Ojciec Tadeusz Rydzyk przed sądem

W środę przed Sądem Rejonowym Warszawa-Wola formalnie ruszył proces, który w związku z nieujawnieniem informacji publicznej stowarzyszenie Watchdog wytoczyło zarządowi Fundacji Lux Veritas. Stowarzyszenie domaga się kary roku pozbawienia wolności m.in. dla kierującego fundacją o. Tadeusza Rydzyka.

Oprócz niego oskarżeni zostali dwaj pozostali członkowie zarządu – o. Jan Król oraz Lidia Kochanowicz-Mańk. W środę wszyscy zabrali głos przed sądem. O. Rydzyk przekonywał, że w procesie chodzi o odebranie dobrego imienia Telewizji Trwam oraz niszczenie wszystkiego, co polskie i katolickie.

Środowy termin był już trzecim w tej sprawie. Dotychczas do odczytania aktu oskarżenia nie doszło ze względu na kierowane przez prokuraturę i obronę wnioski. Kolejne, zbliżone do tych oddalonych już wcześniej, złożono również w środę. Prokuratura i obrona wnosiły o umorzenie sprawy.

Uzasadniając swój wniosek, adwokat Lidii Kochanowicz-Mańk mec. Paweł Panek podkreślał, że w przypadku dalszego procedowania aktu oskarżenia pojawią się „poważne wątpliwości dotyczące praworządności tego postępowania”. Zaznaczył, że wątpliwości w sprawie ma urząd I prezesa Sądu Najwyższego. Chodzi o wniosek dotyczący niekonstytucyjności niektórych przepisów regulujących dostęp do informacji publicznej skierowany do TK przez I prezes SN Małgorzatę Manowską.

Zdaniem adwokata akt oskarżenia nie ma „uzasadnienia merytorycznego”, a samo postawienie w stan oskarżenia jest już „stanem niemalże krytycznym”. – Ten akt oskarżenia zmierza do zdemolowania praktyki prawa karnego i podważania SN jako autorytetu – powiedział, dodając, że sam ocenia go jako „szykanę i ordynarną hucpę”.

Sędzia Katarzyna Bień podkreśliła, że wszelkie niedoskonałości aktu oskarżenia będą korygowane przez sąd i badane w trakcie postępowania dowodowego. Kolejne wnioski oceniła jako „quasi-wnioski”, w sprawie których sąd nie ma obowiązku orzekać. Wskazując, że na razie oskarżeni nie mieli nawet okazji się wypowiedzieć, sędzia postanowiła o otwarciu przewodu sądowego.

Akt oskarżenia

Akt oskarżenia został odczytany przez pełnomocnika Sieci Obywatelskiej Watchdog mec. Adama Kuczyńskiego. Mowa w nim o tym, że członkowie zarządu fundacji w okresie od 3 listopada 2016 r. do 18 czerwca 2020 r. – działając jako funkcjonariusze publiczni – w celu „osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej” nie dopełnili ciążącego na nich obowiązku udzielenia informacji publicznej.

Chodzi o nieujawnienie wydatków fundacji z publicznych pieniędzy, o co Watchdog wnioskował w czerwcu 2016 r. Jak podkreśla stowarzyszenie, odpowiedź, która do nich trafiła, była spóźniona i niepełna – fundacja udzieliła odpowiedzi w zakresie jednego z dwóch punktów. Prokuratura najpierw odmówiła wszczęcia postępowania w tej sprawie, a potem dwukrotnie je umorzyła. Stowarzyszenie złożyło więc do sądu subsydiarny akt oskarżenia.

Powołano się w nim na art. 23 Ustawy o dostępie do informacji publicznej, zgodnie z którym jeśli ktoś wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi nie udostępnia informacji publicznej, podlega on grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. Przepis ten powiązano jednocześnie z przepisem Kodeksu karnego mówiącym o niedopełnieniu obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, obarczonym karą do 10 lat pozbawienia wolności. Kara, jakiej domaga się stowarzyszenie, to rok pozbawienia wolności.

„Podzieliliśmy się kompetencjami”

Podczas środowej rozprawy wszyscy trzej oskarżeni odpowiadali na pytania sądu oraz swoich obrońców. W pierwszej kolejności głos zabrał o. Jan Król, który przekonywał, że Fundacja Lux Veritatis ostatecznie odpowiedziała na wszystkie zadane przez Watchdog pytania.

