziła w stojącym na palącym słońcu aucie 8 godzin. – „Wszystko wskazuje na to, że mężczyzna zapomniał odwieźć ją do przedszkola i o godz. 7 od razu przyjechał do pracy” – mówi Aleksandra Nowara, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Rybniku. Zszokowany ojciec próbował reanimować córkę. O jej życie walczyli też przybyli na miejsce ratownicy. Niestety, lekarz stwierdził zgon. Na miejscu pracowała ekipa dochodzeniowa, która ustalała okoliczności tragedii. Ojciec dziecka jest w szoku. Przewieziono go na oddział zamknięty miejscowego szpitala psychiatrycznego. Żródło info i foto: Gazeta.pl

Ciąg dalszy afery dotyczącej klubów Cocomo

Zarzut oszustwa usłyszała menedżerka jednego z poznańskich nocnych klubów Cocomo. Tego, w którym prawie milion złotych zostawił pewien dyrektor polskiej spółki z branży metalurgicznej. Poza menedżerką policja zatrzymała jeszcze cztery osoby. Do zatrzymania menedżerki doszło we wtorek rano. Policja przetrząsnęła też, znajdujący się przy poznańskim Starym Rynku, klub w poszukiwaniu narkotyków (których policyjny pies ostatecznie nie znalazł). Sprawdzili też drugi z poznańskich lokali, a także biura spółki Event (to do niej należy sieć klubów Cocomo) w Krakowie i Warszawie – czytamy w „Gazecie Wyborczej”. Jeszcze we wtorkowy wieczór funkcjonariusze dokonali zatrzymania kolejnych czterech osób – trzech tancerek (to one umilały czas rzeczonemu dyrektorowi) oraz pracownicy krakowskiej centrali firmy Event. Żródło info i foto: Newsweek.pl

Pijany ojciec zostawił dziecko pod Warszawą

Niecodzienna sytuacja w Nadarzynie koło Warszawy. Mężczyzna, który przyjechał z 11-letnim synkiem ze Śląska, upił się i zostawił dziecko bez opieki. Kazał mu wracać do domu samemu. Chłopiec poprosił policję o pomoc w poszukiwaniu dworca. Mundurowi zatrzymali nieodpowiedzialnego ojca. Wszystko wydarzyło się w poniedziałek, 17 lutego, we wspomnianym już Nadarzynie. Około godz. 15 z dyżurnym policji skontaktował się 11-letni chłopiec. Nie wiedział, jak się dostać na dworzec, więc poprosił o pomoc. Dyżurny natychmiast wysłał na miejsce patrol mundurowych. Żródło info i foto: onet.pl