Pojechał po spadek do Grecji. Został skatowany

Przyjechał na grecką wyspę, by pozałatwiać sprawy spadkowe po śmierci ojca. W domu, który stał się jego dziedzictwem, został zaatakowany przez dwóch napastników. Przypuszczalnie byli to włamywacze, którzy liczyli na łupy ze splądrowania opuszczonej posiadłości. Charlie Kathopoulis leży dziś w szpitalu w śpiączce, a jego rodzina szuka pomocy. Siostry Michelle i Jacqui oraz Maria, mama rodzeństwa, mieszkanki australijskiego miasta Darwin, przeżyły szok, gdy dowiedziały się, co w maju spotkało ich bliskiego. Charlie pojechał do Grecji, skąd pochodzi rodzina, by uporządkować sprawy po śmierci ojca. Miał też przy okazji pozałatwiać sprawy dotyczące jego służby wojskowej.

W nocy 30 maja dwóch intruzów włamało się do domu, w którym przebywał. Zdaniem siostry Michelle, włamywacze byli pod wpływem narkotyków. Oglądała ona nagranie z domowej kamery. Widać na nim, że Charlie wyszedł do nich. Byli to desperaci, którzy liczyli na cokolwiek – sprawiali wrażenie zbieraczy złomu, potrzebujących każdego grosza na używki.

Wtedy zaatakowali. Mężczyzna został zmasakrowany. Uderzali go w głowę stalowym prętem i dźgnęli nożem w gardło i klatkę piersiową. Charlie odniósł straszliwe obrażenia – urazy głowy, złamania czaszki, złamanie szczęki, uszkodzenie tchawicy. Ma też zdruzgotane kości obojczyka i przebite płuca. Przeżył, bo ratunek wezwał sąsiad, a lekarze dokonali cudu. Nadal jednak nie wiadomo, jaki będzie stan jego mózgu, strun głosowych i jak funkcjonować będzie tchawica.

Matka i siostry, które na wiadomość o nieszczęściu, które dotknęło ich bliskiego, natychmiast rzuciły wszystko i pojechały do Grecji, opowiedziały australijskiemu portalowi news.com.au o swoim problemie. Szpital, w którym uratowano mu życie, zwrócił się do czterech greckich placówek specjalistycznych, które mogą przeprowadzić skomplikowane procedury medyczne, konieczne do podtrzymania funkcji życiowych mężczyzny. „Z powodów, których nie rozumiemy, wszystkie szpitale odmówiły”. – relacjonują najbliżsi.

„Nie jesteśmy w stanie przeniknąć sposobów funkcjonowania greckiego systemu medycznego. Chodzi przecież o operacje ratujące życie i konieczne do rozpoczęcia powolnego procesu powrotu do zdrowia” – napisali najbliżsi Charls’a w mediach społecznościowych, podkreślając, że jego zaciekła walka o przetrwanie, wola i siła zadziwiają lekarzy. Liczne obrażenia Charliego sprawiają, że jest to wyjątkowy przypadek dla lekarzy.

Charlie oddycha już sam, ze wspomaganiem tlenowym, ale komunikować się może jedynie wzrokiem i dotykiem rąk. Szpital ogólny na Rodos nie może już dla niego nic więcej zrobić. Rodzina chce więc sprowadzić go do Australii, by tam poddano go skomplikowanym zabiegom medycznym i operacjom, niemożliwym do wykonania w Grecji.
Źródło info i foto: wp.pl

Nożownik zaatakował pod Piasecznem. 46-latka walczy o życie

Brutalna napaść nożownika w Kawęczynku. Jak informują służby, zaatakowano kobietę w średnim wieku. 46-latka walczy o życie w szpitalu. Policja poszukuje sprawcy. Dramatyczne wieści z miejscowości Kawęczynek pod Piasecznem. Jak informują lokalne media, doszło tam do brutalnej napaści na kobietę w średnim wieku.

Pierwsze zgłoszenie o ataku nożownika policja otrzymała około godziny 14. W rejon ulicy Prostej w Kawęczynku wysłano wszystkie służby. Na miejscu odnaleziono 46-letnią kobietę. Policjanci natychmiast przystąpili do walki o życie kobiety. Wezwano też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Atak nożownika w Kawęczynku? Akcja służb

– Poszkodowana ma rany cięte. Nie wykluczamy usiłowania zabójstwa. Na miejscu trwają czynności. Poszukujemy osoby powiązanej ze sprawą – przekazał w rozmowie z PAP Jarosław Sawicki z komendy w Piasecznie.