Dodał, że w 2016 r. on sam chorował onkologicznie, co ograniczało jego działalność w fundacji. Podkreślił też, że nigdy nie zajmował się udzielaniem informacji publicznej, bo była to odpowiedzialność Lidii Kochanowicz-Mańk. Podzieliliśmy się kompetencjami po to, żeby każdy zajmował się tym, do czego się zobowiązał – powiedział.

O. Rydzyk wielokrotnie podkreślał, że ma trudność z uznaniem informacji, o którą wnioskował Watchdog, za „informację publiczną”, jako że mowa o prywatnej fundacji. Zaznaczył, że „w żadnym razie” nie przyznaje się do stawianego mu zarzutu. Nasz podmiot udziela różnych informacji podmiotom polskim, nie finansowanym gdzieś spoza Polski – mówił. Wskazywał, że stowarzyszenie Watchdog jest finansowane właśnie przez takie podmioty, także takie, które „wprost występują przeciwko ewangelizacji”.

Cały czas służę Polsce, narodowi, a mój naród mnie tutaj oskarżył – mówił. Jego zdaniem w sprawie chodzi o uderzenie w Telewizję Trwam oraz niszczenie tego, co polskie i katolickie. Uważam, że to jest nieuczciwe, to jest działanie na szkodę, próba odebrania nam dobrego imienia – podkreślił.

Kilkukrotnie sąd prosił księdza o bardziej precyzyjne odpowiedzi – doszło do tego m.in. w momencie, gdy na pytanie o wewnętrzny regulamin fundacji, ten odparł, że „wystarczy 10 Przykazań Bożych”. Po upływie 30 minut prezes Fundacji Lux Veritatis poinformował, że jest zmęczony i odmówił dalszego odpowiadania na pytania.

„Nie mamy czego ukrywać”

Najdłużej na pytania sądu odpowiadała Lidia Kochanowicz-Mańk, która podkreślała, że wniosek Watchdoga był pierwszym wnioskiem o informację publiczną, który kiedykolwiek wpłynął do Fundacji Lux Veritatis. Jak mówiła, po zasięgnięciu porady u prawników była przekonana, że fundacja nie była zobowiązana do udzielenia takiej informacji. Mimo tego – z dobrej woli, chcąc uniknąć posądzenia o to, że pragnie coś ukryć – postanowiła jednak to zrobić.

Kochanowicz-Mańk przyznała, że odpowiedź dotyczyła jednego z dwóch punktów, o które wnioskowało stowarzyszenie, natomiast – jak tłumaczyła – powodowane było to m.in. obawą, czy odpowiedź w pełnym zakresie nie naruszyłaby czyjegoś prawa do prywatności.

Podkreślała ponadto, że gdy fundacja otrzymuje środki publiczne, występuje o nie w konkursach, a następnie składa „pełne sprawozdanie”. Nie mamy czego ukrywać, te informacje są dostępne dla wszystkich posłów, którzy pytają o to dziesiątki razy – mówiła Kochanowicz-Mańk.

Jej zdaniem celem procesu, który właśnie się rozpoczął, jest pozbawienie ludzi zaufania do fundacji. – Zastanawiam się, czy ten ktoś, kto pisał ten akt oskarżenia, ma świadomość tego, co zrobił (…) Zniszczyć człowieka i nazwisko można bardzo szybko – powiedziała, dodając, że to, co obecnie pojawia się w mediach na jej temat, będzie „bardzo ciężko wymazać”.

Rozprawa w formie wideokonferencji

Rozprawa po raz kolejny miała formę wideokonferencji. O. Tadeusz Rydzyk oraz o. Jan Król wraz ze swoimi obrońcami przebywali w Sądzie Rejonowym w Toruniu. Sędzia Katarzyna Bień oddaliła wniosek stowarzyszenia Watchdog o to, by składali oni wyjaśnienia w Warszawie. Odpowiadając na obawy dotyczące możliwości przedstawiania oskarżonym różnego rodzaju dokumentów, sędzia podkreśliła, że sąd jest technicznie przygotowany do tego, by to zrobić – bez konieczności ich osobistego stawiennictwa w Sądzie Rejonowym Warszawa-Wola.