Z nieoficjalnych doniesień wynika natomiast, że 46-latka ma poważne rany kłute i cięte brzucha, klatki piersiowej i szyi. – Na miejscu trwają czynności śledcze z udziałem prokuratora. Trwają poszukiwania osoby, która może być powiązana ze sprawą – przekazano.

Atak nożownika? Policja w Piasecznie szuka sprawcy

Na miejscu zdarzenia cały czas pracują odpowiednie służby. Do Kawęczynka zjechali policjanci z kilku powiatów. Prowadzone są poszukiwania sprawcy brutalnej napaści na 46-latkę. W akcji są też m.in. psy tropiące. Jak wynika z ustaleń, postępowanie prowadzone jest pod kątem usiłowania zabójstwa. Funkcjonariusze sprawdzają miejsca, w których może znajdować się potencjalny napastnik.
Źródło info i foto: wp.pl

Zabójstwo nożem na warszawskiej Woli. Mąż „nadział się” na nóż

Podczas domowej awantury 44-letnia Monika P. dźgnęła męża nożem w klatkę piersiową. Jeden cios ostrym narzędziem pozbawił życia 43-letniego Janusza. Kobieta wyjaśniała, że mężczyzna „jej się nadział”. Przed Sądem Okręgowym w Warszawie odpowie za zabójstwo, za co grozi jej dożywocie.

W poniedziałek 30 listopada ub.r. około godz. 16 na numer alarmowy zadzwoniła zdenerwowana kobieta i poinformowała, że na klatce schodowej bloku przy ul. Ludwiki leży 44-letni mężczyzna z raną kłutą w okolicy serca.

Na miejsce przyjechało pogotowie. Przy mężczyźnie znajdowały się dwie kobiety, jedna z nich wołała „Janek, nie umieraj!”. Ratownikom nie udało się uratować życia mężczyzny, zmarł na miejscu w wyniku bardzo głębokich obrażeń. Podczas późniejszej sekcji zwłok ustalono, że miał uszkodzone m.in. serce i lewe płuco.

Romans żony

Kobieta, która wezwała pomoc, była sąsiadką zmarłego Janusza P. O wsparcie poprosiła ją Monika P., żona pokrzywdzonego. Twierdziła, że podczas małżeńskiej awantury spowodowanej zazdrością Janusza P. o romans małżonki, mężczyzna chwycił nóż, którym wcześniej robił kanapki, i wbił go sobie w serce.

Taką samą wersję przedstawiła funkcjonariuszom policji, których przekonywała, że na chwilę przed zadaniem sobie śmiertelnego ciosu Janusz P. miał oświadczyć, że „skoro on nie może jej mieć, to żaden inny mężczyzna nie będzie jej miał”. Policjanci zapamiętali, że była roztrzęsiona i płakała. W momencie zatrzymania miała około promila alkoholu we krwi.

Konflikt trwał od miesięcy

Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola. W toku postępowania przygotowawczego przesłuchano licznych świadków, w tym rodzinę pokrzywdzonego oraz sąsiadów z bloku przy ul. Ludwiki. Z ich zeznań wynika, że konflikt pomiędzy Moniką P. i jej mężem trwał od kilkunastu miesięcy.

Zarówno sąsiedzi, jak i bliscy zmarłego, wiedzieli, że powodem licznych kłótni i przepychanek były problemy finansowe rodziny oraz pozamałżeński związek, w który zaangażowała się oskarżona. Wielokrotnie o interwencję w związku z zachowaniem rodziców prosiły ich nastoletnie córki.

W dniu zabójstwa Janusza P. jego żona wróciła do domu nad ranem. Śledczy ustalili, że weekend spędziła u nowego partnera. Monika P. nie mogła dostać się do mieszkania, bo zostały w nim wymienione drzwi. Mąż wpuścił ją i przez dwie godziny trwała między nimi awantura. Córki małżeństwa P. przebywały w tym czasie poza domem.

Chciała nastraszyć męża?

Gdy Monika P. zasnęła, mąż miał zamknąć ją w domu i wyjść. 44-latka groziła telefonicznie mężowi, że odkręci gaz i wysadzi mieszkanie w powietrze, jeżeli jej nie wypuści. Janusz P. poprosił sąsiada, by zamknął dopływ gazu na klatce schodowej i wrócił do domu wczesnym popołudniem. Małżonkowie kontynuowali kłótnię, Janusz P. nakazał żonie spakować rzeczy i wyprowadzić się.

Z relacji Moniki P. wynika, że około godz. 15 dostała sms od córki, ale mąż wyrwał jej telefon z ręki, podejrzewając korespondencję z kochankiem. Gdy Janusz P. rzucił telefonem o podłogę, a kobieta rzuciła się na niego. Została odepchnięta i upadła. W późniejszych wyjaśnieniach 44-latka zmodyfikowała wersję wydarzeń przyznając, że to ona chwyciła nóż, który leżał na ławie w salonie.

Twierdziła, że chciała nastraszyć męża, a nie zabić, jednak pokrzywdzony miał stracić równowagę i „się nadziać na ten nóż”. Janusz P. po ugodzeniu nożem wyszedł z mieszkania. Na nagraniu z monitoringu widać, jak przewraca się, a Monika P. kilkukrotnie podbiega do niego, odchodzi i wraca. Wróciła do mieszkania m.in. po koc, którym próbowała uciskać krwawiącą ranę.

Odpowie za dwa przestępstwa

Monika P. odpowie przed Sądem Okręgowym w Warszawie za dwa przestępstwa. Pierwszym jest postawiony jej przez prokuratora zarzut dokonania zabójstwa męża „w zamiarze ewentualnym”. Oskarżyciel publiczny stwierdził, że kobieta nie chciała pozbawić życia Janusza P., ale godząc go nożem w okolice serca musiała się z takim skutkiem liczyć.

Drugi czyn zarzucany Monice P. dotyczy wydarzeń z nocy z 30 na 31 sierpnia 2019 roku. Pomiędzy małżonkami doszło do awantury w kuchni, gdy kobieta przygotowywała kanapki. W dłoni trzymała długi kuchenny nóż. Z jej relacji wynika, że mocno i nerwowo gestykulowała, a mąż próbował jej wyrwać nóż i złapał dłonią za jego ostrze, powodując obrażenia.

Prokuratura uznała, że kobieta działała w zamiarze bezpośredniego spowodowania obrażeń u męża i świadomie zadała mu cios, przed którym mężczyzna się obronił dłonią. Interweniowała policja i pogotowie, ale wówczas po namowach żony Janusz P. miał odstąpić od złożenia zeznań obciążających Monikę P.

44-latce grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności. Obecnie przebywa w areszcie śledczym.
Źródło info i foto: polsatnews.pl

Ciało 21-latka znalezione w opuszczonym hotelu. To morderstwo?

Ten opuszczony hotel od lat wzbudzał strach wśród mieszkańców Serocka. Brudny, pełen zbitego szkła i mroczny, od teraz będzie zapamiętany jako miejsce tragicznej śmierci młodego chłopaka. 21-latek miał przed sobą jeszcze całe życie, niestety, zakończył je przedwcześnie w Hotelu Panorama. Jego ciało znalezione w nocy z 10 na 11 sierpnia, mimo to wciąż nie do końca wiadomo w jaki sposób zginął Piotr P. Legionowska prokuratura mówi wprost, morderstwo jest jedną z hipotez branych pod uwagę.

Piotr P. zginął w opuszczonym Hotelu Panorama, położonym na skarpie molochu, z przepięknym widokiem na Jezioro Zegrzyńskie. Zbudowany w czasach PRL, od lat straszy wybitymi szybami, zniszczeniami oraz mrocznym klimatem. Miejsce ma bardzo złą sławę wśród lokalnej społeczności.

– Bardzo często musiałam dzwonić na policje, nocami były wrzaski i dźwięk rozbijanych butelek. Tam w końcu musiała zdarzyć się tragedia – mówi nam Anna, mieszkająca w okolicy Hotelu Panorama.

Ośrodek przyciągnął do siebie także 21-latka. Ciało Piotra zostało znalezione przez przypadkowych przechodniów.