Kolejny termin rozprawy wyznaczono na 12 sierpnia. Wówczas przesłuchanych ma być trzech świadków – dwóch pracowników Fundacji Lux Veritatis oraz prezes stowarzyszenia Watchdog Szymon Osowski. Sąd oddalił wniosek o przesłuchanie prok. Anny Dziduch, która pierwotnie odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie, a później dwukrotnie wnioskowała o umorzenie postępowania przed wolskim sądem.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Szwecja: Nożownik z Vetlandy w sądzie krzyczał, że nic nie zrobił

Sąd rejonowy w Eksjoe w środkowej Szwecji zdecydował o aresztowaniu 22-letniego nożownika z Vetlandy, podejrzanego o usiłowanie zabójstwa siedmiu osób. Pochodzący z Afganistanu mężczyzna będzie także badany przez psychiatrę. Sąd przychylił się do wniosku prokuratora o aresztowanie 22-letniego mężczyzny w związku z ryzykiem popełnienia nowych przestępstw oraz mataczenia w śledztwie. W sądzie podejrzany nie przyznał się do winy.

„Nic nie zrobiłem!” – wykrzyknął i uderzył pięścią w stół.

Pytany przez sędziego o datę urodzenia, nie potrafił jej podać. Sąd podjął decyzję o przeprowadzeniu badania psychiatrycznego mężczyzny. Prokurator ma dwa tygodnie na wniesienie aktu oskarżenia. Śledztwo jest prowadzone pod kątem usiłowania zabójstwa. W przypadku pojawienia się nowych wątków, sprawa może zostać rozszerzona o przestępstwo terrorystyczne.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Szwedzki działacz LGBT podejrzany o gwałty na imigrantach

Działacz największej szwedzkiej organizacji LGBT podejrzany jest o gwałty na imigrantach, którym miał pomagać w otrzymaniu azylu w związku z ich orientacją seksualną – pisze w sobotę dziennik „Svenska Dagbladet”. Według gazety pracujący od lat 90. w stowarzyszeniu RFSL, działającym na rzecz praw osób homoseksualnych, biseksualnych i transpłciowych, znany był wśród imigrantów „jako ten, do którego należy się udać, aby przyspieszyć proces azylowy”. W rzeczywistości – jak ujawniają dziennikarze – działacz wykorzystywał przychodzących do niego młodych mężczyzn.

– Istnieją cztery zgłoszone przypadki gwałtu oraz dwa przypadki wykorzystywania seksualnego. Osobiście nie spotkałam się wcześniej z podobną sprawą. Policja wykonała świetną pracę, przekonując świadków do złożenia zeznań – stwierdziła prokurator Paulina Pilkati, która wkrótce wniesie akt oskarżenia do sądu. Podejrzany mężczyzna przebywa w areszcie.

Według zeznań jednego z poszkodowanych, 25-letniego Samuela, działacz zamknął drzwi na klucz oraz zasłonił okna, następnie zmusił go do seksu bez zabezpieczenia. Gazeta podkreśla, że rolą mężczyzny w organizacji było informowanie o bezpiecznym seksie oraz profilaktyka chorób przenoszonych drogą płciową, a także pomoc imigrantom w kontaktach ze szwedzkimi urzędami.

Świadkami w sprawie są wolontariusze stowarzyszenia RFSL, którzy potwierdzili, że działacz przyjmował interesantów po godzinach pracy.

Okazało się, że do władz dochodziły informacje o tym, że imigranci nie chcą się z nim spotykać w pojedynkę, ale nic z tym nie zrobiono. Nad pracą mężczyzny nie było także kontroli. Miał on własny rejestr osób, które przyjmował. Według oficjalnych danych w 2019 roku było ich 319.

Stowarzyszenie RFSL działa na rzecz praw osób homoseksualnych w Szwecji od 70 lat, posiada 34 lokalne oddziały i jest finansowane ze środków publicznych oraz prywatnych. Jego działacze prowadzą kursy w szkołach, przychodniach oraz firmach na temat praw osób LGBT. W sprawach dotyczących osób homoseksualnych organizacja doradza rządowi.
Źródło info i foto: interia.pl

Zatrzymano trzecią osobę w związku z zamachem w Nicei

Francuska policja zatrzymała kolejną, trzecią już osobę podejrzaną o kontakt z terrorystą z Nicei. Zatrzymany to 33-latek. „Staramy się ustalić jego rolę w tej sprawie” – poinformowało źródło w wymiarze sprawiedliwości. Mężczyzna został zatrzymany w piątek. Przedstawiciel francuskiego wymiaru sprawiedliwości poinformował w sobotę rano, że w piątek aresztowano trzecią osobę w związku z czwartkowym zamachem w bazylice Notre Dame w Nicei, na południu Francji, w którym zginęły trzy osoby.

Policja podała wkrótce potem, że do trzeciego zatrzymania doszło zaraz po aresztowaniu drugiego podejrzanego, który miał kontakt z zamachowcem przed atakiem. Trzeci zatrzymany to 33-letni mężczyzna. „Staramy się ustalić jego rolę w tej sprawie” – poinformowało źródło w wymiarze sprawiedliwości.

35-latek w areszcie

35-latek, który miał kontakt z 21-letnim Tunezyjczykiem, sprawcą zabójstwa trzech osób, został przesłuchany i umieszczony w piątek w areszcie – podały źródła sądowe, potwierdzając informacje radia France Info. Mężczyzna jest podejrzany o to, że dzień przed atakiem w bazylice Notre Dame w Nicei miał kontakt ze sprawcą zabójstw, podobnie jak aresztowany wcześniej 47-letni mężczyzna. Wiadomo, że zabójca przez 15 dni, gdy mieszkał u krewnego w Palermo – według cytowanych przez media źródeł we włoskim wywiadzie – nie miał żadnych kontaktów ze środowiskami radykałów i nie wyrażał ekstremistycznych poglądów czy też zamiaru dopuszczenia się zamachu.

Zabójca, 21-letni Tunezyjczyk Brahim Aoussaoui wraz z grupą imigrantów zszedł 20 września z łodzi na Lampedusie i trafił do ośrodka pobytu w Bari w Apulii. 25 października przedostał się nielegalnie do Francji. Cztery dni później zaatakował ludzi nożem w bazylice Notre Dame w Nicei, zabijając dwie kobiety i kościelnego.

Dzień po ataku dzięki współpracy wywiadowczej ustalono, że w momencie przybycia do Włoch Tunezyjczyk nie był terrorystą należącym do jakiejś komórki ani tzw. samotnym wilkiem, zradykalizowanym w internecie. Nadal nie jest jasne, co popchnęło go do ataku w bazylice i obcięcia głowy jednej z trzech ofiar.

Media cytują opinię, że wpływ mógł mieć klimat napięć, jaki odczuł we Francji na tle otwartego konfliktu między prezydentem Emmanuelem Macronem i przywódcą Turcji Recepem Tayyipem Erdoganem.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Birmingham: Policja zatrzymała mężczyznę w związku z wczorajszymi atakami

Brytyjska policja zatrzymała w poniedziałek mężczyznę pod zarzutem morderstwa i usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w niedzielę po północy w Birmingham W atakach jedna osoba zginęła, a siedem zostało rannych. 27-letni podejrzany został zatrzymany w dzielnicy Selly Oak w Birmingham ok. godz. 4 nad ranem – podała policja w hrabstwie West Midlands.

Śledczy poinformowali, że ataki nożownika, które miały miejsce w czterech lokalizacjach w ciągu dwóch godzin, były powiązane, ale najpewniej nie miały związku ze zorganizowaną przestępczością ani terroryzmem.

„Aresztowaliśmy mężczyznę podejrzanego o morderstwo i siedem zarzutów usiłowania zabójstwa w związku z atakami z użyciem noża w Birmingham” – podała policja na Twitterze.

Dwie spośród rannych osób – kobieta i mężczyzna – doznały poważnych obrażeń, ale ich życiu nie grozi niebezpieczeństwo.
Źródło info i foto: onet.pl

Chiny: Kara śmierci dla obywatela Kanady za produkcję narkotyków

Obywatel Kanady został w Chinach skazany na śmierć za produkcję narkotyków – poinformował sąd w Kantonie na południu ChRL. Wyrok zbiega się w czasie z narastającymi napięciami na linii Ottawa-Pekin, m.in. w związku z chińskim koncernem Huawei. W komunikacie sądu skazanego obywatela Kanady przedstawiono po chińsku jako Xu Weihong. Po procesie pierwszej instancji sąd w Kantonie wydał również wyrok dożywocia dla jego wspólnika, osoby przedstawionej jako Wen Guanxiong, której narodowości nie podano.