Piotr P. zginął w opuszczonym Hotelu Panorama w Serocku

– Postępowanie w tej sprawie prowadzone jest obecnie z art. 155 kodeksu karnego (nieumyślne spowodowanie śmierci), chociaż może się to zmienić – poinformował „Gazetę Powiatową” Ireneusz Ważny, prokurator rejonowy w Legionowie. Zapytany o to, czy śledczy biorą pod uwagę morderstwo, prokurator odpowiedział: – W tej chwili jest to jedna z hipotez. Na ten moment nikt nie został zatrzymany.
Źródło info i foto: se.pl

Jest wyrok ws. zabójstwa noworodka. Alicja B. skazana na 12 lat więzienia

Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał prawomocny wyrok skazujący w sprawie 32-letniej Alicji B. Kobieta zabiła swojego nowo narodzonego syna, a jego zwłoki ukryła w szafie. Noworodek żył kilkanaście minut. Jego zgon nastąpił w wyniku obrażeń głowy zadanych przez matkę.

Do zdarzenia doszło w lipcu 2019 r. 30-letnia wówczas mieszkanka Miejskiej Górki w Wielkopolsce trafiła do szpitala w Rawiczu, gdzie lekarze stwierdzili, że niedawno urodziła dziecko. Zawiadomieni o sprawie funkcjonariusze policji pojechali do miejsca zamieszkania kobiety. Ciało noworodka znaleźli ukryte w szafie.

Według ustaleń śledczych dziecko urodziło się żywe. Żyło co najmniej kilkanaście minut. Śmierć chłopczyka spowodowały obrażenia głowy. Alicji B. przedstawiono zarzut zabójstwa. Trafiła do aresztu.

We wrześniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Poznaniu skazał kobietę na 12 lat więzienia. Nakazał jej także wypłacenie 10 tys. zł tytułem zadośćuczynienia ojcu dziecka. Mężczyzna o tym, że Alicja B. była w ciąży i urodziła jego dziecko, dowiedział się od prokuratora podczas przesłuchania.

Apelację od tego wyroku złożył obrońca oskarżonej oraz pełnomocnicy oskarżyciela posiłkowego – biologicznego ojca dziecka – który domagał się 150 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Prokuratura natomiast chciała utrzymania wyroku w mocy.

Kwalifikacja czynu

W środę Sąd Apelacyjny w Poznaniu wydał prawomocny wyrok w tej sprawie i wymierzył Alicji B. karę ośmiu lat więzienia. Uchylił także w całości zasądzone przez sąd pierwszej instancji zadośćuczynienie dla biologicznego ojca dziecka.

W uzasadnieniu wyroku sędzia Marek Kordowiecki odniósł się m.in. do kwestii przyjętej kwalifikacji prawnej czynu. Jak wskazał, kobieta odpowiadała za zbrodnię zabójstwa, a nie za dzieciobójstwo, czyli zabicie dziecka w okresie porodu pod wpływem jego przebiegu. Według kodeksu karnego art. 149 kk, czyli dzieciobójstwo, zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat pięciu.

Sędzia zaznaczył, że co prawda nie ulega wątpliwości, że Alicja B. zabiła dziecko „w okresie porodu”, ale – jak mówił – zabójstwo to nie nastąpiło pod wpływem jego przebiegu. Sędzia wskazał w tym miejscu m.in. na opinie biegłych oraz na wyjaśnienia oskarżonej, która „drobiazgowo opisała cały przebieg akcji porodowej, poczynając już od skurczów, jakie pojawiły się w godzinach nocnych, a kończąc na ‚wywiezieniu’ jej do szpitala”.

– Ona dokładnie wszystko wyjaśniła – co robiła, jaka była skala bólu i jak szybko trwała akcja porodowa mówiąc: jeszcze ból był do wytrzymania i wszystko odbyło się dosyć szybko i sprawnie. Nota bene, oskarżona w czasie akcji porodowej posługiwała się w tym pokoju w trakcie akcji porodowej lusterkiem oraz nożyczkami – co również dokładnie opisywała – mówił sędzia.

„Niewspółmiernie wysoka kara”

Zdaniem Sądu Apelacyjnego kara wymierzona przez sąd pierwszej instancji była jednak niewspółmiernie wysoka. Jak zaznaczył sędzia, „to, że zostało brutalnie zamordowane dziecko, człowiek, nie oznacza, że kara musi być szczególnie surowa”.