Według sądu obie skazane osoby wytwarzały ketaminę, a w ich posiadłościach znaleziono łącznie ponad 120 kg tego narkotyku – przekazały miejscowe media. Wyroki śmierci są w Chinach automatycznie kierowane do weryfikacji przez Sąd Najwyższy.

Wyrok zbiega się w czasie z nasileniem napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich. W Chinach od ponad 600 dni przetrzymywani są dwaj Kanadyjczycy – były dyplomata Michael Kovrig i biznesmen Michael Spavor – oskarżeni przez chińskie władze o szpiegostwo.

Działania przeciw obu mężczyznom powszechnie oceniane są jako odwet Pekinu za aresztowanie w Kanadzie wiceprezes Huawei Meng Wanzhou, córki założyciela tego koncernu, którą władze USA podejrzewają o oszustwa i zabiegają o jej ekstradycję. Pekin żądał jej uwolnienia i zarzucał Ottawie współpracę z Waszyngtonem w próbach zaszkodzenia Huawei.

Od czasu aresztowania Meng chińskie władze skazały na śmierć za przemyt narkotyków innego Kanadyjczyka, Roberta Lloyda Schellenberga, zaostrzając wydany na niego już wcześniej wyrok 15 lat więzienia. Pekin wprowadził również restrykcje dotyczące importu z Kanady niektórych produktów.

W ostatnich tygodniach do napięć w relacjach kanadyjsko-chińskich dochodziło również w związku z działaniami chińskich władz w Hongkongu. Kanada jako jeden z pierwszych krajów zawiesiła swój traktat ekstradycyjny z tym miastem w reakcji na narzucenie mu przez rząd centralny ChRL kontrowersyjnego prawa o bezpieczeństwie państwowym. Pekin stanowczo potępił decyzję Ottawy, oceniając ją jako ingerencję w wewnętrzne sprawy Chin.
Źródło info i foto: RMF24.pl

10 lat od zaginięcia Iwony Wieczorek. Czy śledztwo przyniosło jakieś rezultaty?

Przed dokładnie dziesięcioma laty Iwona Wieczorek wyszła z domu na prawdopodobnie ostatnią imprezę w swoim życiu. Spotkanie ze znajomymi w beztroskiej atmosferze okazało się zalążkiem najgłośniejszego zaginięcia w Polsce. Jak wyglądały ostatnie godziny przed niespodziewanym zniknięciem Iwony Wieczorek? Co mogło się wydarzyć? I jak to możliwe, że po dekadzie nadal wiemy tak niewiele?

Dla Iwony lato 2010 roku miało być wyjątkowe. Po zdaniu matury cieszyła się najdłuższymi wakacjami w życiu. Nie pracowała, a niebawem czekał ją wyjazd do Hiszpanii. Zakończyła związek, któremu poświęciła sporo emocji. Kilka tygodni później znajomi wyszli z inicjatywą wypadu do klubu w Sopocie, czyli imprezowym centrum Trójmiasta. Zanim jednak wspólnie dotarli do Dream Clubu, uznawanego za wyjątkowo prestiżowe miejsce, z przyjaciółką Adrią oraz trzema kolegami Iwona udała się na działkę przy ulicy Reja w Sopocie. Jeszcze przed północą cała ekipa raczyła się mocnym alkoholem. Następnym przystankiem był lokal Mandarynka, skąd wszyscy szybko przenieśli się do wspomnianego Dream Clubu. Nieduża odległość pozwalała na pokonanie dystansu pieszo. Co działo się dalej? Z pozoru prosta historia staje się od tego momentu bardzo skomplikowana.

Już po około godzinie Iwona opuściła klub, by się przewietrzyć. Jak ustalili śledczy, przed 3:00 ponownie wyszła z imprezy. Tym razem była już bardzo zdenerwowana. Znana z wybuchowego charakteru 19-latka miała pokłócić się z Pawłem, jednym ze współtowarzyszy. Ten rzekomo próbował ją zatrzymać, ale jego starania spełzły na niczym. Wcześniej, jeszcze wewnątrz budynku, młody mężczyzna przedstawił Iwonie współpracownika klubu, który miał znać się z „Krystkiem”, okrzykniętym po latach „łowcą nastolatek”. Rozemocjonowana dziewczyna, nie mając ze sobą żadnych pieniędzy, dotarła na bulwar nadmorski. O co poszło w tej awanturze? Nie wiadomo. Trudno jednak dać wiarę, że błahy powód sprowokował nastolatkę do oderwania się od grupy w środku nocy.