– Należy zauważyć, że każde przestępstwo zabójstwo jest okrutne z uwagi na to, że pozbawia się człowieka życia, jednakże ustawodawca w tych okolicznościach przewidział karę nie 12, 25 lat do dożywocia, ale przewidział „widełki”, w jakich należy orzekać tę karę, a więc „widełki” od ośmiu do 15 lat pozbawienia wolności, plus kary nadzwyczajne, czyli 25 lat pozbawienia wolności i dożywotniego pozbawienia wolności – tłumaczył.

Sędzia podkreślił, że w realiach tej sprawy sąd pierwszej instancji „zbyt mało wniknął w stan rozumowania Alicji B., co bez wątpienia doprowadziło do wymierzenia bardzo surowej kary pozbawienia wolności”. Dodał, że w wyroku nie wskazano też na żadne szczególnie obciążające oskarżoną okoliczności, które przemawiałyby za tak surową karą.

– Nie można bowiem zapominać, że oskarżona znalazła się w wyjątkowo krytycznej sytuacji życiowej. Ta okoliczność wynika wprost właśnie z opinii biegłych psychiatrów, a zwłaszcza biegłego psychologa, który zbadał osobowość oskarżonej i doszedł do jednoznacznego wniosku, że oskarżona z uwagi na swoją niedojrzałość emocjonalną, cechy osobowościowe nie była w stanie – w pewnym sensie – wyjść z tej „matni”, w jakiej się znalazła – wskazał sędzia. Dodał, że według biegłych oskarżona była introwertyczką, nikomu nie zwierzała się ze swoich problemów, „tłumiąc wszystko w sobie”, a na jej stan wpływ miała także sytuacja rodzinna i fakt, że ciąża była wynikiem romansu.

Nie będzie wypłaty zadośćuczynienia

Odnosząc się do uchylenia kwoty 10 tys. zł zadośćuczynienia dla biologicznego ojca dziecka, sędzia przypomniał, że takowe zadośćuczynienie może być zasądzone na rzecz najbliższych członków rodziny, za których uznaje się nie tylko osoby spokrewnione, ale także związane silną więzią emocjonalną.

Sędzia podkreślił, że biologiczny ojciec dziecka – zanim jeszcze doszło do zabójstwa – nie wykazywał żadnej chęci utrzymywania kontaktu z Alicją B., a mając podstawy do podejrzeń, że może ona być z nim w ciąży – ani razu z nią na ten temat nawet nie porozmawiał.

– Jak w toku już postępowania karnego dowiedział się, że jest biologicznym ojcem zamordowanego dziecka, to również – do protokołu przesłuchania wprost wyjaśnił – że on nie będzie, w ogóle nie ma zamiaru angażować się w tę sprawę. Nawet się nie interesował, gdzie dziecko zostało pochowane (…) Dopiero jak przyszło już do rozprawy sądowej, to nagle pojawia się i poprzez swoich pełnomocników żąda zasądzenia od Alicji B. 150 tys. zł – mówił.

– W tej konkretnej sytuacji – jaką rodziną dla zmarłego był „pokrzywdzony”? Poza tym, że był biologicznym ojcem, nie był żadną rodziną. Nie interesował się wcześniej ani Alicją B., ani tym, czy jest w ciąży, czy nie, nawet po śmierci nie interesował się, gdzie dziecko jest pochowane – ale zainteresował się pieniędzmi. Taka postawa zasługuje na pełne potępienie – dodał sędzia.
Źródło info i foto: interia.pl

Aleksiej Nawalny oskarżył prezydenta Rosji Władimira Putina o zlecenie zamachu na jego życie

Lider opozycji antykremlowskiej Aleksiej Nawalny oskarżył w czwartkowym wywiadzie dla tygodnika „Der Spiegel” prezydenta Rosji Władimira Putina o zlecenie zamachu na jego życie. Polityk zapowiedział też, że wróci do Rosji.

Twierdzę, że to Putin stał za zbrodnią i nie mam żadnej innej wersji – oznajmił Nawalny, cytowany przez niemieckie pismo w streszczeniu wywiadu. Pełna wersja rozmowy – jego pierwszego dużego wywiadu po otruciu zakazanym bojowym środkiem chemicznym Nowiczokiem – ma ukazać się jeszcze w czwartek na stronach internetowych tygodnika. Rosyjski opozycjonista oświadczył również, że zamierza powrócić do Rosji, bo uważa swoją rolę jako „typa, który się nie boi”.

Jak pisze Spiegel, Nawalny był w dobrym humorze i kondycji, jednak skutki ataku nadal są widoczne, bo miał trudności z nalaniem sobie wody do szklanki. Opisał też uczucie, jakie towarzyszyło mu po otruciu: „Nie czujesz bólu, ale wiesz, że umierasz”.
Źródło info i foto: Dziennik.pl

Makabryczny wypadek w Szczytnie. Zmarło jedno z bliźniąt. Jest odwołanie prokuratury

W olsztyńskim szpitalu dziecięcym zmarł jeden z braci bliźniaków, w których wjechał rozpędzony samochód. Prokuratura w Szczytnie złożyła odwołanie od decyzji sądu, który odmówił aresztowania sprawcy wypadku. – Pomimo ogromnych starań, walki i ogromnego zabezpieczenia jeden z braci ze Szczytna zmarł. Jest to ogromna tragedia dla rodziny, bardzo im współczujemy. Jest to też tragedia dla personelu naszego szpitala. Wszyscy bardzo to przeżywamy, jesteśmy bardzo poruszeni, walczymy, by poprawił się stan drugiego z braci – powiedziała zastępca dyrektora ds. lecznictwa wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie Barbara Chwała. Dodała, że bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca były wielonarządowe urazy, jakich doznał w wyniku wypadku.

Przed 9 dniami w Szczytnie rozpędzony ford mustang, który chwilę wcześniej wyprzedzał inne auto, wjechał w wózek z bliźniętami. Wózek z 1,5-rocznymi dziećmi prowadziła babcia, opiekunka chciała przejść przez jednię, stała na chodniku. Auto następnie wjechało w metalowy płot, staranowało go i zatrzymało się na budynku. Bracia trafili do szpitala w bardzo poważnym stanie, ich rodzice prosili o oddawanie dla nich krwi.

Drugi z bliźniaków walczy o życie

Barbara Chwała powiedziała w poniedziałek , że stan drugiego z braci jest bardzo poważny, zagrażający życiu dziecka.

– Robimy naprawdę wszystko, co w naszej mocy, by stan chłopca się poprawił. Jest to bardzo dramatyczna sytuacja, takiego zdarzenia nie notowaliśmy od kilku lat, by jedną rodzinę spotkała taka tragedia. Cały personel szpitala bardzo to przeżywa, bardzo współczujemy rodzinie – powiedziała dr Chwała.

Sprawę potrącenia wózka z dziećmi bada prokuratura w Szczytnie, która bezskutecznie prosiła sąd o aresztowanie sprawcy wypadku Adama D. Sąd odmówił, argumentując, że sprawca przyznał się. W czasie wypadku Adam D. był trzeźwy, złożył wyjaśnienia i wyraził skruchę. Sąd zastosował wobec niego policji i zakaz prowadzenia pojazdów oraz zakazano mu opuszczania kraju.

– Prokuratura złożyła już zażalenie na tę decyzję. W odwołaniu podniesiono szereg argumentów natury prawnej dotyczącej tego zdarzenia – poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Krzysztof Stodolny.

W poniedziałek rano akta z zażaleniem prokuratury nie dotarły jeszcze do sądu, dlatego sąd nie mógł jeszcze wyznaczyć terminu rozpoznania tego zażalenia.
Źródło info i foto: onet.pl

Potrącenie bliźniąt w Szczytnie. Szpital apeluje o oddawanie krwi dla rannych dzieci

Stan zdrowia Kuby i Bartka – bliźniaków potrąconych w sobotę przez 29-letniego kierowcę forda mustanga – nadal jest ciężki. – Walczymy o ich życie – przekazują przedstawiciele szpitala i apelują o oddawanie krwi dla nich.

Barbara Chwała, zastępca dyrektora ds. medycznych szpitala dziecięcego w Olsztynie przekazała nam, że poszkodowani chłopcy mają ciężkie urazy wielonarządowe i wciąż znajdują się na intensywnej terapii anestezjologicznej. – Rokowania są poważne, wciąż walczymy o ich życie – mówi Chwała.

Bracia bliźniacy, Kuba i Bartek, jak informuje szpital, pilnie potrzebują krwi grupy O RH -. – Apelujemy o oddawanie krwi każdej grupy. Krew jest nam bardzo potrzebna – powiedział rzecznik szpitala Grzegorz Adamowicz.