Iwona Wieczorek odrzuciła połączenie od Adrii, ale chwilę później wysłała jej SMS-a, w którym podała swoją lokalizację. Była już przy drugim wejściu na plażę, licząc od sopockiego molo. Nieopodal charakterystycznego chińskiego hotelu Zhong Hua mogła spędzić nawet 20 minut. Nikogo się jednak nie doczekała. Adria siedziała już bowiem w taksówce, a towarzysze imprezy mogli liczyć na „podwózkę” zapewnioną przez znajomego. Dziewczyny jeszcze się usłyszały. W rozmowie telefonicznej, do której ostatecznie doszło, Adria wspomniała, że zostawi torebkę Iwony na swoim balkonie, na parterze. Mieszkały blisko siebie i podobne „transfery” udawały im się już w przeszłości. Nie mając na co czekać, Iwona rozpoczęła spokojny marsz biegnącym wzdłuż brzegu morza deptakiem w stronę granicy z Gdańskiem. Dalej kontynuowała w stronę Parku Reagana. W międzyczasie pisała do znajomych wiadomości tekstowe, jednak jej telefon się rozładował. Po drodze minęła miejsce, w którym tej nocy bawiły się dwie ważne dla sprawy postaci. Jedną z nich jest były chłopak Iwony, który miał rzekomo opuścić lokal nieco wcześniej, a drugą… tajemniczy mężczyzna w koszuli w kratę.
Źródło info i foto: se.pl

Dwaj pakistańscy dyplomaci podejrzani o szpiegostwo w Indiach

Władze Indii zatrzymały w niedzielę dwóch pracowników pakistańskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego w związku z podejrzeniami o działalność szpiegowską – poinformowało indyjskie MSZ. Dyplomaci zostali uznani za osoby niepożądane i muszą opuścić kraj. W swoim komunikacie resort spraw zagranicznych Indii oświadczył, że zatrzymani przedstawiciele Pakistanu prowadzili „działalność niezgodną z ich statusem jako członków misji dyplomatycznej”.

Zatrzymani to pracownicy Wysokiej Komisji Pakistanu, głównego przedstawicielstwa Pakistanu w Indiach. Obaj dostali 24 godziny na opuszczenie kraju. Rząd w Delhi dostarczył też notę protestacyjną szefowi pakistańskiej misji.

Resort dyplomacji Pakistanu odpowiedział potępiając „zatrzymanie i torturowanie” swoich dyplomatów. Działaniom Indii towarzyszyła negatywna i ukartowana z wyprzedzeniem kampania medialna, będąca częścią uporczywej antypakistańskiej propagandy – oceniło pakistańskie MSZ cytowane przez agencję Reutera.

Reuters pisze, że wzajemne oskarżenia dwóch zwaśnionych państw o szpiegostwo są regularnie wysuwane przez obie strony. W ubiegłym tygodniu indyjska policja wypuściła gołębia należącego do pakistańskiego rybaka, nie znajdując dowodu, że ptak został użyty do celów szpiegowskich.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Ciała 39 wietnamskich migrantów w ciężarówce. Aresztowano 26 osób

Francuska prokuratura poinformowała w środę (27 maja) o aresztowaniu we Francji 13 osób i kolejnych 13 w Belgii w związku ze śmiercią 39 wietnamskich migrantów, których ciała znaleziono w październiku ubiegłego roku w ciężarówce pod Londynem. W ramach śledztwa w sprawie tej tragedii, prowadzonego wspólnie przez Wielką Brytanię, Irlandię, Francję i Belgię, dokonano we wtorek 16 przeszukań głównie w Brukseli i aresztowano 13 osób – 11 Wietnamczyków i dwóch Marokańczyków. 13 osób zatrzymano w rejonie Paryża.

Osoby aresztowane przez policję są również podejrzane o udział w ogromnym handlu ludźmi między Francją, Belgią i Zjednoczonym Królestwem. Francuska prokuratura nie sprecyzowała narodowości osób zatrzymanych, lecz źródło zbliżone do śledztwa twierdzi, że są to głównie Wietnamczycy.