– W związku z koronawirusem zmniejszyła się ilość dawców, a krwi potrzebujemy tyle co zwykle, a czasem więcej. Prosimy, by każdy, kto może, oddawał krew, jest to naprawdę w tym czasie potrzebne – zaapelował rzecznik szpitala dziecięcego.
Źródło info i foto: tvn24.pl

Tennesse: Stracono wielokrotnego mordercę

W stanie Tennessee na wschodzie USA stracono wielokrotnego mordercę, który dostał karę śmierci za zabójstwo współwięźnia w 1985 roku. Gubernator nie ułaskawił go i nie uznał za okoliczność łagodzącą zeznań byłych strażników, którzy twierdzili, że skazany uratował im życie.

Stan Tennessee przywrócił najwyższy wymiar kary w sierpniu 2018 roku. Od tego czasu łącznie ze straconym w czwartek 58-letnim Nicholasem Toddem Suttonem przeprowadzono egzekucje siedmiu osadzonych – wylicza portal dziennika „USA Today”.

Do więzienia Sutton trafił jako 19-latek z wyrokiem dożywocia za zabicie swojej babci. Przyznał się później również do zamordowania dwóch innych osób, w tym swojego przyjaciela z dzieciństwa, za co otrzymał karę podwójnego dożywocia.

Na karę śmierci został skazany w 1985 r. za zabicie współwięźnia.

Gubernator stanu Tennessee Bill Lee nie skorzystał z prawa łaski. We wniosku o ułaskawienie oceniono, że morderca „przeszedł przemianę osobowości” i podkreślano, że uratował życie trzem strażnikom więziennym.

Jeden z nich przyznał, że stało się tak podczas zamieszek w zakładzie karnym w 1985 roku. Grupa pięciu więźniów, uzbrojona z noże i inną broń, otoczyła mnie i próbowała wziąć za zakładnika. Nick i inny współwięzień postawili się im, wynieśli mnie w bezpieczne miejsce (…)” – oświadczył emerytowany strażnik więzienny, cytowany przez portal CNN. „Zawdzięczam moje życie Nickowi Suttonowi – zaznaczył.

W stolicy stanu Nashville, przed budynkiem, gdzie na krześle elektrycznym przeprowadzono egzekucję skazańca, od czwartkowego popołudnia zbierali się przeciwnicy kary śmierci. Wielu z nich modliło się za skazanego. Do rezygnacji z kary głównej apelowała też część rodzin osób zabitych przez Suttona.

Stracony mężczyzna na ostatni posiłek poprosił o kotlety schabowe, ziemniaki oraz ciasto brzoskwiniowe z lodami waniliowymi.
Źródło info i foto: RMF24.pl

Malbork: Skatowane 4-tygodniowe dziecko walczy o życie w szpitalu. Rodzice zatrzymani

Miesięczne maleństwo w stanie ciężkim trafiło do malborskiego szpitala. Niemowlę z licznymi obrażeniami, w tym złamaniami kończyn, zostało przetransportowane z Malborka do gdańskiego szpitala Copernicus. Rodziców dziewczynki zatrzymała policja.

– Stan dziecka lekarze określają jako ciężki, zagrażający jego życiu – informuje Grażyna Wawryniuk z gdańskiej prokuratury. – Służby zawiadomił lekarz ze szpitala w Malborku, do którego trafiło niemowlę. Zauważył on na ciele dziewczynki obrażenia, które mogły być wynikiem pobicia, znalazł także ślady wcześniejszych urazów – dodaje rzecznik prokuratury.

Lekarze z Malborka uznali, że stan zdrowia 4-tygodniowego niemowlęcia jest tak poważny, że konieczny był transport dziewczynki do placówki w Gdańsku. Kruszynka walczy o życie na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej Szpitala im. Mikołaja Kopernika w Gdańsku.

Maleństwo do malborskiego szpitala przywieźli rodzice – 20-letnia kobieta i jej o rok starszy partner. Prokuratura podjęła decyzję o zatrzymaniu obojga. Policjantom udało się znaleźć ich dopiero dziś (06.02) po godz.16. Trwają teraz czynności z ich udziałem. Prokuratura nie zdradza, w jakim kierunku prowadzone jest śledztwo, ani co grozi zatrzymanym.
Źródło info i foto: Fakt.pl