„Podejrzewa się, że sieć utworzona przez handlarzy ludźmi prawdopodobnie transportowała do kilkudziesięciu osób dziennie przez kilka miesięcy” – podkreśla belgijska prokuratura.

„Organizacja skupiła się na transporcie imigrantów z Azji, głównie z Wietnamu” – dodała belgijska prokuratura, podkreślając, że „podejrzewa się, że to ta siatka umożliwiła” przemyt 39 nielegalnych migrantów, którzy zostali znalezieni martwi 23 października w dzielnicy przemysłowej w Grays w Wielkiej Brytanii.

Rozprawa

Maurice Robinson, pochodzący z Irlandii Północnej kierowca ciężarówki, w której znaleziono ciała, przyznał się w kwietniu w Londynie podczas rozprawy wstępnej do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa. Drugi oskarżony w tej sprawie, Gheorge Nica, który ma podwójne obywatelstwo rumuńskie i brytyjskie, nie przyznał się ani do 39 zarzutów nieumyślnego zabójstwa, ani do pomocy w nielegalnej imigracji.

W rozprawie uczestniczyło jeszcze trzech innych oskarżonych – jeden mieszkaniec Irlandii Północnej oraz dwóch mieszkających w Wielkiej Brytanii Rumunów. Wszystkim trzem poprzednio postawiono zarzuty udziału w spisku w celu pomocy w nielegalnej imigracji.

Właściwy proces oskarżonych rozpocznie się 5 października.

Tragiczne zdarzenie

W nocy z 22 na 23 października zeszłego roku na terenie parku przemysłowego w Grays w hrabstwie Essex w kontenerze-chłodni na naczepie ciężarówki prowadzonej przez Robinsona odkryto ciała 31 mężczyzn i ośmiu kobiet. Wśród zmarłych było 10 nastolatków, w tym dwóch 15-letnich chłopców. Wszyscy zmarli byli Wietnamczykami. Kontener tej samej nocy przypłynął promem z Zeebrugge w Belgii. W marcu poinformowano, że wszyscy zmarli w wyniku niedoboru tlenu lub wychłodzenia, bądź połączenia tych czynników.
Źródło info i foto: interia.pl

Donald Trump o „niekompetencji Chin” i „masowym zabójstwie”

Donald Trump po raz kolejny oskarża Chiny w związku z wybuchem epidemii koronawirusa. – To „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie! – napisał na Twitterze prezydent USA. „The Washington Post” podkreśla, że polityk wykorzystuje koronawirusa w kampanii wyborczej. Donald Trump w środę po raz kolejny zaatakował Chiny w kontekście pandemii koronawirusa.

„Ktoś w Chinach wydał oświadczenie obwiniające wszystkich poza Chinami za wirusa, który zabił setki tysięcy ludzi. Proszę wytłumaczyć temu głupkowi, że to „niekompetencja Chin”, a nie nic innego, doprowadziła do tego masowego zabójstwa na całym świecie!” – napisał na Twitterze amerykański prezydent.

To już kolejne mocne stwierdzenie Donalda Trumpa ws. sytuacji związanej z epidemią koronawirusa. We wtorek np. prezydent Stanów Zjednoczonych nazywał Światową Organizację Zdrowia (WHO) „marionetką Chin” i zagroził wycofaniem się z jej finansowania na stałe. USA to największy pojedynczy płatnik WHO, który zasila blisko 15 proc. jej budżetu. W 2019 roku było to ponad 400 milionów dolarów.

Jak podaje „The Washington Post”, również sekretarz stanu USA Mike Pompeo potępił Chiny jako „brutalny reżim autorytarny” i określił ich relacje z dyrektorem WHO jako „niepokojące”. Dziennik podkreśla jednak, że Trump wykorzystuje temat pandemii koronawirusa w swojej kampanii wyborczej.

Stany Zjednoczone twierdzą, że zarówno Chiny, jak i WHO zbyt późno informowały o wirusie. Z tego powodu prezydent Donald Trump zawiesił amerykańską składkę do WHO. Obecnie liczba zachorowań na COVID-19 na świecie przekroczyła już 5 milionów. Poinformowali o tym naukowcy z amerykańskiego Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Maryland, którzy zajmują się monitorowaniem pandemii. Liczba ofiar na całym świecie to obecnie 326 tysięcy, a wyleczyć udało się niemal 2 miliony osób.
Źródło info i foto: Gazeta.pl